Sergey Lazarev
Andres Putting (EBU), zdjęcie pochodzi z materiałów udostępnionych prasie przez EBU, na zdjęciu reprezentant Rosji Sergey Lazarev, COURTESY OF SVT AND EBU
Największe, najstarsze i… najdroższe widowisko telewizyjne na świecie? Koszty organizacji Konkursu Piosenki Eurowizji to bajońskie sumy, choć ich dokładne oszacowanie często przysparza nie lada problemów. Czy to oraz koszty uczestnictwa sprawiają, że Eurowizja faworyzuje te bogatsze kraje? A jeśli tak, gdzie tu sprawiedliwość i równość, wpisane w DNA widowiska?

Jak przypominał w swoim artykule z maja 2019 roku Business Insider, kilka lat temu Royal Bank of Scotland wyliczył, jakie były koszty organizacji Konkursu Piosenki Eurowizji w latach 2010-2016. Z danych jasno wynikało, że najdroższa była edycja z 2012 roku z Baku. Nic dziwnego! Wówczas zdecydowano się na potrzeby wydarzenia… wybudować halę (Crystal Hall), która pomieścić mogła 23 tysiące osób.

Nawet Europejska Unia Nadawców była pomysłem stacji ICTIMAI zaskoczona i długo obawiano się, że organizatorzy nie zdążą w wybudowaniem obiektu na czas. W końcu jednak się udało, ale kulisy całego procesu wywołały międzynarodowe kontrowersje.

Tak przedstawiały się koszty organizacji Eurowizji w pierwszych sześciu latach mijającej dekady:

  • 2010 – Oslo – 37 mln dol. (około 145 mln zł.)
  • 2011 – Düsseldorf – 37 mln dol. (około 145 mln zł.)
  • 2012 – Baku – 64 mln dol. (aż 250 mln zł.)
  • 2013 – Malmö – 26 mln dol. (niemal 102 mln zł.)
  • 2014 – Kopenhaga – 54 mln dol. (blisko 212 mln zł.)
  • 2015 – Wiedeń – 42 mln dol. (ponad 164 mln zł.)
  • 2016 – Sztokholm – 20 mln dol. (około 78 mln zł.)

Z danych, które dostępne są w sieci wynika, że edycja z Kijowa pochłonęła około 20 milionów euro (ponad 90 mln zł.), ta z 2018 około 30 milionów euro (133,5 mln zł.), zaś zeszłoroczna w Tel Awiwie 28,5 miliona euro (blisko 127 mln zł.).

Eurowizja – zwrot kosztów i turystyka

Oczywiście poniesione koszty to tylko jedna strona medalu. Każdy organizator liczy na ich zwrot, przede wszystkim w formie wpływów z turystyki. I tak w ostatniej dekadzie najgorzej na organizacji Eurowizji z ekonomicznego punktu widzenia wyszedł Azerbejdżan. Do stolicy kraju przy okazji konkursu przybyło według serwisu Vox Ukraine jedynie 7 tysięcy osób, które łącznie wydały około 11 mln dolarów (nieco ponad 43 mln zł.). Stracili zatem aż 53 mln dolarów (równowartość blisko 208 mln zł.!).

W 2014 do stolicy Danii w związku z organizacją Eurowizji przybyło 40 tys. osób, co dało wpływy rzędu 20 mln dolarów (ponad 78 mln zł.), zaś przeprowadzone badania wykazały, że znakomita większość turystów planowała do tego kraju powrócić.

Jeszcze lepiej wypadła pod tym względem edycja z Wiednia: mimo że koszty wyniosły aż 42 mln dol. (ponad 164 mln zł.), w krótkim czasie zwróciła się znaczna część tej sumy: 33 mln dol. (ponad 129 mln zł.). Chodzi oczywiście o wpływy z infrastruktury, w tym bazy hotelowej, restauracji i komunikacji publicznej.

Natomiast bez wątpienia wrażenie robią liczby związane z edycją z 2013 roku. Mimo poniesienia kosztów w wysokości 26 mln dol. (niemal 102 mln zł.), Szwedom ostatecznie zwróciła się niemal cała kwota, bo aż 24 mln dol. (ponad 94 mln zł.).

Jak na tym tle wypada Tel Awiw? Średnio. Przychody z biletów i sponsoringu oszacowano na 12 mln dol. (ponad 47 mln zł.). Do tego jednak należy doliczyć wpływy z turystyki a organizacji Eurowizji w Izraelu była przedmiotem szeroko zakrojonych kampanii reklamowych, także tych wizerunkowych.

Składki, czyli kto płaci najwięcej na Eurowizję

Każdy kraj, który chce wziąć udział w danej edycji wydarzenia, musi uiścić ściśle wyliczoną przez EBU opłatę. Od czego zależy? M.in. od oglądalności Eurowizji w poprzednim roku, wysokości PKB, liczby ludności.

I tak najwięcej do kasy Europejskiej Unii Nadawców trafia z kieszeni bogatych krajów, czyli Niemiec, Francji, Hiszpanii, Włoch i Wielkiej Brytanii. Wiadomo, że składka tych pierwszych to około 363 tys. euro, czyli ponad 1 617 000 zł. Składka Hiszpanii to z kolei 356 tys. euro (ponad 1,5 mln zł.). Dane pochodzą z 2015/2016 roku.

W przypadku krajów mniejszych kwoty te są oczywiście niższe, choć nie zawsze. Wiadomo, że Holendrzy za udział w 2016 roku zapłacić musieli 250 tys. euro (ponad 1,1 miliona zł.), zaś drugie tyle wyniosły koszty uczestnictwa, w tym opłaty za ekipę towarzyszącą reprezentantowi, transport i pobyt na miejscu.

W innych państwach kwoty te wyglądają następująco (dane z 2017 roku): Rumunia – 130 tys. euro (ponad 570 tys. zł.), Grecja – 120 tys. euro (około 534 tys. zł.), Irlandia – 70 tys. euro (ponad 310 tys. zł.), zaś Czarnogóra – 23 tys. euro (nieco ponad 100 tys. zł.).

Ile Polska płaci za udział w Eurowizji?

Jak na tym tyle wypada Polska? Nikt do końca nie wie. W 2005 roku w kuluarach mówiło się, że za udział w Eurowizji Telewizji Polska zapłaciła równowartość około miliona złotych (ponad 220 tys. euro). Kwota ta jednak z pewnością uległa podwyższeniu. Z nieoficjalnych informacji wynika, że plasujemy się w czołowej 10., jeśli chodzi o wysokość składki członkowskiej, odprowadzanej rokrocznie.

Czy Eurowizja faworyzuje bogate kraje?

Przychodzi wreszcie odpowiedzieć na pytanie postawione na początku tego felietonu. W moim odczuciu: z całą pewnością. Koszty związane z organizacją wydarzenia są ogromne. O problemach finansowych, z jakimi borykali się w tej materii poszczególni nadawcy, głośno było m.in. w 2017 i 2019 roku. Wówczas pomocy (zwrotnej lub bezzwrotnej) udzielać musiały rządy odpowiednio Ukrainy i Izraela.

Od lat fani Eurowizji zadają sobie zresztą pytanie, co by się stało, gdyby to San Marino wygrało konkurs. Czy wtedy spotkalibyśmy się we Włoszech? Co z innymi krajami, takimi jak Albania, Macedonia czy Cypr, które nie dysponują odpowiednią halą/zapleczem, co nie jest żadną tajemnicą?

Poza wszystkim również spojrzeć należy na koszty samego uczestnictwa. Wiadomo, że kraje, w których konkurs cieszy się dużą popularnością, przeznaczają na ten cel ogromne kwoty. Nie chodzi nawet o samego reprezentanta, ale towarzyszące mu osoby, w tym makijażystów, choreografów, czasem nawet opiekę psychologa i szeregu innych specjalistów.

Ogromne zainteresowanie budzi również sam występ i to, jakie kwoty są na jego rzecz przeznaczane. Osławiona już prezentacja Siergieja Łazariewa z Rosji w 2016 roku miała pochłonąć kilka milionów euro! Czy kwotę taką byłyby w stanie wyłożyć mniejsze państwa?

Koszty Eurowizji: krzesła, dymy i… bajońskie sumy

Każdy zresztą przedmiot wniesiony na scenę to duży koszt. Za samo krzesło kilka lat temu trzeba było zapłacić równowartość 800 złotych. Osławiony już dym to kwota rzędu kilkunastu tysięcy złotych.

Odpowiadając zatem na pytanie: Eurowizja pod względem finansowym nie jest sprawiedliwa. Mam tu na myśli przede wszystkim zaplecze poszczególnych krajów i ich możliwości, zapewnianie reprezentantowi opieki na miejscu oraz same przygotowania do występu. Nie wspominając o prezentacji scenicznej.

Nic dziwnego, że nadawca z San Marino, co również nie jest tajemnicą, chce od swojego reprezentanta pieniędzy na cały projekt eurowizyjny. Włoska wokalistka Arisa, zwyciężczyni Sanremo 2014, miała ujawnić, że otrzymała takową propozycję. Koszt? Około 300 tys. euro (ponad 1,3 mln zł.) na cały projekt, w tym składkę, występ i jego oprawę.

Eurowizja nie dla mniejszych państw?

To kwestia złożona. Przede wszystkim dlatego, że dla Czarnogóry, San Marino, Albanii, Malty czy Cypru to przede wszystkim okazja do zaprezentowania swojej kultury na arenie międzynarodowej. Część osób z delegacji nie ukrywa, że szczytem ich marzeń jest awans do finału.

Inni, a ma być to informacja potwierdzona przez członków kilku delegacji w kuluarowych rozmowach, posuwają się do korupcji i płacenia jurorom za oddawanie głosów na przedstawiciela ich kraju. Dużo mówiło się m.in. o punktowej przyjaźni między Maltą i Azerbejdżanem…

Eurowizja – czy to się opłaca?

Pod względem finansowym – niekoniecznie. Jednak organizacja Eurowizji i udział w niej to przede wszystkim inwestycja długoterminowa. Chodzi o szanse dla wykonawców z danego państwa na pokazanie się na arenie międzynarodowej. To może natomiast poskutkować ofertami współpracy od zagranicznych producentów i twórców.

Inna korzyść to oczywiście zaprezentowanie rodzimej kultury szerokiemu gronu widzów (około 200 milionów!). Natomiast dla osób z delegacji – przyjrzenie się za kulisami, jak wygląda logistyka tak ogromnego przedsięwzięcia na miejscu i szansa przeszczepienia niektórych rozwiązań na rodzimy rynek.

Gdy już wreszcie przyjdzie do samej organizacji, to niewątpliwie promocja państwa w Europie i na świecie i wpływy z turystyki. Te z kolei w kasie danego kraju pojawiać się mogą jeszcze długo po zakończeniu widowiska.

Nie zapominajmy jednak, że bez względu na wszelkie wyliczenia, Eurowizja to przede wszystkim najstarsze i bezkonkurencyjne widowisko telewizyjne na świecie, z tysiącami fanów, u podstaw którego leży idea solidarności ponad podziałami.

Źródło: Wp Finanse, Business Insider, Vox Ukraine, Oikotimes, inf. własne

Zdjęcie: Eurovision.tv

Poprzedni artykułTropem gwiazd Eurowizji: The Common Linnets
Następny artykułSerbia postawi na Hurricane?
Konrad Szczęsny
Jestem absolwentem warszawskiej polonistyki, na co dzień związanym z polskim show-biznesem. Prywatnie jestem sympatykiem Konkursu Piosenki Eurowizji, który oglądam od 2005 roku, choć pierwszą transmisję śledziłem już w 1994 r. (pamiętam występ Edyty Górniak). 10 lat później usiadłem przed telewizorem, oglądając Eurowizję w Stambule i tak zaczęła się moja przygoda z konkursem już jako bardziej świadomego widza. Swego czasu związany byłem z Dziennikiem Eurowizyjnym. Moją ulubioną polską piosenką eurowizyjną jest ta zaprezentowana w Oslo w 1996 r. przez Kasię Kowalską, czyli utwór "Chcę znać swój grzech". W redakcji opiekuję się Francją i Grecją, wcześniej była to jeszcze Belgia, Cypr oraz Czechy.