Szef delegacji eurowizyjnej Czarnogóry grozi, że jeśli Europejska Unia Nadawców nie wyjaśni anulowania punktów jury podczas finału konkursu, nadawca RTCG nie wystartuje w przyszłorocznym show.

Sabrija Vulić, szef eurowizyjnej delegacji Czarnogóry poinformował, że decyzja nadawcy o udziale w przyszłorocznym konkursie będzie bardzo ściśle zależała od Grupy Referencyjnej Europejskiej Unii Nadawców, która anulowała głosy jurorów Czarnogóry w finale Eurowizji 2015. Jak informuje Vulić, nadawca RTCG skierował do EBU pismo z prośbą o wyjaśnienie, dlaczego punkty zostały odrzucone i na jakiej podstawie Unia uznała, że członkowie jury nie mogą mieć zbliżonego gustu i w podobny sposób ocenić finałowych piosenek. „Graliśmy fair, ale płacimy wysoką cenę za czyjeś kaprysy” – komentuje pracownik stacji, dodając, że nadawca już poniósł szkody moralne, gdyż media lokalne po Eurowizji mówiły głównie o skandalu z punktami jury, a nie o sukcesie Kneza i ballady „Adio”. Wokalista zajął dla swojego kraju 13. miejsce, najwyższe od udziału formacji No Name w 2005 roku w Kijowie, gdy Czarnogóra nie była jeszcze niepodległym państwem.

Według informacji podanych przez EBU zaraz po Eurowizji 2015, Grupa Referencyjna miała się w czerwcu skontaktować z nadawcami i wyjaśnić powód anulowania punktacji jurorów. Jak wynika z najnowszych doniesień z Podgoricy, do takiego spotkania na razie nie doszło. W podobnej sytuacji jest Macedonia, której głosy jurorów również zostały odrzucone. W tym przypadku mówi się o…zgubieniu formularzy przez osobę, która była łącznikiem między pięcioosobową komisją a nadawcą MKRTV.

Odrzucenie punktacji jurorskiej Czarnogóry i Macedonii oznaczało, że kraje te przyznawały głosy jedynie na podstawie gustu telewidzów. Najbardziej zyskały na tym kraje sąsiednie – Serbia i Albania otrzymały po 22 punkty, co dla Bojany stanowiło 41,5%, a dla Elhaidy aż 64,5% całego dorobku punktowego w finale. Zgodnie z regulaminem Eurowizji, każdy nadawca powinien zapewnić sprawiedliwe głosowanie jurorów i przeprowadzić głosowanie widzów, by móc zaprezentować Europie punktację w formacie 50/50. Niestety, co roku zdarzają się sytuacje, gdzie się to nie udaje. W tym roku w Gruzji, Azerbejdżanie, Czarnogórze i San Marino nie organizowano głosowania widzów w półfinałach. W finale EBU odrzuciła głosowanie jurorów Czarnogóry i Macedonii, więc tam decydowali tylko widzowie, z kolei w San Marino punktację tworzono jedynie na podstawie pięcioosobowego jury, gdyż zapewne nadawca nie zebrałby minimalnej ilości głosów od widzów, by zapewnić sprawiedliwy podział punktów i uniknąć manipulacji.

Źródło: Wiwibloggs, Vijesti, inf. własne; fot. SlobodnaEvropa.com (budynek stacji RTCG w Podgoricy)

2 KOMENTARZE

  1. Nie dziwię się Czarnogórze, bo są bardziej dobitne przykłady kwalifikujące się na wyciągnięcie konsekwencji. Przede wszystkim niech EBU ustosunkuje się i wyda oświadczenie w sprawie „zbliżonego gustu muzycznego” jurorów w Armenii, a także Azerbejdżanie. Głosowanie polegające na rokrocznym przyznawaniu przez pięć osób ostatniego miejsca sąsiadowi to farsa! Armenia i Azerbejdżan kompromitują nie tylko same siebie, ale całą Eurowizję. Kraje, które przenoszą swoje antagonizmy do świata muzyki (i nie tylko muzyki, np. sportu też), powinny być dyskwalifikowane. Jako fan Eurowizji jestem tym zniesmaczony i nie życzę sobie uprawiania przez nie polityki na festiwalu. Jak się nie umieją bawić z Europą, to do widzenia!