Poland, Celebrate Diversity, Eurovision Poland. Polska

Już 9 maja Kasia Moś powalczy o czwarty z rzędu awans Polski do finału Eurowizji od czasu naszego powrotu do rywalizacji w 2014 r. Czy uda jej się znaleźć w gronie 10 szczęśliwców, którzy zaśpiewają w sobotnim koncercie 13 maja? Czy 11 pozycja startowa jest szczęśliwa i na punkty z których państw może liczyć Polska?

Jak co roku o tej porze fani Eurowizji z całego świata prześcigają się w typowaniach dziesięciu państw, które awansują do finału konkursu z dwóch półfinałów. Jedni twierdzą, że 2017 r. będzie obfitował w wiele niespodzianek, inni, że awansują ci, których typują do tego zakłady bukmacherskie, jeszcze inni piszą, że będzie jak co roku: sporo pewniaków, ale
i nieco zaskoczeń. Jak w notowaniach wypada reprezentantka Polski? Czy 11. pozycja startowa nam zaszkodzi, pomoże, a może nie będzie miała wpływu na wynik? Punktów
z jakich krajów możemy spodziewać się we wtorkowym koncercie i czy wreszcie uzyskamy poparcie jury? Te kwestie będę rozważał w następnych akapitach tekstu, zatem… zachęcam do przeczytania felietonu i dyskusji!

Kasia Moś do udziału w majowych zmaganiach przygotowuje się bardzo sumiennie: prace nad strojem scenicznym wkroczyły w końcową fazę (kreacje mają być zresztą dwie), niemal wszystkie występy promocyjne za nią (dzisiaj koncert w Hiszpanii, później jedynie gościnny występ w czeskiej Pradze), wizualizacje zostały przesłane przez firmę producencką (ku rozbawieniu autora artykułu środowisko fanowskie już wyrywa sobie włosy z głowy
z powodu słów Kasi, że nie są one do końca takie, jak zakładali, ale ma nadzieję, że na scenie i tak wszystko wypadnie spektakularnie), zaś fani w Polsce nieustannie i na wszystkie możliwe sposoby starają się jej doradzić, co zrobić 9 maja, żeby awansować do sobotniego finału. Kasia jednak zdaje się mieć do tego dystans i po prostu robi swoje – to postawa absolutnie i bez dwóch zdań najbardziej słuszna. Jednak abstrahując od mojej sympatii do reprezentantki Polski spróbuję przyjrzeć się, na ile okoliczności statystyczne sprzyjają awansowi naszego kraju do finału tegorocznego Konkursu Piosenki Eurowizji. Zaczynajmy!

Z uwagi na cierpliwość czytelników i w trosce o ich zdrowie psychiczne pod uwagę biorę jedynie starty Polski od momentu powrotu na eurowizyjną scenę, czyli od 2014 r. Wszak to od tego momentu wyraźnie widoczna jest bardzo duża aktywność polskiej diaspory
w Europie i przynosi to wymierne efekty w postaci awansu do finału zmagań.

Do tej pory mieliśmy dużo szczęścia: trzy razy z rzędu w naszym półfinale głosowały Irlandia, Norwegia i Litwa oraz Niemcy. Zapewne brak tych czterech krajów odczujemy najbardziej, gdyż zawsze przyznawały nam punkty i to całkiem sporo (głównie
w televotingu), z uwagi na pracujących tam i mieszkających Polaków. Jednak nie ma tego złego: w naszym półfinale głosuje Wielka Brytania, Włochy oraz Belgia (drugi rok z rzędu trafiła do tego samego koncertu, co my, rok temu Michał Szpak otrzymał z tego kraju maksymalną notę w televotingu), Islandia (również dopiero drugi raz w koncercie). Do tego należy mieć na uwadze aktywną polską diasporę w Szwecji i Grecji i nie można również zapominać o sąsiadach z Czech (choć nasza przygoda eurowizyjna pokazuje, że to trudna miłość, a i przyznanie not nie jest wcale takie pewne). Reszta krajów to mniej lub bardziej niewiadoma: wydaje się, że na uwagę zasługuje Cypr, który punktował nas niemal zawsze, gdy miał ku temu okazję (poza finałem 2015, ale wynik Polski wówczas pokazał, że od wielu państw nie mieliśmy co liczyć na wsparcie, wynikało to z silnej konkurencji, innego systemu głosowania etc.), podobnie jak Łotwa, Słowenia, Gruzja (poza finałem 2014) czy Hiszpania. Poniżej zamieszczam grafikę autorstwa Damiana Jankowskiego, która pokazuje, jak poszczególne państwa z naszego półfinału wspierały nas w poprzednich latach
(w televotingu):

Tabela punktacyjna: które kraje dawały nam punkty w poprzednich latach w półfinale i finale?

Jeśli przyjąć, że w tym roku Polonia będzie równie aktywna, co w latach poprzednich, duże punkty (8-12) powinniśmy w televotingu otrzymać od Wielkiej Brytanii, Włoch, Belgii, Islandii
i Szwecji. Mniejsze, czyli noty 5-7 od Czech i Grecji (być może również Łotwy). Najmniejsze, czyli 1-4 od Cypru, Hiszpanii, Gruzji, Łotwy, Słowenii. Reszta państw to raczej niewiadoma: mówi się, że z pewnością nie doceni nas Armenia i Australia, problem może być również z Czarnogórą (choć rok temu w finale ichniejsze jury przyznało nam 1 punkt!). Być może punkty przyznają nam takie kraje, jak Mołdawia, Azerbejdżan, Portugalia, Albania czy Finlandia. Patrząc na średnią, w televotingu powinniśmy otrzymać około 73 punktów. To granica awansu. W poprzednich latach ostatnie państwa, które awansowały do finału (z 10. miejsca) miały następującą liczbę punktów w televotingu: 2014: 43 (półfinał 1) i 47 (półfinał 2), 2015: 51 (półfinał 1) i 51 (półfinał 2), 2016: 53 (półfinał 1) i 50 (półfinał 2). Zatem patrząc jedynie na televoting, Polska powinna w tym roku awansować z okolic 8-9 miejsca.

Jednak – jak co roku – wielką niewiadomą jest jury. Optymiści podkreślają, że po raz pierwszy wysyłamy piosenkę artystyczną, która może przypaść do gustu profesjonalistom
z branży muzycznej i telewizyjnej z różnych krajów, że Kasia świetnie wypada na żywo
i z pewnością występ będzie wysmakowany, elegancki i spektakularny. Realiści twierdzą, że
z uwagi na brak takich sojuszników punktowych, jak Irlandia, Norwegia czy Niemcy, o awans będzie zdecydowanie trudniej. Jeszcze inni podkreślają, że Polska może ucierpieć na pozycji startowej: statystycznie tylko sześć razy (na 18 możliwych lub 2 na 9 możliwych, jeśli chodzi tylko o pierwszy półfinał, odkąd w 2008 r. wprowadzono dwa koncerty półfinałowe) okazała się ona szczęśliwa dla krajów, które z niej startowały: w 2008 (Chorwacja), 2012 (Szwecja, ale za to wygrana!), 2013 (Białoruś i Armenia), 2015 (Azerbejdżan) i w 2016 (Cypr). Statystyczne nasze szanse na awans (biorąc pod uwagę poprzednie starty) wynoszą około 57-60% (według rankingu to około 8. miejsce w półfinale, z tej zresztą pozycji wywalczyliśmy go w 2014 i 2015 r., rok temu było to 6. miejsce).

Zakłady bukmacherskie również stawiają nas na granicy awansu: raz zajmujemy u nich 8. miejsce, raz 11. Wszystko za sprawą tzw. pewniaków, których w naszym półfinale dla fanów i obserwatorów jest 6.: Szwecja, Australia, Azerbejdżan, Armenia, Grecja oraz Belgia. 4 miejsca pozostają zatem wolne, zgodnie z typowaniami mają szanse zająć je Portugalia, Łotwa/Polska, Islandia/Cypr/Finlandia/Mołdawia. Szans na awans raczej nie daje się Słowenii, Czechom, Gruzji, Albanii i Czarnogórze. Jednak jak pokazały poprzednie lata, wszystko się może zdarzyć, jak śpiewała w swoim przeboju Anita Lipnicka.

Reasumując: w tym roku awans zależy od dwóch czynników: stopnia mobilizacji Polaków rozsianych poza granicami kraju oraz tego, w jak dużym stopniu (nie)poprze nas jury. Czyli jak co roku. Odnośnie do pierwszego, po zeszłorocznym sukcesie Michała Szpaka możemy być bardziej spokojni. Odnośnie do drugiego już mniej, ale prawdą jest, że wysyłamy utwór, który nie powinien aż tak bardzo zniechęcić jurorów do głosowania. Wypada pamiętać, że pewniacy wcale nie muszą okazać się murowanymi finalistami (na podstawie opinii różnych środowisk: piosenka Grecji jest uważana za artystycznie bardzo słabą, przy podobnym składzie półfinału rok temu nie udało jej się uzyskać awansu, Australia ma kiepską pozycję startową, a w przypadku Belgii wiele zależeć będzie od występu, gdyż według komentujących wykonaniom live brakuje energii), zaś tzw. średniacy mogą bardzo pozytywnie zaskoczyć prezentacją sceniczną i wykonaniem na żywo. Jak będzie? Przekonamy się 9 maja!

 Fot. Eurovision.tv, materiały prasowe

Źródło: inf. własne, Damian Jankowski, eurovision.tv

2 KOMENTARZE

  1. Cały czas twierdzę, i będę twierdził nadal, że moralnie bardzo nieciekawe jest namawianie Polaków mieszkających za granicą do głosowania na Polskę (za sam fakt bycia z Polski). Tak, narzekajmy na polityczne głosowanie na Eurowizji, Bałkanów, Skandynawii czy byłego ZSRR, a potem róbmy to samo, jasne… To jest po prostu ŻAŁOSNE, no i moglibyście, jako oficjalna strona OGAE, po prostu tego nie promować! I powiedzcie panu Orzechowi, żeby też tego nie robił, bo to jest po prostu MEGA ŻENUJĄCE!!! (jak dla mnie, przynajmniej, no ale może ja jestem jakiś dziwny, jak na dzisiejsze czasy… :]). Polska piosenka, jeśli będzie dobra, to obroni się sama. Jak nie – to trudno. Tu powinno chodzić o MUZYKĘ, a nie o politykę, czy o jakieś geopolityczne i emigranckie głosowanie… NIE CHCĘ awansu do finału, lub wysokiego miejsca, czy nawet także wygranej Polski, osiągniętej dzięki głosowaniu rodaków z emigracji! Jaki to ma sens, ja się pytam? Przecież, jeśli ktoś to popiera, to powinien również poprzeć pomysł, aby zezwolić na głosowanie na swój własny kraj ludziom mieszkającym właśnie w danym kraju! (gdyby się taki pomysł, nie daj Boże, pojawił) 🙂 A czemu by nie? 🙂 Trzeba być konsekwentnym 🙂 .

    Zresztą, nie przesadzajmy z tym poparciem rodaków z emigracji… Do 2011 r. mieliśmy po prostu takie piosenki, jakie mieliśmy, a od 2014 r. po prostu jest pod tym względem lepiej. Tzn. piosenka Moniki Kuszyńskiej była taka sobie, ale awansowała, bo miała trochę szczęścia (nie chcę pisać, że za wózek :]), a w finale wyszło, jak wyszło. Myślę, że pani Katarzyna Moś nie osiągnie zbyt wiele na tej Eurowizji. Z całym szacunkiem, bo głos ma świetny, tylko piosenka jest niezbyt porywająca. Tzn. jest w miarę dobra, ale też zbyt banalna melodycznie, a do tego bardzo mroczna i przywołująca negatywne emocje, co w dzisiejszych czasach raczej się nie spodoba w Europie… Myślę, że w najlepszym razie osiągnie podobny rezultat, jak wspomniana Monika Kuszyńska. Ale bardziej za sam głos, i bardziej dzięki głosowaniu jury. Oczywiście życzę jej powodzenia, jako osobie reprezentującej nasz kraj.

  2. Mam wrażenie, że pomimo faktu że sam utwór nie jest taki typowo eurowizyjny, Kasia zrobi z niego arcydzieło. Analizując jej występy na żywo z eurvision party, porównując i poniekąd łącząc to co pokazała na preselekcjach stworzy niesamowitą atmosferę i wele osób wgniecie w to na czym będą siedzieli. Mam świadomość że to męskie, ale jak pokaże nogi to sporo mężczyzn przeciągnie na swoją stronę 😉