Sobotni duński finał był przewidywalny niczym fakt dobrej pogody podczas miesięcy letnich. Analogia nie jest przypadkowa, bowiem zdarza się, że zarówno producenci imprezy, jak i wspomniana pogoda potrafią zaskoczyć.

Trzeba powiedzieć jedno: osoby odpowiedzialne za Dansk Melodi Grand Prix nadal nie potrafią wybierać finalistów. Co roku są może 2-3 sensowne propozycje, do których można puścić eurowizyjne oczko, podczas gdy pozostałe są albo beznadziejne, albo po prostu tak złe, że lepiej zapomnieć, że się miało kiedykolwiek szansę je przesłuchać.

Tegoroczna stawka przyniosła jednak pewnego rodzaju nadzieje na zmiany w przyszłych edycjach. W stawce znalazło się miejsce dla nietypowych zjawisk, takich jak KARUI czy Rasmussen. Ten drugi był jednogłośnie typowany do zwycięstwa całej edycji DMGP. I dobrze: wreszcie to jest coś, co w pewien sposób jest spójne: ścieżka dźwiękowa, która sprawia wrażenie dopracowanej – po prostu dobrej kompozytorskiej i producenckiej roboty. Pozostałe elementy wymagają dopracowania, aczkolwiek nie jest źle, biorąc pod uwagę fakt, że w Superfinale była jeszcze młodziutka Anna Ritsmar, która ma wielką szansę zostać duńską reprezentantką w przyszłości.

Tegoroczne szanse na finał Eurowizji dzięki Rasmussenowi są dość duże. Nie można jednak być tego absolutnie pewnym, nie znając całej stawki. Tegoroczny wybór duński wpisuje się  jednak nie tylko w slogan i motyw tegorocznej Eurowizji (All Abroad!), lecz także w zapoczątkowany przez Albańczyków ogólnoeuropejski trend wyboru innej niż zwykle piosenki.

Szwedzi nie chcieli tej piosenki u siebie na Melodifestivalen w wykonaniu Dennisa Bengtssona, to niech Duńczyk się wykaże. Higher Ground ma szansę wyróżnić się w Altice Arena, jednak DR musi zadbać o sposób prezentacji numeru rodem z Gry o tron by maksymalnie wykorzystać możliwości Rasmussena, który jest przecież aktorem musicalowym. Może dla niego będzie to kolejna rola do odegrania, dla nas prawdziwym spektaklem zamkniętym w trzech minutach. Pod warunkiem, że z opowieści o legendarnych Wikingach nie zrobi się soap operowej karykatury.

Zdjęcie główne: Gustav Eurén (dr.dk)

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułFuture Folk – nowoczesność i tradycja połączone brzmieniem
Następny artykułAlekseev reprezentantem Białorusi
Beata Prętnicka
Jestem fanką Eurowizji właściwie od zawsze... to znaczy od momentu, kiedy mama włącza co roku transmisję ESC (czyli od kilkudziesięciu lat). Z zafascynowaniem oglądam zarówno półfinały jak i finały Konkursu, wyłapując wszystko co ciekawe, imponujące, a nieraz dziwne i śmieszne. Jedni mówią, że Eurowizja to kicz i tandeta. Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem - wystarczy spojrzeć na ostatnie lata, kiedy to poziom Konkursu poszybował w górę... Ale dość o tym. Być może czytaliście moje teksty na pewnej stronie, lecz teraz chcę dzielić się tym wszystkim z Wami tutaj.

1 KOMENTARZ