Teraz Polska!

Selekcyjna machina powoli hamuje – do końca sezonu został nam tylko tydzień. Czasu coraz mniej, jednak emocji coraz więcej! Szczególnie gorąco w ten weekend było… w Polsce! Co jeszcze wydarzyło się oprócz naszych Krajowych Eliminacji? Finały w Izraelu, Estonii i Rumunii, litewski półfinał oraz  szwedzka Andra.

W tym odcinku między innymi: obszerna relacja spod sceny polskich selekcji oraz znacznie krótsza z widowni Eesti Laul…

Ahhhh Krajowe Eliminacje! Czekaliśmy na nie długo – aż 5 lat minęło od poprzednich selekcji. Nie ma co się dziwić że rozpierały nas emocje. Zwłaszcza że, po raz pierwszy od baaardzo dawna (być może nawet od czasu naszego debiutu), mówiło się w całej Europie, że jest to rok, w którym Polska sięgnie po zwycięstwo. Fani podzielili się na dwa obozy uwielbienia dla dwóch wokalistek, które od dawna szczytowały na listach naszych wymarzonych reprezentantów Polski: Edyty Górniak i Margaret. Wydawało się, że tylko one dwie tak naprawdę liczą się w stawce. Prawda okazała się być jednak zupełnie inna. O tym jednak za chwilę.

Jak wyglądały polskie selekcje okiem widza w studiu? Pierwsza rzecz, która się rzucała w oczy, to niestety pewne niedoskonałości organizacyjne. Fani stłoczeni przed wejściem zdołali się dostać do środka ponad godzinę po wyznaczonym przez TVP czasie. Po zamieszaniu, spowodowanym trudem decyzji o tym czy wpuszczać ludzi według alfabetu czy wedle przynależności do fanklubu, w końcu pozwolono wchodzić jak leci. Przejście do korytarza, w którym miały się odbyć selekcje, do najprostszych nie należało, a bez drogowskazów czy pomocy ze strony pracowników, jak można się domyśleć, cały budynek zaroił się od nie mających pojęcia gdzie są, zagubionych ludzi.

Na szczęście jednak (chyba) wszystkim udało się w końcu dotrzeć do wyznaczonego na nasz selekcyjny koncert miejsca. A tam już wszystko wyglądało tak jak należy. Co niektórym doskwierał brak krzeseł, jednak najtrwalsi psychofani i eurowizjomaniacy nie narzekali na tę niedogodność. Scena robiła naprawdę niesamowite wrażenie. Legendarny korytarz, w którym po raz kolejny odbyły się selekcje również prezentował się bardzo przyzwoicie. Ogółem, ta nowsza część siedziby TVP wygląda bardzo pięknie, dostojnie i monumentalnie – stąd w pewnym stopniu można zrozumieć, dlaczego właśnie widok na ten budynek w transmisji pojawiał się tak często.

Gościem specjalnym selekcji był Andrzej ‘Piasek’ Piaseczny, czyli jedyny w naszej eurowizyjnej historii zdobywca nagrody im. Barbary Dex. Sam zainteresowany w wywiadzie dla wiadomości stwierdził, że dopiero w sobotę dowiedział się o tym, że wygrał konkurs na najgorszy eurowizyjny strój. Artysta wyraził ubolewanie nad faktem, że do dziś nie dostał tej nagrody w formie fizycznej. Recital Piaska nagrany został jeszcze przed rozpoczęciem finału, a w jego trakcie puszczany był ‘z taśmy’. Andrzej zachwycił rewelacyjnym wokalem. Dobrze się stało że właśnie on, a nie ktoś inny, zaproszony został w roli gościa. Dla wszystkich artystów przestraszonych wizją porażki na ESC jest on przykładem tego, że nawet w przypadku eurowizyjnej katastrofy można później zrobić karierę w Polsce. Piasek dziś z dystansem i poczuciem humoru odnośni się do swojej eurowizyjnej przygody. I tak trzymać Endrju!

Finał otworzyła nasza kochana Monia Kuszyńska – artystka aż kipiała pozytywną energię, machała do fanów, jeździła po scenie w tę i z powrotem z ogromnym uśmiechem na twarzy, raz niestety prawie spadając z wózka na nierówności sceny. Wypadek na szczęście nie skończył się źle. A Monika dalej radosna brylowała przed fanami. W czasie oppeningu zaśpiewała In the name of love w wersji polskiej, czyli Obudź się i żyj. W czasie ogłaszania wyników nie było drugiej tak radosnej osoby na scenie – temu się jednak trudno dziwić, resztę zjadał dość sporawy stres. Bardzo miły to był gest ze strony TVP, że zaproszono naszą poprzednią reprezentantkę. Tych, którzy nas reprezentowali na ESC wypada traktować z szacunkiem.

Nasz wieloletni komentator i dla wielu Polaków ‘głos Eurowizji’ miał w tym roku przyjemność poprowadzenia naszych selekcji. Z lekka uszczypliwy, jednak rzetelny, w bardzo ładny sposób zaprezentował kilka piosenek z nadchodzącego ESC. Plus zademonstrował dystans do samego siebie zakładając ‘typowy eurowizyjny strój’ czyli pióra i futerko podwiewane maszyną wiatrową z ‚pirotechniką’ w ręku. Ciekawe czy pożyczył ją od Caroli?

orzeszek

Praca kamer, jak zaobserwować mogli ci, którzy selekcje oglądali w TV, do najlepszych nie należała. Jest to element, nad którym zdecydowanie musimy popracować, jeśli kiedykolwiek chcemy zorganizować Eurowizję. Co ciekawe, Polska jest jedynym krajem (oprócz oczywiście Włoch), w którym wprowadzono sanremowy system głosowania. Polega on na tym, że można wysyłać smsy w trakcie trwania każdej piosenki, ale tylko i wyłącznie na piosenkę właśnie wykonywaną. Plus dodatkowo po zakończeniu części konkursowej. Część fanów podobno niestety zgłaszała pewne problemy z zagłosowaniem na faworytów, ile w tym jest jednak prawdy najprawdopodobniej nie dowiemy się nigdy. Na duży plus polskich selekcji należy zaliczyć szybkość i sprawność przeprowadzenia. Show z 9 piosenkami zajęło półtorej godziny. Brzmi to niemalże jak rekord Europy.

Pierwsze piosenki , które wybrzmiały w czasie finału, były zdecydowanymi  faworytami do ostatnich miejsce tych selekcji. Zarówno Taraka, jak i białoruski zespół Napoli (ten sam który niemalże dostał białoruski bilet do Sztokholmu) zaprezentowali się dobrze, jednak nie stanowili konkurencji dla pozostałej części stawki. Natalia Szroeder również dobrze się zaprezentowała, jednak kolejna po niej Dorota Osińska wycisnęła łzy z oczu zgromadzonych w studiu widzów. Kasia Moś dosłownie zachwyciła, a Ola Gintrowska… ją będziemy wspominać przez lata! Ahh te syreny!

12524109_1024997224210323_7420718094615191804_n

Przyszła pora na faworytów – nie można ukryć, że wielu zgromadzonych w studiu widzów nie zwróciło zbytniej uwagi na występ Michała Szpaka – tak ludność podniecona była perspektywą zobaczenia na scenie Edzi i Gosi. Jakiż los potrafi być przewrotny! O ile Margaret i Edyta w studiu brzmiały kolejno poprawnie i rewelacyjnie, o tyle w TV… Tak naprawdę jedynie Michał oraz Kasia Moś dobrze wybrzmieli w ‘ruchomym obrazku’. Co w jakimś stopniu przełożyło się na wyniki. Cóż nie dograło w występach faworytek? U Margaret – niezbyt udana choreografia, praca kamer kompletnie nie pasują do dynamiki piosenki i, no cóż, słaby wokal. Tancerki nie były zbyt dobrze ubrane, chórzystki (zapożyczone od Mansa) wykonywały śmieszne ruchy, a co niektórzy twierdzą, że raz na jakiś czas ujrzeć mogli fragment dolnej bielizny Gosi. Edyta – na ile prawdziwa jest historia sukienki z rozlanym na niej napojem, ciężko jest stwierdzić. Faktem jest jednak to, że wokalistka na scenę wyszła dość mocno roztrzęsiona. W oczy rzucał się także niezbyt dobrze ukryty microport, mogący faktycznie wskazywać na problemy z kreacją. Edyta nie zaśpiewała Greatful na 100 % swoich możliwości. W skutek wielu zbiegów okoliczności dwie faworytki zawiodły. A jak wiadomo – gdzie dwie się biją tam trzeci korzysta! Polacy zadecydowali, że na Eurowizję jechać ma Michał Szpak. Publika zgromadzona w studiu TVP nie kryła zdziwienia ostatecznym rezultatem (oprócz wyjątkowy głośnych szpakofanek). Pojawiły się łzy, smutek, wzajemne kondolencje… Co jednak ciekawe, a mające przełożenie w ostatecznych wynikach, jedyny męski solista w naszych selekcjach bezsprzecznie zdobył serca telewidzów. Wśród całego narodu słyszy się, że Szpak był bezkonkurencyjny. Oczywiście nie obyło się bez złośliwych porównań do Conchity… Reszta Europy nie podziela jeszcze polskiego zachwytu nad Michałem – ciągle trwa żałoba nad Margaret. Czy może jednak Michał w maju zaskoczy ich tak samo jak nas w sobotę? Czas pokaże.

https://www.youtube.com/watch?v=7vUsV12yDiM

photo of the year

Polska nie była jedynym narodem wybierającym swojego reprezentanta w minionych dniach. W sobotę finał przeprowadzono również w Estonii. Był tam jeden z naszych redaktorów, Maciej. Napisał nam kilka słów na temat przebiegu show:

Estońskie preselekcje – Eesti laul to przykład jak stworzyć markę narodową i masowe wydarzenie łączące wszystkich w kraju. Przez kilka ostatnich lat byliśmy świadkami ewolucji formatu ze skupiania się wyłącznie na alternatywnej muzyce, do ogólnonarodowego wydarzenia. Świadczy o tym też skala wydarzenia. W tym roku Eesti Laul odbyło się po raz pierwszy w dużej arenie (która gościła Eurowizję w 2002 roku). Atmosfera podkreślała, że jest to wydarzenie, którym żyje mała Estonia. Widzowie dobrze znali konkursowe propozycje, podśpiewując je pod nosem w trakcie występów. Kiedyś w tygodniku Polityka Kuba Wojewódzki podkreślił, że na Eurowizji walczą tak nieistotne „potęgi” muzyczne jak właśnie Estonia. Osobom  podzielającym takie ignoranckie podejście polecam wyjazd na estońskie selekcje, aby przekonały się jak żywy i świeży jest ten rynek muzyczny. Polska goniąca za zachodnimi trendami może się dużo nauczyć od „nieistotnej” Estonii, która jest w stanie wyrobić sobie jasno określoną tożsamość muzyczną.  Sam zwycięzca – Jüri Pootsmann reprezentuje bardzo klasyczną propozycję z gatunku filmowej muzyki popularnej, z którą mała i nieistotna Estonia będzie po raz kolejny walczyć o miejsce w pierwszej dziesiątce podczas finału Konkursu Eurowizji.

W czasie intervalu Estończycy postanowili lekko sobie zażartować ze swoich poprzednich reprezentantów:

https://www.youtube.com/watch?v=bfASH0PHjJw

W czwartek wreszcie zakończył się maraton izraelskiego The Next Star. Wybrano od razu reprezentanta jak i piosenkę. Na nieszczęście jednak wyeliminowano najlepszy finałowy utwór… zanim jeszcze zdążył wybrzmieć. Mająca wykonać go Gil Hadash odpadła bowiem już w pierwszej coverowej rundzie… Na zwycięzcę Hoviego Stara wcześniej nie stawiał chyba nikt – według plotek naród najmocniej stawiał na Ellę, a producenci na Nofar, a tu niespodzianka! Pierwotnie Hovi zaśpiewać miał utwór Made of star, jak jednak donoszą izraelskie ptaszki, szykuje się jakaś zmiana.

https://www.youtube.com/watch?v=pMWtFb9A88w

Rumunia przeprowadziła swój finał Selecția Națională w niedzielę. Jak donosi jedna ‘nieeurowizyjna’ osóbka, mająca szczęście obejrzeć całe polskie selekcje oraz fragment rumuńskich – realizacyjnie Rumuni biją nas na głowę. Jednak poziom muzyczny wołał o pomstę do nieba. Szczególnie negatywnie w pamięci fanów zapisał się Mihai Trastariu, znany nam z ESC 2006. Jedna piosenka jednak była rewelacyjna. Nie udało jej się na tyle zdobyć serc głosujących, aby zwyciężyć selekcje. Zapamiętajmy tę rewelacyjną rumuńską propozycję – I’m coming home.

Ostatecznie reprezentantem Rumunii został Ovidiu Anton z piosenką Moment of silence.

Rumuńskie Intervale trwały niemalże tyle samo co część konkursowa, prezentowały jednak 300 razy lepszy poziom. Czemu żadna z tych piosenek nie mogła trafić na Eurowizję z Rumunii? Ciekawostka – jednym z gości i jurorów był Cezar (ESC 2013), który zaśpiewał… Rise like a Phoenix! Ciekawy to był wykon!

Szwecja przeprowadziła swoją Andrę! W tym odcinku Melodifestivalen doświadczyć mogliśmy najlepszych prowadzących – do  Giny Dirawi dołączyli Ola Salo oraz Peter Jöback. Do finału awansowały dość skoczne propozycje – Szwedzi najwidoczniej lubią się bawić!

A na Litwie przygotowania do wielkiego finału. Wreszcie!

To był tak emocjonujący weekend! A jak Wy czujecie się z polskim wyborem?

Wasza HoSanna

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułSanja Vučić ZAA reprezentantką Serbii!
Następny artykułPremiera utworu Chorwacji o 12:00 [UPD]
Aleksandra Wąsek
Urodzona w roku debiutu i największego sukcesu Polski na Eurowizji. Konkurs ogląda nieprzerwanie od 2003 roku, prawdziwą psychofanką stała się pięć lat później. Eurowizyjne utwory które najbardziej ceni to te nieszablonowe, choć ma też słabość do tradycyjnych bałkańskich brzmień. Jej ulubioną konkursową piosenką od lat jest 'My Star' grupy Brainstorm, a w pracy redaktorskiej patronuje jej... Sanna Nielsen. Członek eurowizja.org od 2014 roku, znana jest głównie z selekcyjnych felietonów.

9 KOMENTARZE

  1. Czy ktoś wybiera się do Sztokholmu na II półfinał i finał? Od niedzieli zastanawiam się nad tym, a razem byłoby raźniej:) Widzę, że bilety na półfinały są jeszcze dostępne, ale na finał nie. Czy zostanie rzucona jeszcze jedna partia wejściówek?

  2. Posłuchałem sobie jeszcze kilka x nagrania z preselekcji Margaret i nawet jakieś nagrane komórka przez kogoś, nawet z lepszą niż tvp jakośią przyjemniej mi się wydaje( bez teorii spiskowych.):) i uważam, że straciliśmy ogromna szanse na duży sukces na Eurowizji. Nawet przy fałszu, który nie był tak duży. Maragaret osiągnęłaby znacznie więcej. Piosenka Szpaka mimo że dobra to raczej 10-20 miejsce, może pierwsza 10, ale to moooże. Nic szkoda, ale jak to się to już historia.

  3. Co ciekawe, Szpak tez nie był w pełni kondycji w czasie swego występu, a jednak pokonał konkurentki. Jego niedociągniec nie było tak widac, dopiero teraz widzę i słyszę jego niedociagnięcia. Koszula niezapięta, albo guzik mu puscił, i to widac na scenie. Spieszył sie na scenę i roztargnienia zapomniał skarpetek 🙂 Wokal tez gdzieniegdzie szwankuje, na twarzy małe zmeczenie i stres. Widac ze co innego występ w klubie, a co innego gdy jest dreszczyk emocji i trzeba rywalizowac.

  4. Teraz pora na moją ocenę polskich preselekcji. Show które raziło zasadą „zróbmy to szybko” wypadło całkiem nieźle jak na warunki TVP. Po raz kolejny doceniono możliwości hali TVP choć scena prawdopodobnie była w innym miejscu niż wcześniej. Scena sama wyglądała na dopracowaną choć przy logu Eurowizji na bimie źle napisano nazwę koncertu.
    Od strony grafiki to wszystko było z innej parafii (m.in pocztówki ze spotu, zapowiedzi międzynarodowe z grafiki eurowizyjnej czy wreszcie czołówka wykonana własnoręcznie) ale na plus zasługują belki robione na podstawie grafiki TVP1.
    To były pierwsze preselekcje bez płci pięknej w roli prowadzącej a szkoda bo można było wziąć Annę Will czy Paulinę Chylewską albo chociaż Olę Rosiak. Orzech jakoś ciągnął to show choć z tym sposobem na Eurowizję zrobił z siebie głupka. Uratował się jednak z prezentacjami zagranicznymi ze słynną wpadką w grafice przy przedstawieniu Albanii. Kamerowo wszystko trzymało się raczej kupy choć te częste przedstawienia siedziby TVP mnie irytowały – wyglądało to na to jakby chcieli pochwalić się swoją zamkową siedzibą przed Europą.
    Od strony organizatorskiej poirytował mnie też brak rezultatów dla miejsc 4 – 9 które były w poprzednich latach. Daje to nieklarowany obraz naszych preselekcji.
    Teraz pora na utwory:
    Taraka – zwyczajny folkowy występ ale nieco sztywny niż na przykład dania w ich miejscu Eneja
    Napoli – dla mnie absolutne zaskoczenie tych eliminacji zgodnie ze słowami lektora w pocztówce. Występ znacznie lepszy od tego na Białorusi zarówno od strony wokalnej jak i… pod kątem kostiumu gdyż obszerną suknie zastąpił nieco bardziej lekki strój za który Napoli wyprzedił konkurencje z wynikowego TOP3 w rankingu za najlepszy strój.
    Natalia Szroeder – bardzo ciekawy i przyjemny ale raczej niczym nie wyróżniający się występ
    Dorota Osińska – tu kolejne po Napoli zaskoczenie wieczoru aczkolwiek momentami Dorota zaczynała się siłować z piosenką
    Kasia Moś – chyba najbardziej sztywny (po Tarace) występ wieczoru. Absolutnie piosenka wraz z występem nie umywa się do pierwszej propozycji Kasi z 2006 roku.
    Ola Gintrowska – ta powinna dostać nagrodę za największą żenadę roku a konkretniej za pomysł z tą syrenką. Na plus jedynie solówka na gitarze.
    Michał Szpak – późniejszy zwycięzca preselekcji zaśpiewał chyba najlepiej podczas całego wieczoru co potem zwróciło mu się w postaci wygranej. Nawet TVP kamerowo się postarała pokazując serca i fanów śpiewających wraz z Michałem.
    Margaret – z tego występu sztuczność lała się strumieniami bo o ile Margaret starała się ze śpiewem o tyle przez jej ruchy TVP nie wyrabiała z kamerami
    Edyta Górniak – diva dała z siebie wszystkiego aczkolwiek z drzeniem się chciała zrobić z Grateful drugie To nie ja co zostało odnotowane.
    Na koniec jeszcze ocenie poza konkursowego Piaska – bardzo fajny występ który to podobno był nagrywany z puszki przez co zaraz po deklaracji wokalisty o głosowania mieliśmy info o zakończonym głosowaniu co po poprostu wyglądało śmiesznie.
    Równie śmieszne wyglądało przekazywanie wyników z wozu transmisyjnego przez podwórko do siedziby Telewizji Polskiej jakby nie mogli wszystkiego na bimie wyświetlić. Miło jednak że to Monika Kuszyńska (której to występ na początku koncertu był prawie kalką występu z Wiednia – rzecz jasna z różnicą w formie wersji językowej piosenki) miała okazje przedstawić swojego następce na eurowizyjnej scenie. Miło było zobaczyć pierwsze przemówienie Michała i występ na bis do którego to nawet publiczność się włączyła. Generalnie mówiąc to były bardzo dobre preselekcje – śmiem nawet powiedzieć że były one najlepsze od ich pierwszej edycji w 2003 roku. Minusem był tylko ich czas trwania i to że parę planowanych rzeczy niestety nie doszło do skutku. Mówi się jednak że preselekcje Polski w tym roku były jednymi z najlepszych w tym sezonie przedeurowizyjnym a ich zaskakujący nawet dla fanów Eurowizji wynik jest chyba tylko tego sporym potwierdzeniem.

  5. A brodę i zarost czasem brałeś pod uwagę? Tutaj jest podobieństwo
    Teraz pora na moją ocenę polskich preselekcji. Show które raziło zasadą „zróbmy to szybko” wypadło całkiem nieźle jak na warunki TVP. Po raz kolejny doceniono możliwości hali TVP choć scena prawdopodobnie była w innym miejscu niż wcześniej. Scena sama wyglądała na dopracowaną choć przy logu Eurowizji na bimie źle napisano nazwę koncertu.
    Od strony grafiki to wszystko było z innej parafii (m.in pocztówki ze spotu, zapowiedzi międzynarodowe z grafiki eurowizyjnej czy wreszcie czołówka wykonana własnoręcznie) ale na plus zasługują belki robione na podstawie grafiki TVP1.
    To były pierwsze preselekcje bez płci pięknej w roli prowadzącej a szkoda bo można było wziąć Annę Will czy Paulinę Chylewską albo chociaż Olę Rosiak. Orzech jakoś ciągnął to show choć z tym sposobem na Eurowizję zrobił z siebie głupka. Uratował się jednak z prezentacjami zagranicznymi ze słynną wpadką w grafice przy przedstawieniu Albanii. Kamerowo wszystko trzymało się raczej kupy choć te częste przedstawienia siedziby TVP mnie irytowały – wyglądało to na to jakby chcieli pochwalić się swoją zamkową siedzibą przed Europą.
    Od strony organizatorskiej poirytował mnie też brak rezultatów dla miejsc 4 – 9 które były w poprzednich latach. Daje to nieklarowany obraz naszych preselekcji.
    Teraz pora na utwory:
    Taraka – zwyczajny folkowy występ ale nieco sztywny niż na przykład dania w ich miejscu Eneja
    Napoli – dla mnie absolutne zaskoczenie tych eliminacji zgodnie ze słowami lektora w pocztówce. Występ znacznie lepszy od tego na Białorusi zarówno od strony wokalnej jak i… pod kątem kostiumu gdyż obszerną suknie zastąpił nieco bardziej lekki strój za który Napoli wyprzedił konkurencje z wynikowego TOP3 w rankingu za najlepszy strój.
    Natalia Szroeder – bardzo ciekawy i przyjemny ale raczej niczym nie wyróżniający się występ
    Dorota Osińska – tu kolejne po Napoli zaskoczenie wieczoru aczkolwiek momentami Dorota zaczynała się siłować z piosenką
    Kasia Moś – chyba najbardziej sztywny (po Tarace) występ wieczoru. Absolutnie piosenka wraz z występem nie umywa się do pierwszej propozycji Kasi z 2006 roku.
    Ola Gintrowska – ta powinna dostać nagrodę za największą żenadę roku a konkretniej za pomysł z tą syrenką. Na plus jedynie solówka na gitarze.
    Michał Szpak – późniejszy zwycięzca preselekcji zaśpiewał chyba najlepiej podczas całego wieczoru co potem zwróciło mu się w postaci wygranej. Nawet TVP kamerowo się postarała pokazując serca i fanów śpiewających wraz z Michałem.
    Margaret – z tego występu sztuczność lała się strumieniami bo o ile Margaret starała się ze śpiewem o tyle przez jej ruchy TVP nie wyrabiała z kamerami
    Edyta Górniak – diva dała z siebie wszystkiego aczkolwiek z drzeniem się chciała zrobić z Grateful drugie To nie ja co zostało odnotowane.
    Na koniec jeszcze ocenie poza konkursowego Piaska – bardzo fajny występ który to podobno był nagrywany z puszki przez co zaraz po deklaracji wokalisty o głosowania mieliśmy info o zakończonym głosowaniu co po poprostu wyglądało śmiesznie.
    Równie śmieszne wyglądało przekazywanie wyników z wozu transmisyjnego przez podwórko do siedziby Telewizji Polskiej jakby nie mogli wszystkiego na bimie wyświetlić. Miło jednak że to Monika Kuszyńska (której to występ na początku koncertu był prawie kalką występu z Wiednia – rzecz jasna z różnicą w formie wersji językowej piosenki) miała okazje przedstawić swojego następce na eurowizyjnej scenie. Miło było zobaczyć pierwsze przemówienie Michała i występ na bis do którego to nawet publiczność się włączyła. Generalnie mówiąc to były bardzo dobre preselekcje – śmiem nawet powiedzieć że były one najlepsze od ich pierwszej edycji w 2003 roku. Minusem był tylko ich czas trwania i to że parę planowanych rzeczy niestety nie doszło do skutku. Mówi się jednak że preselekcje Polski w tym roku były jednymi z najlepszych w tym sezonie przedeurowizyjnym a ich zaskakujący nawet dla fanów Eurowizji wynik jest chyba tylko tego sporym potwierdzeniem.

  6. Moim zdaniem dobrze zorganizowano polskie preselekcje – chodzi mi o to, co widzieli telewidzowie. Cieszę się, że wszystko przebiegło sprawnie. Naprawdę nie lubię tych wszystkich przerw na występy kabaretów, niekończących się wywodów specjalistów. Biorąc pod uwagę, że show przygotowano naprędce, wyszło naprawdę nieźle. Nie nudziłam się ani przez chwilę i cieszę się, że przerwy między kolejnymi występami wypełniały nam piosenki z innych krajów:)

  7. A mnie sie Krajowe Eliminacje podobały, nawet bardzo. Wynika to czesciowo tez z 5-letniego głodu. W tym roku to było troche na predce. Chciałbym aby wiecej zespołow ło dopuszczonych do eliminacji, nawet za cene gdy trafiło by sie troche zupełnego badziewia. Mozna by zorganizowac np. dwa połfinaly po 10 piosenek kazdy.
    Wziąłbym tez wiekszy lokal, spokojnie 5-10 tys. przyszłoby na eliminacje, a jak by sie nie udało sprzedac biletow, to zawsze mozna szybko przeniesc do innego lokalu.
    Wiekszy lokal to wieksza publicznosc, co powoduje ze artysta jest bardziej przyzwyczajony, a tak jedzie ze wsi na Eurowizje a tam publicznosc 15-20 tys. i samo to powoduje oniesmielenie. A połfinal to tylko doskonała okazja dla artysty przecwiczyc cos na zywo, a dla publicznosci daje czas na przetrawienie pierwszego wrazenia. Potem jest lepszy wybor w finale.
    Zaproszenie Taraki i Napoli dawało uczucie pewnej roznorodnosci, choc szans na 1 miejsce nie mieli.
    Podobało mi sie tez ze po piosenkach nie było zadnych „ekspertow” ktorzy na zywo oceniali wystep. Lepiej ocene od razu pozostawic publicznosci. Np. w Rumunii czy Wielkiej Brytanii byli „eksperci” ktorzy to kazdym wystepie mniej lub bardziej słodzili. Załosne.
    Nasz komentator troche przynudzał, ale przynudzał sprawnie.
    Generalnie poziom piosenek wysoki. Polacy odrobili lekcje szczegolnie teledyskową, ale nad prezentacją na scenie muszą troche popracowac. Muszą zrozumiec ze tu trzeba wielkiego profesjonalizmu, i tu nie chodzi o wiecej efektow specjalnych, bo dodatkowe fajerwerki czy syreny niewiele pomogą, a raczej mogą zaszkodzic.