Australia nie jest pierwszym nieeuropejskim państwem, które weźmie udział w konkursie Europejskiej Unii Nadawców. Eurowizja już dawno przekroczyła bowiem granice kontynentu…

Informacja o debiucie Australii w Eurowizji 2015 szybko stała się tematem numer jeden w Internecie i nie chodzi tu tylko o fanów konkursu, ale i o europejskie czy australijskie media. Fani podzielili się na zwolenników i przeciwników pomysłu EBU, a w ruch poszły najróżniejsze argumeny, zaczynając od typowego „ten kraj nie leży w Europie” po wręcz ksenofobiczne wypowiedzi. Krytykuje się Eurowizję za zbyt duże ciągoty do eksperymentowania, istnieją też obawy, że tego typu proceder się powtórzy i w ciągu paru lat do konkursu dopuszczone zostaną różne inne kraje. Bukmacherzy, widząc zamieszanie które narobił ten najmniejszy kontynent świata, szybko zaczęli typować reprezentanta Australii do zwycięstwa, co przeraża tych konserwatywnych miłośników konkursu. Ze sporą krytyką spotkał się również pomysł, by Australii przyznać gwarantowane miejsce w finale i zezwolić jej na głosowanie w obydwu półfinałach. Z drugiej strony umieszczenie tego kraju w jednym z półfinałów na pewno wywołałoby histerię wśród nadawców startujących w danej grupie obawiających się tego, że reprezentant państwa z drugiej półkuli zabierze komuś miejsce w finale.

W samej Australii poruszenie jest niewiele mniejsze. Czołowe telewizje i tytuły prasowe oraz internetowe poinformowały o udziale kraju w Eurowizji, przeważa atmosfera ekscytacji i radości, że jedna z lokalnych gwiazd muzyki będzie miała szansę występować przed tak dużą europejską widownią, a widzowie po raz pierwszy w historii będą mieć realny wpływ na wyniki konkursu. SBS, nadawca australijski, emituje konkurs od 30 lat, organizowane są specjalne głosowania internetowe na faworytów, ale zawsze traktowane to było jako zabawa. Teraz na poważnie dyskutuje się o tym, które kraje zyskają na głosowaniu Australii (wymienia się tu m.in. Wielką Brytanię, Irlandię, ale też Grecję czy nawet Macedonią) oraz które narody zdecydują się przekazać punkty państwu, w którym „kangur mówi dobranoc”. Nadawca australijski nawiązał współpracę z TV Blink i wspólnie dokonają wyboru reprezentanta oraz piosenki. Część artystów sama zgłosiła chęć udziału (np. The Veronicas), a o innych walczą fani. Powstały już m.in. petycje dotyczące wysłania do Wiednia Kylie Minogue. Decyzja ma zapaść na początku marca.

Najwierniejsi fani Eurowizji na pewno wiedzą, że Australia to nie pierwszy kraj spoza Europy, który startuje w konkursie. Jest to jednak pierwsza w historii sytuacja, w której dany kraj został zaproszony do udziału w finale, a będzie miał prawo do powrotu tylko wtedy…jeśli zdobędzie Grand Prix. Pierwszym państwem, które nie leży w Europie, a wzięło udział w Eurowizji był Izrael, który zadebiutował w 1973 roku, a swoją konkursową historię (pełną wzlotów i upadków) tworzy po dziś dzień. W 1980 roku z prawa do udziału w konkursie skorzystało Maroko, jednak w tym przypadku uczestnictwo skończyło się tylko na jednej piosence, która zresztą zajęła przedostatnie miejsce. Rok później tego państwa afrykańskiego zabrakło, ale zadebiutował kraj należący aktualnie do Unii Europejskiej, ale często wymieniany jako państwo Azji – Cypr. Najnowsza historia Eurowizji przyniosła nam trzech kolejnych debiutantów z pogranicza Europy i Azji – Armenię (2006), Gruzję (2007) i Azerbejdżan (2008). Wprowadziły sporo egzotyki, dobrych i złych wokalistów oraz kontrowersji, co jednym się podoba, a drugim już niekoniecznie. Należy jednak pamiętać, że Eurowizja to konkurs Europejskiej Unii Nadawców, a organizacja skupia media publiczne Europy, ale też te z krajów basenu Morza Śródziemnego czy Zakaukazia. Często spotyka się to z niezrozumieniem „niedzielnych” widzów konkursu, którzy przecierają oczy ze zdumienia widząc w stawce Izrael czy Azerbejdżan. Pada wtedy słynne pytanie, które denerwuje fanów konkursu – „Co tu robi ten kraj, przecież on nie leży w Europie!”.

Co ciekawe, Eurowizja pamięta próby debiutu paru innych państw, co to leżą raczej koło Europy, niż w jej granicach. W 1977 roku na pomysł udziału w konkursie wpadła Tunezja, której nawet przypisano już pozycję startową, ale telewizja RTT ostatecznie zrezygnowała z wystawienia reprezentanta, ponieważ nie chciała rywalizować z Izraelem. W 2007 roku nadawca z tego kraju poinformował, że na wyraźny rozkaz rządu tunezyjskiego nie będzie brał udziału w Eurowizji. Z powodu konfliktu z Izraelem swojego wykonawcy na Eurowizję 2005 nie wystawił też Liban. Stacja Tele Liban zaskoczyła fanów planami eurowizyjnymi i wszystko wskazywało na to, że dojdą one do skutku. Reprezentantką została Aline Lahoud, której utwór „Quand tout s’enfruit” spodobał się miłośnikom ESC. Niestety, gdy nadawca pokazał światu swoją własną stronę internetową poświęconą Eurowizji, okazało się, że na spisie uczestników nie ma Izraela. Po długich rozmowach z EBU ostatecznie nie udało się przekonać Libańczyków by zagwarantowali transmisję występu reprezentantki izraelskiej stacji IBA – Shiri Maimon. Pomysł emitowania reklam w tym czasie nie spotkał się z aprobatą Unii Nadawców i Liban został zdyskwalifikowany.

Od paru lat do drzwi Eurowizji pukają Kazachstan i Katar. Widzowie z tego pierwszego kraju od lat mogą śledzić konkurs i marzą o tym, by ich reprezentant mógł kiedyś tam się pojawić. Niestety EBU już kilkakrotnie studziła zapał Kazachów informując, że ich nadawca publiczny nie może zostać aktywnym członkiem EBU, a co za tym idzie, nigdy nie zadebiutuje na Eurowizji. Na otarcie łez delegacja kazachska została kiedyś zaproszona na jedną imprezę w ramach Eurowizji dla Dzieci 2013 w Kijowie, a od dwóch lat ten kraj uczestniczy w konkursie Turkowizja, który póki co musi im wystarczyć. Katar zainteresował się ESC w 2009 roku, wysłano nawet lokalną delegację do Moskwy i emitowano cotygodniowe show „12pointsqatar” w jednej ze stacji radiowych. Do tej pory jednak kraj nie ma nadawcy publicznego w EBU i raczej nie zanosi się na zmiany w tym temacie. Chociaż, po ostatnich Mistrzostwach organizowanych w tym kraju na pewno częściej pojawiać się będą żarty, że skoro Katar zechce wystartować w Eurowizji, to po prostu sobie ją kupi.

https://www.youtube.com/watch?v=IEphvYf1sNg

Europejska Unia Nadawców zezwala na udział w Eurowizji tylko nadawcom, którzy są aktywnymi członkami organizacji, chociaż od reguły są wyjątki. W 1987 roku Kanada zadebiutowała na Eurowizji dla Młodych Tancerzy. Tanecznego reprezentanta tego amerykańskiego kraju spotkać można było również w 1989 roku, ale już dwa lata później stacja CBC zrezygnowała z uczestnictwa, transmitując jednak widowisko. Aktualnie na liście aktywnych członków EBU, którzy w każdej chwili mogą zapłacić składkę i uczestniczyć w ESC są m.in. Algieria, Egipt, Jordania i Libia. Kraje te nie wykazują jednak żadnego zainteresowania konkursem, zapewne z powodu różnic kulturalnych. Telewizja australijska SBS ma status stowarzyszonego członka EBU. Poza nią takowy status posiadają także media z m.in. Bangladeszu, Gambii, Iranu, Japonii, Malezji, Kuby, Nepalu, Nowej Zelandii, Stanów Zjednoczonych, Syrii czy Zimbabwe. Opcji i kombinacji jest dużo, więc jeśli pomysł z corocznym „zapraszaniem” gościa specjalnego się przyjmie, czeka nas wiele ciekawych występów i reprezentacji. Czekając więc na wybór reprezentanta Australii przypomnijmy sobie występ kraju, który nie dość że już nie startuje w ESC to w ogóle już nie istnieje. Jugosławia śpiewała kiedyś piosenkę o Brazylii, może kiedyś Brazylia na Eurowizji zaśpiewa o Jugosławii?

Felieton Macieja Błażewicza na podstawie źródeł: Wikipedia, Eurovoix

10 KOMENTARZE

  1. Nie rozumiem dlaczego Kazachstan nie moze wystepowac w ESC.
    owszem, jest ryzyko ze konkurs sie „zazjaci” ale coz.
    Juz teraz sie „wschodniozeuropeizował” i wiele panstw starej Europy nie czuje sie jak u siebie w domu.
    Nie mam nic przeciwko aby panstwa pro-europejskie (Australia, Nowa Zelandia) wystepowały na stałe. Jedyne co mi sie nie podoba to własnie zbyt wiele piosenek zbyt orientalnych. Czarna Afryka i Muzułmanski Wschod powinien zostac przy swojej kulturze i byc zapraszany goscinnie.
    A Australia bedzie w tym roku w TOP3 i powinna w przyszłym roku tez byc, ale od połfinału.
    Przez Polakow przemawia raczej niedopieszczenie, tak bardzo by chcieli aby ktos głosował na Polske, a tu wciskaja im konkurentow spoza Europy.

  2. Co tu dużo gadać, EBU połasiło się na australijskie dolary. Australia to ogromny kraj z dużą ludnością więc pewnie i składka była na tyle sowita (pewnie jedna z największych) że dopuszczono Australijczyków do Big 5 i EBU pewnie było zachwycone.

  3. Artykuł bardzo dobry. A jego zakończenie zastanawiające…… Już w tym momencie konkurs ten jest tylko z nazwy.
    Odniosę się do tego fragmentu: ” Telewizja australijska SBS ma status stowarzyszonego członka EBU. Poza nią takowy status posiadają także media z m.in. Bangladeszu, Gambii, Iranu, Japonii, Malezji, Kuby, Nepalu, Nowej Zelandii, Stanów Zjednoczonych, Syrii czy Zimbabwe. Opcji i kombinacji jest dużo, więc jeśli pomysł z corocznym „zapraszaniem” gościa specjalnego się przyjmie, czeka nas wiele ciekawych występów i reprezentacji”. Proponuję się zastanowić nad tym, gdzie konkurs się będzie odbywał, w momencie wygranej takiego „niespodziewanego gościa”, jeśli coś takiego będzie co roku. W tej kwestii jestem rygorystyczny. Pewna część tradycji powinna zostać zachowana. Klasyczna Eurowizja była z jednym koncertem – sobotnim. A od wprowadzenia półfinału, a potem półfinałów wszystko zaczęło się „sypać”. Chyba rzeczywiście Australia sowicie zapełniła skarbiec Eurowizji, skoro startuje w konkursie i to jeszcze dawno po terminie, do którego miały się zgłaszać kraje startujące w imprezie. Zobaczymy, jakie opinie będą się pojawiały, gdy widzowie będą „dla żartów”, albo „dla jaj” głosować na „egzotykę konkursową” ?

  4. Brawo panie Macieju! Świetny i bardzo ciekawy artykuł! Nie mam tu nic do dodania, oprócz tego, że ogólnie, to pomysł EBU podoba mi się oraz tego, że w sumie teraz nie powinni robić przeszkód Kazachstanowi – na pewno w sprawie jakiegoś rodzaju członkostwa w EBU i chociaż występu gościnnego, a może nawet zwykłego statusu uczestnika.

  5. Mam nadzieję, że kraj ten zagości w konkursie tylko na jedną edycję. Liczę na to, że jeśli widzowie będą dla żartu głosować na Australię, to może jury jakoś zrównoważy te głosy. Choć też z tym bywa różnie 🙁