Odcinek 5: Eurowizja jest Szwecją, Szwecja jest Eurowizją.

Zakończył się 61. Konkurs Piosenki Eurowizji – chyba nie będzie przesadą, jeśli określi się go najlepszym od lat. Nie tylko pod względem organizacji. Można też mówić o najlepszym zwycięzcy. Ale to na pewno też najlepszy rok dla Polski w konkursie od… 2003 roku!

Eurowizja Szwedom wyszła. Może i przydarzyło się kilka wpadek technicznych, może scena nie była aż tak monumentalna, jak ta duńska, będąca w ostatnim czasie wyznacznikiem tej kwestii, ALE cała reszta zmiotła poprzednie konkursy. Prowadzący Petra i Mans zdobyli serca widzów – zabawnymi, choć nie zawsze grzecznymi komentarzami, dystansem do siebie, czy udziałem w rewelacyjnych intervalach i openingach. Jakże wypadają przy nich niemrawe i sztuczne austriackie prowadzące? W czasie szwedzkiego show pojawiało się mnóstwo filmików i cichych bohaterów (takich jak Lynda Woodruff, Loreen, Carola), którzy udowadniali nam, który kraj aktualnie włada Eurowizją. Dosłownie i w przenośni. Bo Szwecja to nie tylko najskuteczniejszy w ostatnich latach kraj na ESC (kiedy minęły te czasy, w których prym wiodły Wielka Brytania z Irlandią?), ale też zdominowali… eurowizyjny rynek. Szwedzkie produkty muzyczne trafiają aktualnie we wszystkie zakątki Europy, pełno ich w selekcjach, wybory wewnętrzne również zdominowane są przez szwedzkie kompozycje. W tym roku zapanowała również moda na szwedzkich producentów występów.  Nie można się jednak dziwić, czemu to właśnie z tego skandynawskiego kraju ciągnie się eurowizyjne wzorce. Organizując tegoroczny konkurs po raz kolejny udowodnili, że wiedzą, jak się robi show.

Sztokholm również się spisał – Eurowizja była widoczna! A także słyszalna! W wielu miejscach grane były piosenki z tegorocznego konkursu, ale nie tylko. Starsze bądź selekcyjne też się pojawiały. Znaleźć można było specjalne instalacje artystyczne, przypominające wszystkich szwedzkich zwycięzców. Dla wiernego fana zarówno ESC, jak i MF, zabawne mogło być wyszukiwanie powiązań pomiędzy konkursami a miastem – chociażby Gamla Stan, na którym chciał się spotkać wieczorem Magnus Carlsson, czy fontanna, w której nago kąpali się Samir i Viktor. Czekając na zielone światło piesi usłyszeć mogli zwycięską Lorejnę. No i oczywiście wszędzie spotkać można było eurowizjomaniaków!

Euroclub był prawdziwą gratką dla (psycho)fana Eurowizji. Nie tylko spotkać w nim można było wiele eurowizyjnych gwiazd, lecz także pobawić się do konkursowych i selekcyjnych przebojów. DJ-e naprawdę dawali radę – piosenki rzadko się powtarzały, wybrzmiewały nie tylko nowe hity, ale również starsze kawałki, czasem wyciągnięte niemalże spod ziemi. I na takich właśnie utworach najłatwiej można było zrobić selekcje prawdziwych eurowizjomaniaków. Co ciekawe – Euroclub był tylko tymczasową konstrukcją, wzniesioną wyłącznie na potrzeby tegorocznej ESC!

Centrum Prasowe znajdowało się na płycie lodowiska. Jak już było pisane na łamach tego felietonu – bardzo fajnie i przytulnie zrobione. Co ciekawe, teren widowni bardzo przydawał się w czasie konferencji prasowych, ponieważ znacznie zwiększał ilość miejsca dostępnego dla dziennikarzy. Może nie było tam aż tak wiele darmowych przekąsek, co w Wiedniu, ale codziennie rzucali jakieś ciastka. Oczywiście wywoływało to szturm na stanowisko bufetowe, ale warto było odczekać swoje w kolejce. W CP było wszystko, czego dusza dziennikarza mogła zapragnąć. Kolejna rzecz, za jaką można Szwedom wystawić laurkę.

Wróćmy teraz do przebiegu samego show. Nowy system głosowania, który budził wcześniej pewne obawy, okazał się strzałem w dziesiątkę! Nawet fakt, że sekretarze z poszczególnych krajów podawali na wizji jedynie 12 punktów, nie wpływał negatywnie na ilość emocji. Co więcej, szybkie spojrzenie na przyznane już punkty pozwalało mniej więcej oszacować, kto ma jeszcze szanse na najwyższą notę. Oddzielenie głosów jury od telewidzów sprawiło, że punkty poszczególnych krajów (te jurorskie) były tak nietypowe, że aż… śmieszne. Wydawały się czasami wręcz przypadkowe. A głosy telewidzów… cóż za emocje! Odwracały wszystko do góry nogami, burzyły szczęście jednych, radowały innych. Trzeba jednak przyznać że były dość sąsiedzko-diasporalne. Na szczęście przez zsumowanie punktacji nie było dokładnie widać, kto najbardziej wspiera swoich…

Proszę Państwa – mamy sukces Polski. Ogromny! Cieszmy się z niego. Brawa dla Michała. To nasze najlepsze miejsce od 2003 roku i trzeci najwyższy wynik w historii. Nie powinniśmy jednak denerwować się na jury, które nie doceniło naszej piosenki tak jak telewidzowie. Recepta jest prosta: jeśli chcemy wygrać, wyślijmy wreszcie coś, co jest również w gustach jurorskich. To dobrze, że nasze utwory podobają się głosującym, bo takie były nasze piosenki w ostatnich latach, aczkolwiek musimy wysłać coś, co spodoba się także muzycznym specjalistom. Przy takim wsparciu głosujących i z odpowiednią piosenką, jesteśmy Eurowizję w stanie wygrać w ciągu pięciu najbliższych lat. Powinniśmy ten potencjał wykorzystać!

Jak prezentowały się pozostałe tegoroczne wyniki? Sergey Lazarev z Rosji poniósł porażkę, ze swoim superdrogim show okazał się słabszy niż Babuszki… Bułgaria – wreszcie awans, znowu top 5! Gratulacje dla Poli! To też ich najlepszy wynik w historii. Swój drugi najlepszy wynik osiągnęła także Litwa. Świetnie poradziły sobie, niedoceniane do niedawna, kraje Beneluksu.  Belgia nawet  zdobyła drugie z rzędu top 10. Czechy po raz pierwszy w historii znalazły się w finale, niestety, zero od publiczności musiało zaboleć… Żal Węgier i Łotwy – oba kraje powinny się lekką ręką znaleźć w top 10. Tak się jednak nie stało. Spory sukces odniósł Serhat – jedno z najwyższych miejsc w historii San Marino, mimo że bez awansu. Prawdziwy ból muszą odczuwać Estończycy. Miało być top 10, jest ostatnie miejsce w półfinale. A zdążyli już nawet rozpocząć sprzedaż biletów na kolejny finał selekcji… Szwajcaria zaś ostro idzie na pobicie rekordu ilości ostatnich miejsc. To ich drugie z rzędu w półfinale.

Nie wygrała ani u widzów, ani u jury, ale zgarnęła wszystko. Jamala z Ukrainy. Wygrała z piosenką poniekąd o pokoju, nawiązując do tego, o czym w intervalu śpiewali prowadzący. Rewelacyjna artystyczna propozycja. Sądząc po wynikach zarówno polskiego jury, jak i televotingu – podbiła nasze serca.

Jamala na Eurowizję trafić mogła już 5 lat temu. I chyba dobrze, że jej się nie udało, bo nie obyło się bez skandalu – zwyciężczyni ówczesnych selekcji, Mika Newton, oskarżana była o kupowanie głosów. Wygrała nie tylko z Jamalą, ale też ze Zlatą Ognevich, która też już się na Eurowizji z dobrym rezultatem zdążyła pojawić. Ale Jamal utarła nosa im wszystkim. Pamięta ktoś jeszcze jej poprzednią selekcyjną piosenkę?

https://www.youtube.com/watch?v=fjvEioFJj4g

W ostatnich latach jest pewna ciekawa tendencja do wygrywania Eurowizji przez znane nam selekcyjne nazwiska. Conchi – 2012, Mons – 2007, 2009, Jamala – 2011. Kto wygra za rok? Ace Wilder? Margaret? Christabelle z Molty?

Jamala jest artystką niesamowitą, odnajdującą się w każdym gatunku muzycznym. Mało kto, tak jak ona, zasługiwał na zwycięstwo w tak dużym europejskim konkursie – za całokształt. Czy zwycięstwo artystycznej propozycji wpłynie na liczbę ambitniejszej muzyki w ESC? Czy to, że 1944 zawiera w sobie elementy etniczne oraz język inny niż angielski sprawi, że w przyszłości Eurowizja znowu otworzy się bardziej na kulturę narodową poszczególnych krajów? Czy fakt zwycięstwa na Eurowizji występu, w którym palców nie maczali Szwedzi, wpłynie na to, że nadawcy większą wiarę zaczną pokładać w swoich rodzimych produkcjach? Przekonamy się na Eurowizji na Ukrainie.

Tymczasem – Polska żyje Eurowizją. Niech będzie chwała! Może to być kolejna oznaka tego, że naprawdę podbijemy konkurs w kolejnych latach? Czy powinniśmy już szykować Stadion Narodowy bądź Tauron Arenę w Krakowie?

A teraz czas na powrót do życia. Dla prawdziwego eurowizjomaniaka jest bardzo trudny. Przez dwa ostatnie tygodnie nie istniały dla nas tak naprawdę żadne istotne problemy. Wszystko odkładało się na później. Problem w tym, że to później właśnie nastało… Trzeba jednak wziąć się w garść i wrócić do życia. I czekać na następną, ukraińską tym razem, Eurowizję!

Niech Nowy Rok 2017 będzie dla Was szczęśliwy!

Wasza HoSanna

2 KOMENTARZE

  1. Przez ostatnie dwa tygodnie stałam się nałogową oglądaczką materiałów związanych z Eurowizją, śledziłam namiętnie wywiady, artykuły itp., teraz trochę brakuje mi tych emocji. Niemniej paru artystów bardzo spodobało mi się w tym roku, kto wie, może pojadę na jakiś koncert, aby zobaczyć ich na żywo. Co roku odkrywam muzyczne perełki. Dzięki Eurowizji poznałam twórczość Rusłany, Eleny Paparizou, Dimy Bilana i tym samym Sergeya Lazareva, Leny z Niemiec, Karoliny Gocevy z Macedonii.