fot. Maciej Stępień/eurowizja.org

4 dzień prób był istną kumulacją emocji. Minął pod znakiem występów, na które czekali wszyscy. Nie tylko wielcy faworyci (Holandia czy Rosja), ale także kraje, które zazwyczaj stawiają na wymyślne występy sceniczne (Azerbejdżan i Malta), a także te, które potencjalne mogły zepsuć wszystko (Macedonia czy Albania). Przede wszystkim nie wiedzieliśmy, czego się dziś spodziewać. W większości były to utwory wybrane wewnętrznie. Zawsze w takich przypadkach pozostaje pytanie – czy jeśli teledysk i wersja studyjna zachwyciły, czy tak będzie też w trakcie występu?

Zgodnie z przewidywaniami na scenie eurowizyjnej dzisiaj działo się naprawdę dużo. Wiele delegacji wniosło na nią duże obiekty – ekrany LEDowe, skrzynie, a nawet roboty. To najprawdopodobniej jedna z najdroższych połówek półfinału w historii. Zapewne duże wydatki przełożą się na dobre wyniki, czy może także na zwycięstwo? Osobiście myślę, że jedna z najskromniejszych prezentacji dzisiejszego dnia Holandia cały czas ma jednak największe szanse na grand prix.

Holendrzy świadomi są presji jaka jest wywierana przez społeczność fanowską na Duncanie. Ten młody wokalista, który tak naprawdę rozpoczyna swoją drogę do wielkiej kariery, jest w tym momencie w dosyć trudnej sytuacji. Porażka przy tak wielkich oczekiwaniach może przekreślić jego losy już na starcie, dlatego też, w trosce o jego nerwy delegacja trzyma go pod kloszem. Podobnie rok temu przez izraelską delegacje traktowana była Netta Barzilaj, która była w dokładnie tej samej sytuacji co Holender.

Nie tylko Duncan jest „ukrywany” przez swoją delegację. Tak na prawdę najbardziej odseparowana jest uczestniczka, która tak naprawdę Eurowizję już raz wygrała. Gdyby nie zdjęcie zrobione przez oficjalnych fotografów EBU do tej pory nie widzielibyśmy, że jedną z chórzystek maltańskich jest Destiny Chukunyere, która triumfowała na dziecięcej wersji konkursu 4 lata temu. Wokalistka nie pojawiła się nawet na konferencji prasowej Malty, gdzie zaproszeni byli wszyscy inni chórzyści. Czyżby delegacja obawiała się, że Destiny swoją obecnością może przyćmić główną tegoroczną gwiazdę, czyli Michelę?

 

 

W chórkach usłyszymy jeszcze jedną „dużą” postać eurowizyjnego światka. Jacques Houdek, który dla Chorwacji zajął dwa lata temu 13. miejsce, jest głównym opiekunem Roko Blaževicia. Sam nie pojawił się na scenie, lecz wspiera swojego podopiecznego wokalem. Na wsparcie starszych kolegów z branży może liczyć także Duncan – jego protektorką jest laureatka zaszczytnego 2. miejsca z 2014 roku Ilse DeLange. Jej wsparcie jest szczególnie istotne w projektowaniu występu scenicznego.

Tymczasem w budynkach eurowizyjnych robi się coraz chłodniej. Klimatyzacja się rozkręca a ja zastanawiam się, jak w tym wypadku te wszystkie konferencje i wywiady przetrwają gardła reprezentantów. Do tej pory rekordowa „ziminica” zafundowana nam przez była w Kijowie. Efektem czego przynajmniej połowa wykonawców później w konkursie wystartowała z chorym gardłem.