Wreszcie na hali czyli dotknąć Eurowizji!

Dziś zaczęła się druga seria prób półfinałowych przed tegoroczną Eurowizją. Jest to też pierwszy raz, kiedy dziennikarze zostali wpuszczeni na scenę. I jak wrażenia? No jak myślicie? Meeeeega! Pierwsza uwaga: boszszszszsz jakie to jest malutkie! Przestrzeń między sceną a green roomem z tyłu hali ma może 50 metrów.  Szczerze powiedziawszy nie sądziłam, że Eurowizja może się odbywać w tak malutkim obiekcie. A jednak. I jak zostałam poinformowana przez bardziej doświadczonych kolegów – w ostatnich latach takie maleństwa są normą. W sumie byłam w Malmo Arenie – miejscu, gdzie odbyła się ESC dwa lata temu. Już wtedy zaskoczona byłam mikrorozmiarem, ale to co zobaczyłam w Wiedniu zaskoczyło mnie okropnie.  Czy największe tego typu show na świecie powinno się tak cieśnić? Teraz się nie dziwię że był problem z kupnem biletów…

Scena zobaczona face to face robi bardzo fajne wrażenie. Belki ładnie błyskają na różne kolorki. Ale kiedy zaczyna się występ… To chyba zależy od osobistych preferencji, ale jedni wolą obrazek z dopracowanymi ujęciami oglądać w telewizji, a inni znowuż wolą poczuć energię występu na żywo. Chyba zaliczam się do tej drugiej grupy. Kiedy stoję pod sceną wszystko co na niej widzę wydaje mi się być wręcz magiczne, hipnotyzujące.  Wszystko: wokale, ruchy sceniczne artystów, światła, wizualizacje na żywo robią wrażenie x 1000.

Oglądać próby możemy z dwóch perspektyw. Można płyty na dole, jednak nie pod samiutką sceną, ale i tak wszystko widać jak na dłoni – w końcu ta hala taka malutka.  Można też wejść na trybuny. Oczywiście gorszy widok, ale za to trochę wygodniej siedzieć niż stać cały dzień na wszystkich próbach. Trybuny mają za to tę oto przewagę nad płytą, że widać z nich jak na dłoni green room. Zapewne ciekawe będzie mieć możliwość podejrzenia reakcji artystów w trakcie występów ich konkurentów, czy też – co ważniejsze – reakcji w czasie ogłaszania wyników.  Z góry widać również wizualizacje na podłodze, które w tym roku są rewelacyjne, nawet lepsze niż w Kopenhadze. Z płyty nie mamy przyjemności ich oglądać.

Mieliśmy również okazję zobaczenia przykładowej pocztówki. Muszę stwierdzić że jakoś nic specjalnego. Parę obrazków z kraju artysty, parę z Austrii… Troszkę mogą zawiewać nudą w porównaniu do tych z poprzedniego ESC. W tle słyszymy walcową muzyczkę, czyli charakterystycznie, po austriacku. Zaś przed samymi pocztówkami słyszymy… znane nam z ESC 2011 bicie serca! Ciekawe, skąd ten pomysł? ukłon w stronę braci Niemców? Belka jest nieco inna niż ta, którą mogliśmy zobaczyć parę dni temu. Jest czarna z poruszającymi się na niej kolorowymi bąbelkami. Napisy ma na biało. I wygląda to zdecydowanie lepiej.

Dziś zobaczyć na scenie mogliśmy wszystkich uczestników pierwszego półfinału. Jakie wrażenie robili poszczególni reprezentanci?

Mołdawia. No kurczę, dobre to jest! W życiu bym nie sądziła, że akurat ta piosenka zrobi na mnie tak dobre wrażenie na żywo! Eduard Romanyuta zrobił show godny takich gwiazd muzyki pop jak Katy Perry czy Madonna! Tancerze w policyjnych fraczkach naprawdę nieźle się ruszają, a poza tym udało się na scenie odtworzyć tańcem pewną historyjkę (co nie zawsze się przecież udaje), policjanci ścigają biednego Eduarda, ale ten zakochuje się w funkcjonariuszce, trochę sobie flirtują, po czym dziewczyna przechodzi na jego stronę i wspólnie pokonują resztę glin. Lateksowe kostiumy robią szał, choreografia jest bardzo ciekawa, główny wokalista w pewnym momencie zostaje pozbawiony koszulki, a że ma się czym pochwalić… Na występie Mołdawii pod sceną zrobiła się jedna wielka imprezka. ‘I want your love’ zaczęło stanowić konkurencję ‘Golden Boyowi’! Czy Europa też da się porwać tej tanecznej energii?

Armenia. Tu też choreografia dopieszczona jest do najmniejszego ruchu każdego z szóstki wykonawców. Robi to wrażenie, ale najmocniejszą strona występu są jednak wokale. Wgniatają w podłogę. Mogą denerwować drzewka w wizualizacjach tegorocznych. Za dużo ich. ‘Zielona Eurowizja’? Tia….

Belgia. Cudna psychodela. Można patrzeć i patrzeć na to cudo choreograficzne. Stroje zarówno Loic jak i jego chórzyści też mają bardzo ciekawe. To jest pierwsze wykonanie dzisiaj o którym mówię – pewniak. Nawet potraktowany tylko w formie ciekawostki, jeśli ktoś niekoniecznie chwyta ten rodzaj muzyki, to i tak nie da się obok tego przejść obojętnie. Gdyby ktokolwiek mi kazał wskazać najbardziej nowoczesny performence tegorocznego ESC to czy mogłabym wskazać kogoś innego niż Belgię?

Holandia. Trintije gwiazda to i może szaleć! Ona ma chyba hopla na punkcie zmiany ciuchów. Nie dość, że poprzednio co chwila zmieniała woalkę, to dziś wystąpiła już w zupełnie innej kreacji (nie ma cyckoszału, juhuuuuu), i jeszcze zmieniała sobie kurteczkę z czarnej na czerwoną i na odwrót. Chórek też inaczej poprzebierali. Ale ciągle mają dość dziwaczne stroje. Tym razem fluorescencyjny napis LOVE już nie na palcach Trintije a na plecach chórku. Czy to już ostateczna kombinacja? Czy Holandia jeszcze coś przekombinuje przed próbą generalną?  Ciężko stwierdzić. Ich próba się skończyła, a oni jeszcze śpiewać chcieli, takie gwiazdy! Wokalnie – rewelacja, ale dziwnie ten bardziej spontaniczny występ wygląda na tle trzech poprzednich, wyreżyserowanych co do ułamka sekundy…

Finlandia. Chłopaki z PKNu coraz bardziej zyskują w oczach fanów, pomimo tego, że kiedyś nie byli przez nich zbytnio lubiani. Ich piosenka z każdym kolejnym odsłuchaniem wydaje mi się być coraz krótsza. Jak to się spodoba Europie?  Podczas występu Finów po raz pierwszy można zauważyć, że… rozsuwają się ekrany LEDowe! Za nimi ukryte są lampy, które użyte są między innymi przy tym występie. Na żywo widać dziurę, ale w telewizji oczywiście praktycznie nic! Ach ta magia TV, wszystko ukryje!

Bardzo ciekawie się zrobiło, kiedy ze sceny schodziła ekipa fińska, a wchodziła grecka. Trzeba było znieść instrumenty z poprzedniego występu a wnieść fortepian. I nagle ludu się zrobiło jak mrówek! Ja chyba nigdy tyle ludzi nie widziałam na raz na eurowizyjnej scenie!  Przed występem greckim zaobserwowałam, że w czasie pocztówki na podłodze wyświetla się licznik mówiący o tym, ile sekund pozostało do występu. Jeszcze w ostatnich chwilach ze sceny schodzą niektórzy techniczni. Ciekawie się na to patrzy mając świadomość, że w telewizji nikt tego nie widzi i nawet nie myśli o tym, że to się właśnie dzieje! Na występy na żywo też się inaczej patrzy, kiedy domyślamy się co aktualnie widzi się w TV. No i te latające we wszystkie strony kamery… Telewidz tego nie doświadczy!

Grecja. Patetyczny i dobrze komponujący się występ. Ale już nie robi na mnie takiego wrażenia jak w poniedziałek. Awansuje bez problemu. Grecja to zawsze da radę.

Estonia. Jest bardziej ogarnięcie niż na pierwszej próbie. Ale ciągle nie na zwycięstwo. Niektórzy twierdzą że im się przy tej piosence pod sceną strasznie nudzi. Nie ma co się dziwić, bo w sumie nie za wiele się dzieje. Ciekawostka. W czasie występu laserowo na podłodze wyświetla się miejsce na którym ma być postawiony stojak Eliny. To jest fascynujące że nikt w TV tego nie zobaczy! Bardzo mi się podoba pomysł na wizualizację z cieniami w otwartych drzwiach. Jednak przydałoby mu się troszkę dopracowania…

Macedonia. Wygląda to ciut lepiej niż na pierwszej próbie. Ale jak brzmi! Ahhhh. Szkoda tylko że ten występ jest taki słabiutki… Czasami się zastanawiam czy te greckie kolumny to może nie przypadkiem żeby zrobić na złość Grekom? Zadziornie!

Serbia. Tak jak sądziłam. Ten występ zdecydowanie zyskuje na pracy kamer. Nie dziwię się teraz, jak czytam niezbyt pochlebne komentarze na temat pierwszej próby Bojany pisane przez ludzi, którzy widzieli tylko 30 sekundowy ułamek ze statecznej kamery. Bo to najlepiej wygląda w telewizyjnej oprawie! W tym momencie muszę lekko zbesztać towarzystwo. Sporo ludzi kłóci się ze mną lub innymi osobami, które są na miejscu w Wiedniu, że jakiś występ poszedł tak, siak, owak a opinie swoją wygłaszają na podstawie półminutowych urywek pochodzących z eurovision.tv, które nie dość że są krótkie, nie oddają ujęć telewizyjnych to o realnym dźwięku nie wspomnę! Uwierzcie mi, na tych nagraniach widać może 10 % całego efektu. Dlatego trochę śmieszne jest, jak ludzie kłócą się redaktorami z Wiednia, jako że oni są pewni, że jakaś piosenka awansuje lub nie awansuje i są święcie przekonani o swojej racji, bo oni na nagraniu widzieli to, to i to. Ludzie. Spokojnie. Wiem, że ciężko wytrzymać, sama miałam w poprzednich latach podobne problemy, ale uwierzcie mi, jak to naprawdę wygląda, przyjdzie Wam dopiero ocenić w trakcie właściwej transmisji półfinału. Dzisiejsze nagrania na pewno będą pełniejsze, ale to jeszcze ciągle nie jest to. A tymczasem Bojanka zmieniła flagi na kolorowe. Czuć w tym występie walkę o tolerancję każdego człowieka bez względu na to, kim jest. Ale nie jest to nachalne, muzyka (i show) jednak odgrywa tu najważniejszą rolę. Brawo!

Węgry. Tu wolę wersję na żywo niż telewizyjną. Lepiej można wczuć się w klimat. Ale nie podobają mi się tylne wizualizacje (w odróżnieniu od dolnych), na których pojawia się drzewo… z broni! Po pierwsze ta broń jest zbyt nachalna. Po drugie…. co oni mają z tymi drzewami? Klimacik utworu jest naprawdę fajny, jednak, gdy kątem oka widzę na ekraniku to co zobaczą telewidzowie…. Nieeee to się nie uda. To jest zdecydowanie bardziej piosenka do słuchania niż do patrzenia!

Białoruś. Na żywo wygląda jak marzenie. W telewizorku biednie. Głupia telewizja! Tak bardzo Białorusinom należy się awans, a tak bardzo przekaz może wszystko popsuć. Ehhhhh, smutek…  Uwierzcie mi na słowo, jak bosko jest na scenie! Tu bym przyznała nagrodę za najbardziej zawalone ujęcia, mimo że nie widziałam jeszcze wszystkiego!

Rosja. Kawał głosu. Dobry występ. Jednak by piać z zachwytu… Mi do tego daleko, ale mówi się że Rosja spokojnie wygra półfinał. Pierwsza piątka przynajmniej. Okej, będzie wysoko, ale nie chciałabym żeby aż tak. Z całym szacunkiem do cudownej Poliny, to ta piosenka jest dla mnie ciągle przesłodzona. Jeszcze raz zapytam, czemu nie może innej nacji reprezentować?

Dania. Trochę zmienili wdzianka, ale nadal jest poprawnie akurat na awans. Nie ma o ukrywać, ta piosenka jest po prostu przyjemna. Nawet najwięksi hejterzy ulegają jej urokowi (jeden stwierdził że wychodzi z hali bo nie cierpi tej piosenki, namówiłam go żeby został, w efekcie szalał najbardziej ze wszystkich tam po sceną). Nie ma szans żeby to nie przeszło!

Albania. Elhaida najprawdopodobniej wystąpi w lokach – i dobrze, ponieważ to jej zdecydowanie najbardziej korzystne uczesanie. Elhaida ma chyba najfajniejsze w tym półfinale światła. Weszłam na trybuny i zauważyłam że stoliki w green roomie mają różne oświetlenie w zależności od występu. Przy Albanii jest pomarańczowe. Występ robi ogromne wrażenie w arenie, zwłaszcza, że Elhaida dziś wokalnie dała czadu. Tu też widzę murowanego finalistę. Moje ulubione ujęcie dziś to kamerzysta kładący się na belkach w celu zdobycia ujęcia.

W tym roku ludzie od wizualizacji się postarali – oczywiście pod warunkiem, że nie wstawiali na siłę drzewek. Połowa występujących w sumie nie musi nic robić, bo wizualizacje robią show za nich. Naprawdę fajnie to wyglądać w TV.

Rumunia. Przed ich próbą po raz kolejny możemy zobaczyć jak wielu technicznych jest zaangażowanych w pomoc przy scenie. Przecież w trzy minuty trzeba pownosić te wszystkie walizki i instrumenty. Już przy próbie Rosji miałam takie przypuszczenia, ale teraz jestem prawie pewna – perkusję to tu się gra na żywo, a nie udaje! Świetnie to brzmi w hali. Średnia ta piosenka, średni występ, ale grają na uczuciach. Po piosence rzucają ze sceny ‘Don’t left your children behind’ . Czy wzruszone mamusie na to zagłosują?

Gruzja. Moc sama w sobie. Mój nr 1 tego półfinału. Wiele się już napisałam z zachwytu, ale tu tak można bez końca. Wersja telewizyjna ma tą zaletę, że lepsze wrażenie robią wizualizacje i ujęcia. Ale live ma lepszego powera muzycznego. Nie ukrywam, marzy mi się dla Niny pierwsza piątka!

Na konferencje prasowe dziś nie chodziłam – bardziej fascynowało mnie to, co działo się w arenie. Zaliczyłam tylko fragment Grecji, zobaczyłam grecką pocztówkę… Sympatyczna. Maria w prezencie dostaje… młotek! I robi z dziećmi statek. Hmmm oryginalny pomysł, tylko aż się boję pomyśleć co jeszcze pokombinowali reżyserzy.

Kończymy kolejny intensywny dzień prób. Dzisiaj już mi trochę singli przybyło: Norwegia, Grecja, Mołdawia (plus płyta) i Estonia. Miło z ich strony że rozdają. Nadszedł czas aby wybrać swoich faworytów do awansu. W głosowaniu dziennikarzy z Centrum Prasowego jeszcze nie wzięłam udziału, zrobię to chyba jutro. Na daną chwilę wygrywa pożal się Boże Rosja. Trudno. A kogo bym wskazała do awansu? Na mojej liście znajdują się Gruzja, Belgia, Grecja, Finlandia, Rosja, Dania, Albania, Serbia, Estonia i Armenia. Chociaż na każdego innego finalistę, z pominięciem Rumunii, bym się nie obraziła. Bardzo wyrównany poziom mamy. To chyba dobrze, nieprawdaż?

Wasza HoSanna

2 KOMENTARZE

  1. I jeszcze odnośnie tych małych hal eurowizyjnych – mają one swój klimat. Eurowizje nie muszą być zawsze organizowane w jakichś 50-tysięcznych kolosach. Wystarczy choćby przypomnieć sobie konkursy z lat: 1997, 2002, 1999, 1992-1994. Mi osobiście takie małe obiekty odpowiadają.

  2. Co do autorki tego felietonu – Rosja przesłodzona ? Co za bzdury !!! A Serbia taka ok ? Bojana świetnie śpiewa, to oczywiste.. Ja osobiście występ Serbki odbieram teraz jako kwintesencję tandety i kiczu z powodu tych „pomysłów” na scenie. Tragiczne to jest. Może „na żywo” inaczej to będzie wyglądało.