Sezon selekcyjny 2017 właśnie się rozkręca. Część eurowizyjnych kart zostało już odkrytych. Znamy już nazwiska pięciu wykonawców, którzy walczyć będą o zwycięstwo na 62. Konkursie Piosenki Eurowizji, a wiele krajów opublikowało stawki finałów narodowych. Oczywiście są jeszcze nadawcy którzy nie ruszyli z przygotowaniami do wyboru reprezentanta, ale to już prztyczek zupełnie w inną stronę. Skoro wszystko już ruszyło, możemy zaobserwować w jakim kierunku aktualny sezon zmierza. Jak nie trudno zgadnąć – na wszystko wpływ będą mieć pewne TRENDY.

Trend to słowo klucz dzisiejszego felietonu. Czym jest? To moda, kierunek rozwoju danej dziedziny. W eurowizyjnym przypadku trendem będzie tendencja do pojawiania się w danym roku w selekcjach narodowych, a także do wygrywania ich konkretnych rodzajów piosenek bądź typów występów. Tendencja ta odnosi się oczywiście również do wyborów wewnętrznych.

Na Konkursie Piosenki Eurowizji zaobserwować można dwa typy trendów: dekadowy oraz roczny. Jak kształtowały się one na tle historii ulubionego konkursu Europejczyków?

Trend dekadowy

Na modę w poszczególnych okresach bytności Konkursu Piosenki Eurowizji miał wpływ oczywiście światowy rynek muzyczny. Tak więc przez pierwsze paręnaście lat istnienia ESC królował chanson – styl muzyczny którego korzenie sięgają do… twórczości średniowiecznych trubadurów. Był to typowo francuski gatunek, bez zaskoczenia więc lata 50. i 60. to okres największych sukcesów krajów francuskojęzycznych.  Lata 70. były bardzo kolorowym czasem dla Eurowizji. Można je spokojnie określić dekadą ABBY, najsłynniejszego kiedykolwiek eurowizyjnego dziecka. Wczesne disco w stylu tego właśnie zespołu odcisnęło duże piętno na eurowizyjnej historii. Kolejna dekada, lata 80., czyli właściwa epoka disco to z kolei najprawdopodobniej najnudniejszy okres w dziejach Konkursu, trendyzacja zaszła tak daleko, że ciężko było odróżnić jeden utwór od drugiego. Lata 90. to moda na etniczne brzmienia. Początek XXI wieku przyniósł nam dalszy rozwój etnicznej fascynacji mocno wymieszanej z europopem. Ostatnie lata to zaś… gonienie światowych radiowych hitów.

Radiówki – trend obecnej dekady, dobry czy zły?

Co to jest Radiówka? Wpadający w ucho, zazwyczaj lekki w odbiorze utwór bazujący na globalnych muzycznych trendach (w ostatnim czasie są to głównie rytmy karaibskie bądź utwory oparte na twórczości australijskiej kompozytorki i wokalistki Sii). W kontekście eurowizyjnym Radiówka oznacza utwór jak najbardziej okrojony z regionalnych brzmień aby brzmiał jak najbardziej ‘światowo’.

Trend na piosenki radiowe rozpoczął się dzięki Niemce Lenie. Jej utwór Satellite był na tyle świeży w 2010 roku, że bez problemu pokonał konkurencję w walce o eurowizyjne Grand Prix. To, co w sześć lat temu było ewenementem, w 2016 stało się normą. Na tegorocznej Eurowizji Radiówek było na tyle dużo, że każde nie radiowe brzmienie było powiewem świeżości.

Eurowizja w ostatnich latach coraz szybciej dogania muzyczne trendy globalne. Z jednej strony możemy to uznać za dobrą tendencję, Konkurs dzięki temu zyskuje w oczach (i uszach) przeciętnych zjadaczy chleba, czy jednak w muzyce chodzi tylko i wyłącznie o to, aby pasowała ‘pod każdą strzechę’?

Coś co ma zadowolić wszystkich nie zadowala zazwyczaj nikogo. Podobnie jest w muzyce. Piosenki ‘radioprzyjazne’ często są bardzo ugrzecznione i bazują na podobnych schematach. Czy naprawdę chcemy otaczać się jednorodną muzyką? Nie sądzę. Żeby życie miało smaczek, raz alternatywa raz popiaczek. Różnorodność jest w cenie.

Inną stroną medalu jest fakt, że samo radiowe brzmienie nie zapewni z automatu eurowizyjnym piosenkom spektakularnych sukcesów. Są utwory, szczególnie wśród ostatnich zwycięskich, które naprawdę dobrze radziły sobie na muzycznych listach przebojów na całym świecie, chociażby wspomniane Satellite, Euphoria Loreen czy Heroes Mansa Zermerlowa. O żadnej nie można jednak powiedzieć, że była to piosenka, która zmieniła muzyczne schematy świata. Dlaczego? Ponieważ każda z nich schematy powielała.

W tym roku najświeższy radiowo był utwór reprezentanta Szwecji, Fransa. If I Were Sorry –piosenki takiej jeszcze na Eurowizji nie było. No właśnie, na Eurowizji… Tymczasem trudno nie trafić gdzieś w przypadkowym radiu na prawie identyczną kompozycję. Z Sorry  Justina Biebera na czele. Zbieżność tytułów, ekhm, przypadkowa.

Niezaprzeczalnie ciężko o pełną oryginalność w muzyce, jednak inspiracje nie powinny ograniczać się do Sii, Coldplaya i Taylor Swift – bo kopie tych właśnie artystów najczęściej spotyka się w stawkach selekcyjnych jak i na samej Eurowizji. Swoją drogą biedna Sia, większość jej kopii mogłaby jej co najwyżej buty czyścić.

Oczywiście przykłady trendu radiowego można odnaleźć już w tegorocznych propozycjach eurowizyjnych. Na Białorusi zespół Nuteki oskarżany jest o plagiat wspomnianego wcześniej zespołu Coldplay, a Estonia porzuciła charakterystyczne dla siebie alternatywno-psychodeliczne brzmienie na rzecz grzeczniejszych Radiówek (o zgrozo).

Trend radiowy jest lepszy od trendu europopowego królującego do niedawna na Eurowizji – nie ma żadnych wątpliwości. Jest on pewną barierą dla różnorodności, czy jednak oznacza to że Radiówka jest zła? Otóż nie! Przykładem ‘dobrej’ piosenki radiowej niech będzie utwór z tegorocznych fińskich selekcji: Helppo elämä Lauriego Yrjoli. Wykorzystuje on jednocześnie radiowe trendy globalne jak i krajowe – nie tylko dzięki wykorzystaniu języka fińskiego.

Trend roczny

Czyli przekonanie, że co prawie wygrało w jednym roku na pewno wygra w kolejnym.

Trendy dekadowe mają bardzo duże znaczenie na kształtowanie się ESC, jednak w praktyce muzyczna moda eurowizyjna jest dużo płynniejsza. Top 10 każdego roku ma wpływ na to, co pojawi się na kolejnej Eurowizji. Czasem są to zwycięskie piosenki, choć nie zawsze. W ostatnich latach największą trendyzację krótkookresową można było zaobserwować w latach 2007-2008, czyli efekt Lordi wzmocniony efektem Verki Serduchki. Były to lata największego rozkwitu ‘dziwactw’ eurowizyjnych w XXI wieku. Jakie zaś były mody lat ostatnich? Zacznijmy od 2014 roku. Był to rocznik odważnych propozycji. Najbardziej kolorowy i zróżnicowany od wspomnianego 2007. Co mogło wpłynąć na tak ciekawy rocznik, jeśli rok wcześniej pierwszą trójkę ‘obsiadły propozycje’ będące niezbyt, moim zdaniem udanym, pomieszaniem radiowości z europopem? Otóż warto przyjrzeć się jak ciekawe były piosenki z dalszej części top 10. Norweskie I Feed You My Love, greckie Alcohol is free, włoskie L’essenziale, holenderskie Birds i węgierskie Kedvesem były właśnie bardzo odważnymi propozycjami.

W 2014 wśród mnóstwa niesztampowych propozycji jedna wpłynęła bardzo mocno na kolejne ESC. Znowu Holandia. ‘Pomarańczowy’ duet The Common Linnets wpłynął na ‘modę na dwójki’ w 2015. Ten z kolei rocznik przyniósł modę na zaawansowane technicznie występy z płachtami (dzięki zwycięzcy Mansowi Zermerlowowi) oraz na balladynki w białych sukniach (dzięki laureatce drugiego miejsca Polinie Gagarinie). A co przyniósł 2016? Prawdopodobnie… wzmocnioną modę na Radiówki. Komu to zawdzięczymy? Dami Im z Australii, Amirowi z Francji, Fransowi ze Szwecji, Donny’emu z Litwy, czy Irze z Malty. Może pomijając francuski przypadek, każda z tych piosenek skończyła wyżej niż się zakładało. Każda z nich była neutralnie radiowa. I każda z nich się eurowizyjnie ‘sprzedała’. A skoro one się sprzedały, może to być sposób na eurowizyjny sukces? – pomyślało wielu. I tak się rodzi trend.

Co z tymi trendami?

Trendy były, są i będą. Ich obecność jest nieunikniona.

Fani Eurowizji mogą się ze sobą sprzeczać, czy dana tendencja jest dobry lub zły – to czy nam on pasuje zależy przecież od indywidualnego gustu. Jednak nadmierna trendyzacja zawsze będzie negatywna – masowe próby dopasowania się do jednego wzorca niszczą różnorodność. A różnorodność to jedna z głównych pozytywów jakie może nam przynieść Eurowizja.

Wasza HoSanna

Foto: Reuters/Mario Anzuoni

1 KOMENTARZ