30 kwietnia 1994 roku odbył się pierwszy w historii Konkurs Piosenki Eurowizji z aktywnym udziałem Polski. Wybrana w zaciszu gabinetów na Woronicza Edyta Górniak była naszą pierwszą reprezentantką. Jej piosenka „To nie ja” zajęła w Dublinie drugie miejsce – najlepsze jak do tej chwili. Dziś obchodzimy 20. rocznicę tego debiutu oraz 30 lat od powstania melodii do tego utworu. 

Telewizja Polska wstąpiła do Europejskiej Unii Nadawczej (EBU) w styczniu 1993 roku. Mogła więc teoretycznie zadebiutować na Eurowizji w Millstreet w Irlandii. Nawet odpowiedzialni za udział TVP w tym konkursie pracownicy telewizji nie potrafili odpowiedzieć nam na pytanie dlaczego zadebiutowaliśmy dopiero w 1994 roku. Przeprowadzone jednak wnikliwe nasze śledztwo dziennikarskie potwierdza przypuszczenia redakcji. TVP z góry zdecydowała, że debiutujemy w 1994 roku.

Rok 1993 dla Telewizji Polskiej był rokiem dość przełomowym w zakresie zarówno nowego bytu prawnego, jaki i również zmian, które czekały tą instytucję wraz z nadejściem tzw. „epoki pampersów”. 29 grudnia 1992 roku mocą ustawy powołano do życia Krajową Radę Radiofonii i Telewizji oraz podzielono Państwową Jednostkę Organizacyjną Polskie Radio i Telewizja na Telewizję Polską S.A. i Polskie Radio S.A. Zarówno w 1992 roku jak i również w części 1993 roku Telewizją Polską kierował ostatni Przewodniczący Komitetu do Spraw Radia i Telewizji „Polskie Radio i Telewizja” Janusz Zaorski. Za jego kadencji TVP mogła zdecydować o udziale już w 38. Konkursie Piosenki Eurowizji Millstreet 1993 – tak jednak się nie stało. W 1993 roku Telewizja Polska stała na progu zmian programowych oraz władz. Młode środowisko dziennikarskie zgrupowane wokół pierwszego Prezesa TVP S.A. Wiesława Walendziaka – określane „pampersami” zdecydowało o wprowadzeniu od 1994 roku wielu zmian w tej instytucji. TVP wzięła po raz pierwszy udział w Konkursie Piosenki Eurowizji za prezesury Wiesława Walendziaka, jednak historyczna decyzja o naszym udziale zapadła dużo wcześniej, w 1993 roku.

Przypomnijmy, że Europejska Unia Nadawców umożliwiła nadawcom, którzy wstąpili w 1993 roku, aktywny udział w Konkursie Piosenki Eurowizji, przyznając tylko 3 wolne miejsca. Chętnych było 7 nadawców (z Bośni i Hercegowiny, Chorwacji, Estonii, Węgier, Rumunii, Słowenii i Słowacji). 3 kwietnia 1994 roku odbył się więc w stolicy Słowenii koncert kwalifikacyjny, który wygrały 3 piosenki z krajów byłej Jugosławii – z Bośni, Chorwacji i Słowenii. Pozostałe kraje otrzymały przyrzeczenie startu w 1994 roku. Do grona tych debiutantów dołączyła także TVP, która nie wyraziła zainteresowania udziałem w koncercie kwalifikacyjnym do Millstreet, podobnie zresztą jak nadawca rosyjski i litewski.

Polacy dowiedzieli się o debiucie TVP w Eurowizji w sobotę 16 kwietnia 1994 roku, kiedy to w godzinach popołudniowych  oficjalnie ogłoszono reprezentanta na antenie programu 1 przedstawiając fragment teledysku piosenki „To nie ja” wraz z krótką rozmową z Edytą Górniak. Fanów Eurowizji mogła jednak już wcześniej zastanawiać „tajemnicza” pozycja w programie telewizyjnym zamieszczanym w różnych tygodnikach telewizyjnych zatytułowana „Eurowizja przed finałem”. Jak się okazało był to blok teledysków, nadany po raz pierwszy w nocy z 16 na 17 maja po tzw. „Kinie nocnym”. Pierwszym wyemitowanym teledyskiem była prezentacja piosenki szwedzkiej „Stjarnorna”. Bloki teledysków pojawiały się w bardzo przypadkowych godzinach – często nawet nie umieszczano ich w drukowanych programach telewizyjnych.

Rok 1994 to jeszcze epoka bez internetu. Sympatycy Eurowizji mogli wtedy czerpać informacje o tym konkursie jedynie z nielicznych i skromnych informacji w prasie, radiu i telewizji. Ta ostatnia nie była zbyt chętna do szerszego informowania swoich widzów choćby o numerze startowym Edyty Górniak. Po prezentacji konkurentów nawet średnio wrażliwy muzycznie widz zdawał sobie sprawę, że Polska ma bardzo dobry utwór, jak nie najlepszy. 30 kwietnia okazało się, że zostaliśmy ostatecznie sklasyfikowani na drugim miejscu, co dla TVP było sukcesem. Ponoć Edyta Górniak podczas spotkania z szefostwem TVP tuż przed wylotem do Dublina usłyszała prośbę: Tylko nie wygrajcie, zajmijcie najwyżej drugie miejsce! Zajęcie pierwszego miejsca przez niedoinwestowanego nadawcę z tej części Europy byłby nie lada problemem technicznym, organizacyjnym i ekonomicznym. Przecież w 1995 roku Eurowizja musiałaby odbyć się w Polsce. TVP dopiero co zaczęła wdrażać system PAL, a jakość technologiczna programów telewizyjnych produkowanych przez nią była zapóźniona w stosunku do zachodnich nadawców.

Zajęcie wysokiego drugiego miejsca (ustąpiliśmy tylko gospodarzom konkursu, Irlandczykom) odbiło się niespotykanym zainteresowaniem mediów Edytą Górniak, ale także po części też samą Eurowizją. Niezbyt dobrze znana aktorka musicalowa występująca w Studio Buffo w spektaklu „Metro” stała się pierwszą twarzą prasy, telewizji i rozgłośni radiowych. Warto wspomnieć, że Edyta Górniak w 1993 roku wzięła udział w Festiwalu Krajów Nadbałtyckich w Karlshamn zajmując trzecie miejsce.  30 kwietnia 1994 to zapewne data przełomowa zarówno dla fanów Eurowizji w Polsce jak i dla samej wokalistki – był to początek jej kariery.

Warto w tym miejscu przytoczyć fragment artykułu Grzegorza Brzozowicza zamieszczonego w Gazecie Wyborczej nr wydania 102 z 4 maja 1994 roku:

 

[quote]

W niedzielę (1 maja – przyp. red.) w krajowych stacjach radiowych rozdzwoniły się telefony z prośbą o zagranie piosenki „To nie ja”. Niestety było to i jest niemożliwe, gdyż piosenka została nagrana na 200 kasetach reklamowych zbyt niskiej jakości, żeby odtwarzać je na antenie. Płyty czy kasety nie będzie jeszcze długo. Polska telewizja – właścicielka nagrania „To nie ja”, nie pomyślała o tym, że na konkursowej piosence można zarobić. Wynajęty przez TVP szef polskiej ekipy Andrzej Cebula, były wicedyrektor Programu I ds. finansowych, powiedział „Gazecie”, że nie podpisano umów o honoraria z Edytą Górniak i autorami muzyki i tekstu, co z góry wykluczało promocję piosenki na rynku fonograficznym. A Regulamin Eurowizji pozwalał wydać płytę z konkursową piosenką już od 20 marca. 

W Dublinie przedstawiciele TVP mieli kasety i folder, podczas gdy wszystkie inne telewizje, łącznie z tymi, których piosenki zajęły miejsca w trzeciej dziesiątce, miały kompakty.

[/quote]

Konkurs Piosenki Eurowizji 1994 wspomina specjalnie dla czytelników eurowizja.org autor słów do piosenki „To nie ja” – Jacek Cygan.

Redakcja: Jaka była geneza napisania słów do melodii Stanisława Syrewicza?

Jacek Cygan: Piosenka „To nie ja” powstała w ten sposób, że zgłosiła się do mnie Edyta Górniak z muzyką Stanisława Syrewicza. Nie powiedziała mi, że to na Eurowizję, gdyż jak później się przyznała, nie chciała mnie stresować. Powiedziała tylko, że prosi, żeby utwór pięknie brzmiała także dla tych ludzi w Europie, którzy nie znają polskiego języka.

Redakcja: Jak byliśmy odbierani już na miejscu w Dublinie? Czy dawało się wyczuć, że jednak jesteśmy „zza żelaznej kurtyny”?

Jacek Cygan: W Dublinie od początku byliśmy odbierani bardzo dobrze, nie było żadnych uwag, że jesteśmy z kraju „zza żelaznej kurtyny”, zresztą był już rok 1994! Wprawdzie na oficjalnej liście rankingowej nie byliśmy wśród faworytów, ale dało się odczuć olbrzymi szacunek i respekt organizatorów wobec Edyty Górniak. Szczególnie ze strony Dyrygenta oraz Reżysera podczas narad po każdej próbie, kiedy dyskutowano o stronie wokalnej i wizualnej występu.

Redakcja: Czy pamięta Pan jakąś ciekawą sytuację, historię, którą warto przytoczyć dla zainteresowanych tematem startu Polski w Eurowizji 1994?

Jacek Cygan: Taka historia – w pokoju odpraw po próbach rządziła pewna Pani, którą nazwaliśmy Szefowa. Miała ona swoistą „gazetkę ścienną”. Po jednej stronie miała wywieszone zdjęcia wszystkich uczestników konkursu. A po drugiej jedno duże zdjęcie. Zgadnijcie kto na nim był? Miało podpis – EDYTA GORNIAK – EUROVISION WARSAW 1995!

Redakcja: Czy był apetyt na sukces?

Jacek Cygan: Apetyt na sukces był ogromny. W końcu był to pierwszy występ Polski na Festiwalu Eurowizji.

Redakcja: 20 lat temu to był inny Konkurs Piosenki Eurowizji niż teraz. Czy śledzi Pan ten konkurs, jaka jest Pana opinia o tej imprezie muzycznej Europy?

Jacek Cygan: Konkurs Eurowizji zmienia się, tak jak zmienia się wszystko wokół nas. Ale nadal jest ważny, choćby dlatego, że ogląda go 300 milionów ludzi na całym świecie. W Polsce niesłusznie się go lekceważy. Powiem tak, jeśli całkiem niedawno do Moskwy na Konkurs Eurowizji przyjeżdża słynny Andrew L. Webber, by towarzyszyć na fortepianie reprezentantce Anglii, to chyba to jest ważne wydarzenie artystyczne. U nas najgłośniej krytykują Eurowizję ci, którym się tam nie powiodło. Osobiście uważam, że jest to wspaniałe miejsce dla młodych wykonawców, by zaprezentować się przed światem. Trzeba mieć tylko co zaprezentować. Ale to już całkiem inna historia!

O Konkursie Piosenki Eurowizji w Dublinie i wydarzeniach sprzed ponad 20 lat wspomina dla naszych czytelników Stanisław Syrewicz, kompozytor piosenki do utworu „To nie ja”, który swoje życie zawodowe związał z komponowaniem przede wszystkim muzyki filmowej.

Redakcja: W 1994 roku nie było otwartych eliminacji w Polsce do Konkursu Piosenki Eurowizji. Czy może Pan zdradzić jak to się stało, że to właśnie Pana kompozycja reprezentowała Polskę po raz pierwszy na Eurowizji?

Stanisław Syrewicz: Muzyka do „To nie ja” powstała 30 lat temu z myślą o zespole „Chicago”. Utwór ten jednak został odrzucony i trafił na wiele lat do szuflady. Jakiś czas potem znalazł się na specjalnej kasecie „demo”, rozsyłanej do tzw. szeroko pojętej branży muzycznej. Z jednym z egzemplarzy tej kasety zgłosił się do mnie Wiktor Kubiak, wówczas menadżer Edyty Górniak, który powiedział, że chciałby aby ta piosenka reprezentowała nas w Dublinie na Konkursie Piosenki Eurowizji. Tak to się zaczęło.

Redakcja: Czy od razu Pan się zgodził?

Stanisław Syrewicz: Dałem jeden podstawowy warunek. Utwór musiał być nagrany w Londynie z angielskimi muzykami. Tak też się stało. Pamiętam też, że Jacek Cygan wysyłał do mnie wiele wersji słów do tej piosenki.

Redakcja: Jak wspomina Pan pobyt podczas konkursu w Dublinie, w kwietniu 1994 roku?

Stanisław Syrewicz: Po tym jak Edyta Górniak niezgodnie z regulaminem zaśpiewała część utworu po angielsku na jednej z najważniejszych prób, której przyglądają się jurorzy, zostaliśmy po prostu zdyskwalifikowani. Bralem udział w próbach negocjacji przywrócenia Polski do stawki konkursowej.  Nie było łatwo, ale się udało. Pamiętam, że kilka krajów ostatecznie nie przyznało nam żadnego punktu, nie zgadzając się w ten sposób z decyzją organizatorów. To zadecydowało o tym, ze nie zajęliśmy pierwszego miejsca.

Redakcja: 20 lat temu to był inny Konkurs Piosenki Eurowizji niż teraz. Czy śledzi Pan ten konkurs, jaka jest Pana opinia o tej imprezie muzycznej Europy?

Stanisław Syrewicz: Mój zawód jest związany z inną sferą muzyki. Nie śledzę tego konkursu choć wiem, że jak do tej pory startujemy bez specjalnych sukcesów.

Celebrować swój debiut eurowizyjny będziemy również jutro. W ramach koncertu „Tu bije serce Europy” na warszawskim Podzamczu na jednej scenie wystąpią m.in. Edyta Górniak i Donatan i Cleo – nasza pierwsza reprezentantka i aktualni przedstawiciele, którzy zresztą podczas swojej wczorajszej próby wywołali sporą furorę! Zarówno Edyta jak i Cleo wykonają swoje eurowizyjne utwory. Koncert będzie transmitowany 1 maja od 21:20 na TVP1.

Redakcja dziennika eurowizja.org serdecznie dziękuję Stanisławowi Syrewiczowi, Jackowi Cyganowi, Zuzannie Łapickiej Olbrychskiej i wielu pracownikom Telewizji Polskiej za pomoc przy powstaniu tego felietonu. Autorem tekstu jest Tomasz Deszczyński. 

1 KOMENTARZ

  1. Łzy same leca jak sie słucha wystep Edyty z ESC 1994. Powinna zdobyc I miesce, bez dwoch zdan. Sama Edyta mowila z jednym z wywiadow ze byla tak zdenerwowana, ze przed występem spędziła sporo czasu w toalecie, stad te zapłakane i zmeczone oczy.
    Opisana historia (kilka wersji tekstow od J.Cygana) pokazuje, ze aby cos dopracowac to trzeba miec kilka wersji i wybrac te najlepsza. Podobnie pracowała ABBA, mieli kilka wersji i po osłuchaniu wybierali najlepsze. Mimo, ze sami byli wg naszej miarki geniuszami, to dzieki pracy i dopracowaniu utworow wychodziły im utwory „genialne”. Recepta na sukces = dobry artysta + dopracowany utwor.