Za nami pierwszy miesiąc roku 2017. Roku pod znakiem Ukrainy. Roku celebrowania różnorodności. No właśnie – różnorodności. Jak muzycznie zapowiada się 62. Konkurs Piosenki Eurowizji i czy faktycznie będziemy mogli nacieszyć uszy różnorakimi brzmieniami? Czy może czeka nas monotonność?

Dziś wchodzimy w miesiąc luty – okres największego zagęszczenia selekcyjnych emocji. Nie oznacza to jednak że do tej pory nic się nie działo – bo działo się całkiem dużo. Za nami kilka finałów narodowych, znamy już znaczną część nazwisk reprezentantów wybranych wewnętrznie oraz opublikowano większość utworów biorących udział w eliminacjach eurowizyjnych w całej Europie. Pomimo tego, że sporo kart nie zostało jeszcze odkrytych, już teraz możemy dojść do pewnych wniosków względem tego, czego oczekiwać bo kijowskiej Eurowizji.

O trendach eurowizyjnych pisałam w moim ostatnim felietonie. Wnioski wysunięte w tym tekście przysłużą nam się w analizie wydarzeń aktualnego sezonu selekcyjnego. Dla przypomnienia – zostało stwierdzone, że najprawdopodobniej nadchodząca Eurowizja będzie zdominowana przez typowe radiówki – czyli modne w ostatnim czasie rytmy karaibskie, dubstepy zamiast refrenów czy kopie Sii. Czy tak faktycznie będzie? Po pierwszych europejskich wyborach wielu fanów wpadło w panikę – zapowiadać by one mogły konkurs złożony z prawie samych ballad. W takim razie jakie będzie 62. ESC? Czy czeka nas radiówkowizja czy balladowizja? Radiówkoballadowizja?

Jakie możemy wyróżnić podstawowe rodzaje utworów na Eurowizji?

Obok ballad i radiówek wyróżnić można grupę uznawanego za najbardziej „eurowizyjne” brzmienia – szlagierowo-europopową. Na ESC pojawiały się także wiele razy utwory w stylu joke entry. Wyróżnić należy także grupę „hipsterską” do jakiej wrzucić można wszelkie gatunki pozostające wciąż w mniejszości na Konkursie (takie jak rock, alternatywa, jazz i im podobne) oraz folkową – która jest jednak dość wymieszana z innymi grupami. Folkowe ballady, folkowy europop czy folkowa alternatywa – w takiej formie muzyka ludowa na ESC w ostatnich latach pojawiała się najczęściej.

Jak do tej pory wybierały kraje?

Za nami pięć pełnowymiarowych finałów narodowych – w czasie których poznaliśmy zarówno eurowizyjnych wykonawców jak i śpiewane przez nich piosenki. Jako pierwsza eurowizyjny utwór dzięki Festivali i Këngës wybrała Albania – w tym wypadku i tak spodziewać się możemy gruntownych zmian w kompozycji Botë śpiewanej przez Linditę Halimi. Na daną chwilę jest to mocna, emocjonalna ballada oparta na brzmieniu klasycznych orkiestrowych instrumentów. O ile w przypadku albańskim jest to uzasadniony, wręcz standardowy dla tego kraju wybór, o tyle dla Gruzji, która do Kijowa wyśle bardzo podobny twór muzyczny, wygrana w selekcjach takiej właśnie klasycznej ballady może być z lekka egzotyczna. Ten zakaukaski kraj jest jednym z odważniejszych na Konkursie Piosenki Eurowizji. Reprezentowały go już najróżniejsze gatunki i style muzyczne. Podobnie selekcje gruzińskie w tym roku były bardzo przyjemną mieszanką muzyczną. Pojawiło się w nich sporo dobrej jakości utworów alternatywnych, rockowych czy folkowych – a jak było wcześniej wspomniane, na Eurowizji takich jest niedostatek. Gruzini jednak zadecydowali, że w Kijowie chcą być reprezentowani przez utwór Keep The Faith w wykonaniu Tako Gachechiladze, który jest właśnie klasyczną balladą. Czy na taki a nie inny wybór wpłynąć mogło trzecie już zwycięstwo Gruzji na Eurowizji dla Dzieci z równie orkiestrową kompozycją?

Oto laureaci trzeciego miejsca tegorocznych selekcji gruzińskich w duecie z Niną Sublatti (ESC 2015) – dla przykładu potencjału eurowizyjnego drzemiącego w tym zakaukaskim kraju:

Kolejną balladę dostarczyła nam Wielka Brytania – tym razem bardziej radiową. To właśnie przeciętne radiówki dominowały w brytyjskich selekcjach You Decide. Wygrała ta najwolniejsza, przez co wyróżniająca się najbardziej ze stawki Never Give Up on You w wykonaniu Lucie Jones, a skomponowana przez samą „Piekarenkę” – czyli duńską zwyciężczynię ESC 2013 Emmelie de Forest. Brytania ma spore szanse po raz kolejny zginąć w eurowizyjnym tłumie. Czy jednak uda się tym razem choć znaleźć się w top 15?

Po Finlandii oczekiwało się czegoś odróżniającego się od oczekiwanych standardów tegorocznej Eurowizji. I kraj ten nie zawiódł. Choć wbrew przewidywaniom nie wygrała tam ani przedstawicielka folkowego europopu Emma, ani softrockowy zespół My First Band, to klimatyczna alternatywna kompozycja na jaką zdecydowali się Finowie powinna zadowolić wielu eurowizjomaniaków oczekujących zalewu radiówkoballadowości. Ma również nastrojowy klimat, co może w jakiś sposób budzić skojarzenia z opisanymi wyżej kontrkandydatami eurowizyjnymi, ale możemy założyć że utwór Blackbird w wykonaniu duetu Norma John i tak znacznie będzie się odróżniać od pozostałej stawki. Czy przyniesie Finlandii oczekiwany dobry eurowizyjny rezultat?

Fińskie Uuden Musiikin Kilpailu było w tym roku mekką dla wielbicieli joke entry oraz psychodeli – tego typu utwory stanowiły aż 30% stawki. Oto jeden z nich:

Tych, dla których cztery powyższe wybory eurowizyjne są zbyt poważne i smutne, zadowolić powinna w tym roku Białoruś. Bardzo pozytywny utwór Historyja majho žyccia w wykonaniu grupy Naviband radości i energii posiada tyle, że samodzielnie wyrównuje ich braki w pozostałych utworach. Jednocześnie nie powodując cukrzycy!

Jak wybierać (najprawdopodobniej) będą pozostałe kraje?

Są kraje, gdzie z góry jest przesądzone, że wygra radiówka, ballada, bądź balladoradiówka, ponieważ… innego rodzaju utworów w stawce się nie uświadczy. Należą do nich Szwajcaria, Malta czy Islandia. Wszystkie piosenki w selekcjach hiszpańskich należą do energicznych – co oddala groźbę „smętów” dla przeciwników ballad. Czegoś „radiofriendly” będziemy mogli zapewne spodziewać się ponownie ze Szwecji – choć nie znamy jeszcze utworów biorących udział w Melodifestivalen, możemy założyć jednak pewien schemat pamiętając jak wyglądały ostatnie szwedzkie wybory.

Kraje które mają dość specyficzny gust, czyli Mołdawia oraz Litwa, mogą zaskoczyć muzycznie. W pierwszym przypadku wydaje się że może wygrać może porządny rockowy kawałek, szybka radiówka bądź rasowy folk. Na Litwie walka rozegra się pomiędzy radiówkami, alternatywą, joke entry… oraz litewskimi odpowiednikiami szlagieru.

Kraje które mają dobre składy selekcji to Łotwa oraz Estonia. W tych dwóch przypadkach królują alternatywy przyprawione radiowizną. Niestety oba mogą wybrać bardzo źle i bardzo niealternatywnie – w końcu w pierwszym kraju faworytem jest Markus Riva a w drugim Koit Toome & Laura – prezentujący nam staromodne balladoradiówki.

Kraje które mają największe szanse na urozmaicenie stawki to Węgry oraz Ukraina. Pierwszy z nich najprawdopodobniej zademonstruje nam cygański folk – w damskiej bądź męskiej wersji. A Ukraina? Tam spodziewać się możemy prawie wszystkiego!

Jedna z ciekawszych kompozycji ukraińskich to Blue Bird:

Co nas czeka w wyborach wewnętrznych?

Znamy 10 nazwisk reprezentantów wybranych wewnętrznie. Z czego balladowo-radiowe „zagrożenie” nadchodzi aż w sześciu z tych przypadków – Belgii, Holandii, Cypru, Austrii, Irlandii oraz Macedonii. Plus Armenia zaprezentuje nam najprawdopodobniej balladę folkową, a Czarnogóra – turboradiówkę. W Grecji mamy spore prawdopodobieństwo folkowego szlagieru, a w Azerbejdżanie alternatywy. Co więcej ballad bądź radiówek możemy się też spodziewać z takich krajów jak Rosja, Australia, Francja czy Czechy.

Czy kijowska Eurowizja będzie „kijowa” zamiast różnorodna? Czy ballady i radiówki ją zdominują? Pozostaje nam mieć nadzieję, że nie. Choć niejako pocieszać może fakt, że w wypadku takiego scenariusza zwycięstwo piosenki z grupy „hipsterskiej” jest bardziej niż prawdopodobne.

Wasza HoSanna

Foto: euroradio.fm