Tulia w trakcie drugiej próby technicznej w Tel Awiwie, fot. Andres Putting (EBU/eurovision.tv)

Do Tel Awiwu przylecieliśmy wczoraj. O dziwo, na lotnisku, wbrew zapowiedziom, nikt nie zadawał nam miliona pytań – wręcz przeciwnie! Padło tylko to dotyczące celu wizyty. W autobusie się śmialiśmy, że Eurowizja rozwiewa wszelkie wątpliwości, nawet najbardziej podejrzliwych i nieufnych. A jak dzisiaj wypadli uczestnicy pierwszego półfinału w trakcie drugich prób technicznych? Dla mnie było to pierwsze zetknięcie się z tym, jak ich występy zostaną zrealizowane w przekazie telewizyjnym.

Tamta powiedziała nam w trakcie wywiadu, że nie była zadowolona z tego, jak producenci pokazali jej próbę w kamerach. Delegacja cypryjska zgłosiła mnóstwo poprawek. Wokal, jaki był, każdy słyszał, na obronę Gruzinki powiem, że najczęściej do skrótu wybierany jest fragment z pierwszego podejścia, które mało kiedy jest – ujmę to najdelikatniej – wybitne. Poza tym wspominała o dużych problemach z nagłośnieniem. Nikt tu nie ma jednak wątpliwości, że Cypr zakwalifikuje się do finału.

Reprezentacja Finlandii w trakcie drugiej próby technicznej w Tel Awiwie, fot. Maciej Stępień/eurowizja.org

Poza kamerą powiedziała mi, Maćkowi i Marcinowi, że bardzo lubi polską propozycję, ma świadomość, że śpiewanie polifoniczne nie należy do najłatwiejszych, ale chwaliła Tulię za wokal i dodała, że w Gruzji ten typ ludowego zaśpiewu ma długą tradycję i jest niezwykle popularny. Do entuzjastów polskiego „ognia miłości” zalicza się również jej manager, który zaczął nucić „Pali się” i zapytał, o czym jest polski tekst utworu.

Próbę Czarnogóry zmilczę, bo nie kopie się leżącego, natomiast cała prezentacja wydaje się dosyć infantylna i udziwniona. Po próbie fińskiej zaczęliśmy dyskutować o tym, że połączenie dj + wokalista nigdy się na Eurowizji nie sprawdza. W tym przypadku nie jest inaczej.

Eliot z Belgii w trakcie drugiej próby technicznej w Tel Awiwie, fot. Maciej Stępień/eurowizja.org

Części prób nie widziałem przez wywiad z Cyprem i krótką rozmowę z Tulią oraz przedstawicielami polskiej delegacji. Po zobaczeniu fragmentu prezentacji, który znalazł się na eurovision.tv, uspokajam: oddaje on w niewielkim stopniu to, co dzieje się na scenie w trakcie występu Polski. Jest kolorowo, na początku dostojnie, później z uśmiechem. Nie mam wątpliwości, że „Pali się” wybrzmi najlepiej z pełną halą, która chętnie włączy się w motyw klaskania. Początek i praca kamer są takie, jakie być powinny. Momentami dynamiczne, oddające charakter utworu, czasem pokazujące publiczność i ukrywające to, co dzieje się na scenie (przejście z platformy na scenę). Spokojnie, twarze dziewczyn z bliska również są pokazywane. Słyszmy tu wiele pozytywnych opinii o Polsce od zupełnie przypadkowych osób, to miła odmiana po zeszłym roku, kiedy nasz utwór i prezentacja były zupełnie pomijane, wręcz przezroczyste.

Na uwagę zasługuje też fragment konferencji prasowej Tulii, na której uczyły zgromadzonych dziennikarzy podstaw białego śpiewu (nagranie powyżej). Wypadło to rewelacyjnie, nic dziwnego, że inicjatywa została nagrodzona gromkimi brawami!

Z moich subiektywnych odczuć: Słowenia na żywo momentami brzmi niepewnie wokalnie, jakby Zalę przytłaczała nieco scena i presja związana z występem na niej. Białoruś według niektórych może być tzw. „shocking qualifier”, ale dla mnie jest za mało piosenki w piosence. Na pewno uwagę przyciągnie świetna prezentacja Serbii: zarówno pod kątem wokalnym, jak i wizualnym. Podobnie sprawa ma się z Australią, to jeden z faworytów tego półfinału po próbach i nikt nie ma wątpliwości, że jej „cuda na kiju” (autor tego określenia: Marcin Krępski) powalczą o dobrą pozycję w finale. Estonii i Belgii nie widzę w sobotnim koncercie, prezentacje wydają się nijakie, mało wiarygodne i dosyć przewidywalne. Na koniec Islandia: tutaj zaszły zmiany na plus, zarówno w samym występie, jak i wokalu Klemensa. Hatari z pewnością awansują do finału i powalczą w nim o dobre miejsce. Czyżby po 1999 i 2009 przyszedł czas na kolejne drugie miejsca dla Islandii? Pani z ichniejszego radia, która pytała nas o opinię w trakcie występu, była dosyć mocno zaskoczona, gdy określiliśmy reprezentantów tej wyspy czarnym koniem Eurowizji.

Reprezentacja Islandii w trakcie drugiej próby technicznej w Tel Awiwie, fot. Maciej Stępień/eurowizja.org
Kate Miller-Heidke z Australii w trakcie drugiej próby technicznej w Tel Awiwie, fot. Maciej Stępień/eurowizja.org

Portugalczyk wypadł lepiej na dzisiejszej próbie, przede wszystkim wokalnie. Prezentacja nie różni się zbytnio od tej z Festival da Cancao, poza strojami, utrzymanymi w zielonych barwach oraz wizualizacjami, które są czerwone (odniesienie do barw narodowych). Podobno jednak były znowu problemy z nagłośnieniem, co organizatorzy musieli naprawić już po zakończeniu próby i konferencji prasowej. Z powodów technicznych nie wyświetlono również na ekranach w centrum prasowym próby czeskiej…

Z racji tego, że to moja pierwsza „Eurowizja od kuchni”, dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą: dzisiaj, po niemal dwóch latach pracy, wystartowała strona 25lat.eurowizja.org, na której zgromadziliśmy wywiady, ciekawostki i anegdoty, dotyczące udziału Polski w Konkursie Piosenki Eurowizji. Przez ostatnie dni mało spałem, ponieważ staraliśmy się wszystko dopracować tak, aby uniknąć błędów. Czy się udało? Mamy nadzieję, że w znakomitej większości tak. Jednak, jak mawiał mój promotor, nie myli się tylko ten, który nic nie robi. Osobiście najbardziej zabawny wydaje mi się e-mail, który po wywiadzie z nami wysłał do Szymona Stellmaszyka i Aliny Dragan, szanowanej dziennikarki i swojej koleżanki, Maciej Chmiel. Był on członkiem polskiego jury w 1994 roku i pracował w redakcji rozrywki TVP w latach 1994-1996. Nalegał, by ta korespondencja została w projekcie uwzględniona i nie mogliśmy mu odmówić!

Z racji ćwierćwiecza Polski na Eurowizji zamierzamy dzisiaj w swoim gronie świętować przy dobrym winie. Wszyscy tego potrzebują, bo dzień był wyjątkowo intensywny. Poza tym, że relacjonowaliśmy dla Was próby i przeprowadzaliśmy wywiady, spotykaliśmy się również, często spontanicznie, z ludźmi i rozmawialiśmy z nimi nie tylko o Eurowizji. Poznaliśmy m.in. Żydówkę, która wychowała się w Indiach, mieszkała w Australii a teraz przeprowadziła się do Izraela. Okazało się, że jej ojciec jest… Polakiem, który mieszkał do czasu rozpoczęcia drugiej wojny światowej przy Chłodnej 41 w Warszawie. Jeden z ochroniarzy na bramkach również zagaił nas, mówiąc, że rozumie całkiem dobrze język polski. Wiele tu na miejscu śladów historii… Wszyscy są niezwykle życzliwi i pomocni. Czuć w powietrzu ducha Eurowizji.

Czas kończyć. Przed nami jeszcze wywiad z Portugalią i nagrywanie panelu dyskusyjnego zagranicznych dziennikarzy o polskiej próbie. Do zobaczenia i usłyszenia!