Są tacy artyści, którzy u eurowizyjnych fanów budzą szczególne zainteresowanie. W przypadku tegorocznego Melodifestivalen jest to Loreen.

Gdy podczas listopadowej konferencji prasowej David Lindgren ogłosił, że zwyciężczyni Eurowizji 2012 pojawi się w stawce półfinałowej szwedzkich preselekcji, wśród fanów zawrzało. Oto ona, zwana przez niektórych „Queen Loreen”, ponownie zawalczy o możliwość reprezentowania Szwecji.

Wśród sympatyków piosenkarki zrodził się entuzjazm – po raz kolejny będą mogli zobaczyć swoją idolkę. U innych z kolei się sceptycyzm – czy jej powrót jest aby na pewno dobrym pomysłem?

Teraz odłóżmy wszelkie emocje, sympatie i antypatie na bok oraz rozważmy wszystkie za i przeciw.

„Karma karma come and dance with me…”

Co Loreen zyskuje? Na pewno rozgłos. Od listopada pojawiają się różnego rodzaju doniesienia medialne na jej temat i z pewnością sam jej występ również będzie głośno komentowany. Dla artysty jest to dodatkowa, praktycznie darmowa promocja. Chociaż akurat z tym trzeba uważać. Wystarczy przywołać przykład pani Perrelli, która wprost w mediach powiedziała, że zależy jej tylko na reklamie, nie na zwycięstwie. Nie jestem tylko pewna, czy ostatnie miejsce w półfinale jest dobrym znakiem dla Charlotte. Wróćmy jednak do Loreen. Melodifestivalen jest dla niej doskonałą okazją do zaprezentowania nowego materiału, którym niekoniecznie rozpieszcza swoich fanów, do przypomnienia o sobie i zdobycia kolejnych miłośników.

Załóżmy również optymistyczny scenariusz – wokalistka pokonuje wszystkich, wygrywa finał i jedzie do Kijowa. Tam staje w szranki o Grand Prix, które ponownie zdobywa. Niemożliwe? Eurowizyjna historia pokazuje, że niekoniecznie. Przykładem jest Johny Logan, który sam sięgnął po laur zwycięstwa dwukrotnie w 1980 i 1987 roku (trzykrotnie, jeśli policzymy 1992 rok, kiedy wygrała skomponowana przez niego piosenka). Zatem teoretycznie jest to możliwe. Dorzućmy jeszcze do tego zaprezentowanie się szerszemu gronu odbiorców. Nawet gdyby Loreen wylądowałaby poniżej pierwszego miejsca, nie jest powiedziane, że jej piosenka nie trafiłaby do serc widzów czy publiczności. Wszak czasami wielkimi przebojami okazują się utwory z dalszych miejsc.

„Words cut but I don’t care how much it hurts”

Wszystko ładnie, pięknie, Loreen wychodzi w glorii, oczarowuje i odnosi sukces, ale… Co, jeśli niekoniecznie ten optymistyczny scenariusz się spełni? Dziennikarze słyszeli Statements i ich opinie są pozytywne. Można się również dowiedzieć z nich, że piosenka Loreen jest na pewno specyficzna, daleka od typowych tanecznych przebojów. Minutowy fragment jest także dostępny na stronie preselekcyjnej (klik). A jeśli Szwedzi tego nie kupią? Piosenka i owszem ma przekaz, jednak nie znaczy to, że widzowie powiedzą: „Tak, chcemy znowu wysłać Loreen na Eurowizję”. W najgorszej sytuacji może ona w ogóle nie wyjść z półfinału. W lepszej – trafi do finału, gdzie będzie musiała się zmierzyć z chociażby Mariette czy Nano, których utwory teoretycznie mogą wpasować się bardziej w gusta odbiorców. Samo nazwisko nie musi zagwarantować jej sukcesu. Czy wtedy na wokalistkę nie wyleje się fala hejtu? Przecież wtedy nie spełni ona oczekiwań swoich miłośników, którzy teoretycznie mogą się poczuć zawiedzeni.

Inny scenariusz jest taki: Loreen jedzie do Kijowa, jednak tam zajmuje miejsce dalekie od podium (tak skończyło wielu artystów, którzy wygrali Grand Prix) Czy wtedy nie umrze jej „legenda” zwyciężczyni i nie zostanie do niej przyczepiona łatka artystki, której powrót niekoniecznie był udany? Ciężko jest przeskoczyć samą siebie i przebój taki jak Euphoria, a  i łaska „fanowska” na pstrym koniu jeździ. Osoby i utwory, które niegdyś były uwielbiane przez rzesze, czasami odchodzą w zapomnienie lub, co gorsza, stają się obiektem żartów, kpin i nienawiści.

Stina Stjernkvist/SVT
„Imagine the beginning of the end and we don’t need to ever talk again”

Oczywiście nie życzę Loreen takiego obrotu sprawy, bo przyznam, że jej propozycja do mnie trafia. Mimo tego sceptycznie podchodzę do konkursowych powrotów wygranych Konkursu Piosenki Eurowizji. Czasami lepiej jest pozostawić po sobie pamięć i magię tego pierwszego zwycięstwa. Podtrzymuję swoje zdanie również wtedy, gdy sytuacja dotyczy wokalistów (i wokalistek) cenionych przeze mnie.

Dla kogo zatem dobre są „comebacki”? Dla artystów, którzy nie stanęli na najwyższym stopniu podium. Warto dać im szansę – w końcu często ich styl muzyczny dojrzał, jak i oni sami, więc może tym razem to oni wygrają eurowizyjne Grand Prix?.

~~~

Który scenariusz sprawdzi się w przypadku artystki? Już w tę sobotę odbędzie się czwarta półfinałowa odsłona Melodifestivalen i wtedy zobaczmy, jak jej Statements w pełni wybrzmiewa na scenie. Tymczasem czekam na Wasze opinie – czy Loreen dobrze robi, próbując ponownie swoich sił w szwedzkich preselekcjach?

Wasza Wioleta

*Tytuły śródtytułów są cytatami pochodzącymi z utworu Statements, kompozycji Antona Hårda af Segerstada, Joya Deba, Linney Deb oraz Loreen.

Źródło: svt.se/melodifestivalen, eurovision.tv, twitter.com/schlagerprofil
Zdjęcia: Stina Stjernkvist/SVT

 

1 KOMENTARZ