Tym oto sposobem artyści wystąpią w estońskich barwach na Konkursie Piosenki Eurowizji w Kijowie.

Gdy Szwedzi dali Drugą Szansę czwórce artystów, Estończycy wybrali swoich reprezentantów – Koita Toomego i Laurę. Nim do tego doszło, walkę o zwycięstwo stoczyła dziesiątka szczęściarzy, którym wcześniej udało się przejść przez etap półfinałów.

Konferencja prasowa zwycięzców. Foto: Maciej Sychowiec

W trakcie show nie zabrakło także występów gościnnych. Na scenie zaprezentowali się: zwycięzca Eurowizji 2015 – Måns Zelmerlöw, ubiegłoroczny reprezentant Estonii – Jüri Pootsmann oraz estońska formacja Beyond Beyond.

https://youtu.be/m_uInykbVzk

Kim są reprezentanci Estonii?

Poznajmy artystów który już w maju zawalczą o eurowizyjne Grand Prix w estońskich barwach.
Koit Toome reprezentował Estonię w 1998 roku z Merelapsed. Karierę rozpoczął 4 lata wcześniej w grupie Code One. Na koncie ma 6 albumów. Zdobył też popularność dzięki wielu rolom musicalowym (Taniec Wampirów, Miss Saigon, Hair). Jako solista próbował swoich sił w estońskich selekcjach w 2003 (Know What I Feel) i 2007 (Veidi Veel) roku.
Laura wcześniej czterokrotnie próbowała swoich sił w estońskich preselekcjach. W 2005 roku zadebiutowała z utworem Moonwalk, które skończyło na drugim miejscu. Nie przeszkodziło to jednak jechać Laurze na Eurowizję z flagą Estonii. Pojawiła się na niej jako członkini formacji Suntribe z piosenką Let’s Get Loud. Kolejne starty piosenkarki na preselekcjach to lata: 2007 – Sunflowers, 2009 – Destiny, 2016 – Supersonic. Na swoim koncie ma trzy albumy i 7 wydanych singli.
Koit i Laura w Kijowie zaprezentują utwór Verona:

https://youtu.be/_R8YE5ZNHgU

Źródło:ERR
Foto: ERR
Artykuł powstał we współpracy z Maciejem Sychowcem.

4 KOMENTARZE

  1. Ło matko, ale nuda. Estonia nie mogła wybrać dobrze, bo miała same słabe piosenki, ale mogła chociaż wybrać Kerli. Generalnie mati już napisał, co w tej piosence jest nie tak, od siebie dodam tylko, że choć fanem Fleszlajta może i nie jestem, to jednak Kasia Moś Estończyków łyka bez popitki i to do śniadania.

    IMHO, oczywiście, jakby trzeba to było koniecznie dodawać;]

  2. Niby ładne, ale tak bardzo powtarzalne… gdzieś to już słyszałem, niejeden raz, na różnych Eurowizjach, i nie tylko… Ogólnie, trochę tanio brzmi, taka gorsza wersja Modern Talking, spowolniona, no i nie podoba mi się, jak ci śpiewający kończą wersy – jakoś nie współgra to z rytmem piosenki i z muzyką. Ponadto, skoro śpiewają o włoskim przecież mieście, o Veronie, to powinno to być jakoś zaznaczone – choćby w muzyce, tzn. jakieś włoskie instrumenty… a najlepiej też, aby był tu język włoski. Natomiast to, co jest, wygląda na bardzo niedopracowane. Szkoda, że Estończycy nie robią tak, jak Albańczycy, z przerabianiem piosenki – po MOCNEJ przeróbce może coś by z tego było. No ale podsumowując, do najgorszych w tym roku ta piosenka nie należy. Lepsza np. od polskiej, a już zwłaszcza od gruzińskiej.