Eurowizyjne piosenki Izraela przepełnione są mniejszym lub większym symbolizmem już od ich debiutu podczas konkursu w 1973 roku. Niektóre z nich prezentowały wyjątkową mieszankę nacjonalizmu z pacyfizmem, kolejne nawiązywały do trudnej historii Żydów podczas II wojny światowej, a jeszcze inne był klasycznymi pieśniami protestu.

Izrael, dzięki Israel Broadcasting Authority (IBA), stał się krajem członkowskim Europejskiej Unii Nadawców w 1957 roku. Na Konkursie Piosenki Eurowizji zadebiutował w Luksemburgu, podczas konkursu w 1973 roku. Ilanit wyśpiewała wówczas Ej Szam (Ey Sham) – balladę, w której opowiada jak to zdała sobie sprawę co zrobić ze swym uczuciem. Śpiewa o „ogrodzie miłości”, którzy niektórzy odczytują jako miłość do Izraela.

W kolejnym roku izraelska propozycja była jednym z pierwszych protest songów na Eurowizji. Natati La Chajaj (Natati La Khayay), czyli „Oddałem jej swe życie” zespołu Kaweret (Kaveret) można oczywiście potraktować jako piosenkę o utraconej miłości. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę wydarzenia, które odbyły się kilka miesięcy wcześniej, tekst piosenki nabiera zupełnie nowego znaczenia. O wybuch wojny Jom Kippur, która miała miejsce w październiku 1973 roku, oskarżano ówczesną premier Izraela Gołdę Meir – jej rząd bowiem nie był przygotowany na takie wydarzenie. Słowa piosenki były też skierowane przeciw planom Meir w stworzeniu osobnego państwa palestyńskiego.

Kolejna z „wymownych” kompozycji to Emor Szalom (Emor Shalom), czyli „Powiedz pokój/Powiedz witaj” w wykonaniu trio Chocolate, Menta, Mastik. Dwuznaczność tekstu dopełnia jedno ze zdań w piosence: „Byłam samotna przez niemal 30 lat”. Izrael był wówczas od prawie 28 lat niepodległym państwem (przy czym „państwo” w języku hebrajskim ma formę żeńską, co daje dodatkowe znaczenie w śpiewie artystek), więc nawoływanie do pokoju wśród sąsiadów było dość znaczące. Czy piosenka mogłaby mieć wpływ na rozmowy egipsko-izraelskie, które miały miejsce w dwa lata po wykonaniu piosenki i doprowadziły do pokoju między tymi państwami? Dlaczego nie!

Zwycięstwo Izraela w 1978 roku może nie było okraszone „polityczną” piosenką, ale bez udziału polityki się nie mogło obyć. Gdy było jasne, że to właśnie A-Ba-Ni-Bi zdobędzie najwięcej punktów, arabskie państwa transmitujące koncert po prostu przerwały transmisję. Telewizja jordańska zamiast dokończyć konkurs pokazała zdjęcia kwiatów, tłumacząc się „problemami technicznymi”. A już po rozstrzygnięciu wyników podała, że zwycięzcą został… Belg Jean Vallée (który istotnie zajął wówczas drugie miejsce). Największy jednak symbolizm widzimy i w tekście, i w samym wykonaniu Chaj (Khay) z 1983 roku. Ofra Haza zdobyła wówczas 2. miejsce piosenką o leczeniu się z nieudanej miłości. Podmiot lityczny piosenkarki wkrótce zmienia się w podmiot zbiorowy w zdaniu „Am Israel Chaj„, czyli „Plemię Izraela żyje”, będące popularnym zwrotem wśród Żydów. Weźmy pod uwagę fakt, że Haza śpiewa to podczas koncertu w Monachium, gdzie 60 lat wcześniej miał miejsce pucz monachijski, de facto pierwsze duże wydarzenie reprezentujące nazizm oraz gdzie w 1972 roku, podczas Igrzysk Olimpijskich, doszło do zamachu terrorystycznego palestyńskiej grupy Czarny Wrzesień, podczas którego zginęło 11 członków izraelskiej drużyny. Jakby się uprzeć to można w kolorze ubrań chórzystów odnaleźć nawiązanie do powstania w warszawskim getcie – jeden z przywódców powstania, Marek Edelman, co roku, w rocznicę zrywu, składał żółte żonkile (których płatki układają się niczym sześcioramienna gwiazda) pod pomnikiem Bohaterów Getta.

Polityczne konotacje miała również Szir Habatlanim (Shir Habatlanim) z 1987 roku. Piosenka o leniwym trybie życia wywołała sprzeciw ówczesnego ministra kultury, Icchaka Nawona, który zagroził dymisją ze stanowiska, jeśli piosenka faktycznie wybrzmi na eurowizyjnej scenie! No i co? Piosenka zajęła w Brukseli 8. miejsce, a Nawon na czele ministerstwa stał do 1990 roku. Ostatnią „syjonistyczną” piosenką można nazwać Kan zespołu Duo Datz. Małżeństwo Orny i Mosze Datzów śpiewając o znalezieniu domu „tutaj” po „2000 latach tułaczki”, jednocześnie zaznaczając że w tym domu każdy jest mile widziany, wyśpiewało w Rzymie 3. miejsce.

Gdyby komuś jeszcze było mało izraelskich piosenek o pokoju (lub wojnie), może zaznajomić się z Ole, Ole z 1985 roku, Sameach z 2000 r. (o którym więcej możecie poczytać TUTAJ), Nadlik Bejachad Ner (Nadlik Beyakhad Ner) z 2002 r., Push the Button z 2007 r. czy There Must Be Another Way z 2009 r. W tej ostatniej możemy usłyszeć piękne przejścia pomiędzy językiem angielskim, hebrajskim i arabskim. Same Noa i Mira Awad, które wykonały tę piosenkę w Moskwie, nie uznają jej za piosenkę o pokoju, a raczej wezwanie do poszanowania człowieczeństwa innych. Tak czy siak, można ją zaliczyć do utworów raczej utopijnych. I to właśnie 10 lat temu otrzymaliśmy od Izraela ostatnią piosenkę z politycznym podtekstem? Do takich przecież możemy też zaliczyć Toy Netty, którą polskie tabloidy upodobały sobie nazywać piosenką powstałą na bazie ruchu #MeToo. I coś w tym jednak jest!

Choć Kobi Marimi w tym roku raczej nie zaskoczy nas epatującą w polityczne odniesienia prezentacją swojego konkursowego utworu Home, możemy być spokojni, że Izrael na pewno coś nam zaserwuje. W końcu nie ma lepszej propagandy, niż ta nadawana do kilkudziesięciu milionów widzów. Czy będzie ona aż kłuć po oczach, czy może jednak będzie subtelna? Dowiemy się już za mniej niż miesiąc!

 

Fot. Eurovision Song Contest, youtube.com