nikita alekseev

Nikita Alekseev to ukraiński piosenkarz, który cieszy się sporą popularnością w krajach byłego ZSRR. Pierwotnie miał powalczyć o bilet do Lizbony w swojej ojczyźnie, ale ostatecznie zgłosił się do białoruskich preselekcji narodowych. Wygrał zarówno głosowanie jury, jak i televoting, tym samym stał się tegorocznym reprezentantem naszych wschodnich sąsiadów. Jego wybór od początku budził spore kontrowersje. Po pierwsze, barw Białorusi bronił Ukrainiec. Po drugie, w przypadku utworu Forever pojawiły się podejrzenia o plagiat i przedwczesne wykonanie publiczne. W końcu jednak białoruski nadawca publiczny zrobił wszystko, aby na scenie w Lizbonie pojawił się niezwykle popularny piosenkarz pochodzący z Ukrainy. Niestety, nie przyniosło to pożądanych rezultatów. Ostatecznie Alekseev przyniósł Białorusi najniższe miejsce w historii.

Po zsumowaniu głosów jury i widzów okazało się, że ukraiński wokalista zebrał ich 65, co ostatecznie dało mu 16. miejsce w I półfinale i brak awansu. O tym, że Alekseev może nie wystąpić w wielkim finale, mówiło się od momentu losowania. Białoruś trafiła do I półfinału, a Rosja i Ukraina do II. Dla Alekseeva oznaczało to, że nie może liczyć na głosy swoich fanów. Najwyższe noty przyznały mu Armenia wraz z Albanią. W ostatecznej klasyfikacji Alekseev uplasował się na 37. miejscu, tuż za Julią Samojłową z Rosji. To jedno z najniższych miejsc w historii białoruskich startów na Eurowizji. Na porównywalnym poziomie wypadła grupa Litesound. Alekseev uzyskał gorszy rezultat od Poliny Smojłowej i Rusłana Alehno.

Pierwotnie występ Białoru miał wyglądać zgoła odmienne. Delegacja chciała, by na scenie pojawiły się płatki prawdziwych róż eksplodujące w kierunku Alekseeva. Ostatecznie jednak producenci uznali, że to rozwiązanie pociąga za sobą konieczność sprzątania sceny. Czynność ta miała być pracochłonna i delegacja białoruska musiała zadowolić się sztuczną różą. Efekt końcowy wyglądał nieco komicznie. Ponadto sztuczna róża ucierpiała w trakcie prób przed I półfinałem Eurowizji.

Po tym, jak Alekseev odpadł w półfinale, podziękował on oficjalnie swoim fanom za wsparcie. Podkreślił też, że zakończył się pewien etap życia i rozpoczął nowy. Jego producent, Oleg Bodnarczuk, był mniej oszczędny w słowach. Podkreślił on, że ukraiński wokalista przed Eurowizją przystąpił do intensywnego szlifowania języka angielskiego. Ponadto sporo czasu zajęły mu próby wokalne. Bodnarczuk podkreślił też, że występ Alekseeva na Eurowizji przyniósł im dodatkowe doświadczenie i wiedzę.

Fani Alekseeva tuż po ogłoszeniu wyników I półfinału Eurowizji nie kryli swojego rozczarowania. Wzywali oni do bojkotu finału konkursu, który ich zdaniem kręci się wokół powiązań politycznych oraz finansowych. Ich zdaniem reprezentant Białorusi wypadł rewelacyjnie i nie zasłużył na brak awansu.

Dużo bardziej surowy w ocenia ukraińskiego piosenkarza jest wokalista Walerij Daineko. Uważa on, że przychylność białoruskiego nadawcy publicznego została kupiona przez team Alekseeva. Było to niesprawiedliwie w stosunku do białoruskich artystów. Ponadto występ ukraińskiego piosenkarza w I półfinale wypadł poniżej oczekiwań.

Zagraniczne media również nie pozostawiły suchej nitki na Nikicie. The Telegraph stwierdził, iż jego występ to najlepszy teatr eksperymentalny w historii. Pod tym względem Alekseev dorównał Edinburgh Fringle. Brytyjczycy wyśmiali zarówno pomysł strzelania z łuku, jak i różę na plecach artysty. Podkreślili jednak, że takie występy są charakterystyczne dla Eurowizji.

Natomiast niemiecki Spiegel nazwał występ Alekseeva „najbardziej absurdalnym efektem dramatu scenicznego”. Tancerkę towarzyszącą artyście uznano za piekielną, jego samego zaś porównano do świętego Sebastiana.

Z kolei portal Abitofpopmusic porównał drżenie rąk i szorstki wokal Alekseeva do aktora z „Niewygodnej jazdy”. Zdaniem dziennikarza sama piosenka była mocna, ale została zepsuta przez nadmiar efektów specjalnych.

Przy okazji pojawiła się kwestia finansowania przez białoruskiego nadawcę publicznego występów zagranicznych artystów, którzy nawet nie znają języka białoruskiego, vide Alekseev. Komentator sportowy, Nikołaj Ozerov stwierdził, że „Białorusini nie potrzebują takiego hokeja”. Czy w kolejny roku zagraniczni artyści będą mogli zgłaszać się do białoruskich preselekcji narodowych? Na razie to pytanie pozostaje otwarta.

Źródło: Sputnik.by, Eurovoix.com, Kp.by

Fotografia: Andres Putting/Eurovision.tv

Poprzedni artykułCzy Eurowizja 2019 odbędzie się faktycznie w Izraelu?
Następny artykułŁotwa w obliczu kolejnej porażki
Magdalena Kukurowska
Od lat namiętnie śledzę Eurowizję, a prywatnie pracuję jako redaktor serwisów internetowych. Jestem zakręcona na punkcie muzyki, dobrej literatury, fotografii, sześciu uroczych nimf i języka rosyjskiego, który próbuję przyswoić we własnym zakresie. Eurowizją interesuję się od zwycięstwa Dany International. Uwielbiam folk, rock, reggae i piosenki w językach narodowych. Do ulubionych zwycięzców Eurowizji zaliczam Dimę Bilana i Alexandra Rybaka. Jeśli natomiast chodzi o piosenki, to nieustannie powracam do "You are the only one" Siergieja Łazariewa, "Horehronie" Kristiny ze Słowacji, "No one" Mai Keuc, "Mojot svet" Karoliny Gocevy, "Moja stikla" Severiny i "Calm after storm" The Common Linnets. W redakcji opiekuję się Białorusią, Czarnogórą i San Marino. Współpracuję też z koordynatorami grup odpowiedzialnych za Macedonię, Ukrainę i Rosję. Odpowiadam również za korektę tekstów i obecność przecinków we właściwych miejscach:)