Co roku mniej-więcej w wakacje pojawiają się eurowizyjne plotki o powrocie Bośni i Hercegowiny do konkursu. W tym roku będzie inaczej – już teraz wiemy dlaczego kraj nie pojawi się w przyszłorocznej stawce.

Bośnia i Hercegowina, chociaż zadebiutowała już w 1993 roku, od paru lat jest nieobecna w Konkursie Piosenki Eurowizji. Po udziale w ESC 2012 w Baku telewizja BHRT zrezygnowała z dalszych startów z powodów finansowych. Doszło jednak do powrotu w 2016 roku, jedynie za sprawą prywatnych sponsorów, jednak nie był to start udany – Bośnia po raz pierwszy w swojej historii nie weszła do finału konkursu. Wielu fanów ma nadzieję, na stały powrót tego kraju, bo BiH odnosiła spore sukcesy, m.in. zajmując trzecie miejsce w Eurowizji 2006 w Atenach. Delegacja bośniacka zawsze bardzo skrupulatnie przygotowywała się do konkursów, promując nie tylko wybrany utwór, ale też cały kraj. Szefowa delegacji BHRT Lejla A. Babović już teraz rozwiewa wszelkie wątpliwości, informując, że Europejska Unia Nadawców nałożyła na stację BHRT sankcje z powodu niespłaconego długu. Sankcje oznaczają blokadę Bośni w kwestii udziału w jakimkolwiek konkursie EBU, w tym Eurowizji 2019. Nałożone zostały w grudniu 2016 roku przez dług liczący już teraz ok. 3 mln euro.

Czy gdyby sankcji nie było, Bośnia i Hercegowina wróciłaby do Eurowizji? Babović wyjaśnia, że od lat sytuacja finansowa stacji nie poprawiła się i nadal balansuje na skraju bankructwa. Niestety udział w Konkursie Piosenki Eurowizji jest dla Bośniaków zdecydowanie za drogi, ze względu nie tylko na samą składkę członkowską, ale też na wszelkie koszta związane z wyborem piosenki i przygotowaniami. Aktualnie nadawca BHRT dokłada wszelkich starań by uzyskać dostęp do transmisji Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej 2018 chociaż drużyna z Bośni i Hercegowiny zajęła w eliminacyjnej grupie H trzecie miejsce i nie pojechała do Rosji.

Europejska Unia Nadawców, pomimo nałożenia sankcji, stara się pomóc telewizji BHRT, a rozmowy w sprawie sytuacji finansowej stacji prowadzone są od wielu miesięcy, z widoczną chęcią pracy nad poprawą aktualnego stanu. W sprawę zaangażowane są m.in. Stowarzyszenie Dziennikarzy Bośni i Hercegowiny, Rada Europy, oddział ds. Wolności Słowa w Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OSCE), Europejska Federacja Dziennikarzy oraz Organizacja Mediów Południowo-Wschodniej Europy. Podczas konferencji prasowej w Sarajewie wszyscy zgodnie uznali, że upadek nadawcy publicznego BHRT jest nie do zaakceptowania.

Pozostałe kraje b. Jugosławii są w zdecydowanie lepszej sytuacji i zapewne wszystkie wezmą udział w Eurowizji 2019. Potwierdziła to już Serbia, która po raz kolejny zorganizuje preselekcje Beovizija. Niemal pewny jest udział Słowenii, są też silne przesłanki za uczestnictwem Chorwacji, pomimo tegorocznego, słabego wyniku. Ze względu na niewybredne żarty reprezentanta Czarnogóry, Vanji Radovanovicia, który podczas konferencji prasowych w Lizbonie nieświadomie (jak twierdzi) wyśmiewał niepełnosprawne dzieci, telewizja RTCG chciała w ostatniej chwili zrezygnować z udziału w Eurowizji, jednak taka decyzja wiązałaby się z ogromnymi kosztami. Być może Macedonia weźmie udział w przyszłorocznym konkursie już pod nową nazwą, która ma być efektem porozumienia z Grekami. Według najnowszych informacji ministrowie spraw zagranicznych obu krajów doszli do ostatecznego rozwiązania, a teraz efekty negocjacji mają dać do podpisu premierom Macedonii i Grecji, ale najważniejszym i najtrudniejszym krokiem będzie uzyskanie akceptacji społeczeństw dwóch zwaśnionych państw. Na razie nie wiadomo, jaką nazwę uzgodnili ministrowie, ale nieoficjalnie mówi się o dwóch wariantach: Republice Górnej Macedonii lub Republice Vardar-Macedonii. Aktualnie kraj ten startuje w Eurowizji pod nazwą F.Y.R. (Former Yugoslav Republic of) Macedonia, która od lat jest formą tymczasową ze względu na nierozwikłany spór macedońsko-grecki.

Źródło: Eurovisionary, Euroactiv, fot.: Hostel Franz Ferdinand