Możemy śmiało powiedzieć, że muzyka etniczna na stałe weszła do eurowizyjnego kanonu. Na przestrzeni lat cieszyła się ona większą lub mniejszą popularnością, święciła sukcesy lub ponosiła porażki, ale zawsze zwracała uwagę widzów. Czas na kolejną część cyklu Eurowizja na folkowo, w którym tym razem sprawdzamy bilans Polski w odniesieniu do tego gatunku muzyki.

Jak wiecie z pierwszej części artykułu, początki folku na Eurowizji sięgają połowy lat 60. Jednak jego prawdziwą popularyzację przyniosły zwycięstwa Norwegii i Irlandii w latach 1995-1996. Patrząc z tej perspektywy, nasz kraj należy uznać za pioniera gatunku w Konkursie.

Przeczytaj poprzedni artykuł z cyklu:

Eurowizja na folkowo

Po zajęciu spektakularnej, drugiej lokaty Edyty Górniak w roku debiutu Polski na Eurowizji, Telewizja Polska (TVP) postanowiła kontynuować dobrą passę i postawić ponownie na młodą i charakterystyczną wokalistkę. Justyna Steczkowska po zwycięstwie w pierwszej edycji programu TVP Szansa na Sukces była na ustach opinii publicznej dzięki swoim niebanalnym umiejętnościom wokalnym oraz niezwykłej interpretacji śpiewanych utworów. Ogromną popularność przypieczętował sukces na Festiwalu w Opolu, gdzie zaprezentowała już swój własny repertuar. Kolejnym etapem w karierze miał być Konkurs Piosenki Eurowizji, gdzie wystąpiła z folkową balladą Sama. Decyzję swoją i TVP motywowała w jednym z wywiadów po zakończeniu widowiska w ten sposób:

Nie mogłam pojechać z piosenką festiwalową, skoro nigdy takich utworów nie śpiewałam i śpiewać nie zamierzam. Byłoby paranoją zmienianie nagle swojego oblicza dla jednej nagrody.

Na scenie w Dublinie Steczkowskiej towarzyszyło trzech górali podhalańskich, ubranych w tradycyjne dla swojego regionu stroje (kapelusz, koszulę, cuchę lub gunię, portki, buty typu oficerki), grających na skrzypcach, podstawowym instrumencie wszystkich kapeli, oraz fujarce. Wyjątkowa kompozycja, motywy etniczne i ekstrawagancja w głosie nie zdobyły uznania międzynarodowego jury. 18. miejsce przyjęto w kraju jako porażkę. Sama Justyna nie kryła zawodu i rozczarowania, choć po latach przyznała, że występ był trochę słaby. Wielu jednak uważa, że Steczkowska wyprzedziła eurowizyjne trendy i dziś z tym utworem mogłaby powalczyć o wyższą pozycję.

Na kolejną folkową piosenkę musieliśmy czekać równo dekadę. W 2005 roku TVP postawiła na system wewnętrznych selekcji. 28-osobowa komisja jurorska spośród 63 nadesłanych propozycji wyłoniła kompozycję zespołu Ivan i Delfin, pt. Czarna dziewczyna. Mimo tego, że wielu zarówno przed Konkursem, jak i po nim oceniało utwór jako przaśny, kiczowaty, ocierający się stylistyką o gatunek disco-polo, warto zwrócić uwagę na jego podwójną folkowość. Z jednej strony już w warstwie słownej widzimy, że piosenka poświęcona jest Cygance, a na scenie w Kijowie zobaczyć mogliśmy tancerki ubrane we wzorzyste, długie suknie, charakterystyczne dla kultury romskiej. Z drugiej zaś melodia utworu opiera się na akordeonie i mandolinie, instrumentach popularnych w muzyce rosyjskiej i ogólnie wschodnioeuropejskiej, co można tłumaczyć zarówno pochodzeniem wokalisty, jak i pewnym ukłonem w stronę gospodarzy. Mieszanka etniczności, kultur, dźwięków i języka miała być receptą na udany start. Niestety po raz kolejny europejska publiczność nie okazała się dla nas łaskawa. Do awansu do finału zabrakło zaledwie czterech punktów.

Był folk góralski, przyszedł czas na folk mazowiecki! 14 lutego 2010 r. kolejnym naszym reprezentantem został Marcin Mroziński (dziś znany jako Martin Fitch) z balladą Legenda. Trzeba dodać, że utwór ten jest jedynym inspirowanym muzyką etniczną, który został wybrany drogą otwartych selekcji. Zdobył on ponad 1/3 wszystkich głosów publiczności w Krajowych Eliminacjach, czym zapewnił sobie start w Oslo. Tekst utworu przenosi nas w czasie, nawiązując do baśniowości i opisując historię nieszczęśliwej miłości między rycerzem a księżniczką.

Sama kompozycja powstała przy współpracy z Zespołem Ludowym Pieśni i Tańca Mazowsze, którego solistki, zaprezentowały się na eurowizyjnej scenie ubrane w stroje łowickie (chustę, koszulę z haftowanymi motywami kwiatowymi, wełniak, czyli wielobarwną spódnicę w pionowe pasy, obfitą biżuterię). Skąpo odziane tancerki kolorystyką elementów garderoby również nawiązywały do ludowości. Dość dramatyczna, folkowa ballada, odwołująca się w swoim przekazie także do motywów biblijnych, znów nie porwała serc Europejczyków (13. miejsce w półfinale z dorobkiem 44 punktów).

Ponownie na folkowy akcent w barwach Polski nie trzeba było długo czekać. Po trzech latach przerwy TVP wysłała na Eurowizję duet Cleo i Donatan, będący w szczycie swojej popularności, dzięki piosence My Słowianie, która stała się hitem w kraju. Do polskojęzycznego tekstu dopisano zwrotkę i refren w języku angielskim. W ten sposób kompozycja pod nową nazwą My Słowianie – We are Slavic reprezentowała nas podczas Konkursu w Kopenhadze w 2014 roku. Choć wielu z Was w tym momencie pewnie skrytykuje umieszczenie tego kawałka w zestawieniu utworów folkowych, argumentując, że był on jedynie satyrą, warto przytoczyć fakty.

Rzeczywiście, twórcy i wykonawcy piosenki nie ukrywali, że ma ona dość żartobliwy wydźwięk, że jest ona na swój sposób humorystyczna i karykaturalna. W przeciwieństwie do innych omawianych kompozycji z tego gatunku, w tekście i w muzyce możemy nie znaleźć wpływów muzyki etnicznej. Jednak to ludowość jest głównym motywem zarówno teledysku, jak i prezentacji, mającej w założeniu reżysera występu być odwzorowaniem klipu w warunkach scenicznych. Właśnie dlatego na scenie znajdziemy wizualizacje zawierające motyw łowicki. Choreografię i partie wokalne wykonują członkinie Zespołu Pieśni i Tańca Mazowsze ubrane w reprezentatywne stroje, a wygląd Cleo stylizowany jest na ludowy (warkocz, chusta, spódnica). O ile jurorzy mogli odebrać polski występ jako zbyt kontrowersyjny, niezrozumiały i, nie bójmy się użyć tego słowa, prostacki, o tyle widzowie pokochali go. Świadczą o tym zbiorcze wyniki głosowania publiczności, w których wypadliśmy bardzo dobrze, zajmując wysoką, piątą lokatę.

Na 21 dotychczasowych startów w Konkursie Piosenki Eurowizji, aż czterokrotnie prezentowaliśmy Europie piosenki folkowe lub wpisujące się stylem w ludowość i etniczność. Czerpanie z różnych źródeł naszej (i nie tylko) kultury przynosiło różne rezultaty. Muszę podkreślić, że w tym roku, choć wysyłamy do Tel Awiwu klasyczny, polski folk, jednocześnie pokazujemy go w nowym, świeżym i bardzo profesjonalnym ujęciu. Specyficzny styl wykonywania muzyki, tj. biały śpiew, przy jednoczesnym młodzieńczym temperamencie zespołu Tulia i nieoczywistej kompozycji, przez niektórych odbieranej jako mieszanka muzyki etnicznej i rocka, może przynieść nam wiele pozytywnych emocji podczas tegorocznej Eurowizji. W to wierzę i z niecierpliwością odliczam dni do maja.

Foto: eurovision.tv
Źródła: bartoszpanczyk.pl, esctoday.com, muzyka.wp.pl, polskatradycja.pl, se.pl, youtube.com.