Zaczynamyyyyyy czyli Oh My God x 50000!

Dzień drugi. Eurowizyjne emocje rosną. Centrum Prasowe ciągle robi wrażenie, dziś wydaje się być nawet jeszcze bardziej niesamowite niż wczoraj. Wyobrażacie sobie że nawet wniesiono żywe roślinki do środka?! Dziennikarze rozpieszczani są przez masę różnego rodzaju przekąsek, między innymi  najbardziej zjeść mogą najbardziej polski owoc na świecie – jabłko. Wejście do CP przypomina bramki na lotnisku – nic niedozwolonego się nie przemyci! Za to w środku jest bardzo przytulnie i sympatycznie. Wśród dziennikarzy panuje bardzo rodzinna atmosfera – nie mam porównania z innymi wielkimi imprezami, ale wiem na ESC większość dziennikarzy zjednoczona jest wspólną pasją.  Feel the magic of Eurovision Family!

Dziś rozpoczęły się pierwsze próby! Jest to czas w którym rewidujemy swoje zdanie na temat poszczególnych piosenek, ponieważ to co się dzieje na scenie potrafi kompletnie odmienić nasze uczucia. Nasi faworyci przestają się nam podobać, a wrażenie na nas robią utwory, które byśmy o to wcześniej nawet nie podejrzewali.  W taki razie – co się dziś wydarzyło na scenie?

Niestety z przyczyn technicznych próbę Mołdawii obejrzeć można było w Centrum Prasowym tylko jeden raz. Trochę niemiłym posunięciem ze strony organizatorów było umieszczenie video z pierwszego występu w internecie, zanim jeszcze dziennikarze zgromadzeni w CP ją zobaczyć na żywo. No i cóż ta Mołdawia? Nie należała do faworytów fanów. Ja sama stwierdziłam, że producentów coś przyćmiło, skoro postanowili ustawić właśnie ten kraj z pierwszą pozycją startową i to w pierwszym półfinale! Chcieli skutecznie odstraszyć telewidzów pierwszym występem czy co? Spodziewać można się było kiczu, kicz więc był, jednak, jak się okazało, nie w tak bardzo ciężko przyswajalnej formie… Fakt że występ z udziałem tancerzy ubranych w policyjne wdzianka mógł przywodzić na myśl… tani pornol, jednak odbiór całkowity nie był zły! Takie to ‘eurowizyjne’. Zaś ujęciu na pośladki tancerki w Centrum Prasowym towarzyszyło głośne ‘uuuuuuuu’. Prawie jak cycuszki naszych Słowianek!

Armenia… Ci którzy znają się na technicznych aspektach, narzekają na słabą pracę kamer, mi osobiście nie podobały się ujęcia przy ormańskim występie – szóstka artystów wyglądała bardzo malutko, nawet przy ujęciach z góry, które powinny robić największe wrażenie (za to wizualizacje na podłodze Armenia ma przegenialne). Jak się potem okazało słabe ujęcia nie były tylko problemem przy występie nr 2… Niesamowite wrażenie robią zaś skumulowane wokale całej szóstki.  Za to stroje są zbyt mdłe i za ciemne jak dla mnie. Słyszy się głosy że jest to na tyle przemyślany występ, z dobrą historią w tle, że Armenia spokojnie awansuje. Jak będzie? Zobaczymy.

Ormianie potem przez cały dzień chwalili się tym co mają najlepsze, czyli wokalami, więc raz po raz usłyszeć można było ich popisy z kabin wywiadowych.

Belgia! Jak dla mnie czarny koń tegorocznego konkursu! Rewelacyjny występ, rewelacyjnie dobrane chórki, które jednocześnie pełnią rolę zaplecza tanecznego, noooo i oczywiście rewelacyjna piosenka, ale jak wiadomo, to ostatnie jest już moim personalnym odczuciem. Zachowany w biało-czarnych barwach występ zrobiony jest na światowym poziomie. Loic Nottet zaś dzięki swojej naturalności zbierał owacje od zebranych w Centrum Prasowym dziennikarzy. Wokalista zakończył pierwszą próbę w innym miejscu niż zamierzał, co skwitował absolutnie przeuroczym ‘sorry’. Coś też wydarzyło się w trakcie drugiej próby, nie mogliśmy jednak dowiedzieć się o co dokładnie chodzi, ponieważ w jej trakcie nie działał dźwięk. Szkoda, bo było czego posłuchać. Dobrze że było na co popatrzeć. Mam oczywiście na myśli występ, chociaż i sam Loic jest niczego sobie.

O tym że chcę wygranej Belgii usłyszeli ode mnie członkowie belgijskiej delegacji, sam Loic oraz prawdopodobnie czytelnicy jednego z popularnych portali eurowizyjnych, bo gdzieś tam mi się kazali wypowiedzieć do kamery. Mam nadzieję że nie zapeszyłam i ten niedoceniany w ostatnich latach kraj wreszcie zajmie dobrą pozycję.

Pojawieniu się na ekranie występu holenderskiego towarzyszyło głośne ‘woooooooo’ wydobywające się z ust wszystkich dziennikarzy zgromadzonych w Centrum Prasowym. I moje ciche ‘o boszszszz co ta kobieta zrobiła…’. To co zobaczyłam na scenie, sprawiło, że przestałam wierzyć w dobre miejsce Holandii, które wcześniej uważałam za pewne. Smutny staging, dziwne stroje chórków oraz Trintije (dekolt dosłownie do pępka, chyba można powoli mówić o posłowiankowym trendzie na odsłanianie kobiecego ciała), kiczowaty fluorescencyjny napis ‘LOVE’ na palcach wokalistki oraz żałobna siatka na oczy. Mam wrażenie że występ jest nie do końca przemyślany i powrzucane są do niego przypadkowe elementy mające zwracać na siebie uwagę widza, jednak jest ich tak dużo, że od tego natłoku może rozboleć głowa. Holandio, czyżbyś zapomniała że to na prostocie zdobywałaś serca Europy? Fakt że chyba sama Trintije zauważyła że coś jest nie tak, bo przy każdym kolejnym występie widzieliśmy inne siatki na twarzy oraz zmieniane poszczególne ujęcia, dzięki czemu występ z ‘tragicznego’ zrobił się ‘znośny’.

Finlandia. Za wiele mówić nie trzeba. Występ nie zaskakuje. Nie w nim siła kontrowersji tej piosenki. O innych kwestiach nie będę wspominać, już wystarczająco się na ten temat nadyskutowano. Można jednak wspomnieć że miłośnicy klimatu punkowego nie będą zawiedzeni.

Greczynka również pokazała cyce. I dobry występ. Prosty. Rączką macha niczym Conchita, suknię ma obsypaną cekinami, jej występ okraszony jest rewelacyjną grą świateł… Jest tu to, czego zabrakło u Holandii – moc prostoty. Jeśli komuś marzyła się przerwa w awansach Grecji, to trzeba powiedzieć: sorry, not this time!

Estonia prawdopodobnie chciała się odciąć od porównań z zeszłoroczną Holandią, więc Stig i Elina zaprezentowali odmienny występ względem tego, co mogliśmy zobaczyć w selekcjach. I chyba gorszy. Na pewno nie godny zwycięstwa, przynajmniej na daną chwilę. Praca kamer w tym przypadku pozostawia wiele życzenia, choć sam pomysł nie jest zły – za wokalistami pojawiają się i znikają w odpowiednich momentach ich długie cienie, niby w świetle otwartych drzwi. Jednak bez dobrych ujęć nie będzie sukcesu, zwłaszcza że wokalnie też nie jest tak dobrze jak mogłoby być. Najgorzej było w pierwszym występie. W drugim podszlifowali i ujęcia i wokale, ale popsuli… wizuajlizacje! Widać że Estończycy cały czas coś poprawiają, dla mnie jednak ciągle brakowała ‘pierwiastka zwycięzcy’. Czy uda im się go odnaleźć przed Konkursem?

Macedonia ma chyba zamiłowanie do stylu hip-hopowego. I zamiłowanie do wciskania go gdzie nie trzeba…Tak, i w tym  roku mamy hip hop dance! I murzynów! W tle starożytne kolumny i lecące liście. Strój Daniela to stylowy misz masz. Już myślałam że po musztardowych gumiakach z selekcji Kajmakoski nie odwali już nic gorszego… Och Macedonio! Dlaczego? Dobrze że chociaż wokal jest niesamowity. Czy to jednak wystarczy do awansu?

Próba Macedonii była ostatnią, którą dziś obejrzeliśmy. I niestety jedną z gorszych. Razem z Holandią wiodą prym w najbardziej przesadzonych występach. Najlepsze to zdecydowanie Belgia i Grecja. Reszta jest po prostu okej. Druga część prób pierwszego półfinału odbędzie się jutro. Wtedy będzie można oceniać realne szanse poszczególnych krajów na awans. Tymczasem przejdźmy do kwestii konferencji prasowych…

Denerwującą rzeczą jest fakt, że trzeba non stop biegać z miejsca gdzie można obejrzeć próby do miejsca gdzie odbywają się konferencje z uczestnikami. Przez co można coś przegapić. Ja skupiłam się bardziej na oglądaniu występów. Pierwszą część konferencji przez to odpuściłam sobie niemal całkowicie. Udało mi się jednak cyknąć fotki z Eduardem i Loiciem (i zamienić przy okazji z tymi sympatycznymi chłopakami dwa zdania) oraz odsłuchać fragmentu konferencji Trintije. Za to część drugą zaliczyłam w całości. Hala konferencyjna jest bardzo przytulna, ale nie ukrywajmy, mała. W czasie konferencji po półfinałach i finale ciężko się będzie dopchać do środka. Prowadzące spotkania Meet & Greet były absolutnie przeurocze  – jedną z nich, Katie Belowitsch, zapewne kojarzy wielu fanów ESC.

Drugą serię konferencji rozpoczęła  Finlandia. Jak się okazuje, nie wypadła tak źle, jak wróżyło jej wielu fanów ESC. Szczególnie dobre wrażenie zrobił basista, płynnie mówiący po angielsku oraz błyszczący zdrowym dystansem do wszystkiego. Zapytany o to, czy jest miejsca dla punku na Eurowizji, odpowiedział: Oczywiście, przecież to też jest muzyka!’. I o to chodzi! Greczynka bardziej niż jak matka trójki dzieci wygląda jak chodząca sexbomba. I w sumie też zachowywała się jak uczestniczka konkursu miss. Estończycy byli po prostu uroczy, a Daniel…. no wiecie, mogłabym się nad nim rozpływać godzinami! Zresztą oświadczył mi się… serio! Awwwwww!

Pierwszy dzień prób za nami. Ufffff, jest cudnie, choć z lekka wyczerpująco. Ale i tak ciężko się doczekać kolejnego dnia! I taka refleksja: Eurowizja to nie konkurs, Eurowizja to styl życia…

Wasza HoSanna