Czy Polska mogła pojawić się na Eurowizji w latach 70.? Dlaczego w 1993 r. TVP nie zdecydowała się na udział w show, mimo braku formalnych przeciwwskazać? I czy zespół Varius Manx mógł sięgnąć po Grand Prix największego muzycznego telewizyjnego show na świecie? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie w naszym nowym cyklu felietonów – Co by było, gdyby…

Pomysł na ten cykl zrodził się w mojej głowie już dawno temu. Na jednym z blogów o tematyce eurowizyjnej publikowałem go nawet w odcinkach – było to 6 lat temu. Teraz przyszedł czas, aby wiedzę dotyczącą kulis wyborów polskich reprezentantów na Eurowizję – uzupełnioną i mniej lub bardziej zweryfikowaną – utrwalić w nowym cyklu felietonów. Na wstępie pragnę zaznaczyć, że głównymi jej źródłami są Szymon oraz Darek, którym bardzo dziękuję za wszelkie rozmowy dotyczące Eurowizji – zawsze były one dla mnie źródłem wiedzy oraz inspirującym kanałem wymiany opinii. Dzisiaj przyjrzymy się temu, co działo się na korytarzach Telewizji Polskiej w latach 1993-1996. A działo się naprawdę sporo!

https://youtu.be/8RZJtJzCapA

Zanim jednak przejdziemy do lat 90., cofnijmy się wstecz o 20 wiosen. Swego czasu fanów Eurowizji zelektryzowała plotka, że już w latach 70. pojawił się pomysł wysłania na konkurs reprezentanta Polski. W 1975 r.  miała być to najbardziej wówczas popularna polska wokalistka Anna Jantar z piosenką Mój, tylko mój, skomponowaną przez Jarosława Kukulskiego. Nigdy jednak informacja ta nie została potwierdzona w otoczeniu bliskich artystki: zarówno nieżyjący już mąż tragicznie zmarłej wokalistki, jak i córka zgodnie podkreślali, że nigdy nie słyszeli o planach występu Anny Jantar na Eurowizji. Tę plotkę wypada zatem włożyć między bajki i wrócić do czasów, w których debiut Polski w największym telewizyjnym muzycznym show na świecie stał się realny…

Pierwsze cztery starty były dla Polski najlepsze, Te piosenki były naprawdę na najwyższym poziomie, Artystki, które nas wtedy reprezentowały, stały się z czasem wielkimi gwiazdami nie tylko w Polsce, lecz także poza granicami kraju – te zdania towarzyszą każdemu fanowi Eurowizji, który zainteresował się największym muzycznym widowiskiem telewizyjnym na świecie. Trudno im zresztą zaprzeczyć: co roku przy okazji Eurowizji Edyta Górniak dzieli się kolejnymi mniej lub bardziej znanymi wspomnieniami z Dublina, Justyna Steczkowska udowodniła nawet raz, że nie pamięta, które miejsce zajęła w 1995 r. (w jednym z odcinków The Voice of Poland stwierdziła, że było to miejsce 16.), Kasia Kowalska nabawiła się przez przygodę z konkursem fobii przed podróżami samolotem, zaś Anna Maria Jopek podkreśla, że Eurowizja otworzyła jej drzwi do kariery i sprawiła, że mogła wybrać sobie najlepszy kontrakt płytowy spośród wszystkich, które zaproponowały jej wytwórnie fonograficzne.

Ale zanim nastąpił rok 1994, wypada cofnąć się w mroki dziejów o ponad 12 miesięcy. 1993 r. to czas, w którym Telewizja Polska była już członkiem Europejskiej Unii Nadawców. Zapaliło się zatem zielone światło, aby wziąć udział w Konkursie Piosenki Eurowizji. Dlaczego TVP nawet nie podjęła inicjatywy, aby pojawić się w Millstreet? Odpowiedź jest zaskakująco prosta: miało to związek z reformami, które w tamtym czasie zachodziły w telewizji publicznej. W obliczu administracyjno-personalnego kształtowania się nadawcy nikt nawet nie brał pod uwagę zgłaszania chęci do wzięcia udziału w Eurowizji, bo cały projekt wymagał zbyt dużo czasu, energii, wysiłku i nakładów finansowych. Oczywistym stało się zatem, że TVP weźmie udział w Eurowizji dopiero za rok…

https://youtu.be/ZwiEOG9rB44

Jak wieść salonowa niesie, Edyta Górniak nie była pierwszą tego imienia, do której polski nadawca publiczny zgłosił się z propozycją reprezentowania Polski w Dublinie. Pierwszym wyborem TVP była bowiem Edyta Bartosiewicz! Kandydatura nie dziwi o tyle, że w 1994 r. drugi album artystki zatytułowany Sen, był w Polsce niekwestionowanym hitem. Ponoć wokalistka odmówiła podkreślając, że Eurowizja nie pasuje do stylistyki, w której ona się obraca. Nazwisko drugiego kandydata, który propozycję otrzymał, nie jest znane. Pewnym pozostaje, że to Edyta Górniak została mianowana pierwszą polską reprezentantką, a w ciągu 21 lat jej występ i pobyt w stolicy Irlandii obrósł wieloma mitami. Choroba gardła, wykonanie fragmentu To nie ja na jednej z prób generalnych w języku angielskim, dyskwalifikacji a w końcu drugie miejsce sprawiły, że sukces ten i 166 pkt. (w tym 5 najwyższych not: z Francji, Wielkiej Brytani, Litwy, Estonii i Austrii) do tej pory pozostaje najlepszym wynikiem, jaki na deskach Eurowizji udało nam się zdobyć. Pewnym jest również, że To nie ja w jednej z wersji miało nieco zmieniony tytuł. Tak pisał o tym Jacek Cygan w książce Życie jest piosenką:

Zapamiętałem, że nawet przez jakiś czas piosenka miała kabotyński tytuł ,,Płonąca marionetka”. W ten sposób ogłupiony autor starał się nawiązać do utwory, którym France Gall wygrała wiele lat temu festiwal Eurowizji. Śpiewała wtedy piosenkę ..Poupée de cire, poupée de son”, którą tłumaczono w Polsce jako ,,Marionetka z wosku”. Wiedziałem, że tę piosenkę napisał sam Serge Gainsbourg! Tym bardziej się ,,zakręcałem”, nie mogłem być gorszy!

W tej samej pozycji Cygan przyznaje, że równolegle z ,,To nie ja” pisał tekst do innej piosenki, z muzyką Piotra Rubika. Utwór nosił tytuł ,,Śpijcie, dzieci nocy” i był smutną balladą… o bezdomnych. Gdy powstały dema piosenek, twórcy mieli twardy orzech do zgryzienia, gdyż nie mogli się zdecydować, który powinien reprezentować Polskę w Dublinie. Podjęto jednak decyzję – z pomocą nieżyjącego już kompozytora i pianisty Marka Bychawskiego oraz jego żony Beaty Molak – że to kompozycja Stanisława Syrewicza winna bronić polskich barw w stolicy Irlandii.

Pierwotną wersję legendarnego już dzisiaj przeboju Górniak nagrywano w londyńskim RG Jones Studios, produkował go Graham Sacher, który m.in. żądał zmiany fragmentu tekstu piosenki. Chodziło o wers ,,piękni są w romans tła”, który pierwotnie brzmiał ,,piękni są w romansu kart”. Koniec końców nagrano wersję, którą zamieszczam poniżej.

Po sukcesie Edyty Górniak apetyt na więcej był bardzo duży. Choć do Dublina wysłano Justynę Steczkowską, krążą plotki, że pierwszym kandydatem był zespół Varius Manx z kultową dziś Piosenką księżycową. O ile jest to informacja sensacyjna, o tyle weryfikacja faktograficzna dosyć mocno tę tezę nadwyręża. Spójrzmy na chronologię: utwór pochodzi z trzeciej płyty zespołu zatytułowanej Emu, wydanej w 1994 r., a nagrywanej w 1993. Jest trzecim singlem, którego premiera miała miejsce jeszcze w 1994 r. Mało zatem prawdopodobne, aby faktycznie myślano o wysłaniu jej do Dublina, tym bardziej, że już wtedy (jak mniemam) regulamin zakładał, iż utwór wykonywany na eurowizyjnej scenie powinien mieć charakter premierowy. Niemniej, czas trwania piosenki zgadza się z tym eurowizyjny, a i piosenka z pewnością wpisałaby się doskonale w klimat i scenerię 40. Konkursu Piosenki Eurowizji…

Do stolicy Irlandii pojechała laureatka Szansy na sukcesJustyna Steczkowska. Polska była typowana do TOP5 konkursu, a Sama stała się ulubionym utworem gospodyni wieczoru, Mary Kennedy. Sama Justyna ponoć dosyć mocno przeżyła zaledwie 18. miejsce zajęte na Eurowizji, krążyły również plotki, że w jakimś stopniu występ ten opóźnił wydanie jej debiutanckiej płyty. Jednak do tych rewelacyjnych doniesień należałoby podchodzić z dużym dystansem. Warto pamiętać, że w 1995 r. w polskim jury zasiadała m.in. Edyta Górniak, Robert Janson z grupy Varius Manx, Janusz Stokłosa – dyrygent związany z Teatrem Buffo, Czesław Niemen oraz Irena Santor, która przed konkursem bezbłędnie wytypowała jego TOP3! Swoją drogą czy ktoś wyobraża sobie podobną sytuację dzisiaj, gdy o głosach w 50% decydują widzowie oglądający transmisję? Takie zachowanie z pewnością miałoby poważne konsekwencje w EBU. Z drugiej strony – gdy głosy oddawali tylko jurorzy, wymienienie faworytów niczego nie zmieniało w odbiorze konkursu, jeśli chodzi o widza – może jedynie to, że na niektóre utwory zwracał większą uwagę…

https://youtu.be/GWdOEFC0MY0

Ostatni rok, który dzisiaj przybliżymy, to 1996. Do Oslo pojechała Kasia Kowalska – zwyciężczyni Festiwalu w Sopocie 1995 za piosenkę A to co mam. Jednak mówi się, że za pierwszym podejściem TVP zwróciło się z prośbą o reprezentowanie Polski do zwyciężczyni Szansy na sukces z piosenkami Alicji Majewskiej, Violetty Brzezińskiej. Ponoć wokalistka miała pojechać do stolicy Norwegii z kompozycją Piotra Rubika. Tak się jednak nie stało, a w kuluarach mówiło się, że po raz drugi rozważano kandydaturę Varius Manx – tym razem z piosenką Orła cień. Ta wersja wydaje się prawdopodobna o tyle, że singiel zawierający przebój ukazał się na rynku w maju 1996 r., zaś zespół wszedł do studia nagraniowego w marcu.

Koniec końców do Oslo pojechała Kasia Kowalska, która wykonała kompozycję Roberta Amiriana do słów własnych (do tej pory wokalistka sama pisze niemal wszystkie teksty swoich piosenek) – Chcę znać swój grzech. Autor niniejszego felietonu słyszał wersję, w której artystka miała zgłosić do TVP jeszcze 2 inne kompozycje (czyżby Coś optymistycznego, które promowało jej album Czekając na…, który ukazał się jesienią w roku występu Kowalskiej na scenie w Oslo?), jednak mimo podjętych prób, nie udało mi się zweryfikować tych informacji u źródła. Jednak po jubileuszowym koncercie Kowalskiej w stołecznej Stodole miałem okazję przez chwilę porozmawiać z nią o Eurowizji. Zapytana o to, co najbardziej pamięta z występu, odpowiedziała: Stres. Ogromny stres. Dodała także, że rozważyłaby wykonanie kompozycji Chcę znać swój grzech przy okazji projektu z orkiestrą symfoniczną. Warto bowiem nadmienić, że eurowizyjny przebój artystki wybrzmiał na żywo tylko jeden raz – właśnie na scenie w Oslo… Co więcej, po Eurowizji Kasia Kowalska wielokrotnie podkreślała, że występ na scenie w Oslo traktuje w kategoriach porażki dlatego, że nie do końca odnalazła się na miejscu i czuła presję, jaka na niej ciąży. Co więcej podczas podróży powrotnej ze stolicy Norwegii do Warszawy samolot, którym wracała, wpadł na 20 minut przed lądowaniem w burzę gradową, co odcisnęło piętno na życiu naszej reprezentantki – ponoć do tej pory panicznie boi się latania. Poniżej słowa wokalistki z wywiadu dla Radia Zet z 1998 r., dotyczące właśnie Eurowizji:

Radio Zet 1998: A jaką zawodową taką porażkę poniosłaś swoim zdaniem? Czy nie było jakiegoś takiego momentu, który mogłabyś nazwać porażką?
Kasia: Ja myślę, że jako swoją porażkę, nawet nie że tam zajęłam takie a nie inne miejsce, tylko że podjęłam taką decyzję, że zgodziłam się na Eurowizję, bo tak jakoś się nałożyło parę rzeczy na ten wyjazd, i strasznie to jakoś niedobrze wspominam – nawet nie sam konkurs, bo to nie o to chodzi, ale był taki ciężki moment w moim życiu – pamiętam i tego żałuję. Nie powinnam była tam pojechać. Wydaje mi się, że nie nadaję się na tego rodzaju imprezy z zawodu.
Radio Zet: Ale jak to z bliska wygląda… To zabawne musi być bardzo?
Kasia: Ja wiem, czy jest zabawne? Ja nie mogłam się na to napatrzeć, bo rok wcześniej byłam na festiwalu w Sopocie, gdzie był taki rozgardiasz i w ogóle od strony organizacyjnej, czy obsługi czy techniki to jesteśmy daleko…
Radio Zet: Patriotyczne podejście do sprawy…
Kasia: Ja uważam, że Edyta Górniak powinna była wygrać Eurowizję. Akurat wtedy oglądałam tę Eurowizję, rzeczywiście bardzo dobrze wypadła i nie rozumiem, dlaczego nie wygrała…

Warto również nadmienić, że w rundzie kwalifikacyjnej poprzedzającej koncert, Polska również uplasowała się na 15. miejscu, zdobywając 42 punkty. Pod koniec właściwego głosowania doszło z kolei do pomyłki, gdyż na koncie naszej reprezentacji było 37 punktów, mimo że faktycznie zdobyliśmy ich ,,tylko” 31. Powód? Sekretarz hiszpańskiego jury powiedziała Holland, 6 points, co zrozumiano jako Poland, 6 points (poniższe video: od 7:31). Po transmisji konkursu dokonano oczywiście korekty.  Podczas występu Kasi Kowalskiej pojawiła się również na scenie w chórkach – po raz pierwszy, ale nie ostatni – Dorota Miśkiewicz. Ale do tej postaci jeszcze powrócimy…

A już za tydzień: Która polska wokalistka otrzymywała propozycję występu na Eurowizji niemal co roku i zawsze odmawiała? W którym roku zorganizowano wewnętrzne preselekcje, mające wyłonić wykonawcę wcześniej przygotowanego utworu? I który polski reprezentant po Eurowizji oskarżył jedną z osób obecnych na scenie o praktyki porównywanie do sekciarskich? Na te i inne pytania odpowiem już za tydzień.

Źródło: inf. własne, Let’s talk about ESC – facebook, wikipedia

Zdjęcie: youtube

Poprzedni artykułEurovizjos z nowymi zasadami!
Następny artykułZaskakujący wybór San Marino
Konrad Szczęsny
Jestem absolwentem warszawskiej polonistyki, na co dzień związanym z polskim show-biznesem. Prywatnie jestem sympatykiem Konkursu Piosenki Eurowizji, który oglądam od 2005 roku, choć pierwszą transmisję śledziłem już w 1994 r. (pamiętam występ Edyty Górniak). 10 lat później usiadłem przed telewizorem, oglądając Eurowizję w Stambule i tak zaczęła się moja przygoda z konkursem już jako bardziej świadomego widza. Swego czasu związany byłem z Dziennikiem Eurowizyjnym. Moją ulubioną polską piosenką eurowizyjną jest ta zaprezentowana w Oslo w 1996 r. przez Kasię Kowalską, czyli utwór "Chcę znać swój grzech". W redakcji opiekuję się Francją i Grecją, wcześniej była to jeszcze Belgia, Cypr oraz Czechy.

7 KOMENTARZE

    • @Marcin1978: dziękuję za artykuł z gazeta.pl, mi nie udało się go znaleźć. Natomiast wiem doskonale, że ta informacja była wykorzystana przez eurowizja.org, sam ją wtedy tutaj przeczytałem. Później powędrowała w świat. Jednak jak udało mi się dowiedzieć, news ten został skasowany, gdyż nie znaleziono nigdzie potwierdzenia tej informacji, a eurowizja.org nie jest portalem plotkarskim i stara się nie publikować treści, które cechuje sensacyjny charakter, nie zaś merytoryka. Stąd m.in. moja wypowiedź, że ani Jarosław Kukulski, ani Natalia Kukulska nigdy tej informacji nie potwierdzili, gdy byli o ten fakt pytani.
      Serdeczności!

  1. @marcin1978: o ile mi wiadomo, właśnie osoby z TVP nic o tym nie wiedzą. Dlatego uznaję to za plotkę 😉

    Tu z kolei link do wypowiedzi fanów Anny Jantar, którzy kontakt z J. Kukulskim mieli, polecam: https://www.youtube.com/all_comments?v=MkV9AZRAGm4

    szczególnie: „Przemek2500 1 rok temu
    I niestety plotka ewoluuje. 🙁 Piosenka jest z roku 1975, została nagrana w drugiej połowie lipca 1975 r., a Eurowizja odbywała się wówczas wiosną, więc siłą rzeczy Anna Jantar nie mogła tam wystąpić. Jarosław Kukulski nic na temat rzekomego udziału swojej żony w tym konkursie też nie wiedział.”

    Jarosław Kukulski powiedział, że nic o tym nie wie. A jeśli chodzi o Natalię, to uznaję ją za osobę, która wie całkiem sporo, jeśli chodzi o karierę matki. Dlatego jeśli ona nic nie wie (i jeśli nie wiedział o tym jej tata, odpowiedzialny wtedy za karierę Anny Jantar), wnioskuję, że jest to plotka. W jakim celu ktoś ją wypuścił – nie mam pojęcia. Być może taki pomysł gdzieś się pojawił, być może pozostał jedynie w kwestii rozważań – nie wiem i wydaje mi się, że nigdy się już tego nie dowiemy ;).

    • Pierwszy raz przeczytałem o zamiarze wysłania Anny Jantar wiele lat temu w jednym z ogólnopolskich dzienników (bodajże w „Gazecie Wyborczej”), a wiadomość mocno mnie wtedy zaskoczyła i zainteresowała. Piosenkarka według artykułu miała być nawet zawiedziona niedopuszczeniem do Eurowizji. Myślałem, że to potwierdzona, wiarygodna informacja, a od niedawna czytam w innych źródłach, że niekoniecznie tak jest. Głównymi argumentami „za” są czas piosenki w granicach 3 minut (przypadek czy zamierzony cel?) oraz zorganizowanie konkurencyjnej Interwizji po niedopuszczeniu na Eurowizję, a „przeciw” brak świadków, którzy potwierdziliby wiarygodność polskich aspiracji w latach 70. XX w.
      Rzeczywiście chyba będzie trudno na 100% zweryfikować po tak długim czasie, na ile pogłoski są prawdziwe, a ile w tym fantazji.

        • Nagrana została w lipcu, ale czy wiadomo, kiedy została NAPISANA? Utwór „To nie ja” też wiele lat przeleżał w szufladzie, a Polacy usłyszeli go chyba dopiero wtedy, gdy wiadomo było, że debiut Polski wreszcie dojdzie do skutku.
          Tak czy inaczej – jakiekolwiek argumenty byśmy wystawiali, będą to jedynie domysły. Autor chyba ma rację, że trudno będzie ustalić fakty.

  2. Ciekawa sprawa z tym rokiem 1975. Jeśli to plotka, to kto, kiedy i po co ją wypuścił? Może kryje się w niej ziarnko prawdy? Nie zapominajmy, że znacznie wcześniej dopuszczona została Jugosławia. Nie można więc z góry wykluczyć, że i nasza telewizja prowadziła jakieś rozmowy z EBU (choćby bez wstępnego typowania reprezentanta – domysły, że jedną z kandydatek mogła być popularna Anna Jantar mogły pojawić się później – rozważam czysto teoretycznie). Do tego zorganizowanie później konkurencyjnej Interwizji wygląda jak przejaw rewanżu – nie chcieliście nas, to mamy własną imprezę.
    Co do Anny Jantar – nie znam wypowiedzi Jarosława Kukulskiego, natomiast Natalii wtedy jeszcze nie było na świecie (mnie też). Ile w wiadomości o zamiarze wysłania A. Jantar plotki, a ile prawdy – nie wiem, kto mógłby to zweryfikować. Może jacyś dawni pracownicy TVP pamiętający tamte czasy? Sprawa warta wyjaśnienia.