Dwa ostatnie i jedno przedostatnie miejsce – na takich właśnie pozycjach uplasowały się trzy ostatnie reprezentantki Niemiec. Teoretycznie niewiele trzeba, żeby ten wynik poprawić. Już 24. miejsce w Lizbonie dałoby Michealowi Schulte najlepszy rezultat dla Niemiec od czterech lat. Trudno jednak się spodziewać, że taki wynik zadowoliłby kogokolwiek z naszych zachodnich sąsiadów. Patrząc na to, aż trudno jest uwierzyć, że zaledwie osiem lat temu to właśnie oni sięgnęli po Grand Prix Eurowizji. Czy jest szansa, żeby Niemcy ponownie zaczęli liczyć się w grze?

Kraje Wielkiej Piątki mają bardzo nietypowe relacje z Eurowizją. Z racji opłacania bardzo wysokiej składki za uczestnictwo mają zagwarantowane miejsce w finale, jednak bardzo często są tam tylko po to by okupować dno tabeli wyników. Wielu uważa, że są one na straconej pozycji ponieważ nie mają sąsiadów, którzy regularnie wspieraliby ich punktami. Przeciwnicy tej tezy uważają, że kraje Wielkiej Piątki są same sobie winne, gdyż bardzo często wysyłają piosenki, które po prostu są bardzo przeciętne. Bliższe przyjrzenie się tabeli wyników z ostatnich kilku lat zdawałoby się przyznawać rację tym drugim, gdyż przy wystawieniu dobrej piosenki każdemu z nich udało się zająć miejsce w Top10 przynajmniej raz.

Jednakże, to właśnie Niemcy są jedynym krajem Wielkiej Piątki, któremu udało się wygrać Eurowizję w nowym milenium. W 2010 roku w Oslo 19-letnia wtedy Lena zdobyła największą ilość punktów i wygrała 55. Konkurs Piosenki Eurowizji, w ten sposób dokonując czegoś co jeszcze rok wcześniej wielu wydawało się niemożliwe.

Końcówka pierwszej dekady XXI wieku nie była łatwa dla Eurowizji. Napływ krajów z Europy Wschodniej, którzy często obdarowywali się punktami, wzbudzał ogromnie niezadowolenie wśród tych, którzy w Eurowizji uczestniczyli od lat. Sytuacja najbardziej nasiliła się po belgradzkiej edycji konkursu w 2008 roku. Wtedy to zwycięstwo odniosła Rosja, a Niemcy wspólnie z Polską i Wielką Brytanią skończyły na ostatnim miejscu.

W odpowiedzi na protesty w 2009 roku wprowadzono głosowanie jurorów, które zdało się zmotywować kraje Europy Zachodniej do poszukania lepszych propozycji na Eurowizję. Wtedy to właśnie Wielka Brytania i Francja osiągnęły sukces plasując się w pierwszej dziesiątce – odpowiednio na piątym i ósmym miejscu. Niemcy jednak nie mieli tyle szczęścia. Duet Alex Swings Oscar Sings zakończył rywalizację na 20. miejscu.

Wtedy to właśnie niemiecka telewizja poprosiła o pomoc Stefana Raaba, prezentera telewizyjnego, komika i byłego reprezentanta na Eurowizji, który w 2000 roku w Sztokholmie zajął 5 miejsce. To właśnie on został ojcem sukcesu Niemiec w 2010 roku. Preselekcje w formacie talent show Unser Star für Oslo odkryły nową gwiazdę niemieckiej sceny muzycznej – młodziutką Lenę, która podbiła serca widzów swoją piosenką Satellite i została zwyciężczynią 55. Konkursu Piosenki Eurowizji. Radości wśród naszych zachodnich sąsiadów nie było końca.

Rok później Niemcy bardzo entuzjastycznie podeszli do organizacji Eurowizji w Düsseldorfie. Stefan Raab postanowił jednak wykorzystać tę okazję do dalszej promocji Leny. Zostało ogłoszone, że Lena ponownie będzie reprezentować Niemcy, a w preselekcjach widzowie wybiorą najlepszą piosenkę dla niej spośród 12 propozycji (wszystkie później znalazły się na nowej płycie Leny). Wybrana piosenka Taken by a Stranger była kompletnie inna od radosnej Satellite. Kompozycja o wiele mroczniejsza i awangardowa, zakończyła rywalizację na 10. miejscu, co wciąż było uważane za bardzo dobry wynik. Patrząc z dzisiejszej perspektywy, była ona pierwszą piosenką reprezentującą nurt bardziej alternatywny i zwiastowała dominację tego trendu w późniejszych latach, co szczególnie objawiło się w zwycięstwie Jamali i Salvadora Sobrala.

Dobra passa trzymała się Niemiec także podczas następnego konkursu. W kolejnym talent show Unser Star für Baku, na reprezentanta widzowie wybrali Romana Loba, który w Azerbejdżanie zajął 8. miejsce. Niemcy mieli wtedy za sobą trzy konkursy, w których uplasowali się w Top10. Jednak wtedy też Stefan Raab postanowił zakończyć swój udział w wyborze niemieckiego reprezentanta. Wielu wierzyło, że Niemcy poradzą sobie na Eurowizji bez niego.

Telewizja niemiecka postanowiła zmienić format wyboru i powróciła do bardziej klasycznego modelu preselekcji, w których artyści prezentowali zgłoszone przez siebie piosenki. W ciągu następnych dwóch lat zarówno Cascada, jak i Elaiza, chociaż miały piosenki, które były lubiane przez fanów, to nie osiągnęły zbyt dobrego wyniku. Najgorsze miało jednak dopiero nadejść.

W 2015 roku niemieckie preselekcje zdawały się mieć tylko jednego faworyta. Andreas Kümmert, zwycięzca The Voice of Germany, miał ogromne wsparcie widowni zgromadzonej w hali w Hannoverze, jak również i widzów przed telewizorami. Wygrał on preselekcje, zdobywając ponad 70% głosów. Jednak już po ogłoszeniu wyników, kiedy miał zaśpiewać ponownie swoją zwycięską piosenkę, nagle powiedział, że nie jest w stanie reprezentować Niemczech w Wiedniu i chce oddać tę rolę zdobywczyni 2. miejsca Ann Sophie. Dlaczego nie zrezygnował wcześniej, nawet już po zaprezentowaniu swoich piosenek, ale przed ostatnim głosowaniem? Chyba tylko on sam jest w stanie znaleźć logiczne wytłumaczenie tego.

Z niesmakiem jaki pozostał po preselekcjach Ann Sophie pojechała do Wiednia, gdzie niestety jej piosenka Black Smoke zajęła ostatnie miejsce z zerem punktów na koncie. Mało kto spodziewał się tak niskiego wyniku, gdyż przed konkursem piosenka była całkiem dobrze oceniana. Warto jednak wspomnieć że w połączonym głosowaniu jurorów i widzów w Polsce Ann Sophie zajęła 11. miejsce. Niewiele brakowało, a to właśnie Polska uchroniłaby ją przed nul points.

W następnym roku wcale nie było lepiej. Chcąc uniknąć problemów, w 2016 roku na reprezentanta został wybrany wewnętrznie Xavier Naidoo, jednak ta decyzja nie została dobrze przyjęta przez niemiecką publikę. Odezwały się głosy sprzeciwu, krytykujące niektóre wypowiedzi Naidoo, które często były rasistowskie, antysemickie i homofobiczne. Presja była tak duża, że zaledwie po dwóch dniach wycofano się z tej decyzji i naprędce zorganizowano preselekcje, które wygrała piosenka Ghost w wykonaniu Jamie-Lee Kriewitz. W Sztokholmie niemiecka reprezentacja ponownie zajęła ostatnie miejsce i jasnym stało się już, że Niemcy mają bardzo poważny problem. Szczególnie kiedy rok później Levina, uniknęła tego samego losu zaledwie jednym punktem, zajmując w Kijowie 25. miejsce.

Czy jest szansa, że Michael Schulte pozwoli Niemcom oderwać się od dna? Z pewnością tak. Piosenka zbiera bardzo dobre opinie i powinna zdobyć najlepszy wynik dla Niemiec od lat. Trzeba jednak przyznać, że nie będzie ona receptą na eurowizyjne problemy naszych zachodnich sąsiadów, a co najwyżej może na rok je zatrzymać. W Niemczech mówi się czasem, że to czego Stefan Raab się dotknie zamienia się w złoto. W przypadku niemieckich startów na Eurowizji jak najbardziej się to spełniło. Widać, że niemiecka telewizja stara się trochę kopiować jego receptę na sukces w tegorocznym formacie Unser Lied für Lissabon, jednak dopiero w Portugalii przekonamy się jak im to wyjdzie. Póki co życzmy im powodzenia.

Jest jednak jedna rzecz, której zdaje się brakować. Niemieckie występy z lat 2010-2012 charakteryzowała przede wszystkim wiara w zwycięstwo. Widoczne było to szczególnie w 2010 roku kiedy niemiecki team od początku szedł z przekonaniem, że idzie po zwycięstwo. Ten plan przyniósł im Grand Prix w Oslo. Tym razem już tego nie ma. Przedstawiciele telewizji niemieckiej sami mówili o tym, że ich celem w tym roku jest lewa połowa tabeli wyników (czyli miejsce w przedziale 1-13). Z pewnością o wiele łatwiej będzie im osiągnąć ten cel, jednak takie nastawienie bardzo wpływa na proces wyboru piosenki. Zamiast szukać piosenki, która ma szansę wygrać Eurowizję, szuka się piosenki, która „nie przyniesie nam wstydu”. Wszystko wskazuje na to, że tym razem będzie lepiej niż w ciągu trzech ostatnich lat, ale wiara w zwycięstwo gdzieś zupełnie wyparowała…

Źródło: eurovision.tv, eurovision.de, wikipedia.com; Foto: Youtubie (kanał Overthinking it)