Kończymy pierwszy półfinał czyli czy zwycięzca jest dziś z nami?

Dzień trzeci, albo czeci, jako kto woli. Dziennikarze eurowizja.org po raz pierwszy wykorzystali dziś możliwość darmowej wycieczki. Zdecydowaliśmy się śniadanko na Dunaju! Smacznie i przyjemnie! Ale my jesteśmy rozpieszczeni przez tych Austriaków! W wiedeńskich gazetach na pierwszych stronach ciągle króluje Conchita (która z resztą od poniedziałku ma czytać nazwy przystanków w metrze), a gdzieś na mieście podobno pojawia się gejowska sygnalizacja świetlna. W sumie… to taki eurowizyjny dzień jak co dzień.

A co tam się działo w Wiener Stadthalle?

Dziennikarzy jakby więcej, przekąsek jak było dużo tak jest (ile ta Austria wydała na to ESC?), wodę popijamy sobie z bajeranckich eurowizyjnych karafek… Dziś nie ma technicznych wpadek, przez co wszystko przbiega sprawniej… i chyba trochę za szybko. Człowiek chciałby trochę bardziej podelektować się chwilą. Ale jakoś to przeleciało. Zacznijmy więc od opisu prób.

Moje opinie proszę traktować z przymrużeniem oka, ponieważ, jak wynika z moich rozmów z innymi ludźmi w Centrum Prasowym, ja zawsze mam odmienne zdanie. Dziękuję.

Serbia! To jest wejście! To jest Performens przez duże P! Zapomnijmy o tym co widzieliśmy dnia poprzedniego – Bojana zgarnęła wszystko! Nie można oczywiście temu występowi odmówić lawiny kiczu, jednak czymże Eurowizja by bez niego była! Może i Bojana wygląda jak połączenie pudla z cukierkiem w srebrnym papierku, ale występ jest tak energiczny, że aż ciężko usiedzieć na miejscu patrząc na to co widzimy na ekranach! Mamy maski, zmiany strojów, białe flagi i język migowy. Dużo prawda? Jednak wszystko dobrze się komponuje z piosenką, sceną i, co najważniejsze – z pracą kamer. Ta ostatnia przy występie Serbii wyglądała zdecydowanie najlepiej do tej pory. A jak wiemy dobre ujęcia to połowa sukcesu! Reasumując – biło po oczach, ale mieliśmy tu jedno wielkie WOW.

Węgry pięknie brzmią na żywo. I mają bardzo ciekawe wizualizacje – mogą odwrócić uwagę od ‘nudnej’ piosenki (to oczywiście uwaga dla tych, którzy za nudną ją uważają). Nie podoba mi się za bardzo ciemna sukienka Boglarki, ale występ jest bardzo dobry. Obawiam się jednak, że, niestety, piosenka nie trafi do zbyt wielu widzów. Wygląda na to, że mało mamy wrażliwych na kwestie pokoju na świecie… No dobra, chrzanić pokój, to po prostu piękna kompozycja! Jest jeszcze jeden problem, tu kamerzyście trochę nieogarniają…

Białoruś ma skromniutki występ…. Czerwone wizualizacje w pierwszej  części piosenki też nie są zbyt specjalne, już wolę niebieskie chmurki w drugiej części. UWAGA! Maimuna najprawdopodobniej gra na żywo! Ale to co się dzieje na scenie ma jak dla mnie zdecydowanie zbyt mało energii… Już nawet znienawidzony dla mnie sernik(!) lepiej się prezentował w obrazku. Mogą nasuwać się skojarzenia z Estończykiem z 2012, zwłaszcza dzięki użyciu stojaka na mikrofon oraz białej sukienki Maimuny. Oczywiście Estończyk miał lepszy występ. Szkoda mi, bo ‘Time’ bardzo lubię, a nie radzi sobie zbyt dobrze w rankingach. Jak dla mnie to najlepsza białoruska piosenka ever! Już miałam nadzieję, że na scenie zmiotą hejterom uśmieszki z twarzy… Niestety nie będzie tak pięknie.

Rosja – jedna z najbardziej politycznych zagrywek tego roku. O ile zazwyczaj całkiem lubię piosenki o pokoju, o tyle historia ukrywająca się w tle kompletnie mnie od tej odrzuca. Ale i sama Polina Gagarina najwyraźniej zachciała odciąć się od propagandowej wymowy swojego utworu. Prezentacja sceniczna jest bardziej rockowa niż słodko-cukierkowa łapiąca za serduszko, jak to bywało w ostatnich rosyjskich występów. Trzeba przyznać że Polina jest piękna: fizycznie i wokalnie. Czemuż nie może ona reprezentować innej nacji!

Krótki look z konferencji: Bojana to zarąbista babeczka, pozytywna wariatka, a furrorę robił jej strój złożony z kwiecistego obrusu, leginsów i kolorowych adidasów. No może nie do końca pozytywną furrorę. Plus oczywiście pudel na głowie, którego ciągle poprawiała. Dowcipkowała sobieswobodnie z prowadzącą i dziennikarzami. Aż żałuję że nie widziałam jej całego spotkania! A Boogie… Jest słodka, malutka, delikatna, ale ciężko było skupić na niej uwagę. Niestety podobnie jest na scenie. A szkoda, bo jest  taka pocieszna. Uzari sobie przeskrobał – nie mówi po angielsku! Oj nie ładnie Proszę Pana! Ale to jest chyba ogólnie białoruski problem. Angielski ich parzy. Rosjan chyba też, bo Polina po angielsku również się nie wypowiadała. Widziałam tylko króciutki fragment konferencji, ale zdążyłam zauważyć , że jest bardzo miłą osobą. Szkoda mi będzie jeśli zostanie wybuczana. A wiele na to wskazuje, że jednak będzie.

Po godzinnej przerwie na scenę wkroczyli reprezentanci Danii. Plagiat Beatelsów bardzo ładnie wygląda w obrazku. Najlepsze ujęcia zaraz obok występu serbskiego. No i oczywiście, jak bardzo wtórna piosenka by to nie była, to brzmi bardzo przyjemnie na żywo. Szanse na sukces są spore, nawet przy mocnej konkurencji (ogólnie się okazuje że pierwszy półfinał jest mocniejszy niż się na to zapowiadał). No cóż, w zeszłym roku też ciężko było wróżyć Basimowi jakikolwiek sukces a do top 10 się załapał. Niby w tym roku też są na to szanse… ale ja bym wolała jednak nie.

Albanii ciut zabrakło do perfekcyjnego wykonu, a pierwszy występ… niestety nudny… Kamera szalała we wszystkie strony, jakby na scenie działo się nie wiadomo co, a tam tylko chaotycznie przechadzała się Elhaida… No i strój… Kto jej pozwolił założyć świecący namiot ja się pytam?  W  czasie drugiego występu zdecydowała się śpiewać połowę piosenki przy statywie , co pozytywnie oddziałało na całokształt. Kamerzyści chyba załapali, że ładniej wygląda jak jest więcej zbliżeń na główną wokalistkę, więc ogólny odbiór drugiej próby był lepszy. O ile wszystkie dzisiejsze próby poprzednich reprezentantów nie różniły się zbytnio jedna między drugą, o tyle Albania z każdą kolejną robiła krok milowy do przodu. Nawet błyszczący namiot wyglądał coraz lepiej! Dopiero przy ostatniej próbie zauważyć można było, jak świetnie użyte zostały światła, oraz jak ciekawie zrobiono efekt ‘padającego śniegu’ – z wykorzystaniem wizualizacji oraz… świecących belek wokół sceny! Jeśli będzie tak jak za ostatnim razem, a myślę że będzie, to przynajmniej finał dla Albanii, a potem to już czas pokaże.

Rumunia to już trzecia kompozycja dzisiaj, której głównym atutem ma być granie na emocjach. Hola hola hola, przystopujcie z tym bo jak tak dalej pójdzie, to nawet na drugi półfinał widzowie będą mieć przesyt! A przecież nam też się chwycenie za serduszko przyda… Wracając do piosenki ‘All over again’ – w prezentacji scenicznej przede wszystkim w oczy rzuca się wizualizacja z walizkami i dziećmi. Walizki porozstawiano także na scenie. Utwór tematyką nawiązuje problemów związanych z emigracją. Tylko czy ktokolwiek zrozumie przekaz, jeśli angielski tekst jest kompletnie niezrozumiały przez mocny rumuński akcent wokalisty. Szczerze powiedziawszy ja w ogóle nie łapię momentu kiedy on przechodzi na angielski. Za tą piosenką chyba mało kto przepada, mimo że to ballada, to jest na taki typowy rumuński sposób kiczowata. Czy zabierze miejsce w finale lepszym kompozycjom dzięki wsparciu diaspory? Boję się tego, ta piosenka nie jest na tyle tragiczna, aby przepaść na wstępie… A Rumunia od wprowadzenia półfinałów nigdy nie odpuściła sobie nawet jednego finału…

Przy występie Rumunii po raz pierwszy mieliśmy okazje zobaczyć tegoroczne belki. Na pewno wyglądają zupełnie inaczej niż te z lat poprzednich. Ale czy ładnie? Nie wiem. W tegorocznej grafice przewodniej podoba mi się to, że jest taka kolorowa i pozytywna. Ale belki już takie wesołe nie są. Ciężko mi jest je opisać, bo nie miałam czasu się napatrzeć, ale są takie jakieś… depresyjne. Podobnie jak granatowe tło przed występami (mam nadzieję że to zostanie zmienione). Jingiel po pocztówkach to po prostu dźwięk talerzy. Trochę skromnie. Ogólnie zaczynam się zastanawiać czy Austriacy nie wydali przypadkiem więcej kasy na rozpieszczenie dziennikarzy i udekorowanie miasta niż na samą Eurowizję. Scena jest dużo skromniejsza niż ta w Kopenhadze. Praca kamer w większości przypadków kuleje… Obawiam się że po tym co zobaczyliśmy w Kopenhadze możemy być troszkę rozczarowani…

Gruzja dokopała! Od samego początku rewelacyjny występ! Świetne ujęcia, świetne wizualizacje, świetna gra świateł, no i oczywiście świetna piosenka. Skrzydła, dym i pioruny. W sporze Warriorów zawsze opowiadałam się po stronie Niny…  W pierwszej części  występu jedyną bolączką występu jest to, że wokalistka jest jedna samiutka na scenie, ale potem już się na to nie zwraca uwagi. Taka jest moc tego co widzimy. Już pierwszy występ zakończył się wielką owacją w Centrum Prasowym. W trakcie Konkursu Piosenki Eurowizji bardzo ważna jest wizja. Potrafi sprawić że nawet przeciętna piosenka wespnie się na szczyty lub też arcydzieło muzyczne osiągnie dno. Można nie lubić gruzińskiego utworu, ale to jak to wygląda na scenie…  No w sumie, szwedzka produkcja. Sądzę że nawet najbardziej wybrednym gustom się spodoba. Idealne zakończenie całego dnia prób!

Skoro próby zakończono, można się przenieść do pomieszczenia konferencyjnego. Chociaż nie jestem osobą którą nie wiadomo jak podnieca zadawanie pytań wokalistom (ktoś inny tu jednak z Polski bryluje, ale przez wrodzoną skromność nie pozwolił mi o tym wspominać, więc o nim nie wspominam) ale zawsze coś tam posłuchać można. Czasami też można sobie cyknąć focię z reprezentantami. Szkoda tylko, że nie rozdają singli… A tak się wcześniej nasłuchałam że reklamówkami je stąd będę wynosić!

Duńską konferencje sobie kompletnie odpuściłam – musiałam koniecznie zobaczyć wszystkie odsłony Gruzji, sorry, zniszczyła mnie kompletnie. Podobno Duńczycy byli bardzo… dziecinni. Jakoś nie żałuję że tego nie widziałam. Elhaida zrobiła zamieszanie, pomyłkowo stwierdzając, że ma… 62 lata! Huhu, nieźle się trzyma! Sympatyczna z niej osóbka, choć lekko przywiana. Rumuni czas cały walczą na uczuciach – uniwersalnym przekazem o więziach rodziców z dziećmi itd. Fakt że są prawdziwi w swoich przekonaniach i działaniach. Ale, zapytam po raz kolejny, czy ‘historia’ ma być ważniejsza od piosenki? Szwedka odpowiedzialna za to co się dzieje w trakcie gruzińskiego występu na scenie, otwarcie mówi o tym, że pomaga Gruzji w sięgnięciu po zwycięstwo. Czy faktycznie im się uda?  Z takim występem – niewykluczone. Nina jest silną kobietą, to widać słychać i czuć. Sama przyznała, że w jej życiu nigdy nie było mężczyzn. Feministka z niej. Może czasem wydawać się z lekka agresywną osobą, ale no cóż! Prawdziwy z niej Warrior! Tyle jeśli chodzi o spotkania z wykonawcami…

W tym dniu nie robiłam fejmu. Nie brylowałam przed kamerą ani nikt mi się nie oświadczał. Phi. Ich strata. Naprawdę jakoś to tak dziś minęło zanim się obejrzałam. Dobrze, że chociaż performanse były zacne! Nie wiem co jutro będzie działo się poza sceną, ale to co na niej, będzie już dla nas bardzo ważne! Poznamy występy bezpośrednich konkurentów Polski w drodze do finału. Musimy pokonać przynajmniej siedem reprezentacji, aby awansować do następnego etapu. Damy radę? I hope so!

Wasza HoSanna