Cześć! Witam Was na moim blogu o roboczym tytule Siesta eurowizyjna. Skąd ta nazwa? Na blogu chciałbym zawrzeć wszystko to, co nie mieści się w głównym nurcie eurowizyjnych newsów, komentarze, plotki, podsumowania, wspomnienia i analizy minionych roczników. Ze względu na moje zainteresowania tematyka bloga będzie jednak z pewnością przesiąknięta państwami południowymi, a zwłaszcza Włochami, San Marino, Maltą czy Portugalią. To ciekawy region oferujący duże bogactwo muzyczne oraz nieco specyficzne podejście do Konkursu Piosenki Eurowizji. Sama Eurowizja została zresztą stworzona na podobieństwo Festiwalu Piosenki Włoskiej w Sanremo, choć dziś stery na konkursu trzymają raczej Skandynawowie.

Skoro mowa o specyficznym podejściu do konkursu, to zastanawialiście się kiedykolwiek dlaczego Włochy przez tak długi czas były nieobecne na eurowizyjnej scenie? I dlaczego Włosi ciągle jeszcze nie śledzą konkursu tak licznie jak mieszkańcy Europy północnej? Powstało na ten temat już przynajmniej kilka hipotez (jak brak znajomości języka angielskiego, egocentryzm kulturowy i muzyczny), ale jest też kilka faktów.

Włoskie problemy eurowizyjne zaczęły się wiele lat temu, bo już we wczesnych latach osiemdziesiątych! Pomimo odnoszonych sukcesów, w przeciwieństwie do innych krajów Europy, we Włoszech eurowizyjne piosenki (w tym ich własne) nie zdobywały większej popularności. Oglądalność konkursu również malała. Z tego powodu w 1981 i 1982 roku po raz pierwszy zabrakło Włoch na eurowizyjnej arenie. Telewizja RAI stwierdziła ponoć, że konkurs jest zbyt staromodny  jak na ówczesne czasy. Potem zmieniła jednak zdanie na kolejne trzy lata, wycofała się ponownie na jeden rok, i znów powróciła. Tym razem na siedem lat zwieńczonych sukcesami, w tym wygraną Toto Cutugno. Sukcesami na tablicy wyników, ale nie w słupkach oglądalności. Konkurs ciągle nie cieszył się w kraju powodzeniem widzów. Od 1994 zabrakło Włoch na Eurowizji na długie lata. Z jednym wyjątkiem, gdy w 1997 Jalisse wywalczyło dobre czwarte miejsce. Plotki mówią jednak, że ten start był jedynie wypadkiem przy pracy. Włoska telewizja nie zdążyła ponoć na czas wycofać się z udziału w Eurowizji, wysłała zatem reprezentantów jedynie po to, aby nie płacić kary finansowej. Zresztą wiele wskazuje również na to, że podczas konkursu RAI lobbowało na rzecz niewygranej swoich reprezentantów. Byli bowiem typowani bardzo wysoko wśród bukmacherów.

Potem przyszło niemal 14 lat zapomnienia. Gdy znakomity Raphael Gualazzi wprowadzał kraj na nowo na eurowizyjną scenę, trzeba było Włochom tłumaczyć konkurs właściwie od nowa.

Czy zastanawialiście się kiedyś, jakie piosenki przepadły europejskim widzom i jakich artystów straciła Eurowizja przez tak długi okres włoskiej nieobecności? Zarówno kiedyś, jak i teraz, reprezentanci Włoch wywodzili się głównie z festiwalu w Sanremo.  Ten trwał natomiast nieprzerwanie, odnosząc wielkie sukcesy, promując hity i nowe gwiazdy także gdy Włoch brakowało na Eurowizji. Być może gdyby brali udział tablice wyników wyglądałyby inaczej? Być może mieliby na koncie również trzecie zwycięstwo?

Przyjrzyjmy się niektórym piosenkom, który wygrały festiwal w Sanremo w latach wielkiej włoskiej nieobecności.

Rok 1994 to triumf dwóch niewidomych artystów, którzy podbili wówczas serca włoskiej publiki. Pierwszy, Aleandro Baldi, wygrał konkurs główny, drugi, Andrea Bocelli (tak! to właśnie on!) wygrał konkurs dla młodych debiutantów.

Rok później triumfowała niezwykle popularna i znana z wielu przebojów Giorgia. Jak myślicie, czy z takim utworem byłaby w stanie zdobyć przychylność jurorów w Dublinie? Wielu fanów do tej pory wymienia ją wśród artystów, których chętnie zobaczyliby w barwach Włoch na Eurowizji.

Niewątpliwie ciekawą włoską propozycją mógłby być utwór Senza pietà Anny Oxy, który wygrał Sanremo ‘99. Duży hit radiowy, o popowym brzmieniu, z etnicznymi elementami, ale o jakże charakterystycznej dla Oxy mrocznej duszy. Byłby to również jej drugi występ na eurowizyjnej scenie, tym razem solo.

Lata dwutysięczne przynoszą jeszcze ciekawsze i bardziej mainstreamowe propozycje. Wielu fanów twierdzi wręcz, że Włochy straciły wtedy zwycięstwo nawet trzy razy.  2001 rok to wygrana Alexii z niezwykle emocjonalnym wykonaniem utworu Per Dire di no. Dwa lata później festiwal wygrała Elisa, której popularność do dziś jest niezwykle wysoka. Czy przepiękną kompozycją Luce byłaby w stanie pokonać  Sertab Erener i Urban Trad? W tym samym roku sekcję debiutantów wygrała zaś uwielbiana przez wielu fanów Eurowizji Dolcenera.

https://www.youtube.com/watch?v=G3BZnN6d9UY

Kolejna szansa na wygraną to rok 2005 i Francesco Renga. Angelo to do teraz jeden z jego największych przebojów. Gitarowe, mocniejsze zwrotki oraz typowo włoska melodia w refrenie, połączona z ciekawym głosem wokalisty. Niewykluczone, że utwór ten, brzmiący zdecydowanie inaczej od większości eurowizyjnej stawki tamtych lat, podbiłby serca również europejskich telewidzów.

Rok 2008 przynosi natomiast jakby bardziej eurowizyjne brzmienia. Czy ta kompozycja nie przypomina Wam nieco piosenki duńskiego duetu z Oslo?

Na rok przed powrotem na eurowizyjną scenę, festiwal w Sanremo wygrał zaś Valerio Scanu z wyjątkowo lirycznym utworem Per tutte le volte che. Można powiedzieć, że Valerio miał sporego pecha, ponieważ według plotek, EBU intensywnie pracowało nad powrotem Włoch już na przełomie 2009 i 2010 roku. Ostatecznie jednak telewizja włoska nie zdecydowała się na wysłanie reprezentanta do Oslo . Valerio nie powiedział jednak ostatniego słowa. Brał udział w Sanremo również w tym roku i niewykluczone, że kiedyś jeszcze zobaczymy go na eurowizyjnej scenie.

Przegląd niedoszłych włoskich reprezentantów niewątpliwie musimy zakończyć przypomnieniem wielkiego włoskiego powrotu i znakomitego drugiego miejsca (w tym pierwszego od jury), jakie zajął Raphael Gualazzi.

P.S. Plotki głoszą, że Raphael w duecie z Maliką Ayane, przygotowują kompozycję na najbliższe Sanremo oraz Eurowizję!

źródło: własne, eurofestivalnews (fot. Gianpaolo Marin – twicsy.com,  Instalacja przedstawiająca wyobrażenie Europy bez Włoch podczas Expo 2015 w Mediolanie)