Finał 58. Festivali i Kenges już za nami. Do Rotterdamu pojedzie 21-letnia gwiazda muzyki Arilena Ara. Wokalistka u progu międzynarodowej kariery kontynuuje poczet silnych ballad z Albanii. Oczekujący na zmiany mogą być zawiedzeni. 

Trzy wieczory, a właściwie noce z albańskim festiwalem upłynęły bez większych sensacji. Z wyjątkiem ostatecznych wyników. Ale o tym za chwilę. Skupmy się na całości festiwalu, który okazał się być w całkiem dobrej formie. Scena wyglądała jak z preselekcji, które znamy dobrze: Estonia, Szwecja czy nawet Norwegia. Powiewu tradycji dodawała wspaniała orkiestra radia i telewizji. Już nie raz preselekcje albańskie pokazały, że to właśnie z nią artyści brzmią najlepiej. Choć samo show było płynne i naturalne, to niestety, jak zawsze festiwal trwał za długo, był przegadany. Przez to nie chcieliśmy już słuchać i czekać na kolejne utwory. Z drugiej strony, jest to święto muzyki albańskiej. To właśnie widzowie Albanii mają celebrować te dni – a nie fani z Europy, którzy narzekają na zbyt dużą ilość słów.

Niezmiernie wzruszające były tradycyjne wstawki muzyczne, czy też melorecytowane. Jak wiemy, Albania zmagała się ostatnio z ciężkim czasem – mogliśmy o tym usłyszeć i podczas festiwalu. To też dobra okazja, aby dotknąć tej kultury. Często brakuje tego przy preselekcjach w innych krajach. Dlatego Albania i teraz pokazała, że nie idzie na kompromisy i robi wszystko po swojemu. Tak też było ze zwyciężczynią.

Śladami preselekcji: pieśń narodowa i kursor w tle, czyli Albania i Festivali i Këngës

Przegrała faworytka, wygrała gwiazda

Kilka ostatnich dni to była walka serca z rozumem. Fani z całej Europy wychwalali faworytkę, Elvanę Gjatę, która w iście grecki czy cypryjski sposób rozruszała widownię i serca fanów Eurowizji. Niektórzy nawet twierdzili, że zaproszenie do jury Christiana Björkmana, to ukłon w stronę kroku naprzód – wysłanie do Rotterdamu nowoczesnego, komercyjnie brzmiącego utworu. Gjata miała w cały pakiet, który mógłby powalczyć o zwycięstwo w Rotterdamie. Jednakże podczas koncertu na żywo okazało się, że druga przedkonkursowa faworytka – Arilena nie ustępuje jej kroku. Do tego ogromną sławę w kraju i obecność w mediach.

Jedni są zachwyceni, drudzy zdegustowani, zarzucając jury, że straciło szanse na wielki sukces w Rotterdamie. Do tego kontrowersje dotyczące powiązania wokalistki z producentką show – Verą Grabovską, oraz fakt, że utwór Shaj napisał macedoński twórca – Darko Dimitrov. Był on twórcą ostatnich utworów eurowizyjnych Macedonii (m.in Proud Tamary Todevskiej) oraz tysiąca innych hitów krajów bałkańskich. Forma zwycięstwa mogą przysporzyć jej brak wsparcia ze strony wielu Albańczyków, którzy stali murem za Elvaną. W takich warunkach jej działania będą podlegać dodatkowej kontroli, co może rzutować na brak odpowiedniego komfortu. 

Gwiazda z Albanii

Warto jednak pamiętać, że sama Arilena jest dobrze znana w Albanii.  Schemat jej kariery wygląda dość naturalnie – najpierw udział w talent show X – Factor, później kilka hitów, aż w końcu udział jako jurorka w The Voice Kids Albania. Eurowizja wydaje się być kolejnym krokiem – jeżeli wokalistka dobrze wykorzysta swój udział, może być on pierwszym krokiem do międzynarodowej kariery.

Pozostaje również wielka nadzieja na świetny występ w Rotterdamie. Wokalnie na pewno on będzie wyjątkowy, ale sporo teraz zależy od tego, jak ekipa wykorzysta potencjał sceniczny. A w utworze jest go sporo. Jest to bardzo dobra kompozycja, która pozwala na kreatywne pokazanie jej na scenie. Sama Arilena jest niezwykle charyzmatyczna, i można pokusić się o stwierdzenie, że zyskała sporo przy wykonaniu na żywo. Niezależnie od okoliczności wokalistka może liczyć na wiernych fanów, których uzyskała w  talent show.  Na pewno będzie ją wspierać i szerzyć wieść o sławnej wokalistce z Albanii, która wyrusza na podbój Europy.

Czy to dobry wybór?

Podsumowując – jest to bardzo dobry, ale bezpieczny wybór. Z jednej strony trochę szkoda, że Albania po raz kolejny nie odważyła się na wysłanie tanecznego hitu. Za to mamy kolejną potężną balladę, która idzie w rytmie z Jonidą Maliqi, Roną Nishliu, czy Linditą. Ale skoro Albańczycy czują się w tym najlepiej, dlaczego nie? Za to możemy kochać i nienawidzić ten kraj – za przywiązanie do tradycji, wierność muzycznym korzeniom i bezkompromisowość. Ale Albanio, pamiętaj – kochamy Cię tylko jak nie tłumaczysz utworów na angielski!