Jesteśmy odważni, jeżeli chodzi o różne sfery życia. Jesteśmy różni, ale wszyscy chcą jednego: by Polska jako państwo pokazała się na Eurowizji z jak najlepszej strony. Przez cały sobotni dzień zastanawiałam się: czy Polacy mają w sobie tyle odwagi, by zagłosować na Gromee’go i wysłać go do Lizbony?

Eurowizja to nie jest zwykły konkurs muzyczny. To nie statystyki, jak mówią co niektórzy – to okazja, by nieznane dotąd twarze miały okazję pokazać swoją twórczość za granicą. Polscy artyści nie dają nam powodów do wstydu (łącznie z przedstawicielami disco polo, które również trzyma jakiś poziom). Oni dają nam powód do dumy – mamy bardzo dobrych przedstawicieli alternatywy, elektroniki i szczerze chcielibyśmy, by ich twórczość poszła dalej w świat.

Jesteśmy dość marudnym narodem. Potrafimy być ekspertami w dosłownie każdej sprawie, a hejt powoli staje się naszą polską specjalnością. Dobrze jednak, że mamy świadomość faktu, że na Eurowizji ważnych jest kilka czynników. Potrzebny jest głos, który idealnie prezentuje się na żywo. Do tego piosenka, która będzie miała w sobie to „coś”, co ją wyróżni. I wreszcie: artysta bądź artyści, którzy sami sobą będą pokazywać, że autentycznie zależy im na dobrym wyniku. Polski wybór jest w pewnym sensie szaleństwem, biorąc pod uwagę wyżej wymienione czynniki oraz naszą miłość do wystawiania ballad (gdyby Happy Prince otrzymałoby 12 punktów od widzów, byłby remis między nimi, a Moniką Urlik z korzyścią dla polskiego duetu). Wpisuje się jednak w tegoroczną tendencję w innych krajach, którzy wystawiają piosenki w języku narodowym (m.in. Armenia, Serbia, Albania, Słowenia, Czarnogóra, Grecja, Węgry) bądź w zupełnie innej stylistyce niż można było się spodziewać (np. wspomniana wcześniej Grecja). W naszym przypadku może się skończyć różnie, gdyż możemy nie otrzymać stosownego wsparcia zza granicy – a co za tym idzie, również awansu do finału Konkursu, choć paradoksalnie Gromee jest znany Europejczykom podobnie jak np. Tom Swoon czy KAMP!. Jestem jednak przekonana, że TVP oraz Sony Music Poland zadbają zarówno o odpowiednią promocję naszych reprezentantów, jak i także o całościową prezentację na różnych polach eksploatacji. Wiemy już, że występ w Lizbonie który ma być zupełnie inny od tego, co widzieliśmy w sobotę. Mamy czas, by się do tego wszystkiego dobrze przygotować.

Gromee od prawie dekady konsekwentnie realizuje swój pomysł na siebie. Ostatnie kilka miesięcy były rewolucyjne: rozgrzewał publiczność przed koncertami takich artystów jak David Guetta, Chicane, Alan Walker czy Mariah Carey. Dzielił również scenę z takimi artystami jak: Steve Aoki, Deorro, NERVO, czy R3HAB. Już za moment zarówno Lukas Mejier (jako No Sleep for Lucy) jak i Andrzej wydadzą swoje debiutanckie albumy. Eurowizja zaś powinna im bardzo pomóc promocyjnie.

Wybór tego zdolnego Krakowiaka to próba zerwania z łatką pt. „Polska to zawsze wysyła ballady”. „Light Me Up” jest utworem bardzo radiowym, z wciągającym bridge’m. Jest dokładnie tym, o czym jako fani Eurowizji marzyliśmy najbardziej: dynamiczny, rytmiczny utwór, nie będący jednocześnie balladą. Cieszy to, że jesteśmy gotowi na zmiany. Pytanie tylko jak Europa na to zareaguje?

PS: Czapki z głów dla wszystkich występujących w sobotę. Widziałam próby, widziałam też, jak było Wam wszystkim ciężko. Mam jednak nadzieję, że wszelkie techniczne sprawy nie zniechęcą zarówno Was jak i innych artystów do ponownego zgłoszenia się następnym razem.

3 KOMENTARZE

  1. Fakt, Europa może nie być gotowa na taki szmelc… Chociaż przerabiała już to setki razy nagradzając niekiedy podobnych „artystów” pięknym „0 points” na koniec. Druga sprawa. Mnie się tam marzy wysłanie czegoś żwawego, mocniejszego a zarazem ludowego, takie Mazowsze tudzież Golce na bicie od The Prodigy. Coś takiego grał ziomek na Woodstocku, Gooral mu było bodajże. Albo w ruch gitary i może nie ludowo, ale słowiańsko – jakiś Żywiołak czy Percival. Wtedy byłbym na tak… A to coś z tego roku? A-kysz, przepadnij… w półfinale.

  2. Czy Europa jest gotowa? Nie rozumiem pytania. To my jesteśmy od lat w tyle za Europą, a nie na odwrót. Piosenek z mocnym bitem było już na Eurowizji mnóstwo, a Norwegia w zeszłym roku wysłała podobny pod kilkoma względami utwór. Na co Europa ma nie być gotowa?

  3. Własciwie to „light me up” jest troche za słodkie – cheesy. Tak jak o-o-o-o Szpaka. A reguła mowi – nie przesładzaj. No i wokal Lukasa nie powala – jak sie nie podszkoli to skonczy na 15 miejscu. Lukas powienien odwrocic role – abysmy tesknili za zwrotka- a refren to fajny dodatek. Inaczej bedzie stekanie i mamrotanie zwrotki – a potem raczki w gore i „kocham was”. Gromee tez powinien cos zrobic z facjata, bo trzeba sie przyzwyczaic do facjaty.
    Ogolnie pozytywne ze Polska daje cos niesmutasowego, ale ten wokal …