Eurowizja 2010: zwyciężczyni konkursu, Lena z Niemiec, fot. eurovision.tv

Choć może trudno w to uwierzyć, mija właśnie dziesięć lat od zwycięstwa Leny z Niemiec, która szturmem podbiła największą europejską scenę. Eurowizja odbyła się wtedy w Oslo i znacznie różniła się od poprzedniej edycji w Moskwie. Co działo się podczas konkursu w 2010 roku i co czyni go wyjątkowym?

Koniec pierwszej dekady XXI wieku można określić w kontekście konkursu jako trudny czas. W tamtym czasie Eurowizja była postrzegana jako festiwal kiczu, a łatka, która do niej przylgnęła wciąż jest żywa, mimo znacznego podniesienia poziomu muzycznego. Jakby tego było mało to okres kryzysu gospodarczego, który zbierał w wielu krajach potężne żniwa. W efekcie część nadawców, niezadowolonych ze swoich wyników w konkursie, odmówiło udziału w edycji w 2010 roku, tłumacząc decyzję problemami finansowymi. Inni wiązali koniec z końcem, by wystawić swojego reprezentanta w kolejnym roku.

Eurowizja 2010: logo konkursu, fot. eurovision.tv

Eurowizja 2010: kto wystąpił?

Niespełna dwa tygodnie po zwycięstwie Alexandra Rybaka w Moskwie, postanowiono, że Eurowizja 2010 odbędzie się w Oslo i jego obszarze metropolitarnym. Choć brano pod uwagę kilka obiektów, tylko Telenor Arena mogła zapewnić wszystkie warunki niezbędne do zorganizowania konkursu, co ogłoszono już 3 lipca. Choć dziś, znając tamtejsze realia, może wydawać się to nieprawdopodobne, organizatorzy spodziewali się udziału rekordowej liczby krajów. Wiadomo było, że po rocznej absencji do rywalizacji wróci Gruzja. Swoje zamiary partycypacji ogłaszały też kraje, które zrezygnowały z Eurowizji na kilka lat: Austria, Luksemburg, Monako czy San Marino.

Ostatecznie żadne z nich nie powróciło do konkursu. Dlaczego? Austria narzekała na nowy format, w którym głosy jury łączą się z głosami publiczności. Jeszcze wtedy Austriacy nie wiedzieli, że taki system oceny przyniesie im więcej pożytku niż szkody w kolejnych latach. San Marino nie mogło dojść do konsensusu w sprawie wyboru reprezentanta. Dla Luksemburga i Monako udział w Eurowizji w dobie kryzysu gospodarczego nie był sprawą priorytetową. Niestabilna sytuacja finansowa zmusiła Andorę, Czarnogórę i Węgry do rezygnacji z wydarzenia. Po serii blamaży i braku zainteresowania w kraju swoją odmowę zgłosiły także Czechy. Do końca nie był pewny udział Litwy, która planowała wycofać się po tym jak straciła zewnętrzne źródło finansowania.

Co ciekawe, to właśnie w 2010 roku zaczęto głośno mówić o pomyśle debiutu Lichtensteinu. Nie doszło do niego aż do dzisiaj. Pomysł partycypacji w konkursie wysunęli też Walijczycy. Wtedy odmówiono im ze względu na to, że Walia nie jest niepodległym krajem.

Eurowizja 2010: zmiana zasad głosowania

Eurowizja 2010 była pierwszym konkursem, w którym wprowadzono w pełni mieszane głosowanie. To znaczy, że zarówno o wynikach półfinałów, jak i finałów głosowali i jurorzy, i telewidzowie. Pięcioosobowy skład jury w każdym kraju typował najlepszych ich zdaniem dziesięć piosenek, którym przyznawał punkty w skali eurowizyjnej. W polskim jury zasiadły osoby związane z TVP, Zuzanna Łapicka, wieloletnia szefowa redakcji rozrywki, Maria Szabłowska, oraz muzycy, Marek Kościkiewicz, Krystyna Prońko czy Michał Grymuza.

Eurowizja 2010: Marcin Mroziński na scenie w Oslo, fot. eurovision.tv

Wprowadzenie głosów jury już w półfinale konkursu miało wpływ, choć niewielki, na ostateczny kształt finału. Gdyby liczyły się tylko punkty przyznane przez widzów, awans z szóstego miejsca uzyskałaby Finlandia. Jednak dopiero 15. pozycja w notowaniach jurorów sprawiła, że ostatecznie uroczy żeński duet Kuunkuiskaajat znalazł się pod kreską, na jedenastej lokacie. Z kolei gdyby tylko telewidzowie decydowali o wynikach drugiego półfinału, w finale zobaczylibyśmy zespół InCulto z Litwy i Annę Bergendahl ze Szwecji. Ich miejsce zajęli odpowiednio: zwyciężczyni Eurowizji 1993, Niamh Kavanagh z Irlandii i reprezentujący Izrael, Harel Skaat, jeden z ówczesnych faworytów OGAE.

Co ciekawe, na zmianie zasad głosowania nie stracił Marcin Mroziński. Gdyby liczyć tylko głosy telewidzów, nasz reprezentant zająłby i tak 13. miejsce. Nieco wyżej uplasowali go jurorzy w swoim rankingu, tj. na 11. pozycji.

Przeczytaj więcej o udziale Polski w Eurowizji 2010!

Eurowizja 2010: Lena z Niemiec spodziewaną zwyciężczynią

W finale bezkonkurencyjna okazała się Lena z Niemiec, która wygrała zarówno głosowanie jury, jak i telewidzów. Jednak przed finałem faworytów było kilku. Głównym była Dania, która z nośnym utworem na miarę hitów zespołu ABBA próbowała podbić eurowizyjną scenę. Mimo początkowego prowadzenia w głosowaniu i zdobyciu pięciu dwunastek (w tym od Polski), ostatecznie zespół Chanée and N’evergreen zajął czwarte miejsce. W kontekście szans na zwycięstwo mówiło się także o Azerbejdżanie, który zainwestował pokaźne środki w promocję artystki i występ sceniczny. Szansę na triumf miała turecka grupa maNga, laureat nagrody MTV w 2009 roku dla najlepszego europejskiego artysty. W stawce liczył się Tom Dice z Belgii z uroczą, prostą balladą Me and My Guitar. Z kolei Jessy Matador z Francji, którego eurowizyjny utwór stał się przebojem po finale konkursu.

Eurowizja 2010: na scenie Lena z Niemiec, zwyciężczyni konkursu, fot. eurovision.tv

To jednak 19-letnia Lena spodobała się europejskiej widowni najbardziej. Nastolatka wystąpiła z 22. numerem startowym, postrzeganym jako jeden z najbardziej korzystnych w konkursie. Wbrew panującemu trendowi na scenie pojawiła się tylko ona, bez tancerzy i innych efektów scenicznych. Prosty utwór chwycił publiczność i stał się hitem na Starym Kontynencie, w tym także w Polsce. Satellite jest do dziś chętnie graną piosenką przez rozmaite stacje radiowe.

Eurowizja 2010: dziesięć ciekawostek, o których warto pamiętać

  1. Eurowizja 2010 była jednym z najbardziej oszczędnych konkursów. Na jego realizację przeznaczono 17 milionów euro, czyli o 30% środków mniej niż wykorzystano przy organizacji wcześniejszej edycji w Moskwie.
  2. Oszczędność widoczna była także widoczna na scenie. Ta nie posiadała ekranów, które zapewniałyby możliwość zastosowania wizualizacji do prezentacji, co było technologicznym powrotem do przeszłości.
  3. Niewielu pamięta, ale gdy w 2010 roku Facebook w Europie jeszcze raczkował, fani konkursu stworzyli internetową petycję. W niej domagali się powrotu orkiestry na Eurowizję. Ich plany spełzły na niczym.
  4. Wszystkie nagrody Marcel Bezençona zgarnął Izrael. To jedyny taki przypadek, kiedy jeden kraj, w dodatku niezwycięski, wygrał zarówno nagrodę dziennikarzy, jak i artystyczną czy kompozytorów.
  5. Podczas występu Daniela Digesa z Hiszpanii na scenę wtargnął jeden z widzów. Ze względu na strój, łudząco podobny do tych, w które ubrani byli artyści, ochrona zareagowała dopiero po kilku sekundach. Z uwagi na incydent Hiszpania powtórzyła występ po wszystkich 26 piosenkach.
  6. Po raz pierwszy w dorosłej Eurowizji wziął udział uczestnik Eurowizji Junior. Była to Weronika Bochat, występująca na scenie z Marcinem Mrozińskim. W 2004 roku reprezentowała Polskę w dziecięcym konkursie jako część zespołu KWADro.
  7. Jedną z najbardziej charakterystycznych scen z Eurowizji 2010 był płacz Anny Bergendahl po tym, jak nie zakwalifikowała się do finału. To jedyny przypadek w historii, gdy szwedzki artysta nie uzyskał awansu do głównego koncertu.
  8. Milan Stanković z Serbii, porównywany wtedy ze względu na swoją fryzurę do Justina Biebera, otrzymał nagrodę im. Barbary Dex dla najgorzej ubranego artysty.
  9. Do dziś fani Eurowizji określają interval act z 2010 roku jako jeden najlepszych w historii. To popularny wówczas flash mob, który połączył widzów konkursu z różnych krajów.
  10. Przed konkursem murowaną faworytką do zajęcia miejsca w czołowej dziesiątce była Słowacja. Utwór Horehronie w ciągu kilku miesięcy od finału selekcji do Eurowizji zyskał ponad 10 milionów wyświetleń w serwisie YouTube. Ostatecznie nieciekawy staging i chórki odstające od wersji studyjnej pogrążyły Kristinę ze Słowacji, która zajęła przedostatnie, 16. miejsce w półfinale.