Źródło: jaanapelkonen.com

Polska świętuje 100-lecie odzyskania niepodległości. Trudną i długą drogę do wolności znamy z „szarych stron, ze środka ksiąg”, czy różnych opowieści rodzinnych. Martyrologiczny wątek, który w nich dominuje, pojawił się oczywiście również dość często w naszych celebracjach. Czy to wszystko ma jednak coś wspólnego z Konkursem Piosenki Eurowizji?

Chyba wszystko! Impreza nadawców publicznych z Europy nie byłaby przecież możliwa bez istnienia poszczególnych krajów na mapie i ich bolesnej wspólnej historii. Konkurs miał przecież w pierwotnym założeniu zbliżać państwa i narody po wyniszczających konfliktach wojennych przez lekką formę, która bliska jest wszystkim bez względu na pochodzenie – piosenkę i śpiew. Przez ostatni rok także sporo innych krajów obchodziło swoje okrągłe jubileusze. Dziś można już porównywać charakter tych obchodów i stwierdzić, że w niektórych miejscach miały one zupełnie inny, lżejszy charakter, bo związany właśnie z muzyką i śpiewaniem.

Już w grudniu ubiegłego roku moją uwagę zwróciła forma obchodów 100. rocznicy powstania Finlandii, gdzie np. w wigilię święta wszystkie bary karaoke zostały zaproszone o podjęcie wyzwania i uczestniczenie w wykonywaniu znanych fińskich hitów. Imprezy zaczęły się wszędzie o godz. 21. O popularności tej formy rozrywki u Finów mogłem się przekonać w 2007 roku, gdy organizowali jedyną dotąd Eurowizję w swoim kraju.

Głośno w Polsce było jednak o darze, jaki Finlandia sprawiła sobie na 100-lecie niepodległości, czyli wielkiej bibliotece multimedialnej – Oodi. Dla tych, którzy śledzą wydarzenia i zwyczaje w poszczególnych państwach nie mogło być to zaskoczeniem. Społeczna rola bibliotek jest tam wyjątkowa, a rozwój nowych technologii i edukacji niezwykle widoczny. Finowie nie lubią przy tym przecież być sami zaskakiwani. Od lat w swoim parlamencie szczycą się Komitetem ds. przyszłości, którego jedną z sekcji jest np. grupa ds. zjawiska „czarnych łabędzi”, czyli nieprzewidywalnych zjawisk o ogromnym wpływie na społeczeństwo. Jej członkinią przez cztery lata była m.in. Jaana Pelkonen, współprowadząca Eurowizję, która w ostatnich wyborach parlamentarnych okazała się też najpopularniejszą posłanką w swoim kraju pod względem uzyskanego poparcia. Zazdroszczę Finom tej umiejętności planowania i dialogu. Jaana, z racji swojego telewizyjnego doświadczenia, jest też członkinią specjalnej parlamentarnej rady nadzorującej publicznego nadawcę YLE. #Eduskunta

Sąsiednia Estonia też raz tylko gościła u siebie Konkurs Piosenki Eurowizji. Matka autorki zwycięskiej piosenki – Teresa Kärmas, z pochodzenia Polka i tłumaczka, została zresztą odznaczona złotym krzyżem zasługi na rzecz promocji Polski przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Ten mały kraj słynie ze swojej „śpiewającej rewolucji”, która doprowadziła Estończyków do przywrócenia niepodległości. Tym mianem opisywano regularne wydarzenia w latach 1987-1991, gdy spontaniczne wieczorne demonstracje masowego śpiewu, głównie ludowego, na terenie Festiwalu Piosenki w Tallinie nie tylko wzmacniało narodową tożsamość, ale również była ruchem oporu przeciw sowieckiemu komunizmowi. Jedną z licznych, ale ważnych postaci tego ruchu była Silvi Vrait, która była także pierwszą reprezentantką Eesti w Konkursie w 1994 roku.

Nie powinno więc dziwić, że z okazji obchodów 100-lecia powstania Estonii, postanowiono stworzyć nowy radosny festiwal muzyczny Baltic Sun, który od tego roku odbywa się w Narwie. Kilkudniowe wydarzenie gości i przybliża estońskich i międzynarodowych muzyków różnych gatunków muzycznych. W jednym z festiwalowych dni na scenie wystąpili m.in. znani z Eurowizji Alexander Rybak, Mikoláš Josef, Getter Jaani i Koit Toome. Obecny tam był też oczywiście jazz, o czym nie wspominam przez przypadek, bo przez lata czołową działaczką estońskiej unii jazzowej była Laura Põldvere. Scenę z polityką i to nawet w szerszym wymiarze łączył zaś kiedyś w tym kraju dyrygent i komik Tarmo Leinatamm, który zanim sam wystąpił w ESC 2008 w ramach Kreisiraadio, dwukrotnie był deputowanym estońskiego parlamentu. #Riigikogu

Ten wpis ma w swoim głównym zamyśle właśnie pokazać, że muzyka, ludzie sztuki, także ci związani z Eurowizją, również mieli przez lata swój udział w „przebudzeniu” #Awaking lub „budowaniu mostów” #BuildingBridges w rożnych częściach naszego kontynentu i to w przeróżnej postaci. Aktywność społeczno-polityczna nie jest przy tym tylko domeną eurowizyjnych przedstawicieli z północy Europy, ale moim ulubionym przykładem artystki w licznych życiowych rolach jest Åse Kleveland, która reprezentowała Norwegię w 1966 roku. Ta wokalistka i gitarzystka miała później kontakt z Konkursem w swoim kraju także jako prowadząca (1986) i minister kultury (1996). Z taką kartą chyba nikogo nie zdziwi, że była też eurowizyjną artystką, która zrezygnowała z sukienki na rzecz kostiumu. Była również szefową Unii Norweskich Muzyków, a później Szwedzkiego Instytutu Filmowego. Do tego szeroka działalność charytatywna. Człowiek orkiestra!

Jeśli zgodzić się zaś z twierdzeniem, że muzyka jest najlepszym lekarstwem na wszelkie bolączki, to przykłady z mocno oddalonych od siebie wysp Islandii i Malty też niech świadczą o tym, że Eurowizja może wpływać pośrednio na stan służby zdrowia. Óttarr Proppé był bowiem nie tylko pierwszym w historii aktualnie sprawującym mandat poselski wykonawcą na eurowizyjnej scenie, ale później również ministrem zdrowia! Rolę cienia ministra zdrowia przejęła z kolei na siebie przez lata opozycyjna Claudette Pace, która obecnie jest wiceszefową maltańskiego parlamentu. We Włoszech zaś trzykrotny reprezentant kraju w Eurowizji Domenico Modugno, jako poseł niższej izby i później senator, był szczególnie zaangażowany w kwestie praw osób niepełnosprawnych oraz zasad ochrony artystów. Szacunek!

Trzy eurowizyjne wykonawczynie znalazły się również, jak na nazwę naszej ulubionej imprezy przystało, w samym Parlamencie Europejskim! Co ciekawe, wszystkie zasiadały we frakcji ludowej, ale nigdy nie spotkały się w pracy. Piastowały bowiem swoje mandaty odpowiednio: Greczynka Nana Mouskouri (1994-1999), Irlandka Dana Rosemary Scallon (1999 – 2004) i Włoszka Iva Zanicchi (od 2008, 2009-2014). Przeglądając zaś dorobek pracy zwycięskiej Dany w Komisji Polityki Regionalnej, Transportu i Turystyki można stwierdzić, że dosłownie pomagała w budowie mostów w Europie. Irlandka próbowała także dwa razy swoich sił w wyborach prezydenckich w Irlandii, ale – jak wiadomo – nie wygrała, tak jak i portugalski socjalista i poeta Manuel Alegre w swoim kraju, który jeszcze jako krajowy poseł napisał piosenkę dla Carlosa do Carmo w 1976 roku. Swój mandat odnawiał wiele razy. Niestety o sukcesach Rusłany i Złaty Ogniewicz w ukraińskiej Radzie Najwyższej nie można dużo powiedzieć. Obie chyba też żałują przygody z parlamentem, ale doprowadził je tam przecież głównie eurowizyjny sukces. Także Vice Vukow długo nie piastował swojego mandatu w chorwackim parlamencie. Szybko zmarł po wypadku na schodach wejściowych tegoż miejsca, choć zdążył poznać się jako zaangażowany mówca.

Na liście eurowizyjnych wykonawców, którzy mierzyli się z różnymi funkcjami pewnie są także inne osoby. Niektórym ta próba nie udała się (np. Ronnie Carroll, Luminiţa Anghel). Jeszcze innym odpowiadał tylko poziom lokalny (Esma Redžepova – dwukrotna skopijska radna), ale pamiętać należy, że każdemu wolno robić to, na co ma ochotę. Nie jest wykluczone, że w innych rolach te osoby osiągną większe sukcesy niż w śpiewaniu, czego najlepszym przykładem jest przecież Christer Björkman. Kibicujmy wszystkim eurowizyjnym artystom z ambicjami, bo ich pozostałe publiczne role mogą być tak ważne w budowaniu wspólnoty i rozwoju, jak radość i emocje, którą dają nam będąc na scenie.

Tekst jest autorstwa Szymona Stellmaszyka, znanego z fanpage’a poświęcionemu sprawom eurowizyjnym – Let’s talk about ESC.