Polska wraca na Eurowizję Junior po bardzo długiej przerwie, gdyż nie było nas w tym konkursie aż przez 13 edycji! Jak zmieniły się zasady rywalizacji, co nas ominęło i czego Polacy nie zobaczyli w TVP? 

Żaden inny kraj nie zrobił do tej pory tak długiej przerwy w Eurowizji dla Dzieci. Telewizja Polska startowała tylko w dwóch pierwszych edycjach (2003-2004), a reprezentowały nas Kasia Żurawik oraz formacja KWADro, które osiągnęły bardzo słaby wynik, co było jedną z przyczyn rezygnacji z dalszego uczestnictwa. Po 13 edycjach wracamy z nadzieją, że Olivia Wieczorek przełamie złą passę polskich startów w tym konkursie – bazując na rankingach fanów i komentarzach na temat „Nie zapomnij” powinniśmy być dobrej myśli, dlatego zapraszamy do kibicowania Polce już 20 listopada od 16:00 w TVP1 i TVP Polonia!

Zapewne niewielu jest widzów, którzy pamiętają pierwsze edycje Eurowizji dla Dzieci z 2003 i 2004, ale osoby, które wtedy śledziły show mogą być zdziwione, jak bardzo różniło się od tego, co zobaczymy w przyszłą niedzielę. Postanowiliśmy więc nieco przybliżyć Wam wszystkie zmiany i wspomnieć o tym, czego Polacy nie zobaczyli w telewizji.

W latach 2003-2004 konkurs dopiero się rodził, więc zainteresowanie nim było jeszcze dość duże, zresztą druga edycja w Lillehammer miała rekordową frekwencję, której nigdy później nie udało się przebić. Po 2005 zainteresowanie nadawców tym konkursem, z różnych względów, zaczęło spadać, a Europejska Unia Nadawców miała coraz większy problem by zapełnić listę startową. Największy kryzys przypadł na lata 2012-2013, gdy o Grand Prix walczyło jedynie 12 państw. Od 2014 widać znaczną poprawę i tegoroczna edycja będzie miała 17 uczestników i ten stan utrzymuje się już drugi rok z rzędu, więc można śmiało mówić o powrocie do formy. Polska nie startowała w konkursach organizowanych przez Hasselt (Belgia), Bukareszt (Rumunia), Rotterdam i Amsterdam (Holandia), Limassol (Cypr), Kijów (Ukraina), Mińsk (Białoruś), Erewań (Armenia), Marsę (Malta) i Sofię (Bułgaria). Jak widać, część miast to stolice Europy Wschodniej, które po raz pierwszy miały okazję organizować konkurs Europejskiej Unii Nadawców. Nadal obowiązuje zasada, że zwycięski kraj nie jest automatycznie gospodarzem kolejnej edycji JESC, jednak od paru lat ma pierwszeństwo jeśli chodzi o przejęcie takich praw. Jeśli z nich zrezygnuje, wtedy dopiero EBU szuka innego chętnego do organizacji.

Po 2004 roku razem z Polską zrezygnowały też Szwajcaria i Francja, które startowały w konkursie tylko po jednym razie. Później przez scenę JESC przewaliła się praktycznie cała Europa, a niemal co edycję mieliśmy kraje powracające, debiutujące czy wycofujące się. Z krajów, które rywalizowały z nami w dwóch pierwszych edycjach uchowały się tylko Białoruś, Cypr, Macedonia, Malta i Holandia. Zrezygnowały m.in. kraje nordyckie, Hiszpania, Belgia czy Chorwacja, która wygrała pierwszą edycję. W tym roku po raz pierwszy zmierzymy się z reprezentantami Albanii, Armenii, Bułgarii, Gruzji, Irlandii, Izraela, Włoch, Rosji, Serbii i Ukrainy oraz Australii, którą można już w sumie traktować jako stałego członka ekipy, bo Europejska Unia Nadawców co roku znajdzie wytłumaczenie by ten kraj zaprosić do stawki, co fani ironicznie komentują odnosząc się do wysokości składki, jaką Australijczycy uiszczają. Niestety Polska nie załapała się na walkę o Grand Prix z państwami, które w ciągu tych 13 edycji zdążyły się pojawić i wycofać z konkursu – Portugalia, Litwa, Mołdawia, Azerbejdżan, San Marino, Czarnogóra i Słowenia. W 2005 roku zadebiutowała konfederacja Serbii i Czarnogóry, która rok później rozpadła się na dwa niepodległe kraje.

Wielokrotnie zmieniano zasady konkursu, wymogi dotyczące uczestników (zwłaszcza ich wieku) czy piosenek, które prezentują. Aktualny przedział wiekowy obowiązujący w konkursie to 9-14 lat. Widzowie którzy zasiądą przez telewizorami 20 listopada mogą zadawać sobie wiele pytań np. dlaczego Rosjanki śpiewają po angielsku, dlaczego nie ma już tak licznych ekip jak w 2004 i czy to możliwe by Australijka sama napisała tak profesjonalnie brzmiący utwór? Aktualne zasady głoszą, że utwór Eurowizji dla Dzieci może trwać maksymalnie 3 minuty (wcześniej było to 2:45) i nie musi być napisany przez dziecko występujące na scenie, aczkolwiek EBU w regulaminie zachęca, by wykonawcy brali czynny udział w procesie tworzenia utworów. Od paru lat obowiązuje też zasada, że w tekście piosenki można max. 20% zaśpiewać w innym języku, więc wiele państw decyduje się na umieszczenie tam słów po angielsku. Zmieniono też limit osób na scenie – z ośmiu do sześciu. Nie ma też obowiązku wyboru reprezentanta poprzez preselekcje narodowe. W tym roku Armenia, Australia, Bułgaria, Cypr, Gruzja, Izrael, Włochy, Macedonia, Malta, Serbia i (po raz pierwszy) Holandia mają utwory wybrane za zamkniętymi drzwiami.

Spore zmiany zauważyć się da także w głosowaniu, zresztą Polacy wracają na Eurowizję Junior w momencie dla konkursu przełomowym. Po raz pierwszy nie będzie głosowania widzów, a o wynikach zadecydują dwie europejskie komisje jurorskie – dziecięca i profesjonalna (w stosunku głosów 50/50) oraz trzyosobowe jury eksperckie, którego punkty stanowić będą 15% całego rezultatu. W związku z tymi zmianami ciężko jest przewidzieć zwycięzcę, bo nie wiemy w jaki sposób jurorzy będą przyznawać punkty oraz czym się sugerować. Liczymy na to, że nie będzie głosowania politycznego i rozdań, które mogą sugerować manipulacje czy oszustwa. W latach 2005-2015 format głosowania wielokrotnie się zmieniał – z pełnego televotingu poprzez system 50/50 z głosowaniem jurorów, z głosowaniem ruszającym wraz ze startem pierwszej piosenki konkursowej lub dopiero po zamknięciu stawki. Kasia Żurawik i KWADro miały pecha, bo dopiero od 2005 roku Europejska Unia Nadawców wpadła na pomysł, by przyznawać każdemu uczestnikowi automatyczne 12 punktów, stąd nasze Polki wypadają tak źle w generalnych klasyfikacjach punktowych. Od 2012 roku poza wszystkimi państwami w konkursie głosowała też tzw. grupa Kids Jury, złożona z dzieci reprezentujących każdy kraj. Od 2013 roku punkty podawane są wprost ze sceny, a nie poprzez łącza z danymi państwami. Na JESC punkty podawane są jedynie po angielsku, nie ma tradycyjnego tłumaczenia na język francuski, jak to ma miejsce podczas „dorosłej” Eurowizji.

Polscy widzowie pamiętają zwycięstwa Chorwata Dina Jelusicia i Hiszpanki Marii Isabel. Później wygrywały następujące kraje: Białoruś, Rosja, znów Białoruś, Gruzja, Holandia, Armenia, ponownie Gruzja, Ukraina, Malta, Włochy i drugi raz Malta. Najwięcej punktów dla zwycięskiego utworu przyznano rok temu Malcie – 185 punktów, natomiast rekordowa różnica między pierwszym a drugim miejscem padła w 2012 roku gdy show wygrała Ukraina z różnicą 35 punktów. Przez te wszystkie lata byliśmy świadkami wielu zaskakujących rezultatów i nietypowych wymian punktowych jak np. w 2012 roku gdy Azerbejdżan przyznał 12 punktów Albanii czy w 2008 gdy Serbowie przekazali najwyższą notę Litwie. Dzięki uczestnictwu w JESC, gdzie nie ma półfinałów, w eurowizyjnym głosowaniu i przekazywaniu punktów mogło brać udział San Marino, które na „dorosłej” Eurowizji raczej nie ma szans na duże punkty. W 2015 roku mogliśmy usłyszeć zresztą San Marino, 12 points, bo historyczną (pierwszą) najwyższą notę (zupełnie niespodziewanie) dała temu państwu…Ukraina.

To co jednak w Eurowizji dla Dzieci najważniejsze, to oczywiście piosenki. Przez 13 konkursów nieobecności ominęło nas 160 utworów, często niezwykle ciekawych i wartościowych. Przez ostatnie tygodnie oficjalny profil eurowizyjny TVP na Facebooku przypominał internautom występy uczestników, których w polskiej telewizji nie widzieliśmy. A co nas ominęło? Nie poznaliśmy m.in. piosenki o tym czy miłość jest ważniejsza od piłki nożnej, o radości z wakacji, o nauce obcych języków, o ciemnym lesie, o dziewczynce która woli się bawić niż szydełkować, o krainie zwanej BonBolandia, o oddychaniu i ekologii, o lekcji stylu, o miłości do Białorusi, o pszczołach (zaśpiewana zresztą wykorzystując bzyczenie), o Małym Księciu, o klubie piłkarskim FC Barcelona (przypominamy, że Hiszpania nie startowała już wtedy w JESC), o zaczarowanym króliku, o Ali Babie, o magicznej lampie, o Romeo i Julii, o chmurach, cukierkach, mamie, lemoniadzie, czekoladzie, randkach na wycieczkach fakultatywnych, bliźniaczkach, warkoczach, uchodźcach (chociaż nieoficjalnie), lustrach czy powitaniach w różnych językach. Oczywiście w kolekcji utworów z Eurowizji dla Dzieci znajdziemy mnóstwo przeróżnych piosenkach o tych najważniejszych wartościach – miłości, przyjaźni, szczęściu, rodzinie i radości. Dzięki regule językowej mogliśmy poznać brzmienia m.in. takich języków jak azerski (ze świecą szukać go na dorosłej Eurowizji) czy irlandzki. Część utworów wykonywano też w języku wymyślonym (specjalizowała się w tym Gruzja).

Tak jak na dorosłej Eurowizji, często bardzo istotne są występy, bo to one przykuwają uwagę widza. Teraz co prawda publika nie ma prawa głosu, ale możemy się spodziewać równie ciekawych prezentacji scenicznych jak te z lat 2005-2015 których Polacy nie poznali. A jest czego żałować, bo na scenie mieliśmy prawie wszystko – Duńczyka zmieniającego spodnie, karpackie tańce z Rumunii, Rosjanina wyglądającego jak Pinokio, instrumenty na sprężynach, dzieciaki przebrane za fikcyjne postaci (np. Harry’ego Pottera i Spidermana), rowerki, parasolki, latarki, wielką kulę ziemską, mopy, zjeżdżalnię, wiejski wóz, jodłującą Belgijkę, Białorusina który nie spodobał się Cerkwi Prawosławnej, małą Lady Gagę, stewardessy, mini-Beatlesów, miniaturę Michaela Jacksona, łódkę, akrobatów z szarfami, kwiat lotosu oraz przeróżnego rodzaju stroje od tych pięknych po szpetne i takie, które od razu rzucały się w oczy jak np. suknia z luster.

Eurowizja Junior była dla wielu młodych uczestników trampoliną do dalszej kariery w swoich krajach, często też tacy wykonawcy startowali później w preselekcjach do dorosłej Eurowizji lub nawet na niej występowali, jak np. siostry Tolmachevy z Rosji, Nevena Bozovic z Serbii czy Michele i Anita z San Marino. Wielu bohaterów JESC brało też udział w programach typu talent-show jak np. Antonio Jose z Hiszpanii czy Bobi Andonov z Macedonii. Wielką gwiazdą pop w Szwecji stała się Molly Sanden, która na Eurowizji Junior 2006 wywalczyła 3. miejsce. Holandia już teraz ogłosiła, że w 2017 roku na dorosłej Eurowizji reprezentować ją będzie trio O’G3NE, które znamy z Eurowizji Junior 2007.

Eurowizja Junior mimo wielu zmian i kryzysowych momentów nadal pozostaje kolorowych i radosnym show, z coraz lepszymi piosenkami i ciekawszym scenariuszem, który pozwala fanom na wiele wspaniałych emocji i wrażeń. Mamy nadzieję, że także polscy widzowie chętnie zasiądą przez telewizorami by śledzić konkurs, który na pewno ich zaskoczy! Przypominamy, że transmisja na TVP1 i TVP Polonia już w niedzielę 20 listopada od 16:00!

Felieton autorstwa Macieja Błażewicza, na zdj. Mari Dari z Gruzji (fot. Wiwibloggs)

1 KOMENTARZ

  1. Już to widzę, jak widzowie zastanawiają się, dlaczego nie ma tak licznych ekip, jak w 2004 r. … 😉 Prędzej mogą się zastanawiać, dlaczego nie można głosować! Myślę, że to niedemokratyczne podejście EBU i po prostu krok do tyłu. To może stwarzać podejrzenia o różne manipulacje wynikami, itp. (nie mówię, że tak będzie, tylko stwierdzam, że ta sytuacja może stwarzać takie właśnie podejrzenia). Tym bardziej, że powymyślali różne dziwne jury… Skandalem natomiast jest uczestnictwo braci Jedward z Irlandii (jako jednego członka jury, co samo w sobie też jest dziwaczne 🙂 ) w sytuacji, gdy w konkursie uczestniczy piosenka z ich kraju! Tak, jasne, EBU wydała wytyczne dla jurorów, że mają profesjonalnie oceniać, tylko muzykę, występy, itd. No ale mimo wszystko, jest to BARDZO kiepska decyzja. Np. co zrobią bracia Jedward, jeśli rzeczywiście spodoba im się najbardziej właśnie irlandzka piosenka? Ano nie zagłosują na nią (nie dadzą 12 punktów), aby uniknąć podejrzeń o głosowanie polityczne… i tu już mamy wypaczone wyniki, przez kiepską decyzję EBU… nie pierwszą zresztą… Ja nie wiem, kto tam siedzi w tej EBU, ale chyba te osoby nie rozumieją pewnych podstawowych spraw… Przecież to stwarza niebezpieczny precedens także dla dorosłej Eurowizji! A czemu by nie dozwolić np. głosowania na własny kraj na dorosłej Eurowizji? Oczywiście apelując o obiektywne głosowanie, itd., blablabla… Nadzieja w tym, że przecież nic nie jest trwałe na zawsze i kiedyś ktoś inny będzie decydował w EBU… Oby jak najszybciej – może wtedy Eurowizja (ogólnie) będzie uratowana (przed upadkiem, i/albo przed zniszczeniem własnego wizerunku!)…