Po 12 latach Słowenia znów wysyła na Eurowizję Omara Nabera. Po raz drugi do Kijowa! Zobacz wyniki EMA 2017.

12 lat minęło jak jeden dzień! Wielu fanów wciąż pamięta znakomity występ Omara w Kijowie w 2005 roku. Wtedy, zdaniem wielu niesłusznie, nie udało mu się awansować do finału. W tym roku wokalista dostanie kolejną szansę i znów wystąpi w Kijowie. Połączonymi głosami jurorów (1. miejsce) i telewidzów (2. miejsce) został wybrany zwycięzcą słoweńskich selekcji EMA 2017.

Na drugim miejscu, ku niezadowoleniu rzeszy nastoletnich fanek, uplasował się duet śpiewających braci BQL z piosenką skomponowaną przez małżeństwo Maraaya, słoweńskich reprezentantów z Wiednia. Pierwsze miejsce w televotingu nie pozwoliło odrobić strat z głosowania jurorów.

Na ostatnim miejscu podium znalazła się Raiven, która zdobyła trzecie miejsce zarówno u jurorów jak i widzów.

Omar Naber urodził się w 1981 roku i jest zwycięzcą popularnego niegdyś słoweńskiego programu telewizyjnego Bitka Talentov. Na fali zdobytej popularności został w 2005 roku wybrany na reprezentanta Słowenii w 50. Konkursie Piosenki Eurowizji, który odbywał się wówczas w Kijowie. Napisany przez samego artystę utwór Stop, pomimo przychylnych opinii fanów i krytyków, nie zdołał przebić się przez sito jedynego wówczas półfinału konkursu. Na 25 startujących w półfinale krajów zajął 12.miejsce. Porażka na Eurowizji nie spowodowała załamania się kariery artysty. Wręcz przeciwnie, nagrał on od tamtego czasu trzy albumy studyjne, wziął udział w licznych trasach koncertowych zarówno w Słowenii, jak i w innych krajach byłej Jugosławii. Na Eurowizję próbował powrócić aż cztery razy (2009,2011,2014, 2017)! W tym roku w końcu mu się to udało! Czy Słowenia znów ma szansę pojawić się w finale Konkursu Piosenki Eurowizji?

źródło: RTVSlo, własne (fot. Omarnaber.com)

4 KOMENTARZE

  1. Dzięki, Słowenio!

    Wybrałaś najgorzej, jak mogłaś, ale zgodnie z zasadą „im gorzej, tym lepiej”, Twój wybór ucieszył mnie niezmiernie. W końcu właśnie zwolniłaś jedno miejsce w finale z pierwszego półfinału, w którym wspólnie występujemy. Jeszcze kilka takich wyborów i kto wie, może cud się stanie i Flashlight zabłyśnie w Kijowie dwa razy:)

    Z serdecznymi podziękowaniami,
    Fan z Polski

    PS. Szkoda Raiven (choć coś jeszcze mi mówi, że się z nią spotkamy na eurowizyjnej scenie) i ska-chłopaków-sell-ouciaków, także vice-Mons (sorry za pisownię, nie mam akurat szwedzkiego a z kółeczkiem na klawiaturze) z Open Fire niedoceniony… Generalnie oglądało się z przyjemnością, muszę tylko podszkolić swój słoweński, żeby mieć więcej frajdy z mówionych fragmentów;)

  2. Eurofani, zwłaszcza odmiennej orientacji, na pewno się cieszą, bo facet, mimo upływu lat, jest całkiem przystojny. No ale przepraszam, tu chodzi o muzykę – inne sprawy mało mnie w tym kontekście obchodzą 🙂 . Ogólnie, to przesłuchałem także pozostałe „słoweńskie” propozycje… Najgorsze były właśnie te dwie panie w różowych włosach, a także szczególnie ta z wielkimi ćmami (albo nietoperzami?) na uszach 🙂 . Masakrycznie odwracało to uwagę od samego utworu… W sumie cztery piosenki były kiepskie, no ale pozostałe cztery, w tym właśnie piosenka Omara, całkiem całkiem. W sumie, sto razy lepszy poziom, niż w Polsce… Dobra, nieważne, cieszę się, że ten Omar wygrał 🙂 . Mało mnie obchodzi fakt, że on już był na ESC 2005 też w Kijowie… widzów nieeurofanów pewnie też mało to obchodzi… liczy się wyłącznie piosenka! A ta jest całkiem niezła. Niby typowa ballada, no ale sam fakt, że śpiewa to mężczyzna, jest już czymś oryginalnym 🙂 . Choćby właśnie swoją płcią wyróżni się na Balladowizji 🙂 . Dość już tej dyktatury kobiet na Eurowizji! 🙂 . Wracając do samej piosenki – da się słuchać, niezła melodia, no i nie smęci i nie nudzi za bardzo. To jest ballada z tych nieco bardziej optymistycznych. Ze wszystkich tegorocznych ballad – póki co – najlepsza piosenka. A i ogólnie, też niezła. Dałbym ją w swoim rankingu gdzieś po moich faworytach, czyli Italii, Białorusi i Węgrach, a także za czwartą Francją. Może właśnie na piątym miejscu.

    Ogólnie, to w najbliższych dniach te wybory eurowizyjne ruszą wreście mocno do przodu, no i czas najwyższy, bo już prawie marzec, a nie znamy jeszcze prawie trzydziestu (!) utworów! Dzisiaj wybierze Ukraina i Dania. Poznałem ich utwory, i powiem tak: zwłaszcza na Ukrainie jest kilka ciekawych piosenek. Oby tylko nie ta Tajanna (bo typowy, euroballadowy standard – ileż można!…) . W Danii jest już gorzej – tam wskazałbym jedną, może dwie piosenki, a i tak tą drugą to trochę na siłę. Duńczycy podobno chcą skończyć z zostawaniem w półfinale… no ale nie wiem, oj nie wiem, czy im to się uda (zobaczymy jeszcze, co wybierze konkurencja). No to tyle, pozdrawiam! 🙂

  3. Naber ESC 2005 a Naber ESC 2017 to jak niebo i ziemia. Pierwszy, świetny, jeden z najlepszych w roczniku, który nie wiem jakim cudem nie wyszedł nawet z półfinału. Drugi, bez pazura, nudy, nudy, nudy, jeszcze raz nudy, a i nie wiem czy wspominałem już, ale… NUDY! Jestem na „nie” i ciskam mój przycisk (X). PS. Ten z 2005 przypomniał mi się całkiem niedawno jak przesłuchiwałem ostatnią płytkę… Arch Enemy, bo ta melodyjka we wstępie do „Time Is Black” strasznie podobna… XD