1994: Edyta Górniak

Edyta Górniak, Eurowizja 1994

Edyta Górniak w trakcie 39. Konkursu Piosenki Eurowizji - Dublin 1994

Występ i teledysk

Wybór reprezentanta

Telewizja Polska (TVP) mogła dołączyć do Konkursu Piosenki Eurowizji już w 1993 roku, jednak z uwagi na zmiany w strukturze organizacji i związane z tym zobowiązania finansowe nikt nie myślał o udziale w konkursie i zakładano, że debiut nastąpi w 1994 roku. Zgodnie z założeniami, reprezentant miał zostać wskazany wewnętrznie. Zwrócono się wówczas z ofertą do uznanej już wówczas na rynku Edyty Bartosiewicz, jednak ta stwierdziła, że Eurowizja nie mieści się w jej artystycznej estetyce. Następnie udział zaproponowano Edycie Górniak prawdopodobnie – jak sama stwierdziła w wywiadzie dla eurowizja.org w 2019 roku – ze względu na jej doświadczenie w pracy z orkiestrą symfoniczną podczas koncertów na żywo, którego to doświadczenia nabyła podczas występów ze Studiem Buffo na Broadwayu. „Około tydzień po tym, jak odeszłam z Metra, zadzwonił telefon, ktoś się przedstawił, że dzwoni z Telewizji Polskiej i czy byłabym zainteresowana, by reprezentować Polskę na festiwalu międzynarodowym. (…) Usłyszałam to i odłożyłam słuchawkę, odruchowo. Albo się przestraszyłam, albo uznałam, że to żart. Za chwilę telefon zadzwonił raz jeszcze i ktoś powiedział, jakiś mężczyzna, że chyba coś nas rozłączyło” – wspomniała w wywiadzie dla jastrzabpost.pl w 2016 roku. Górniak ostatecznie zgodziła się na udział w konkursie.

Edyta Górniak w cytowanym wyżej wywiadzie ujawniła, że TVP planowała stworzyć konkursowy utwór z „Miałam bardzo mała czasu na przygotowanie się. Bardzo piękny to był czas. (…) Pamiętam, że wszystkimi siłami telewizja zdecydowała, że weźmie po kawałku artysty, którego uznaje, i z tego złoży jakiś utwór dla mnie. Ten utwór się nie udał, mimo wielkich nazwisk, które stały za nim” – wspomniała. „Wszyscy mieli pomysł na to, żeby połączyć siły najbardziej reprezentacyjnych w tamtym czasie twórców. (…) Miała to być muzyka pana [Włodzimierza] Korcza i słowa miał napisać pan [Wojciech] Młynarski” – ujawniła w wywiadzie dla eurowizja.org w 2019 roku. Zaproponowany utwór jednak – zdaniem artystki – nie spełniał jednak kryteriów festiwalowości, dlatego zwróciła się z prośbą do Wiktora Kubiaka, by pomógł jej znaleźć inny utwór. „I skontaktował się z różnymi kompozytorami. Znalazł utwór polskiego kompozytora, który mieszkał wtedy we Francji. Puścił mi i też mi się nie podobało! To była właśnie Ewa. Nie podobała mi się ta piosenka, nie chciałam takiej. Chciałam nowoczesną, chciałam być jak Janet Jackson. Wiktor mówił: »Zostaw ją, jesteś Celine Dion!« (…) Pomyślałam sobie, że może ten utwór mi się nie podoba, bo nie ma treści, nie ma tekstu” – wspomniała w wywiadzie dla jastrzabpost.pl w 2016 roku. Uważała też, iż jest to piosenka nieco „kiczowata” i „słabo brzmiąca”. „[Kubiak] puszczał mi ten utwór i pamiętam, że… nie zrobił na mnie wrażenia ten utwór w języku angielskim. Demo bardzo, bardzo słabo brzmiało. Produkcje, które dostawałam jako propozycje utworów demo ze świata, były dużo lepiej przygotowane. Ten utwór brzmiał dosyć słabo, tak trochę kiczowato, więc myślałam: »Boże, nie, to mi się nie podoba!«. Ostatecznie na tym etapie wyboru ta piosenka była lepsza niż to, co mi zaproponowała TVP, ale wiedziałam, że na tamtym etapie nie mogę się sprzeciwić TVP, (…) więc przygotowywałam równolegle dwie piosenki” – Edyta Górniak dla eurowizja.org w 2019 roku.

Stanisław Syrewicz miał stworzyć melodię do To nie ja już w 1984 roku dla amerykańskiego zespołu Chicago (z angielskimi słowami napisanymi przez Dona Blacka), ale ten jednak nie zdecydował się nagrać piosenki. Choć Edyta Górniak twierdzi, że to Wiktor Kubiak miał znaleźć kompozycję To nie ja, odkrycie piosenki przypisuje sobie ówczesna żona Kubiaka, Alicja Borkowska, co potwierdził też Piotr Krysiak w książce „Edyta Górniak: Bez cenzury” z 2005 roku. „To nie ja w sumie znalazło się na Eurowizji dzięki mnie, bo dostałam pakiet piosenek, które miałam przesłuchać. Przy To nie ja powiedziałam, że ta piosenka nie jest dla mnie, natomiast słyszałam, że Edyta szukała czegoś, bo jej zaproponowano występ. Ta piosenka była szeroka, festiwalowa, oryginalnie z angielskim tekstem. Ja bym nie zaśpiewała tej piosenki w taki sposób, w jaki zaśpiewała Edyta” – powiedziała w wywiadzie dla eurowizja.org w 2019 roku. Pierwszą propozycję tekstu do melodii stworzonej przez Stanisława Syrewicza napisał znajomy Alicji Borkowskiej, prawnik Mariusz Ejsmont. „Zadzwonił do niego Kubiak. – Potrzebuję tekstu dla dziewczyny, która będzie reprezentowała Polskę na Eurowizji. Mamy na to tylko jeden dzień – rzucił do słuchawki. Także przez telefon zaprezentował Ejsmontowi linię melodyczną. Miała nieco inny rytm niż ostateczna wersja utworu. (…) W ciągu kilku godzin Ejsmont napisał tekst: Tak daleko Werona / A ta miłość to o nas… / Ile odbyć mam słów / Aby ciebie przekonać? / Tak daleko Werona / A my z dłońmi na dłoniach / Niecierpliwi do krwi / Zbyt niepewni, by drwić / Z naszych scen i balkonów… Wiktor Kubiak nie był zachwycony. – Mimo wszystko tekst za bardzo szeleści – ocenił stanowczo” – czytamy w nieautoryzowanej biografii Górniak z 2005 roku.

Stanisław Syrewicz w wywiadzie dla portalu eurowizja.org z 2014 roku ujawnił, że gdy zapytano go, czy jego piosenka może reprezentować Polskę na Eurowizji, postawił warunek – utwór miał być nagrany w Londynie z brytyjskimi muzykami. Tak też się stało. Edyta Górniak zdradziła po latach, że oficjalnie nagrywała kompozycję proponowaną przez TVP, ale także utwór To nie ja, bez wiedzy telewizji. Jacek Cygan za to pisał tekst, nie wiedząc, że to piosenka przeznaczona na Eurowizję. Dostał jedynie wskazówkę, by unikać głosek szeleszczących, które mogłyby być mało przyjazne w odsłuchu dla obcokrajowców. Cygan w swojej książce „Życie jest piosenką” twierdzi, że rozważano wysłanie do Dublina jednej z dwóch piosenek, do których napisał słowa: utwór Piotra Rubika Śpijcie, dzieci nocy, traktującą o osobach bezdomnych, oraz kompozycję Stanisława Syrewicza To nie ja. Zdradził również, że piosenka miała mieć inny tytuł. „Zapamiętałem, że nawet przez jakiś czas piosenka miała kabotyński tytuł Płonąca marionetka. W ten sposób ogłupiony autor starał się nawiązać do utworu, którym France Gall wygrała wiele lat temu festiwal Eurowizji. Śpiewała wtedy piosenkę Poupée de cire, poupée de son, którą tłumaczono w Polsce jako Marionetka z wosku. Wiedziałem, że tę piosenkę napisał sam Serge Gainsbourg! Tym bardziej się „zakręcałem”, nie mogłem być gorszy!” – napisał Cygan. Za to Piotr Krysiak w książce „Edyta Górniak: Bez cenzury” ujawnił, jak wyglądała praca przy powstawaniu tekstu. „[Cygan] pewnie się nie spodziewał, jak trudna czeka go praca. Edyta ciągle wydzwaniała z uwagami do kolejnych wersji piosenki, których w sumie było chyba kilkadziesiąt. (…) Jak mówi Jacek Cygan, w sumie nad tekstem pracowano około trzech tygodni” – czytamy.

Początkową wersję To nie ja nagrywano w londyńskim RG Jones Studiów, produkował ją Graham Sacher, który m.in. żądał zmiany fragmentu tekstu piosenki. Chodziło o wers „piękni są w romans tła”, który pierwotnie brzmiał „piękni są w romansu kart”. Piotr Krysiak w książce „Edyta Górniak: Bez cenzury” opisał, jak wyglądały nagrania piosenki. „Edycie ciągle coś nie pasowało. Kazała poprawiać kolejne detale. Doprowadzała tym do szewskiej pasji przede wszystkim Stanisława Syrewicza, który po prostu psy na niej wieszał. Także pracownicy studia wychodzili z siebie. – Wielkie gwiazdy, takie jak Tina Turner, wchodzą do studia i w kilka dni nagrywają całą płytę. A tu jakaś polska piosenkarka męczy się tak długo z jednym utworem! – komentowali między sobą. – Ma być najlepiej, jak tylko się da – usprawiedliwiał jednak Edytę Jacek Cygan” – czytamy w nieautoryzowanej biografii piosenkarki z 2005 roku.

Edyta Górniak zaprezentowała nagrywaną potajemnie propozycję To nie ja decydentom z TVP na jednym ze spotkań, na którym to miała przedstawić utwór sugerowany przez stację. „Przyszłam na to spotkanie i przyniosłam taśmę. Powiedziałam: »Proszę państwa, jest taka sprawa: ja tamtej piosenki nie lubię, ja lubię inną!« (…) I nieśmiało położyłam [taśmę z To nie ja]. Włączyli, popatrzyli po sobie i uznali, że może być, ale nie byli przekonani. A ja już wtedy kochałam ten utwór, bo go już śpiewałam, nagrałam w studiu. I w taki sposób postawiłam TVP przed faktem, że nie pojadę z utworem narzuconym” – opowiedziała w cytowanym wywiadzie dla jastrzabpost.pl z 2016 roku. „Jak przyszłam na spotkanie z telewizją, żeby pokazać im przygotowany występ, po prostu włączyłam im inną muzykę i zaśpiewałam inny utwór. No i był szok. To był już tak późno… Powiedziałam, że nie mogę i nigdy nie będę umiała zaśpiewać utworu, którego nie czuję. (…) Postawiłam trochę telewizję pod ścianą, powiedziałam, że albo pojadę z tym utworem, albo nie pojadę w ogóle. To było bardzo odważne z mojej strony, ale to były moje pierwsze kroki mojej współpracy z TVP i pomyślałam, że najwyżej nie pojadę, bo nie mogę zdradzić samej siebie, więc albo mi zaufają, albo nie pojadę” – dodała w wywiadzie dla eurowizja.org w 2019 roku. Za to w 2013 roku w wywiadzie dla „Gazety Krakowskiej” wspominała, że jeszcze podczas pobytu w Dublinie miała doświadczyć przykrości ze strony przedstawicieli TVP. „Przed koncertem próbowano mnie przekonać do zaśpiewania innej piosenki, a ja uparłam się przy utworze To nie ja. Nie obyło się więc bez złośliwości autorów tamtej kompozycji. Osoba, która odpowiadała wówczas za mój wyjazd z ramienia TVP, nie zapłaciła za hotel i musiałam to zrobić z własnej kieszeni. Sukces osłodził jednak te niefortunne wydarzenia” – mówiła.

16 kwietnia 1994 roku na antenie TVP1 Edyta Górniak została oficjalnie ogłoszona przez Bogumiłę Wander reprezentantką Polski w 39. Konkursie Piosenki Eurowizji z piosenką To nie ja. Przedstawiono także teledysk oraz samą piosenkarkę, znaną wtedy głównie miłośnikom musicalu „Metro” Teatru Buffo. „Poziom jest wyjątkowo wysoki. Oglądałam przedwczoraj taśmy, jest 25 piosenek, łącznie z moją, boję się wszystkich. Oceniam szanse jako 1:25. Trudno się ocenić. Tak naprawdę podoba mi się pięć piosenek, ale każda z nich mogłaby wygrać, każda z nich spełnia wszystkie warunki festiwalowe” – powiedziała Górniak w rozmowie z Wander.

Przygotowania do Eurowizji

Przygotowania objęły nagranie nowej wersji utworu. Jak podkreślała w materiale z udziałem Justyny Steczkowskiej z 1995 roku, na miejscu istotna była m.in. znajomość języka angielskiego (ze względu na konferencje prasowe) i typowania dziennikarzy, w których to Polska miała plasować się w okolicach szóstego/siódmego miejsca. Według różnych przekazów, przed wylotem do stolicy Irlandii polska delegacja miała otrzymać wyrażone w żartobliwej formie polecenie, aby zajęli najwyżej drugie miejsce, ale żeby nie wygrywali z uwagi na fakt, że nikt w Warszawie nie wyobrażał sobie organizacji tak międzynarodowego wydarzenia. Poza tym polska ekipa miała zabrać do Dublina single To nie ja nagranych na kasetach magnetofonowych. Są one obecnie rarytasem dla kolekcjonerów, bo wyprodukowano ich jedynie 200 sztuk. Podobno jakość nagrania na nich była tak słaba, że i tak nie nadawały się do emisji przez rozgłośnie radiowe.

Edyta Górniak na Eurowizję miała przygotowane trzy sukienki, w tym jedną kupioną w Hongkongu, a jej cena wywołała duże emocje w polskiej prasie. „Sukienkę kupił mi Wiktor Kubiak, z którym polecieliśmy do Hongkongu przed samym festiwalem. (…) Pamiętam, że kosztowała wtedy 30 tys. dolarów hongkońskich. Była dosyć droga. Gdzieś ją bardzo długo trzymałam, bo przeprowadzałam się ze 30 razy w swoim życiu. (…) Nie wiem, gdzie ją mam, w którym domu…” – mówiła w wywiadzie dla jastrzabpost.pl w 2016 roku. A z książki Piotra Krysiaka „Edyta Górniak: Bez cenzury” dowiadujemy się, że – zgodnie z relacją Alicji Borkowskiej – sukienka została kupiona w Oceans Center Kaolun, a zaprojektowała ją Vivienne Tam.

Edytę Górniak na finał Eurowizji malowała i ubrała Ewa Budziak, która wówczas pracowała jako makijażystka w TVP (i pracuje tam nadal). „To była moja taka ukochana pani makijażystka, która robiła także włosy. Poznałam ją na jakichś pierwszych wywiadach w telewizji publicznej. I jak przyjęłam to zaproszenie do reprezentowania kraju, to pomyślałam, że moim marzeniem jest, by pojechała ze mną pani Ewa. Telewizja się zgodziła. To ona była osobą, która bezpośrednio przygotowywała mnie do występu. Była też bardzo wrażliwa i tak starała się mnie wesprzeć, i była też bardzo staranna, śliczna i cierpliwa. Nauczyła się tej mojej buzi, że nie lubię tego, czy tamtego… Wiadomo, każda ma jakieś swoje kompleksy. Musiałam jej zdradzić wszystkie swoje kompleksy. To było urocze, mam takie miłe wspomnienia z nią związane. Te osoby, które nas szykują do wystąpień publicznych, są nam takie bardzo bliskie, są jak rodzina” – wspominała Górniak w wywiadzie dla jastrzabpost.pl w 2020 roku. „Było to naprawdę bardzo duże przedsięwzięcie, towarzyszyły nam ogromne emocje i stres. Dla mnie było to bardzo wybitne doświadczenie zawodowe, dosyć emocjonujące, chociażby z tego względu, że byłam odpowiedzialna za makijaż, ale i również za fryzurę. W tej chwili ta praca w show-biznesie nieco inaczej wygląda, ponieważ za wizerunek gwiazdy odpowiada wiele osób, a tam byłam tylko ja z Edytą, w związku z tym ta odpowiedzialność też była inna. Przypominam sobie koncert finałowy, byłyśmy już przebrane, Edyta była umalowana, uczesana i w zasadzie cały czas jej towarzyszyłam do wyjścia na scenę. W momencie, kiedy zaczęła śpiewać, zresztą fenomenalnie, dotarło do mnie, że w tej chwili cała Polska siedzi przed telewizorami, słucha Edyty, ale również ją ogląda. I nie tylko Polska, ale mnie chodziła głównie o polskich widzów, bo ja tu na tym rynku funkcjonowałam (i w dalszym ciągu pracuję). Dopadły mnie niesamowite emocje, tym bardziej że nie widziałam tego występu, ponieważ nie było żadnego monitora, na którym mogłabym skonfrontować swoją pracę. Te emocje naprawdę były ogromne, w zasadzie uspokoiłam się dopiero po pierwszych komentarzach, że wszystko było ok” – mówiła Budziak w wywiadzie dla tego samego portalu.

Edyta Górniak do Dublina wyleciała 23 kwietnia 1994 roku, czyli na siedem dni przed finałem konkursu. Na lotnisku żegnał ją tłum fanów oraz reporter TVP Piotr Kraśko, któremu powiedziała, że spośród całej konkurencji najbardziej obawia się Cypru (Evridiki, Imo antropo khi ego). „Ja nie mogę w to uwierzyć, że to mnie wytypowano. Jestem strasznie szczęśliwa, dumna i wzruszona. To jest dla mnie największe wyróżnienie, jakie mogło mnie spotkać, że właśnie mnie wytypowano, żebym reprezentowała Polskę. Postaram się zrobić to godnie i zrobić tak, żeby państwo byli ze mnie dumni, że nie będę się musiała niczego wstydzić” – mówiła na lotnisku przed wylotem do Dublina.

Na konkursie

Ze słów Jacka Cygana wynika, że polska delegacja była na miejscu przyjmowana przyjaźnie. Jeszcze przed wylotem Edyty Górniak do Dublina zdecydowano o niezatrudnianiu polskich chórzystek z powodu cięć kosztów. „Przed wyjazdem do Dublina polscy organizatorzy wyjazdu stwierdzili, że szkoda wydawać pieniędzy na podróż i hotel dla chórku, bo przecież » znajdzie się kogoś na miejscu«. Tymczasem, okazało się, że towarzyszący piosenkarce irlandzki chórek ma problemy z zaśpiewaniem prostego przecież refrenu. Na dodatek fałszuje” – napisał Piotr Krysiak w książce „Edyta Górniak: Bez cenzury”. W chórkach ostatecznie zaśpiewały dwie irlandzkie wokalistki, Pauline Bolger i Robyn Grant (ta druga zajęła piąte miejsce z utworem Time to Decide w lokalnych preselekcjach do Eurowizji 1994). Po poznaniu lokalnych chórzystek zwrócono się do Alicji Borkowskiej, która znała się z Górniak od czasu współpracy w Studio Buffo i której zaproponowano dołączenie do grupy wspierającej wokalnie. „Miałam tam nie występować, bo byłam tylko osobą towarzyszącą [Kubiaka], ale potem okazało się, że irlandzki chórek nie umiał się dogadać, nie potrafił wypowiedzieć słowa po polsku. Powiedziano mi, że mam wejść na scenę i zaśpiewać. Przeraziło mnie to, bo wcale tego nie chciałam, bo mieszkałam wtedy w Anglii, a tam uważało się Eurowizję za obciach (zresztą do dzisiaj tak jest). Mówiłam, że nie chcę, że nie pójdę, ale mówiono mi, że jeśli nie wystąpię, to będzie źle. To była oczywiście bzdura, ale się zgodziłam. Pamiętam, że nawet nie miałam się w co ubrać! (…) Nie chciałam tam wystąpić, one trochę nieczysto śpiewały… Musiałam się dostroić do nich. Nie zapisały się też niczym specjalnym w tamtym momencie” – dodała Borkowska w wywiadzie dla eurowizja.org w 2019 roku.

Polska już podczas prób była jednym z głównych faworytów do wygranej. „Już po pierwszej [próbie] polska reprezentantka została uznana za objawienie. – Zrobiła duże wrażenie. Niektórzy przychodzili tylko po to, by wysłuchać jej piosenki – wspomina Jacek Cygan. Nawet organizatorzy obchodzili się z Edytą jak z jajkiem i traktowali ją z ogromnym szacunkiem. Ona, wyczuwając całą sytuację, była w stosunku do nich bardzo miła” – napisał Piotr Krysiak w książce „Edyta Górniak: Bez cenzury”, opisując, jak wyglądały próby do występu. W nieautoryzowanej biografii artystki opisał też, jak miały przebiegać próby Górniak do Eurowizji. „Podczas prób Edyta robiła straszne sceny, doprowadzając współpracowników do ostateczności. Kiedy zabrakło jej o czwartej rano ciastek, trzeba było lecieć do sklepu i natychmiast je kupić. Jedyną osobą, która potrafiła w takich sytuacjach sprowadzić Edytę na ziemię, był Syrewicz, który często jej zresztą docinał” – napisał w książce „Edyta Górniak: Bez cenzury”.

Polsce groziła dyskwalifikacja z występu na Eurowizji 1994 z powodu naruszenia regulaminu konkursu. Edyta Górniak na próbie generalnej od drugiej zwrotki zaśpiewała bowiem utwór To nie ja w języku angielskim, co było niezgodne z ówczesnym regulaminem, ponieważ każdy kraj miał obowiązek śpiewania w języku narodowym. Górniak tłumaczyła swoją decyzję problemami natury zdrowotnej (miała się przeziębić na skutek przewiania, a także zachorować na zapalenie gardła, tchawicy i krtani) i przekonaniem, że w tym obcym języku śpiewa się łatwiej niż po polsku, z uwagi na jego „nieco inną emisję”, co miał zasugerować jej Kubiak. „Bałam się, że jak zaśpiewam na próbie ten utwór w całości, to po prostu stracę głos i nie będę mogła wykonać tego utworu wieczorem. Więc szukałam jakiejś oszczędności w gardle. Rozmawiałam z Wiktorem, powiedział: »Słuchaj, musisz zaśpiewać raczej cały [utwór], ale może zaśpiewaj po prostu fragment po angielsku, bo to jest lżejsze dla twoich strun głosowych?«. I taki był powód rzeczywisty, który zdecydował o tym, że na próbie generalnej zaśpiewałam ten utwór w języku angielskim. Wiedzieliśmy, że łamiemy regulamin i zrobiliśmy to świadomie – ja po to, żeby ratować gardło, a Wiktor, żeby ratować późniejsze, wieczorne wykonanie” – powiedziała Górniak w wywiadzie dla eurowizja.org. „W pewnym momencie Wiktor zaproponował Edycie, by zaśpiewała po angielsku. Była namówiona do tego, ale to była zła decyzja (…). Niestety, była do tego nakłoniona. (…) Niestety, była to zła decyzja menedżerska… W ogóle się w to nie włączałam, bo ta decyzja padła, zanim się dowiedziałam, że będę musiała wejść na scenę i zaśpiewać. (…) Wiktor twierdził, że warto zaśpiewać po angielsku. Nie wydaje mi się, żeby Edyta sama się na to zdecydowała. Nie miała skłonności do takiego ryzyka. Tu akurat był strzał w stopę”  – powiedziała Alicja Borkowska w wywiadzie w 2019 roku. Tę wersję potwierdził również Piotr Krysiak w książce „Edyta Górniak: Bez cenzury”. „(…) Kubiak postanowił wywołać skandal. Miał on pomóc w sukcesie, bo dzięki niemu wszyscy mieli Polkę zapamiętać. Przed ostatnią, generalną próbą, która jest transmitowana do jurorów we wszystkich krajach biorących udział w konkursie, Wiktor namówił Edytę, by fragment piosenki zaśpiewała po angielsku. Artystka posłuchała jego rady. (…) Jurorzy ośmiu krajów, m.in. Szwecji i Hiszpanii, zaczęli się domagać dyskwalifikacji polskiej uczestniczki. Chodziło o użycie w czasie występu zakazanego regulaminem angielskiego. – Inni uczestnicy potraktowali to jako oszustwo, niedozwoloną próbę załatwienia sobie międzynarodowej kariery. Słusznie zresztą, bo taki był cel Wiktora – wspomina Ala Borkowska. Zrobiło się naprawdę groźnie. Na 30 minut przed rozpoczęciem koncertu do polskiej ekipy przyszedł jeden z organizatorów i powiedział, że osiem kraju zgłosiło ustne protesty. Jeśli nadejdą na piśmie, Edyta może w ogóle nie wystąpić. (…) Kubiak postanowił odciąć Edytę od wszelkich informacji na ten temat. Ani on sam, ani nikt z ekipy nie informował Edyty o powadze sytuacji. Bano się, że każda zła informacja może wpłynął na jej występ” – napisał Piotr Krysiak w książce „Edyta Górniak: Bez cenzury”. Najbardziej zaangażowanymi w sprawę dyskwalifikację delegacjami miały być ekipy z Estonii, Finlandii i Islandii. Mediatorem ze strony polskiej był Stanisław Syrewicz, kompozytor To nie ja, który biegle władał językiem angielskim. Według słów ówczesnego szefa Europejskiej Unii Nadawców Christina Clausena z Danii, które cytuje Szymon Stellmaszyk na swoim facebookowym profilu „Let’s talk about ESC”, zaleceniem był indywidualny kontakt z delegacjami i przeproszenie ich przedstawicieli za zaistniałą sytuację. Żeby doszło do dyskwalifikacji, sprzeciw musiało wyrazić pisemnie większość delegacji, jednak tak się nie stało. Mimo to część krajów nie przyznało Polsce punktów w finale. „[Kubiak] wiedział, że to wywołany przez niego skandal pogrzebał Polce szanse na zwycięstwo. Na użytek dziennikarzy i publiczności wymyślił jednak wymówkę: wykonanie fragmentu piosenki w obcym języku miało być spowodowane poważnymi problemami z gardłem, które rzekomo zagrażały nawet utratą głosu! A śpiewać po angielsku było Edycie po prostu łatwiej” – czytamy w książce Piotra Krysiaka „Edyta Górniak: Bez cenzury”.

Terry Wogan, dziennikarz telewizji BBC i wieloletni komentator Eurowizji przed występem Edyty Górniak powiedział brytyjskim widzom, że to „najlepszy głos Europy” i dla niej warto obejrzeć ten konkurs. Górniak wystąpiła jako przedostatnia w kolejności. „Tuż przed wejściem na scenę sparaliżowała ją trema. Kiedy ją zapowiedziano, Kubiak musiał ją dosłownie wypchnąć na scenę. (…) Zaśpiewała fantastycznie. Gdyby podczas konkursu możliwe były bisy, Górniak długo nie zeszłaby ze sceny. Kiedy Edyta skończyła i weszła do tzw. greenroom, w którym gromadzili się artyści i ich ekipy, wszyscy wstali i zgotowali jej trzyminutowe owacje. Artysty, który śpiewał po Edycie [Niny Morato z Francji – red.], nikt nie słuchał” – relacjonuje Piotr Krysiak w książce „Edyta Górniak: Bez cenzury”.

Edyta Górniak tuż przed rozpoczęciem występu miała odzyskać głos, który wcześniej straciła przez chorobę. W wywiadzie dla eurowizja.org z kwietnia 2019 roku stwierdziła, że mogła to być zasługa lokalnej bioenergoterapeutki, której pomoc uznała za „pierwszy z cudów, które pamięta w jej życiu”. „Pojawiła się w mojej garderobie taka Irlandka, która (…) była bioenergoterapeutą. Weszła do garderoby i powiedziała: »Słyszałam, że jesteś bardzo chora«. Powiedziałam, że tak, że tracę głos, mimo że miałam bardzo bolesne zastrzyki. (…) I w czasie, kiedy moja ówczesna makijażystka Ewa malowała mnie, ona trzymała mi swoje dłonie na moim gardle, a potem podarowała mi jeszcze taki maleńki kryształ jako ochronę. (…) Po prostu przyjęłam to, co mi dawała, nie zdając sobie sprawy, czy to zdrowe, czy niezdrowe, czy mi to pomoże, czy nie. Ale uwierzyłam. Ona miała taki niesamowity spokój, jak anioł pojawiła się znikąd! Położyła mi dłonie na gardle, trzymała mi je z 15 minut. Podziękowałam jej i rzeczywiście tego głosu wystarczyło mi dokładnie na trzy minuty, ile trwał utwór. (…) Wszystkie siły się zmobilizowały na te trzy minuty” – opowiedziała.

Edyta Górniak w głosowaniu europejskiego jury zajęła drugie miejsce, zgromadziwszy 166 punktów, w tym pięć najwyższych not (12 punktów) od: Estonii, Litwy, Wielkiej Brytanii, Francji i Austrii; jedynie trzy kraje (Grecja, Hiszpania oraz Szwecja) nie przyznały Polsce żadnych punktów. Głosy polskiego jury prezentował Jan Chojnacki, a w skład polskiej komisji jurorskiej weszli: Janusz Kosiński (przewodniczący) Irena Santor, Włodzimierz Korcz, Anna Maria Jopek, Tadeusz Woźniak, Maciej Chmiel, Szymon Majewski, Małgorzata Szniak, Marek Gaszyński, Marek Niedźwiecki, Tomasz Justyński, Anna Rutkowska, Jacek Olechowski, Agnieszka Gach, Ilona Skrętna, Maria Teodorowicz i Elżbieta Chełstowska.

Reakcje

Edyta Górniak po występie w Dublinie została okrzyknięta przez niemiecką prasę „najlepszym głosem Europy”.

Po powrocie do Polski wybuchł skandal: izraelski wokalista Joni Nameri oskarżył Stanisława Syrewicza o plagiat piosenki A Man in Love (hebr. ‏גבר מאוהב‎) z 1987 roku. Kompozytor odparł zarzuty, tłumacząc, że melodię skomponował w 1984 dla zespołu Chicago, a nagranie demo pozostawało w tzw. publishingu. Sprawa nigdy nie znalazła swojego finału w sądzie. „A, no tak, to jeszcze była śmieszna historia, rzeczywiście. Po koncercie jeszcze nie wróciłam od razu do Polski, pamiętam, że siedziałam jeszcze wtedy w Londynie i dotarły do mnie takie podejrzenia o plagiat. Nie bardzo mogłam się identyfikować z nimi, ponieważ nie ja napisałam piosenkę i nie wiedziałam, gdzie jest prawda: czy gdzieś tam pośrodku, czy być może świadczy to o sukcesie i popularności tej piosenki” – Edyta Górniak w rozmowie z Grzegorzem Miśtalem (TVP1) przed krajowymi eliminacjami w 2003 roku.

Mimo że hiszpańskie jury w 1994 roku nie przyznało piosence To nie ja ani jednego punktu, wokalistka została ogłoszona w 2001 roku w jednym z tamtejszych plebiscytów „najlepszym głosem dekady” lat 90. w Europie.

Ciekawe wypowiedzi

„Pamiętam dokładnie wszystkie emocje. Nie pamiętam oczywiście całego planu dnia, byliśmy wszyscy bardzo zajęci. Koncert w Dublinie był doskonale zorganizowany, to była wielka produkcja, z ogromną liczbą ludzi zatrudnionych, ale wszystko było bardzo dobrze dopracowane, punktualne. Oczywiście zapamiętałam ten rodzaj tremy, który już nigdy potem mi się nie powtórzył, ogromnie dużo emocji. Nie miałam świadomości dużej oglądalności, ale miałam świadomość tego, jak ogromna odpowiedzialność spoczywa na moich ramionach. Wiedziałam, że to był pierwszy rok, kiedy byliśmy zaproszeni, że w dużej mierze ode mnie zależy, czy będziemy zaproszeni po raz kolejny. Myślę, że nikt nie liczył na jakiś większy sukces, natomiast chciałam jak najlepiej zaprezentować swój kraj i siebie. Pamiętam, że doszły problemy z chorobą, przeziębiłam się tam, Dublin jest bardzo wietrzny. Generalnie atmosfera była bardzo sprzyjająca, wszystkie kraje, chyba oprócz Anglii i Rosji, bardzo się zżyły ze sobą. Mieliśmy tam organizowane różne spotkania integracyjne, m.in. kolacje i obiady. Pamiętam, że wszyscy życzyliśmy sobie dużo serdeczności i się ze sobą zaprzyjaźniliśmy. Nie było poczucia, że my konkurujemy ze sobą, bo każdy czuł się już w dużym stopniu wyróżniony, że to on reprezentuje swój kraj. (…) Natomiast generalnie przywiozłam bardzo dobre wspomnienia i bardzo dużo się wtedy mówiło o Polsce, bardzo pozytywnie. Czy ten konkurs utorował mi w jakimś stopniu drogę do wielkiej kariery? Myślę, że nie, mimo że wiele krajów, które odwiedzałam, wydając płytę w 1997 roku, pamiętały mnie z Eurowizji, przypominały fragmenty tego wystąpienia. Natomiast myślę, że generalnie miało ono wpływ na to, jak moja popularność wzrosła w Polsce i jak zmieniło się z tego powodu moje życie. Chyba przestałam być szczęśliwa tak naprawdę. Miałam poczucie, kiedy pracowałam jeszcze w „Metrze”, że mam dużo wolności, że mam oczywiście grono fanów, związanych z teatrem i z „Metrem”, ale tak naprawdę to jedno wystąpienie spowodowało, że ja straciłam prywatność w tak ogromnym stopniu i tak nagle, że nie bardzo mogłam się w tym odnaleźć” – Edyta Górniak w rozmowie z Grzegorzem Miśtalem (TVP1) przed krajowymi eliminacjami w 2003 roku.

„To była wyjątkowa sytuacja – pierwsza prezentacja Polski na Eurowizji. Konkurs ten oglądałem przez wiele lat w telewizji, jeszcze jako dziecko. Pamiętam papierową marionetkę – symbol Eurowizji – którą nawet opisałem w tekście tej piosenki. Eurowizja z udziałem Edyty była dużym przeżyciem, a życie człowieka składa się z różnych przeżyć: pozytywnych i negatywnych. To było pozytywne!” – Jacek Cygan dla serwisu ppolonia.sk w 2005 roku.

Wywiady z reprezentantem

Wypowiedzi innych osób

– To było wszystko fantastycznie zorganizowane: każdy wiedział, co w którym momencie robić, gdzie ma być, byli też ludzie, którzy chodzili za każdym artystą i pilnowali, żeby był tam, gdzie powinien. Oczywiście, u nas była nerwowa atmosfera, chociaż u mnie nie do końca, bo miałam tam nie występować, bo byłam tylko osobą towarzyszącą (…) Mieszkałam wtedy w Anglii, byłam żoną Wiktora, po prostu pojechałam, bo Wiktor chciał, bym z nim pojechała. Byłam prywatną osobą (…). Samego występu nie pamiętam, ale na pewno nie był dla mnie aż tak stresujący, bo to nie była moja odpowiedzialność. Wiem, że był skandal na próbie. Byłam przy tym, byłam przy każdej próbie, bo byłam żoną Wiktora Kubiaka. Angielski jest łatwiejszy do śpiewania, chociaż Jacek Cygan napisał ten tekst bardzo sprawnie i specyficznie, by nie było żadnych polskich znaków. Każda linijka była dyskutowana z Wiktorem, by wszystko było miłe dla ucha, by nie było szelestów i tak dalej. Ten tekst był wypieszczony, ale jednak po angielsku śpiewało się łatwiej. W pewnym momencie Wiktor zaproponował Edycie, by zaśpiewała po angielsku. Była namówiona do tego, ale to była zła decyzja, niestety, bo groziła jej dyskwalifikacja. Ostatecznie kilka krajów ją zbojkotowało. Gdyby nie to, to wygrałaby wszystko w cuglach. Niestety, była do tego nakłoniona… – Alicja Borkowska w wywiadzie dla eurowizja.org w 2019 roku.

– Wiedzieliśmy, że o 21:00 rozpoczyna się telewizyjna transmisja na żywo z Dublina. O 16:00 natomiast rozpoczęła się transmisja próby generalnej dla narodowych komisji jurorskich, podczas której, zgodnie z wytycznymi telewizji irlandzkiej, po każdym występie odbywało się głosowanie, mające także charakter próby generalnej. Przypomniano nam, że nie możemy głosować na polską reprezentantkę. W pewnym momencie na wizji pojawił się Jan Chojnacki, który podziękował organizatorom i poprosił nas o przekazanie naszej przykładowej punktacji. Podczas próby nie wszystko jednak poszło zgodnie z planem, zdarzyły się dwa komiczne incydenty. Sekretarz telewizji rumuńskiej kilkukrotnie podkreślił, że najwyższą notę otrzymuje ich reprezentant, co poskutkowało przerwą i surowym przypomnieniem przez Irlandczyków zasad głosowania. Z kolei główny juror francuski odegrał w studiu paryskim pantomimę z pojawiającymi się nagle zza kadru balonikami i eksplozją śmiechu swoich kolegów – Maciej Chmiel, szef rozrywki w TVP w latach 1994-1996, dla eurowizja.org w 2019 roku.

„W nielicznych wolnych chwilach między próbami a odpoczynkiem Edyta, Wiktor i Ala chętnie odwiedzali restauracje. Nie przepadali za zwiedzaniem, ale też nie mieli ochoty spędzać czasu w obskurnym, szarym hotelu, który wynajęła im publiczna telewizja. Kilka dni przed konkursem ówczesny ambasador Polski w Irlandii Ernest Bryll zaprosił całą czwórkę do starej, drewnianej restauracji pod Dublinem” – fragment książki Piotra Krysiaka „Edyta Górniak: Bez cenzury” z 2005 roku.

„[Podczas ostatniej próby generalnej Górniak] Wyszła na scenę w innym stroju niż podczas finału. Była ubrana w krótką, rozkloszowaną spódniczkę, co sprawiało, że jej nie najchudsze uda wyglądały jeszcze grubiej. W dodatku założyła jeszcze cieliste, błyszczące rajstopy, w których wyglądała nie najlepiej. Edyta czuła, że coś jest nie tak, bo po zejściu ze sceny zaczęła zdenerwowana rzucać jakieś niewybredne uwagi pod adresem Stanisława Syrewicza, który dość dosadnie wypowiedział się o jej wyglądzie. To była ostatnia wymiana zdań między nimi. Potem już nigdy się do siebie nie odzywali” – fragment książki Piotra Krysiaka „Edyta Górniak: Bez cenzury” z 2005 roku.

Inne związki z Eurowizją

Edyta Górniak w 1995 roku zasiadła w polskim jury podczas Eurowizji 1995. Dwukrotnie występowała też w krajowych eliminacjach eurowizyjnych jako gość muzyczny koncertu: w 2003 roku i 2010 roku.

W 2015 roku wyraziła chęć reprezentowania Polski na Eurowizji, jednak TVP wybrała już wówczas wykonawcę (Monikę Kuszyńską). W 2016 roku wystartowała w krajowych eliminacjach z piosenką Grateful. Zajęła trzecie miejsce, zdobywając 18,49% głosów telewidzów.

Więcej na ten temat

Exit mobile version