Rozpoczynamy kolejny cykl felietonów z serii Subiektywnie o ESC. Tym razem obiektem naszych zainteresowań są występy, które mimo bycia faworytami fanów Eurowizji, jury lub opinii publicznej, nie zostały docenione w Europie i ich wykonawcy nie awansowali do finału konkursu. W pierwszym odcinku prześledzimy wybrane, nieudane starty krajów bałkańskich.

Cykl będzie się składał z sześciu części podzielonych pod względem geograficznym. W kolejnych odsłonach „obdartych z finału” przeczytacie o reprezentantach państw skandynawskich, z Europy Wschodniej, Środkowej, Zachodniej oraz basenu Morza Śródziemnego. Motywacją dla powstania artykułów są komentarze naszych czytelników zebranych w grupie na Facebooku, biorących udział w naszym wyzwaniu #30daysofESC.

Good evening! This is Warsaw calling! 🔥🔥🔥Oficjalnie wystartowaliśmy z naszą nową grupą na Facebooku! Dzięki niej nie…

Opublikowany przez eurowizja.org Poniedziałek, 8 października 2018

Choć od czasu wprowadzenia półfinałów kraje bałkańskie radziły sobie względnie dobrze, nie brak przykładów występów, które były typowane do zajęcia wysokiej lokaty, a ostatecznie  nie przeszły do finału. Do tego grona z pewnością zaliczyć można Słowenię, której udział w Eurowizji w pierwszej dekadzie XXI wieku zwykle kończył się porażkami. Po świetnej 7. pozycji Nušy Derendy w 2001 r., kolejne lata należały do chudych, szczególnie rok 2004, kiedy to Słoweńcy musieli zadowolić się przedostatnim miejscem w półfinale. Remedium na eurowizyjne bolączki miał być wówczas 24-letni Omar Naber, reprezentujący kraj podczas jubileuszowego 50. Konkursu Piosenki Eurowizji w Kijowie. Stały za nim dwa ważne atuty: rozpoznawalność (artysta zwyciężył kilka miesięcy wcześniej w popularnym programie muzycznym Battle of the talents), a także piosenka wykonywana w języku narodowym. Naber z emocjonalną rockową balladą Stop wystąpił jako 23. w kolejności w półfinale i zakończył (jak się potem okazało, na 12 lat) przygodę z Eurowizją na 12. miejscu, tuż za polskim zespołem Ivan & Delfin.

Rok później złą passę Słoweńców miał przełamać Anžej Dežan, rywalizujący z Omarem Naberem o zwycięstwo we wspomnianym wcześniej talent show. Mimo dyskotekowego utworu, świetnych umiejętności wokalnych i czysto zaśpiewanej piosenki Mr. Nobody, Dežanowi nie udało się osiągnąć miejsca premiowanego awansem do finału widowiska. Ostatecznie, ku zdziwieniu europejskiej publiki, zajął dopiero 16. miejsce. Do dziś pod materiałem na oficjalnym profilu Konkursu Piosenki Eurowizji na YouTube nie brakuje komentarzy, że był to najbardziej niedoceniony utwór w 2006 roku.

Fani Eurowizji z rozrzewnieniem wspominają także pierwszy udział w Konkursie Poli Genowej. Przed wyjazdem do niemieckiego Düsseldorfu piosenkarka starała się o udział w konkursie aż trzykrotnie, jednak bez sukcesu. Dopiero za czwartym razem z piosenką Na inat udało jej się wygrać bułgarskie eliminacje. Dobra kompozycja nie wystarczyła, by uplasować się w najlepszej dziesiątce drugiego półfinału. Co zawiodło? Z pewnością nieciekawa prezentacja na tle innych państw i wpadki wokalne. Nie pomogła także kolejność startowa w połowie stawki. Wszystko to złożyło się na 12. miejsce Bułgarii w półfinale. Do awansu zabrakło zaledwie 6 punktów.

Ogromnym zaskoczeniem był brak udziału Macedonii w finale Eurowizji w Kopenhadze. Za reprezentującą w 2014 kraj Tijaną przemawiało wiele argumentów. Po pierwsze: drugi półfinał, w którym występowała Macedonka, liczył zaledwie 15 utworów, a zatem statystycznie aż 2/3 państw miało zagwarantowany występ w finale. Po drugie: w tym półfinale znalazła się większość krajów z pierwszego koszyka, z którego losowana była także Macedonia, co potencjalnie dawało szansę na zgromadzenie większej liczby punktów od telewidzów. Po trzecie: Tijana występowała jako pierwsza w ostatniej części koncertu, dzięki czemu jej występ mógł być bardziej zauważony. Co więcej, jurorom spodobało się wykonanie kompozycji To the Sky, które umieściło ją na 7. pozycji z dorobkiem 70 punktów (czyli ponad dwa razy więcej niż reprezentujący Polskę Cleo i Donatan). O wyeliminowaniu kraju z dalszej rywalizacji przesądziło jednak słabe wykonanie na żywo, źle dobrani wokalnie chórzyści oraz niezrozumiały koncept sceniczny.

Tegoroczna Eurowizja również przyniosła sporo niespodzianek. Jedną z nich było dopiero 17. miejsce Chorwacji. Zjawiskowa piękna Franka i jej utwór Crazy nie zachwycił ani telewidzów, ani jurorów. Przyczyn słabego rezultatu jest z pewnością wiele, jedną z nich mogła być chociażby nudna prezentacja. Trzeba jednak oddać, że tegoroczny pierwszy półfinał był niezwykle mocno obsadzony, stąd 26-letnia Chorwatka z Rijeki stanęła przed szczególnie trudnym zadaniem, jak dziś wiemy – nieudanym.

Jakie inne występy państw bałkańskich zostały obdarte z finału? Na Wasze propozycje czekamy jak zwykle w komentarzach!

Źródła: eurovision.tv, opracowania własne
Foto: eurovision.tv