Cisza przed burzą, czyli jak pojechać na swoją pierwszą Eurowizję i nie zwariować?

Do pierwszego półfinału pozostało nieco ponad tydzień, ale eurowizyjne życie w Wiedniu zaczyna się już dziś. I choć pierwsze próby odbędą się dopiero jutro, już teraz do stolicy Austrii zjechali się dziennikarze z całego świata. Jesteśmy tam również my, przedstawiciele  portalu  eurowizja.org, a wśród nich ja –HoSanna.

Dla Waszej redaktorki jest to pierwszy Konkurs Piosenki Eurowizji, na którym pojawia się osobiście w roli dziennikarza. Oczywiście targają nią skrajne emocje – od euforii po panikę: a co jeśli nie będzie tak cudownie, jak sobie zawsze wyobrażała? Co jeśli rozczaruje się swoim ulubionym konkursem? Pomimo zmiennych odczuć, z wielkim uśmiechem na twarzy zapakowała swe walizki i wsiadła wraz z innymi redaktorami do busa w kierunku Wiednia. Kiedy zajechała do stolicy Conchitlandu, miasto dopiero budziło się ze snu. Jakby wyludnione nie było, nie trudno było zauważyć, że to właśnie tu odbywa się tegoroczny ulubiony konkurs Europejczyków. Na każdym kroku w oczy rzucało się logo Building Bridges – na autobusach, banerach, ekranach, każdy tramwaj wyposażony w chorągiewkę eurowizyjną. Niestety, nie udało nam się  natknąć na ten słynny, z wielkim logiem Building Bridges na boku. Przy niemal każdym słupie kupić można było gazetę, w której znajdował się ‘Extra Eurowizyjny Dodatek’. W parku przy ratuszu znaleźć zaś można było kolorowe tekturowe postacie,  wyraźnie stylizowane na uczestników  Eurowizji. Spodziewać się jednak można było, że im bardziej przybliżać się będziemy do Wiener Stadthalle, tym więcej będzie konkursowych akcentów… otóż nie! Na Zachodnim Dworcu, czyli tuż obok hali, prawie nie można odnaleźć oznaki Eurowizji. A póki nie stanie się twarzą w twarz z areną, nawet nie można się domyśleć że znajdujemy się w jej sąsiedztwie, chociażby będąc ulicę dalej. Ciężko tam znaleźć najmniejszy chociaż plakat czy drogowskaz! Oczywiście sytuacja odmiennie wygląda już przy samiutkiej hali. Tam wszystko buduje mosty! Z niektórych plakatów można się dowiedzieć jak brzmi ‘Witamy’ we wszystkich europejskich językach, lub nauczyć się paru innych przydatnych zwrotów. Wychodząc z hali mamy przed sobą uroczy zielony park – czyli idealne miejsce do ukojenia złatanych nerwów w przypadku niepomyślnych wyników Konkursu – ktoś myślał jak projektował.

20150510_100933

20150510_100445

Pierwszym miejscem, które odwiedziła nasza ekipa było centrum akredytacyjne. Tam ekscytacja eurowizyjna się zaczęła! Choć nie napotkaliśmy tam z początku innych dziennikarzy (przybyliśmy na miejsce bodajże jako pierwsi), w pomieszczeniu dało się odczuć konkursową atmosferę. Wolontariusze byli raz bardziej mili, raz mniej, raz komunikatywni, innym razem nie zwracający na nas uwagi, jednak sam proces uzyskiwania akredytacji poszedł jak bułka z masłem. Ucieszeni, obdarowani torbami pełnymi prezentów, ruszyliśmy w miasto – trzeba przecież coś zobaczyć, zanim praca zacznie się na serio! Wracając do toreb prezentowych – czego tam nie było! Kabanosy, praliny kiełbasiane, wafelki, precelki, kupony rabatowe, uchwyty rowerowe do telefonu, płyty z muzyką klasyczną, stosy ulotek, magazynów… Szkoda jednak tylko, że stricte z Eurowizją powiązanych gadgetów było stosunkowo mało. Oczywiście obowiązkowo w torbie ze sloganem Building Bridges znalazł się oficjalny program, info dla prasy, kilka ołówków, długopis i notes ze sloganem tegorocznej ESC, ale czymże to było przy lawinach innych drobiazgów z logami sponsorów.

Po obowiązkowym zwiedzaniu miasta (oczywiście przepięknego, Austriacy mają rozmach architektoniczny) nasza ekipa wybrała się do centrum prasowego. Jak myślicie, jak w środku czuje się osoba, która w miejscu takim jak to znajduje się po raz pierwszy? No oczywiście, jedno wielkie WOW! Czasami ludzie mogli się dziwnie patrzyć na Waszą redaktorkę, która co chwila wydawała z siebie okrzyki pełne zachwytu w stylu: ‚O jejku jak tu ładnie, o jejku, mają tu kabiny do robienia wywiadów, o jejku właśnie zobaczyłam Jana Olę Sanda! Aaaaa!’

20150510_160231

Oficjalne otwarcie Centrum Prasowego zajęło może 15 minut i pełne było momentami nudnawych przechwałek organizatorów, co jak co jednak, przyznać trzeba że Austriacy odwalili kawał dobrej roboty. Hala, jak do tej pory, nie pozostawia nic do życzenia, wolontariusze obsługujący centrum akredytacyjne oraz  Pigeon Holes (z materiałami prasowymi dla dziennikarzy) pracują bez zarzutu, a całe miasto pełne jest eurowizyjnych akcentów. Na placu ratuszowym buduje się Euro Village, gdzie każdy, nawet nie zainteresowany ESC, będzie mógł poczuć klimat konkursu. Oby tak dobrze było dalej!

Pomimo tego, że po centrum prasowym przechadzały się takie osobistości eurowizyjnego światka redakcyjnego jak Willy z Wiwibloggs, Mike z ESCKAZ czy zwariowany Szkot będący ojcem kukiełki Terrego, w Centrum Prasowym była bardzo spokojnie. Nawet aż za spokojnie… Oczywiście trafiła się grupka ludzi nucąca na całe gardło Te Deum, a starzy znajomi z poprzednich Eurowizji witali się serdecznie, jednak Centrum Prasowe nie żyje jeszcze pełnią życia… Istna cisza przed burzą. Jak jednak to miejsce wyglądać będzie w dniu jutrzejszym, kiedy to rozpoczną się wreszcie próby? Spłynie na wszystkich duch sportowej rywalizacji? Ja już nie mogę się doczekać, a Wy?

Wasza HoSanna