Wczoraj obejrzeć mogliśmy pierwszy w tym sezonie eurowizyjnym program selekcyjny. Był to ormiański talent show „Depi Evratesil’’, mający na celu wybór reprezentanta Armenii na Konkurs Piosenki Eurowizji organizowany w Kijowie. Skoro zaczynamy od talent show: czemu by nie przybliżyć sobie tej metody selekcyjnej i nie zastanowić się, dlaczego w ostatnich latach stała się popularna?

Wybór reprezentanta na Konkurs Piosenki Eurowizji to dla każdego kraju ciężki orzech do zgryzienia. Nie chodzi tylko o taką selekcję wykonawcy i utworu, aby jak najlepiej zaprezentować lokalną muzykę i kulturę, ale przede wszystkim o to, by osiągnąć jak najlepszy wynik. Drogi wyboru reprezentanta bywają różne. Dwie najpopularniejsze to pełna selekcja publiczna bądź wybór wewnętrzny. Czasami zdarza się, że nadawca sam wskaże wykonawcę, a utwór dla niego typują widzowie. W ostatnich latach coraz większą popularność zdobywa odwrotna droga – talent show. Publiczność ma skupić się przede wszystkim na wyborze jak najlepszego wokalisty, selekcja utworu pozostaje zaś sprawą drugorzędną. W tym roku selekcje typu talent show zobaczymy przynajmniej w trzech krajach: Izraelu, Niemczech oraz Armenii. Dwa pierwsze mają już doświadczenie i sukcesy związane z tego typu formatem. W Armenii ta metoda będzie dopiero debiutować. Czy i dla tego kraju okaże się szczęśliwa?

Sposób wyboru eurowizyjnego reprezentanta poprzez talent show budzi kontrowersje. Mówi się, że najważniejsza na Eurowizji jest piosenka. „Utwór sam się obroni” – mawiają obserwatorzy. Czy na pewno? Eurowizja jest bowiem nie tylko konkursem muzycznym, na którym liczy się sama kompozycja. Dobra piosenka to tylko 1/3 sukcesu. Na jego pozostałe części składają się też wykonanie i prezentacja sceniczna. Jak lepiej sprawdzić, czy ktoś umie śpiewać i czy dobrze się czuje na scenie, niż właśnie za pomocą talent show? Jeśli wokalista świetnie sobie radzi w śpiewaniu „coverów”, powinien stawić czoła eurowizyjnemu utworowi na równie zadowalającym poziomie.

Jak w takim razie wytłumaczyć porażki tzw. „Wielkich Gwiazd” biorących udział na Eurowizji? Co się stało z posiadającymi podobnież zarówno głos, jak i doświadczenie sceniczne Bonnie Tyler,  Trijntje Oosterhuis czy Anggun? Może rzecz w tym, że te gwiazdy swoją renomę opierają na opinii wyrobionej w przeszłości? Czy udałoby im dziś się gładko przejść konkurencję wokalną? Czy nie zostaliby pokonani przez młodą, świeżą krew?

Jak doszło do tego, że talent show zaczęto używać do wyboru eurowizyjnych reprezentantów? Format w tym stylu od 2001 roku wykorzystywała Hiszpania, a epizody z takim pomysłem dekadę temu miały także Ukraina oraz Irlandia. Prawdziwa moda na talent show rozpoczęła się dzięki Wielkiej Brytanii. Po serii porażek w 2009 roku postanowiono wybrać reprezentanta za pomocą formatu „Your Country Needs You’’, który przypominać miał bardzo popularny w tym kraju program „X-Factor”. Przez kilka odcinków dokonywano stopniowej eliminacji uczestników. Ci starali się przekonać do siebie telewidzów swoim wokalem, wykonując piosenki innych wykonawców. Do finału docierało trzech wykonawców, którzy musieli zmierzyć się z utworem przygotowanym przez Andrew Lloyd Webbera. Wówczas zdecydowano, że piosenka It’s My Time najlepiej wypadła w wykonaniu Jade Even, dlatego to ona pojechała na Eurowizję do Moskwy. W Rosji przyszedł od dawna wyczekiwany sukces, a w wokalistce udało się wprowadzić Wyspy Brytyjskie do top 5, co było najlepszym rezultatem kraju od 2002 roku (oraz ostatnim miejscem w top 10 do dziś).

Skoro udało się Wielkiej Brytanii, to dlaczego nie miałoby się udać innym krajom? Na inspirowane wyspiarskim formatem selekcje w 2010 roku zdecydowały się Azerbejdżan, Holandia oraz sama Wielka Brytania. Programy te jednak bardziej skupiały się na dopasowaniu wykonawcy do piosenki niż na długotrwałym poszukiwaniu najlepszego głosu. W przypadku Azerbejdżanu zakończyło się to miejscem w top 5, za to Holandia zamiotła półfinałowe doły, a Wielka Brytania zajęła ostatnie miejsce. Porażki obu krajów można tłumaczyć w prosty sposób – zatrudnianie na kompozytora utworu kogoś, kto swoje największe hity pisał kilkadziesiąt lat wcześniej, nie mogło się dobrze skończyć. Niestety, oba kraje nieszczęśliwie na ten pomysł wpadły. W tym samym roku na rozbudowane talent show postawiono w Niemczech. Pomysłodawcą „Unser Star für Oslo” był Stefan Raab. Wśród 20 wokalistów stopniowo prowadzono eliminacje, którą pozytywnie przeszły dwie wokalistki: Jennifer Braun oraz Lena Meyer-Landrut. Każda z nich  w finale wykonała po trzy utwory. Widownia zadecydowała, że na Eurowizji w Oslo usłyszeć chcą piosenkę Satellite w wykonaniu Leny. Świeża, radiowa piosenka w połączeniu ze słodkim głosem i niebywałym urokiem osobistym wykonawczyni dokonały niemożliwego. Niemcy wygrały 55. Konkurs Piosenki Eurowizji, będąc do dziś jedynym krajem tzw. „Wielkiej Piątki”, któremu udało się to od czasu wprowadzenia półfinałów w 2004 roku. Lena do tego stopnia zachwyciła Niemców, że z automatu wskazano ją jako reprezentantkę w 2011 roku. Wtedy ponownie zapewniła krajowi miejsce w pierwszej dziesiątce finału. Rok później ponownie zdecydowano się na format „Unser Star für…”. Roman Lob, który wygrał finał eliminacji, utrzymał niemiecką tendencję do zajmowania miejsc w pierwszej dziesiątce. Między 2013 a 2016 nasi zachodni sąsiedzi wybierali reprezentantów dzięki klasycznym selekcjom. Efekt? Porażka za porażką. Czy można się więc dziwić, że Niemcy w przyszłym roku znowu postawić chcą na talent show?

W latach 2011-2012 na podobne formaty z dość słabymi rezultatami decydowały się Chorwacja (2011), Hiszpania (2011) oraz Słowenia (2012). Porażki wpłynęły na chwilowy upadek mody na talent show. Jednak w tym samym czasie (2011-2014) za taką formą wyboru reprezentanta na Eurowizję podbijał Azerbejdżan. Na skomplikowaną wersję talent show z klasycznymi selekcjami decydowała się też Litwa (2014-2015), jednak pomysł upadł, ponieważ i tak wygrywali wykonawcy z piosenkami przez siebie lub pod siebie przygotowywanymi. Przy okazji krajowi udało się wyprodukować jedne z najdziwniejszych selekcji w historii Eurowizji.

Nowe życie dla przedeurowizyjnych talent show możemy zawdzięczać Izraelowi. Historia podobna jak w Niemczech i Wielkiej Brytanii – wprowadzenie formatu poprzedziło pasmo porażek. Jest jednak rzecz, która odróżnia hebrajskie „The Rising Star” od jakichkolwiek innych selekcji. Program ten nie powstał na potrzeby Eurowizji. Program sam w sobie jest autonomicznie działającym konkursem muzycznym w stylu takich talent shows, jak np. „The Voice”, „X-Factor” czy „Idol”. Oryginalnie wymyślony był w Izraelu, lecz oglądać go można niemalże na całym świecie. W 2015 roku po raz pierwszy użyto formatu „The Rising Star” do wyboru reprezentanta Izraela na Eurowizję, ale to nie udział w konkursie był główną nagrodą. Piosenkę dla triumfatora show, Nadava Guedja, wybrano wewnętrznie. Golden Boy okazał się być, dosłownie, strzałem w dziesiątkę – pierwszy finał od pięciu lat i pierwsze top 10 od dziesięciu. Format kolejny raz został użyty w tym roku i wtedy Eurowizja wysunęła się w nim na pierwszy plan. Konkursowy utwór poznaliśmy już w finale show, a jego zwycięzca, Hovi Star, po raz kolejny wprowadził Izrael do finału, plasując się w top 15. W przyszłym roku bez zaskoczenia format zostanie użyty ponownie.

Jeszcze jeden kraj wybierze na przyszłoroczną Eurowizję reprezentanta dzięki talent show. Armenia stawia na „Depi Evratesil”. Tym razem nie jest to przykład narodu, który może narzekać na brak eurowizyjnych sukcesów. Do jury zaproszono byłych ormiańskich reprezentantów. Poszukiwania nowego przedstawiciela kraju na Eurowizji zaczęlły się dość wcześnie, a pierwszy odcinek jest już za nami. Mogliśmy w nim usłyszeć kilku naprawdę dobrych wykonawców. Zapowiada się więc wokalna konkurencja na wysokim poziomie. Czy przełoży się ona na dobry rezultat Armenii w Kijowie?

Mówiąc o talent show wypadałoby zwrócić uwagę na to, jak wielu uczestników Konkursu Piosenki Eurowizji w ostatnich latach pochodzi z tego typu regularnych formatów. Jednym z nich jest np. zwycięzca ubiegłorocznej Eurowizji, czyli Måns Zelmerlöw, który ma za sobą wygraną w szwedzkim „Idolu”. Tegoroczna zdobywczyni drugiego miejsca, Dami Im, wygrała australijską wersję „X-Factora”. Nasz reprezentant Michał Szpak zajął 2. miejsce w polskiej edycji programu. Wygląda na to, że Eurowizja potrzebuje talent show – czy to przygotowanego specjalnie pod ESC, czy też odrębnych, nie związanych z konkursem formatów.

Wasza HoSanna

Foto: Nigel Treblin/AFP

1 KOMENTARZ