Gdy Robin Bengtsson świętował zwycięstwo, na międzynarodowe jury posypały się gromy.

Ostatni finał Melodifestivalen obfitował w Szwecji w wiele emocji. Typowana przez bukmacherów Wiktoria poniosła porażkę, a laur zwycięstwa przypadł Robinowi Bengtssonowi. Tymczasem to nie on, lecz Nano był faworytem telewidzów, którzy łącznie w televotingu i przez aplikację oddali na niego 1 627 843 głosów. Co ciekawe, jeśli chodzi o same półfinały, to również wtedy zdeklasował wszystkich uczestników (1 178 676). Tymczasem odtwórca utworu I Can’t Go On wygrał przede wszystkim dzięki zagranicznemu jury które przydzieliło mu najwięcej punktów. W televotingu i preselekcyjnej aplikacji otrzymał w sumie 1 435 963 głosów.

Jeszcze przed poznaniem dokładnych wyników Melodifestivalen, szwedzka prasa internetowa zwróciła uwagę na niekoniecznie pozytywne komentarze Szwedów. Poczuli oni, że ich wybór został zlekceważony, a wszystkie oddane przez nich głosy okazały się praktycznie bezwartościowe. Wszystko to przez międzynarodowe jury, które zostało obwinione za wszystko. Szwedzi zastanawiali się również nad jego sensownością w Melodifestivalen – dlaczego osoby spoza Szwecji mają w ogóle decydować o tym, kto będzie reprezentował ich kraj? Również półfinaliści tacy jak Anton Hagman czy Ace Wilder mimo przesłania Robinowi gratulacji, zwrócili uwagę na to, że głosowanie widzów powinno być najważniejsze i to oni powinni decydować o tym, kto ma ich reprezentować podczas Konkursu.

Głos w tej sprawie postanowił zabrać Simon Proctor – angielski juror. Zwrócił on uwagę na to, że podczas Eurowizji, to nie Szwedzi będą głosować, lecz osoby z innych krajów. Zagraniczne jury ma zatem pokazać, co może spodobać się eurowizyjnym widzom i na co będą mogli oni głosować. Dzięki temu też Szwecja może zająć w finale lepsze miejsce.

Sam Christer Björkman również postanowił skomentować całą sytuację. Stwierdził, że to całkiem normalne, że głosujący mogą czuć się zawiedzeni. W końcu to nie ich faworyt pojedzie do Kijowa. Zwrócił jednak uwagę na zalety międzynarodowego jury, które daje świeże spojrzenie na szanse danej piosenki u zagranicznych widzów. Podkreślił również, że jurorzy bardzo często miewają rację, na co wskazują ostatnie lata.

Tymczasem w eurowizyjnych zakładach bukmacherskich Robin Bengtsson z utworem I Can’t Go On plasuje się na trzecim miejscu.

Źródło: svt.se/melodifestivalen, expressen.se, aftonbladet.se, esctoday.com, eurovisionworld.com
Foto: TT

6 KOMENTARZE

  1. A mnie cieszy wygrana Robina. „Hold on” jest zwyczajnie ładne ale nic poza tym. Zginęłoby na tle innych tego typu utworów. A ta ma w sobie coś przyciągającego. Na zwycięstwo bym nie liczył ale tak na piąte miejsce w finale. Gdybym mógł głosować to na pewno nie na Nano.

  2. No i to jest właśnie to, o czym myślałem. Widać, że Szwedzi w tej akurat kwestii mają podobne myślenie, jak ja. Przecież zagraniczne jury może zagłosować na nieco gorszą piosenkę, po to, aby nie robić sobie KONKURENCJI dla piosenek z własnych krajów! Podkreślam – MOŻE tak zagłosować, nie mówię, że tak się dzieje! Ale patrząc po piosenkach, utwór Nano miał naprawdę szansę na zwycięstwo całej Eurowizji – tzn. miał właśnie dokładnie taki potencjał zwycięzcy, jak teraz ma Francesco Gabbani z Włoch! Natomiast Robin Bengtsson ma po prostu dobrą piosenkę, ale taką co najwyżej na TOP 10, ale już nie na zwycięstwo! A pan Bjorkman już niech nie czaruje, wszyscy mają już go dość, tzn. tej jego dominacji w każdej kwestii związanej z Eurowizją! On jest w porządku, wielki ekspert eurowizyjny i muzyczny, ogólnie to nic do niego nie mam, ale po prostu jest go już za dużo wszędzie… A w tej omawianej tu kwestii po prostu nie ma racji. Ostatnie bardzo dobre wyniki Szwecji na Eurowizji wynikają nie z obecności międzynarodowego jury podczas Melodifestivalen, ale po prostu z bardzo dobrego poziomu szwedzkich piosenek! Brak awansu Loreen to tylko potwierdza – ona po prostu przepadła w tłumie utworów na dobrym i bardzo dobrym poziomie. A jury międzynarodowe MOŻE po prostu działać negatywnie w kwestii wyboru najlepszej piosenki. Jeśli chodzi o argument, że jest to wybieranie piosenki pod gust międzynarodowej publiczności, no to powiem tak: po pierwsze, ja wolę, żeby dany kraj pokazał właśnie taką muzykę, jaka jest w danym kraju popularna, tzn. coś miejscowego… Język narodowy i muzyka etniczna też ma tu pewne znaczenie, ale w tym momencie chodzi mi o coś bardziej ogólnego! Na tym powinna polegać Eurowizja – każdy kraj powinien prezentować to, co jest w nim popularne. A zagranica powinna oceniać dopiero na właściwej Eurowizji! Chodzi tu też o pewną kreatywność, o kreowanie nowych trendów muzycznych… Czy taka Abba chociażby, była podlizywaniem się ogólnoeuropejskim trendom muzycznym w tamtym czasie? Niech każdy kraj sam sobie wybiera piosenkę, bez absolutnie żadnej ingerencji z zewnątrz. Ja bym to nawet zapisał w ogólnym regulaminie EBU dotyczącym Eurowizji (nawiasem mówiąc, przy okazji wpisałbym też na powrót zasadę śpiewania w narodowym języku, albo przynajmniej częściowo!). No bo te międzynarodowe jury powoduje, że to się wszystko tak rozmywa, że nie wiadomo w sumie, kto wybrał tą piosenkę: czy Szwedzi, czy jednak w sumie nieco ponad 100 osób SPOZA Szwecji? W tym konkretnym przypadku właśnie, to te osoby spoza Szwecji zdecydowały o tym, kto pojedzie na Eurowizję, i to mi się bardzo nie podoba! Oczywiście to sprawa Szwedów, ale no właśnie, jak widać, sami Szwedzi (zwykli ludzie, nie medialne i szołbiznesowe elity!) chcieli jednak inaczej!

    Podsumowując, NIE CHCĘ międzynarodowego jury w polskich preselekcjach (a wiem, że były takie pomysły – niech ich ręka boska broni od tego!). Jeśli tak się stanie, to NA PEWNO nie wyślę smsa, i miałbym wtedy nadzieję, że pozostali widzowie też!

    Jeszcze o samej piosence Robina (bo zapomniałem skomentować właśnie tą kwestię): żenujące było to przekleństwo w piosence – bardzo dobrze, że jednak to zmienił, ale smród pozostał. Jak tak można? Na widowni były dzieci, no i co, one sobie pomyślały pewnie, że można tak mówić na codzień, że za…iście, że k.rwa, że ja pie..olę… taaa… piękny przykład… Tam jeszcze była druga taka piosenka, w której nawet nie zostało to zmienione, no ale przepadła, na szczęście. To tylko potwierdza moją opinię, i nie tylko moją, że moralnie Zachód upada (zupełnie, jak Imperium Rzymskie, a niestety historia lubi się powtarzać…). Dobrze, że Robin zmienił to słowo, ale pewnie dlatego, że był świadomy, że na właściwej Eurowizji to by nie przeszło, o nie…! Bo w Eurowizji uczestniczy jeszcze sporo normalnych krajów, dla których przeklinanie w piosenkach byłoby… no nawet aż brak słów! I na tym chyba zakończę ten komentarz.

    • Tak uzupełniając/poprawiając… Chyba przesadziłem z tym „nieco ponad 100 osób”… w sumie wszystkich jurorów zagranicznych podczas MF było chyba raczej mniej 🙂 No ale nie chciało mi się tego dokładnie sprawdzać 🙂 . Ale to mniej istotna kwestia.

    • Mati ja się z Tobą nie zgadzam w tych kwestiach, a mianowicie:
      Według mnie głosowanie w Szwecji jest najlepsze ze wszystkich (co można zauważyć w tym, że na właściwej Eurowizji wprowadzono takie samo) i chciałbym żeby takowe wprowadzono w Polsce, i nawet wysłałbym smsa jak kiedy piosenka by mi się podobała.
      Po drugie moim zdaniem piosenka Loreen była najlepsza w całym tegorocznym Melodifestivalen i to ona mogłaby wygrać całą Eurowizję (ponownie), a piosenka Nano była ok ale nic poza tym.
      A co do piosenki Robina to akurat mi się dużo bardziej podobało z tym „przekleństwem” – chociaż jestem ogólnie przeciwny używaniu słów niecenzuralnych w piosenkach to tutaj to brzmiało bardziej naturalnie (czasami trzeba coś dosadnie powiedzieć i tutaj właśnie było to dobre).
      A na koniec powiem, że zgadzam się z Tobą w tym iż warto czasami zaryzykować i pójść pod prąd – tak jak napisałeś z piosenką ABBY i nie zwracać uwagi na trendy tylko je tworzyć.
      Pozdrawiam 🙂

    • Dla mnie to „fucking” tez bylo nieotrzebne. Ale widze w tym chec przypodobania sie mlodszej publicznosci, podobnie jak polscy artysci wypowiadaja sie „zajebiscie”. Dla mlodych „fucking” znaczy tyle ile „zajebiscie”. Musial zmienic bo Eurowizja zakazuje wulgarnych slow, to wszystko bylo zaplanowane od samego poczatku. Zaspiewam najpierw fucking a potem „freaking”.
      A jesli chodzi o zagraniczne jury to lepsze zagraniczne jury niz lokalne (ktore przepycha swoje gwiazdy i swoje dinozaury). Gdyby roznica miedzy Nano Wiktoria i Robinem byla 5% to by mozna sie zastanawiac ze jury wykosilo ulubienca publicznosci. Ale roznice bylo ok. 1% wiec trudno mowic o zdecydowanym faworycie. Jak dla mnie byl niemal remis , bo 10% czy 11% to prawie to samo. Powinno byc dodatkowe glosowanie, gdzie piatka z najwieksza ilosci glosow zostaje. Inaczej chyba niemal zawsze glosy sie rozloza niemal rowno, chyba ze ktos wyskoczy z super-hiciorem.
      Jako ciekawostke mozna dodac, ze tak na prawde to Nano powalilo jury z Izraela. Nano dostal punkty od wszystkich jury, 8, 10 i 12 pkt a od Izraela 0 (zero) pkt. Mozna sprawdzic na Wiki. Dlaczego? Jego ojciec to Palestynczyk. I to by bylo nan tyle.
      Mnie bardziej ciekawi co sie zagranicy nie podobalo w wystepie Wiktorii.

    • Inna ciekawostka ze Robin dostal glosy od KAZDEGO jury, o najnizej 4 pkt , od Wlk.Brytanii i Czech. Co mnie nie dziwi, Brytyjczykom trudno zaimponowac bo oni takich chloptasiow maja na peczki, ale ABBie dali swego czasu 0 (zero) wiec to jest dziwne jury. A Czesi? Czesi generalnie zyja w innym swiecie muzycznym. Zupelnie odstaja co sie innym podoba. Zupenie inny gust, ale i tak dali 4 pkty.
      Nano od Polakow dostal 4 pkt (czyzby czesciowo zydowskie jury?) a Bengtsson dostal 12 okt. Widac Polakom sie Szwed podobal.