25 lat Polski na Eurowizji

Serwis specjalny

Teksty, historyczne podsumowania, wywiady.

1994: Edyta Górniak

Występ i teledysk

Wybór reprezentanta

Telewizja Polska (TVP) mogła dołączyć do Konkursu Piosenki Eurowizji już w 1993 roku. Z uwagi na zmiany w strukturze organizacji i związane z tym zobowiązania finansowe, nikt jednak nie myślał o udziale w tym największym muzycznym wydarzeniu na świecie. Zakładano, że nastąpi to właśnie w 1994 roku.

Zgodnie z założeniami, reprezentant miał zostać wskazany wewnętrznie. Początkowo zwrócono się z ofertą do uznanej już wówczas na rynku artystki, Edyty Bartosiewicz, jednak ta stwierdziła, że Eurowizja nie mieści się w jej artystycznej estetyce. Do Edyty Górniak zwrócono się – jak sama twierdzi – prawdopodobnie ze względu na jej doświadczenie w pracy z orkiestrą symfoniczną, które nabyła na deskach Teatru Buffo oraz w czasie występów na Broadwayu. Jacek Cygan w swojej książce „Życie jest piosenką” twierdzi, że rozważano wysłanie do Dublina jednej z dwóch piosenek, do których napisał słowa: utwór Piotra Rubika Śpijcie, dzieci nocy, traktującą o osobach bezdomnych, oraz kompozycję Stanisława Syrewicza To nie ja. Zdradził również, że początkowo piosenka ta miała mieć zupełnie inny tytuł.

„Zapamiętałem, że nawet przez jakiś czas piosenka miała kabotyński tytuł Płonąca marionetka. W ten sposób ogłupiony autor starał się nawiązać do utworu, którym France Gall wygrała wiele lat temu festiwal Eurowizji. Śpiewała wtedy piosenkę Poupée de cire, poupée de son, którą tłumaczono w Polsce jako Marionetka z wosku. Wiedziałem, że tę piosenkę napisał sam Serge Gainsbourg! Tym bardziej się „zakręcałem”, nie mogłem być gorszy!” – napisał.

Edyta Górniak w wywiadzie dla eurowizja.org ujawniła jednak, że TVP początkowo chciała, aby piosenkarka w Dublinie wykonała kompozycję Włodzimierza Korcza do słów Wojciecha Młynarskiego. Utwór ten – zdaniem artystki – nie spełniał jednak kryteriów festiwalowości, dlatego zwróciła się z prośbą do swojego ówczesnego menedżera, Wiktora Kubiaka, by pomógł jej znaleźć inny utwór. Gdy usłyszała wersję demo To nie ja, nie była do niej przekonana. Uważała, że jest to piosenka nieco „kiczowata” i „słabo brzmiąca” – początkowo została nagrana z angielskim tekstem.

– [Wiktor Kubiak] puszczał mi utwór To nie ja i pamiętam, że nie zrobił on na mnie wrażenia. Był w języku angielskim, demo bardzo, bardzo słabo brzmiało. Produkcje, które dostawałam jako propozycje utworów demo ze świata, były dużo lepiej przygotowane. Więc ten utwór brzmiał dosyć słabo, tak trochę kiczowato. Myślałam: „Boże, nie, to mi się nie podoba” – Edyta Górniak dla eurowizja.org w 2019 roku.

Według słów Górniak, Kubiak miał znaleźć ten utwór we Francji, gdzie spotkał Stanisława Syrewicza. Według słów kompozytora, utwór To nie ja został stworzony w 1984 roku dla amerykańskiego zespołu Chicago, który jednak nie zdecydował się zrealizować nagrań piosenki.

Stanisław Syrewicz w wywiadzie dla portalu eurowizja.org z 2014 roku przyznał, że postawił jeden warunek, gdy zapytano go, czy piosenka może reprezentować Polskę na Eurowizji – utwór miał być nagrany w Londynie z brytyjskimi muzykami. Tak też się stało. Edyta Górniak zdradziła, że nagrywała kompozycję proponowaną przez TVP, ale też utwór To nie ja, który realizowała bez wiedzy telewizji. Jacek Cygan pisał tekst, nie wiedząc, że to piosenka przeznaczona na Eurowizję. Dostał jedynie wskazówkę, by unikać głosek szeleszczących i mało przyjaznych dla uszu obcokrajowca.

Początkową wersję To nie ja nagrywano w londyńskim RG Jones Studios, produkował ją Graham Sacher, który m.in. żądał zmiany fragmentu tekstu piosenki. Chodziło o wers „piękni są w romans tła”, który pierwotnie brzmiał „piękni są w romansu kart”.

Koniec końców artystka na jednym ze spotkań w TVP, mimo wywieranych na nią nacisków, by w Dublinie wystąpiła z piosenką Włodzimierza Korcza, odparła, że albo wykona w stolicy Irlandii To nie ja, albo wcale nie pojedzie na Eurowizję. 16 kwietnia 1994 roku na antenie TVP1 została oficjalnie ogłoszona przez Bogumiłę Wander reprezentantką Polski w 39. Konkursie Piosenki Eurowizji. Przedstawiono także teledysk oraz samą piosenkarkę, znaną wtedy głównie miłośnikom musicalu „Metro” Teatru Buffo.

Przygotowania do Eurowizji

Przygotowania objęły nagranie nowej wersji utworu. Jak podkreślała w materiale z udziałem Justyny Steczkowskiej z 1995 roku, na miejscu istotna była m.in. znajomość języka angielskiego ze względu na konferencje prasowe i typowania dziennikarzy, w których to Polska miała plasować się w okolicach szóstego/siódmego miejsca. Według różnych przekazów, przed wylotem do stolicy Irlandii polska delegacja miała otrzymać wyrażone w żartobliwej formie polecenie, aby zajęli najwyżej drugie miejsce, a już na pewno nie wygrywali z uwagi na fakt, że nikt w Warszawie nie wyobrażał sobie organizacji tak międzynarodowego wydarzenia. Poza tym polska ekipa miała zabrać do Dublina single To nie ja nagranych na kasetach magnetofonowych. Są one obecnie rarytasem dla kolekcjonerów, bo wyprodukowano ich jedynie 200 sztuk. Podobno jakość nagrania na nich była tak słaba, że i tak nie nadawały się do emisji przez rozgłośnie radiowe.

Edyta Górniak w 2013 roku udzieliła wywiadu „Gazecie Krakowskiej”, w którym wspominała, jakoby doświadczyła przykrości ze strony przedstawiciela polskiego nadawcy publicznego. „Najstraszniejsze było to, że zachorowałam wtedy na zapalenie krtani i tchawicy. Paraliżowała mnie również presja, jaką odczuwałam z powodu tego, że reprezentowałam tam nie tylko siebie, ale przede wszystkim własny kraj – Polskę. Czułam na sobie ogromną odpowiedzialność. Przed koncertem próbowano mnie przekonać do zaśpiewania innej piosenki, a ja uparłam się przy utworze To nie ja. Nie obyło się więc bez złośliwości autorów tamtej kompozycji. Osoba, która odpowiadała wówczas za mój wyjazd z ramienia TVP, nie zapłaciła za hotel i musiałam to zrobić z własnej kieszeni. Sukces osłodził jednak te niefortunne wydarzenia” – mówiła.

Edyta Górniak na Eurowizję miała przygotowane trzy sukienki, w tym jedną kupioną w Hongkongu, której wartość wynosiła 30 tys. ichniejszych dolarów. Było to w Polsce tematem publikacji prasowych i wywoływało duże emocje.

„Sukienkę kupił mi Wiktor Kubiak, z którym polecieliśmy do Hongkongu przed samym festiwalu. (…) Pamiętam, że kosztowała wtedy 30 tys. dolarów hongkońskich. Była dosyć droga. Gdzieś ją bardzo długo trzymałam, bo przeprowadzałam się ze 30 razy w swoim życiu. (…) Nie wiem, gdzie ją mam, w którym domu…” – mówiła w wywiadzie dla jastrzabpost.pl w 2016 roku.

Edytę Górniak na finał Eurowizji malowała i ubrała Ewa Budziak, makijażystka TVP. „Ewę tak mile wspominam, bo to była moja taka ukochana pani makijażystka, która robiła także włosy. Poznałam ją tutaj, na jakichś pierwszych wywiadach w telewizji publicznej. I jak przyjęłam to zaproszenie do reprezentowania kraju, to pomyślałam, że moim marzeniem jest, by pojechała ze mną pani Ewa. Telewizja się zgodziła. To ona była osobą, która bezpośrednio przygotowywała mnie do występu. Była też bardzo wrażliwa i tak starała się mnie wesprzeć, i była też bardzo staranna, śliczna i cierpliwa. Nauczyła się tej mojej buzi, że nie lubię tego, czy tamtego… Wiadomo, każda ma jakieś swoje kompleksy. Musiałam jej zdradzić wszystkie swoje kompleksy. To było urocze, mam takie miłe wspomnienia z nią związane. Te osoby, które nas szykują do wystąpień publicznych, są nam takie bardzo, bardzo bliskie, są jak rodzina, naprawdę” – wspominała Górniak w wywiadzie dla jastrzabpost.pl w 2020 roku.

„Było to naprawdę bardzo duże przedsięwzięcie, towarzyszyły nam ogromne emocje i stres. Dla mnie było to bardzo wybitne doświadczenie zawodowe, dosyć emocjonujące, chociażby z tego względu, że byłam odpowiedzialna za makijaż, ale i również za fryzurę. W tej chwili ta praca w show-biznesie nieco inaczej wygląda, ponieważ za wizerunek gwiazdy odpowiada wiele osób, a tam byłam tylko ja z Edytą, w związku z tym ta odpowiedzialność też była inna. Przypominam sobie koncert finałowy, byłyśmy już przebrane, Edyta była umalowana, uczesana i w zasadzie cały czas jej towarzyszyłam do wyjścia na scenę. W momencie, kiedy zaczęła śpiewać, zresztą fenomenalnie, dotarło do mnie, że w tej chwili cała Polska siedzi przed telewizorami, słucha Edyty, ale również ją ogląda. I nie tylko Polska, ale mnie chodziła głównie o polskich widzów, bo ja tu na tym rynku funkcjonowałam (i w dalszym ciągu pracuję). Dopadły mnie niesamowite emocje, tym bardziej że nie widziałam tego występu, ponieważ nie było żadnego monitora, na którym mogłabym skonfrontować swoją pracę. Te emocje naprawdę były ogromne, w zasadzie uspokoiłam się dopiero po pierwszych komentarzach, że wszystko było ok” – mówiła Budziak w tym samym wywiadzie.

Alicja Borkowska, która była jedyną Polką w chórku Edyty Górniak, twierdzi, że została dodana do polskiej delegacji z uwagi na powiązania z ówczesnym menadżerem artystki, Wiktorem Kubiakiem, który prywatnie był jej mężem. Piosenkarki znały się ze współpracy w Studiu Buffo. Borkowska nie chciała występować na scenie, jednak zaproponowane wówczas przez nadawcę irlandzkiego piosenkarki nie radziły sobie zbyt dobrze wokalnie.

Edyta Górniak do Dublina wyleciała na siedem dni przed finałem konkursu, 23 kwietnia 1994 roku. Na lotnisku żegnał ją tłum fanów. W rozmowie z Piotrem Kraśką podkreśliła, że najbardziej boi się propozycji z Cypru (Evridiki, Imo antropo khi ego). „Ja nie mogę w to uwierzyć, że to mnie wytypowano. Jestem strasznie szczęśliwa, dumna i wzruszona. To jest dla mnie największe wyróżnienie, jakie mogło mnie spotkać, że właśnie mnie wytypowano, żebym reprezentowała Polskę. Postaram się zrobić to godnie i zrobić tak, żeby Państwo byli ze mnie dumni, że nie będę się musiała niczego wstydzić” – mówiła na lotnisku przed wylotem do Dublina.

„Poziom jest wyjątkowo wysoki. Oglądałam przedwczoraj taśmy, jest 25 piosenek, łącznie z moją, boję się wszystkich. Oceniam szanse jako 1:25. Trudno się ocenić. Tak naprawdę podoba mi się pięć piosenek, ale każda z nich mogłaby wygrać, każda z nich spełnia wszystkie warunki festiwalowe” Edyta Górniak w głosowaniu europejskiego jury zajęła drugie miejsce. Zgromadziła 166 punktów, w tym pięć najwyższych not (12 punktów) od: Estonii, Litwy, Wielkiej Brytanii, Francji i Austrii. Jedynie trzy kraje, Grecja, Hiszpania oraz Szwecja, nie przyznały Polsce żadnych punktów” – mówiła Edyta Górniak w rozmowie z Bogumiłą Wander, która została wyemitowana 16 kwietnia 1994 w TVP1.

Na konkursie

Ze słów Jacka Cygana wynika, że Polska delegacja była na miejscu przyjmowana bardzo dobrze i przyjaźnie. W jej skład weszły również dwie irlandzkie wokalistki, Pauline Bolger i Robyn Grant (chórzystka zajęła piąte miejsce z utworem Time to Decide w lokalnych preselekcjach do Eurowizji 1994). Obie odegrały ważną rolę, gdy delegacji znad Wisły groziła dyskwalifikacja. Górniak na próbie generalnej od drugiej zwrotki zaśpiewała bowiem utwór To nie ja w języku angielskim. Według jej słów powodem podjęcia tej decyzji były problemy natury zdrowotnej (przeziębienie na skutek przewiania, a dokładniej zapalenie gardła, tchawicy i krtani) i przekonanie, że w tym obcym języku śpiewa się łatwiej niż po polsku, z uwagi na jego „nieco inną emisję”. Było to niezgodne z ówczesnym regulaminem – każdy kraj miał obowiązek śpiewania w języku narodowym. Delegacje zaczęły wnosić sprzeciw, tymi najbardziej zaangażowanymi miały być fińska, islandzka oraz estońska. Mediatorem ze strony polskiej był Stanisław Syrewicz, kompozytor To nie ja, który biegle władał językiem angielskim. Według słów ówczesnego szefa Europejskiej Unii Nadawców Christina Clausena z Danii (które cytuje na swoim profilu na Facebooku „Let’s talk about ESC” Szymon Stellmaszyk), zaleceniem był indywidualny kontakt z delegacjami i przeproszenie ich przedstawicieli za zaistniałą sytuację. Według różnych źródeł oficjalny sprzeciw wniosło sześć lub siedem delegacji. Aby do dyskwalifikacji doszło, musiała to zrobić większość delegacji.

Terry Wogan, dziennikarz telewizji BBC i wieloletni komentator Eurowizji powiedział przed występem Edyty Górniak, że to „najlepszy głos Europy” i dla niej warto obejrzeć ten konkurs. Reprezentantka Polski wystąpiła jako przedostatnia. Gdy zeszła ze sceny i wróciła do green roomu, inni uczestnicy jako jedyną nagrodzili ją owacjami na stojąco. Według słów artystki, po występie ponownie straciła głos, który odzyskała dosłownie na trzy minuty scenicznej prezentacji. W wywiadzie dla eurowizja.org z kwietnia 2019 roku powiedziała, że mogła to być zasługa irlandzkiej bioenergoterapeutki, która odwiedziła ją w garderobie przed wystąpieniem. Edyta Górniak w głosowaniu europejskiego jury zajęła drugie miejsce. Zgromadziła 166 punktów, w tym pięć najwyższych not (12 punktów) od: Estonii, Litwy, Wielkiej Brytanii, Francji i Austrii. Jedynie trzy kraje, Grecja, Hiszpania oraz Szwecja, nie przyznały Polsce żadnych punktów.

Głosy polskiego jury prezentował Jan Chojnacki. W skład polskiej komisji jurorskiej oceniającej propozycje konkursowe weszli: Irena Santor, Włodzimierz Korcz, Anna Maria Jopek, Tadeusz Woźniak, Maciej Chmiel, Szymon Majewski, Małgorzata Szniak, Marek Gaszyński, Marek Niedźwiecki, Tomasz Justyński, Anna Rutkowska, Jacek Olechowski, Agnieszka Gach, Ilona Skrętna, Maria Teodorowicz i Elżbieta Chełstowska. Przewodniczącym jury był Janusz Kosiński.

Reakcje

W niemieckiej prasie Edyta Górniak po występie w Dublinie została okrzyknięta „najlepszym głosem Europy”. Jednak po powrocie do Polski wybuchł skandal: izraelski wokalista Joni Nameri oskarżył Stanisława Syrewicza o plagiat piosenki A Man in Love (hebr. ‏גבר מאוהב‎) z 1987 roku. Kompozytor odparł zarzuty, tłumacząc, że melodię skomponował w 1984 dla zespołu Chicago, a nagranie demo pozostawało w tzw. publishingu. Sprawa nigdy nie znalazła swojego finału w sądzie.

„A, no tak, to jeszcze była śmieszna historia, rzeczywiście. Po koncercie jeszcze nie wróciłam od razu do Polski, pamiętam, że siedziałam jeszcze wtedy w Londynie i dotarły do mnie takie podejrzenia o plagiat. Nie bardzo mogłam się identyfikować z nimi, ponieważ nie ja napisałam piosenkę i nie wiedziałam, gdzie jest prawda: czy gdzieś tam pośrodku, czy być może świadczy to o sukcesie i popularności tej piosenki” – Edyta Górniak w rozmowie z Grzegorzem Miśtalem (TVP1) przed krajowymi eliminacjami w 2003 roku.

Mimo że hiszpańskie jury w 1994 roku nie przyznało piosence To nie ja ani jednego punktu, wokalistka została ogłoszona w 2001 roku w jednym z tamtejszych plebiscytów „najlepszym głosem dekady” lat 90. w Europie.

Ciekawe wypowiedzi

„Pamiętam dokładnie wszystkie emocje. Nie pamiętam oczywiście całego planu dnia, byliśmy wszyscy bardzo zajęci. Koncert w Dublinie był doskonale zorganizowany, to była wielka produkcja, z ogromną liczbą ludzi zatrudnionych, ale wszystko było bardzo dobrze dopracowane, punktualne. Oczywiście zapamiętałam ten rodzaj tremy, który już nigdy potem mi się nie powtórzył, ogromnie dużo emocji. Nie miałam świadomości dużej oglądalności, ale miałam świadomość tego, jak ogromna odpowiedzialność spoczywa na moich ramionach. Wiedziałam, że to był pierwszy rok, kiedy byliśmy zaproszeni, że w dużej mierze ode mnie zależy, czy będziemy zaproszeni po raz kolejny. Myślę, że nikt nie liczył na jakiś większy sukces, natomiast chciałam jak najlepiej zaprezentować swój kraj i siebie. Pamiętam, że doszły problemy z chorobą, przeziębiłam się tam, Dublin jest bardzo wietrzny. Generalnie atmosfera była bardzo sprzyjająca, wszystkie kraje, chyba oprócz Anglii i Rosji, bardzo się zżyły ze sobą. Mieliśmy tam organizowane różne spotkania integracyjne, m.in. kolacje i obiady. Pamiętam, że wszyscy życzyliśmy sobie dużo serdeczności i się ze sobą zaprzyjaźniliśmy. Nie było poczucia, że my konkurujemy ze sobą, bo każdy czuł się już w dużym stopniu wyróżniony, że to on reprezentuje swój kraj. (…) Natomiast generalnie przywiozłam bardzo dobre wspomnienia i bardzo dużo się wtedy mówiło o Polsce, bardzo pozytywnie. Czy ten konkurs utorował mi w jakimś stopniu drogę do wielkiej kariery? Myślę, że nie, mimo że wiele krajów, które odwiedzałam, wydając płytę w 1997 roku, pamiętały mnie z Eurowizji, przypominały fragmenty tego wystąpienia. Natomiast myślę, że generalnie miało ono wpływ na to, jak moja popularność wzrosła w Polsce i jak zmieniło się z tego powodu moje życie. Chyba przestałam być szczęśliwa tak naprawdę. Miałam poczucie, kiedy pracowałam jeszcze w „Metrze”, że mam dużo wolności, że mam oczywiście grono fanów, związanych z teatrem i z „Metrem”, ale tak naprawdę to jedno wystąpienie spowodowało, że ja straciłam prywatność w tak ogromnym stopniu i tak nagle, że nie bardzo mogłam się w tym odnaleźć” – Edyta Górniak w rozmowie z Grzegorzem Miśtalem (TVP1) przed krajowymi eliminacjami w 2003 roku.

„To była wyjątkowa sytuacja – pierwsza prezentacja Polski na Eurowizji. Konkurs ten oglądałem przez wiele lat w telewizji, jeszcze jako dziecko. Pamiętam papierową marionetkę – symbol Eurowizji – którą nawet opisałem w tekście tej piosenki. Eurowizja z udziałem Edyty była dużym przeżyciem, a życie człowieka składa się z różnych przeżyć: pozytywnych i negatywnych. To było pozytywne!” – Jacek Cygan dla serwisu Ppolonia.sk w 2005 roku.

„Pamiętam, że jak reprezentowałam nasz kraj, to mi został narzucony repertuar. Nie zgodziłam się na niego, wybrałam inny. Gdybym pojechała z narzuconym utworem, na pewno nie czułabym się w nim dobrze. Nie oddałabym tych emocji, które tak bardzo ujęły wtedy Europę. Mój ówczesny manager znalazł To nie ja we Francji, później został napisany polski tekst przez Jacka Cygana, a ja go adoptowałam gdzieś w swoim sercu. Do dzisiaj śpiewam go na swoich koncertach. To już 25 lat” – Edyta Górniak dla Jastrząbpost.pl w 2019 roku.

Wywiady z reprezentantem

Wypowiedzi innych osób

– To było wszystko fantastycznie zorganizowane: każdy wiedział, co w którym momencie robić, gdzie ma być, byli też ludzie, którzy chodzili za każdym artystą i pilnowali, żeby był tam, gdzie powinien. Oczywiście, u nas była nerwowa atmosfera, chociaż u mnie nie do końca, bo miałam tam nie występować, bo byłam tylko osobą towarzyszącą, ale potem okazało się, że irlandzki chórek nie umiał się dogadać, nie potrafił wypowiedzieć słowa po polsku. Powiedziano mi, że mam wejść na scenę i zaśpiewać. Przeraziło mnie to, bo wcale tego nie chciałam, bo mieszkałam wtedy w Anglii, a tam uważało się Eurowizję za obciach, zresztą do dzisiaj tak jest. Mówiłam, że nie chcę, że nie pójdę, ale mówiono mi, że jeśli nie wystąpię, to będzie źle. To była oczywiście bzdura, ale się zgodziłam. Pamiętam, że nawet nie miałam się w co ubrać! Mieszkałam wtedy w Anglii, byłam żoną Wiktora, po prostu pojechałam, bo Wiktor chciał, bym z nim pojechała. Byłam prywatną osobą, ale To nie ja w sumie znalazło się na Eurowizji dzięki mnie, bo dostałam pakiet piosenek, które miałam przesłuchać. Przy To nie ja powiedziałam, że ta piosenka nie jest dla mnie, natomiast słyszałam, że Edyta szukała czegoś, bo jej zaproponowano występ. Ta piosenka była szeroka, festiwalowa, oryginalnie z angielskim tekstem. Ja bym nie zaśpiewała tej piosenki w taki sposób, w jaki zaśpiewała Edyta. (…) Samego występu nie pamiętam, ale na pewno nie był dla mnie aż tak stresujący, bo to nie była moja odpowiedzialność. Wiem, że był skandal na próbie. Byłam przy tym, byłam przy każdej próbie, bo byłam żoną Wiktora Kubiaka. Angielski jest łatwiejszy do śpiewania, chociaż Jacek Cygan napisał ten tekst bardzo sprawnie i specyficznie, by nie było żadnych polskich znaków. Każda linijka była dyskutowana z Wiktorem, by wszystko było miłe dla ucha, by nie było szelestów i tak dalej. Ten tekst był wypieszczony, ale jednak po angielsku śpiewało się łatwiej. W pewnym momencie Wiktor zaproponował Edycie, by zaśpiewała po angielsku. Była namówiona do tego, ale to była zła decyzja, niestety, bo groziła jej dyskwalifikacja. Ostatecznie kilka krajów ją zbojkotowało. Gdyby nie to, to wygrałaby wszystko w cuglach. Niestety, była do tego nakłoniona… – Alicja Borkowska, chórzystka Edyty Górniak na Eurowizji 1994, dla eurowizja.org w 2019 roku.

– Wiedzieliśmy, że o 21:00 rozpoczyna się telewizyjna transmisja na żywo z Dublina. O 16:00 natomiast rozpoczęła się transmisja próby generalnej dla narodowych komisji jurorskich, podczas której, zgodnie z wytycznymi telewizji irlandzkiej, po każdym występie odbywało się głosowanie, mające także charakter próby generalnej. Przypomniano nam, że nie możemy głosować na polską reprezentantkę. W pewnym momencie na wizji pojawił się Jan Chojnacki, który podziękował organizatorom i poprosił nas o przekazanie naszej przykładowej punktacji. Podczas próby nie wszystko jednak poszło zgodnie z planem, zdarzyły się dwa komiczne incydenty. Sekretarz telewizji rumuńskiej kilkukrotnie podkreślił, że najwyższą notę otrzymuje ich reprezentant, co poskutkowało przerwą i surowym przypomnieniem przez Irlandczyków zasad głosowania. Z kolei główny juror francuski odegrał w studiu paryskim pantomimę z pojawiającymi się nagle zza kadru balonikami i eksplozją śmiechu swoich kolegów – Maciej Chmiel, szef rozrywki w TVP w latach 1994-1996, dla eurowizja.org w 2019 roku.

Inne związki z Eurowizją

Edyta Górniak w 1995 roku zasiadła w polskim jury, oceniającym konkursowe propozycje z innych krajów. Dwukrotnie występowała też w krajowych eliminacjach eurowizyjnych jako gość muzyczny koncertu: w 2003 roku i 2010 roku.

W 2015 roku wyraziła chęć reprezentowania Polski na Eurowizji, jednak TVP wybrała już wówczas wykonawcę (Monikę Kuszyńską). W 2016 roku wystartowała w krajowych eliminacjach z piosenką Grateful. Zajęła trzecie miejsce, zdobywając 18,49% głosów telewidzów.

Więcej na ten temat