Kontrowersyjny, wyrazisty i… krytykowany. Bilal Hassani w sobotę 26 stycznia zwyciężył w preselekcjach Destination Eurovision i został tym samym reprezentantem Francji w 64. Konkursie Piosenki Eurowizji. Czy osiągnie sukces w Tel Awiwie? Opinie w tej materii są podzielone, zarzuca mu się przede wszystkim braki wokalne, nudę, która panuje na scenie w trakcie prezentacji oraz… wygraną jedynie ze względu na inność. Osobiście jego wynik uzależniam od dwóch istotnych czynników.

Ma 19 lat, korzenie marokańskie, jest gejem i muzułmaninem. To temat, który od soboty rozgrzewa media w Europie, także nad Wisłą. O Bilalu Hassanim, nowym reprezentancie Francji, piszą największe polskie portale. Komentarze, poza tymi, które wypada zmilczeć z uwagi na wulgarną treść lub rasizm/ksenofobię/homofobię, są różne. Dla jednych to murowany kandydat do czołowej piątki a nawet wygranej, dla innych osoba, za której wizerunkiem idą mierne umiejętności wokalne i sztampowa kompozycja, którą trudno zanucić.

Problemem jest to, co od zawsze stanowi piętę Achillesową Trójkolorowych: prezentacja sceniczna. Zarówno w przypadku Almy (2017), jak i duetu Madame Monsieur (będącego jednym z faworytów przed Eurowizją 2018) podnoszono kwestię tego, że szanse na dobry wynik pogrzebało w ich przypadku to, jak występ wyglądał w realizacji telewizyjnej. Problematyczne zagadnienie dostrzec można było również w przypadku preselekcji Destination Eurovision 2019.

Większość prezentacji oparta była na jednym elemencie lub motywie, który po minucie albo półtorej stawał się monotonny i zwyczajnie nudny. Te występy, które wskazywano najczęściej jako najbardziej  interesujące, to Silvàna Arega oraz Emmanuela Moire’a. Wydawały się one spójne i kompletne. Zabrakło tego jednak w przypadku zwycięzcy, którego prezentacja była tyleż prosta, co wtórna (motyw pokazywania zdjęć z dzieciństwa) i trudno wyobrazić sobie, by takie przedstawienie Roi na scenie w Tel Awiwie gwarantowało sukces.

Wydaje się zatem, co pokazuje również głosowanie z francuskiego finału, że wynik Bilala w maju będzie mocno złożoną kwestią. Z jednej strony jury może nie poprzeć słabo śpiewającego wokalisty (irytująca nosowość i gardłowość wydawanych dźwięków, częste, wyraźnie słyszalne problemy z nabieraniem powietrza w odpowiednich momentach, fałsze), którego prezentacja będzie stosunkowo prosta, zaś wizerunek w zetknięciu z dwudziestoma pięcioma innymi wykonawcami może nie okazać się aż tak wyrazisty, jak w finale Destination Eurovision.

Z drugiej Bilal Hassani zebrał w sobotę ponad 35% głosów widzów. Dzięki temu wygrał ze zdecydowaną przewagą aż 44 punktów z Seemone, która wywalczyła drugie miejsce! Także wyniki oglądalności są zadowalające: trzecie miejsce w sobotnim paśmie (2,14 miliona widzów, 11,7 proc. udziału w rynku i wzrost w stosunku do zeszłego roku, gdy finał śledziło 1,8 miliona widzów, przy 8.9 proc. udziału w rynku) pokazują, że stawka (duże nazwiska, jak Chimene Badi i Emmanuel Moire oraz liczne publikacje dotyczące Bilala) przyciągnęła publiczność.

Jednak nie mogę pozbyć się wrażenia, że wysyłając tego wywołującego skrajne emocje 19-latka na Eurowizję, Francja chce przede wszystkim zamanifestować na arenie międzynarodowej swoją otwartość i tolerancję dla wszelkiego rodzaju inności. Nawet kosztem braku wokalnego warsztatu. To o tyle dziwne, że trudno podejrzewać, że mieszkańcy kraju nad Sekwaną postrzegani są poza swoimi granicami jako osoby o skłonnościach odbiegających od szeroko pojętej otwartości.

Dlatego też uważam, że Bilal Hassani w ostatecznym rozrachunku może zająć miejsce poza czołową dziesiątką, ponieważ jury nie poprze go z uwagi na liczne uchybienia wokalne (chyba że poprawi tę kwestię do maja), zaś publiczności po zwycięstwie Conchity Wurst wyda się co najwyżej osobą intrygującą, która zginie w tłumie 25. innych uczestników, szczególnie jeśli prezentacja sceniczna będzie tak prosta i nijaka, jak ta w finale Destination Eurovision.

Źródło: France 2, Let’s talk about ESC – profil na Facebooku

Zdjęcie: Materiały promocyjne, France 2

1 KOMENTARZ

  1. Prośba o zmianę przyjętego nazewnictwa. Francuzi (jak sami siebie nazywają) to „trójkolorowi” (les tricolores) a nie „niebiesko-biało-czerwoni”. Poza tym zgadzam się z treścią artykułu i też uważam, że Bilal zajmie odległe miejsce w ostatecznej klasyfikacji.