Antyczna tragedia to jedność czasu, miejsca i akcji. W utworze „Aphrodisiac” Eleftherii Eleftheriou nie wszystko do końca zgadza się z tą zasadą. Jednak z całą pewnością można stwierdzić, że w ciągu trzech minut na scenie rozgrywa się dramat w trzech aktach.

Akt 1

Bohaterką tragiczną tego utworu jest młoda dziewczyna spędzająca ostatnie chwile swojego urlopu na jednej z greckich wysp. Ich klimat niejednemu już zawrócił w głowie. I nie sposób wymienić czynników, które za ten zawrót odpowiadają. Po słowach, które padają:

[quote]I gotta to say what’s on my mind[/quote]

możemy przypuszczać, że prowadzi rozmowę. Z mężczyzną. Tubylcem? Nie czas i miejsce na to, aby rozpisywać się, co może wyniknąć z takiego ewentualnego połączenia. Zresztą, za chwilę i tak wszystko stanie się jasne.

[quote]When I’m with you I feel alright[/quote]

Bohaterka zaczyna nieśmiało. Wspomina wydarzenia ostatnich dni, które zadecydowały o jej obecnym stanie emocjonalnym.

[quote]You call me baby, we spend the night[/quote]

Nagle, zapewne niespodziewanie dla osoby, z którą prowadzi rozmowę, przechodzi do konkretów. Nie żeby były to jakieś wyrzuty. Nasza bohaterka Z PEWNOŚCIĄ nie ma takich intencji… Dowiadujemy się, że między bohaterką, a rozmówcą nawiązała się pewna więź emocjonalna… może po prostu więź. Temperatura wyznań zaczyna niebezpiecznie rosnąć.

[quote]

I’m so addicted, I feel alive

Over and over I’m falling

[/quote]

W zasadzie wszystko, co do tej pory padło, mogło zostać odebrane przez odbiorcę wyznań naszej bohaterki jako stwierdzenie letnich w swojej temperaturze faktów. Jednak czy mamy tu do czynienia z próbą szantażu emocjonalnego? A może nasza bohaterka tragiczna zaczyna wkraczać na drogę stalkingu? Sytuacja zaczyna niebezpiecznie eskalować.

[quote]

Oh oh oh oh oh

Oh oh oh oh oh

[/quote]

Nagle, słychać dziwne zawodzenie lub westchnienia, które każe przypuszczać, że kochanek-rozmówca wziął nogi za pas. Czyżby dlatego, że takie sytuacje zdarzają mu się średnio raz na jeden turnus? Nasza bohaterka pogrąża się w postępującej rozpaczy. Zaczyna wyliczać zalety tej znajomości.

[quote]

You make me dance

Dance like a maniac

[/quote]

Taniec świętego Wita to prawdopodobnie przy tym niewinna igraszka. Bohaterka tragiczna okazuje się być wampirem energetycznym czerpiącym z siłę ze swojego wakacyjnego kochanka. Jej obecny stan zakrawa na opętanie. Wygląda na to, że sytuacja wymknęła się spod kontroli.

[quote]

Oh oh oh oh oh

Oh oh oh oh oh

[/quote]

Hmm, a może to nie żałosne zawodzenie tylko, sądząc po uśmiechu na twarzy naszej bohaterki, odgłosy dobrych wspomnień? I czy to koniec „miłosnych” wyznań?

[quote]You make me want your aphrodisiac[/quote]

Jednak nie koniec! Ale w tym miejscu nasza bohaterka tragiczna niejako tłumaczy swój stan. Została uwiedziona i zbałamucona za pomocą czarodziejskiego afrodyzjaku, który oferował jej kochanek i od którego się uzależniła.

PS. Wakacyjny kochanek może już wysyłać swoje zgłoszenie do programu „Wanna Meet My Own Stalker”.

[quote]You make me want your aphrodisiac[/quote]

To już wiemy…

Akt 2

Wygląda na to, że nie będzie, przynajmniej na razie, potrzeby zgłaszania się do tego programu. Akcja łamie się i przenosi się w czasie. Nasza bohaterka tragiczna wraca do domu. Dopada ją melancholia, typowa dla powrotu z ciepłych i słonecznych miejsc w okolica bardziej deszczowe. Mówi się, że czas leczy rany. Być może te były zbyt głębokie. Wykorzystując fakt, że bohaterka i jej kochanek dodali się do znajomych na Facebook’u, a kochanek jej jeszcze nie usunął (wiadomo, kolejny turnus, nie ma kiedy…), postanowiła do niego napisać.

[quote]

I think about you all the time

I just can’t gey you off my mind

[/quote]

Uczucie, które eksplodowało w pierwszym akcie nadal nie może ustąpić miejsca zdrowemu rozsądkowi. Być może bohaterka nie śpi, nie je. Myślami jest tysiące kilometrów stąd. Smutno spogląda w dal, bo wie, że On tam gdzieś jest i… nie, na pewno z innymi tego nie robi. Nasza bohaterka wie, że nie może tak myśleć. Przecież nazywał ją „baby” i miło spędzali czas.

 [quote]

You drive me crazy

You drive me wild

[/quote]

Nadal przed oczami ma szaleństwo tamtych dni. I nadal nie może dotrzeć do niej, że to już minęło. Bohaterka dalej w myślach tańczy i kosztuje afrodyzjaku, który zaoferował jej grecki kochanek. To dzięki niemu czuła się taka wyzwolona, dzika i szalona. Po tej refleksji dochodzi do wniosku, że..

 [quote]You’re so addictive[/quote]

Bohaterka tragiczna w całym swoim szaleństwo co do jednego ma rację. Prawidłowo umiejscawia przyczynę i źródło swojego obecnego stanu. To wszystko przez niego! Śniadego, przystojnego tubylca o twarzy Sakisa Rouvasa. Ale czy skłania ją to do głębszej refleksji lub protestu wobec zaistniałej sytuacji?

[quote]

There’s no way out

Over and over I’m falling

[/quote]

Zdecydowanie nie. Twardo potwierdza, że jest tego świadoma powodu (a nawet powoda) swojego obecnego stanu. W tym stwierdzeniu czuć mocne przekonanie. Co więcej, trudno dopatrywać się w nim żalu wobec zaistniałej sytuacji. Nie wiadomo tylko, czy to jeszcze akceptacja swojego uzależnienia, czy już masochizm związanych z czerpaniem przyjemności ze swojego cierpienia.

Akt 3

Czas upływa i wygląda na to, że nasza bohaterka tragiczna powoli dochodzi do wniosku, że padła ofiarą wakacyjnego zauroczenia. Przechodzi z fazy wyparcia do etapu oporu. Z całą pewnością towarzyszy temu złość i obwinianie.

 [quote]

I’m craving for your touch

I want it way too much

I’m craving for you touch

Too much, too much, too much

[/quote]

Uświadamia sobie, że być może chciała za wiele, za szybko. Wspomnienia są jednak nadal żywe…

[quote]Over and over I’m falling[/quote] 

Wygląda na to, że to się nigdy nie skończy…

Autorem felietonu jest Kuba Obara