Dimitris Kontopoulos, Borys Miłanow i Thomas G:son - eurowizyjna piosenka stała się dla nich źródłem utrzymania.
Dimitris Kontopoulos, Borys Miłanow i Thomas G:son - piosenka eurowizyjna stała się dla nich źródłem utrzymania.

Niedawna decyzja Europejskiej Unii Nadawców o konieczności wybrania nowych utworów na Eurowizję 2021 spotkała się z krytyką części środowiska kompozytorskiego. W wywołanej w sieci dyskusji pojawił się argument „przemysłu eurowizyjnych piosenek”. Czym zatem jest piosenka eurowizyjna?

Mowa oczywiście o wymianie zdań pomiędzy Borisławem Miłanowem odpowiedzialnym za tegoroczne propozycje z Niemiec, Malty i Bułgarii, a Janem Borsem – byłym przewodniczącym czeskiej delegacji.

Czym jest właściwie piosenka eurowizyjna?

Rozważanie na temat ewentualnej definicji piosenki eurowizyjnej można przeprowadzić niejako na dwa sposoby. Pierwszy z nich można oprzeć na wytycznych zawartych w regulaminie Konkursu Piosenki Eurowizji.

Już w 1957 roku uregulowana została kwestia długości konkursowych kompozycji. Za sprawą włoskiej propozycji Corde della mia chitarra, która do dzisiaj nosi miano najdłuższego utworu w historii Eurowizji (5 minut i 9 sekund), wprowadzono obowiązujący do dziś limit 3 minut. Kolejne obostrzenia co do charakteru konkursowych piosenek wprowadzono w 1966 roku. Od tej pory reprezentanci musieli śpiewać w językach narodowych. Zasada ta została zniesiona w 1973 roku po to, aby wprowadzić ją ponownie w 1977 roku. Obecnie w konkursie nie ma tego obowiązku (zniesiony po raz ostatni w 1999 roku). Z czasem wprowadzono również restrykcje dotyczące premierowego charakteru utworów (obecnie obowiązuje data 1 września roku poprzedzającego konkurs). Zabroniono również wykorzystywania istniejących motywów i sampli. Nie można również zapominać o wprowadzonym w 1990 roku minimalnym wieku wykonawcy (16 lat) oraz maksymalnej liczbie osób na scenie (6), która obowiązuje od 1971 roku (wcześniej można było występować jedynie solo lub w duecie).

Tym dość formalnym sposobem piosenkę eurowizyjną można zdefiniować jako:

trzyminutowy utwór niebędący coverem oraz niewykorzystujący istniejących sampli, którego premiera odbyła się nie wcześniej niż 1 września roku poprzedzającego konkurs; wykonywany na scenie przez maksymalnie 6 osób w wieku powyżej 16 lat.

Piosenka eurowizyjna na wesoło

Druga próba zdefiniowania eurowizyjnej piosenki ma nieco humorystyczny charakter. Nie istnieje bowiem bardziej specyficzny utwór niż konkursowa propozycja. Wiedzą o tym najlepiej fani konkursu. Nie ma drugiego takiego miejsca na świecie, gdzie muzykę pop łączy się z folkiem, a na scenie wykorzystuje się przeróżne rekwizyty. Najlepiej podsumowali to gospodarze Eurowizji 2016 – Petra Mede i Måns Zelmerlöw.

Na podstawie tego krótkiego podsumowania szwedzkich prezenterów można próbować zdefiniować eurowizyjny utwór jako:

piosenka rozpoczynająca się majestatycznym, dramatycznym otwarciem z wykorzystaniem bębnów, skrzypiec oraz instrumentów etnicznych o budowie „zwrotka-refren-zwrotka-refren-key change”. W warstwie lirycznej poruszająca tematy, z którymi łatwo utożsamia się publiczność, m.in. miłość oraz pokój na świecie. Istotny jest łatwy i zapamiętywalny refren.

Oczywiście jeszcze więcej można byłoby napisać o sposobie prezentacji scenicznej, ale nie to jest kwestią rozważań. Petra i Måns rzeczywiście mogą mieć rację w przedstawionym przez siebie skeczu, ponieważ wiele z wymienionych cech jest nieodłącznym elementem eurowizyjnych propozycji z całej Europy.

Eurowizyjny przemysł muzyczny

Początków eurowizyjnego biznesu należy doszukiwać się w latach w dwutysięcznych, kiedy to bardzo popularny stał się udział zagranicznych wykonawców w lokalnych preselekcjach. Przykładów nie potrzeba szukać daleko. W latach 2006-2009 w polskich selekcjach aż roiło się od zagranicznych uczestników, m.in Man Meadow (2008 i 2009) czy Mikael Erlandsson (2007). W większości przypadków były to tzw. szwedzkie odrzuty, czyli utwory, które nie spotkały się z uznaniem producentów Melodifestivalen. Kompozytorzy tych piosenek szukali więc wykonawców na własną rękę i zgłaszali je do preselekcji we wszystkich możliwych krajach Europy. Prawdziwy prym w tej kategorii wiódł Thomas G:son, który swoje propozycje miał w preselekcjach w 10 różnych krajach.

5 krajów, które nie korzystają z potencjału swojego rynku muzycznego na Eurowizji

Z czasem szwedzcy producenci i kompozytorzy wyrobili sobie na tyle silną markę, że nadawcy z innych krajów sami zaczęli zgłaszać się do nich po utwory na Eurowizję. Stało się tak głównie za sprawą świetnych wyników, które wciąż odnosi Szwecja w konkursie. Oprócz wspomnianego wcześniej G:sona, do stałych eurowizyjnych producentów dołączyli, m.in. Anderz Wrethov, Stefan Örn czy Linnea i Joy Debbowie. Zdecydowanie największym importerem kompozycji spod szwedzkiego pióra jest azerski nadawca. Od 2009 roku każda ich propozycja powstała przy udziale skandynawskiego twórcy.

Wkrótce eurowizyjny biznes zwietrzyły także inne nacje, m.in. Borisław Miłanow z Bułgarii. Od czasu sukcesu utworu If Love Was a Crime (Bułgaria 2016) tworzy pod szyldem Symphonix utwory dla wielu europejskich nadawców. W projekt ten zaangażowani są również jego stali współpracownicy, m.in. Joacim Persson, Sebastian Arman, Trey Campbell czy Cesar Sampson (Austria 2018). Na liście klientów Symphonixa można znaleźć takie kraje jak: Bułgaria, Malta, Niemcy czy Azerbejdżan. Przy masowym tworzeniu eurowizyjnych przebojów należy również pamiętać o słynnym Dream Teamie, w skład którego wchodzą Filip Kirkorow, Dimitris Kontopoulos i Ilias Kokotos. W swoim dorobku mają utwory, m.in. dla Rosji, Ukrainy, Azerbejdżanu i Grecji. Coraz popularniejsze stają się tzw. obozy kompozytorskie, podczas których w tym roku swoje propozycje stworzyli m.in. Szwajcarzy, Brytyjczycy i Hiszpanie.

Eurowizyjna turystyka: ja Wam napiszę hit!

Piosenka eurowizyjna przyczyną oskarżeń o wtórność?

Wspomniany na początku Jan Bors, były przewodniczący czeskiej delegacji, zarzucił producentom, że utwory stworzone specjalnie z myślą o Eurowizji są przyczyną oskarżeń konkursu o jego wtórność. Z pewnością takie piosenki powielają pewne utarte schematy, o których śpiewali gospodarze konkursu z 2016 roku. Działalność takich osób jak G:son, Wrethov czy grupy Symphonix na pewno powoduje, że zanika tak promowana jeszcze w 2017 roku różnorodność. Utwory stają się co raz bardziej do siebie podobne i powielające panujące na świecie trendy. Z drugiej strony Eurowizja wielokrotnie w swojej historii oskarżana była o to, że nie generuje przyszłych przebojów radiowych. Równie często spotkać się można było z opinią, że stawka jest tandetna i poziomem odstaje od panujących trendów muzycznych na świecie. Dopiero coraz częstsze sięganie przez nadawców po utwory pisane na zamówienie przyczyniło się do lepszego odbioru samego konkursu. Poziom Eurowizji od kilku lat oceniany jest bardzo wysoko przez widzów oraz media:

Niezależnie od tego czy kochasz, czy nienawidzisz największy muzyczny program na świecie, trudno zaprzeczyć, że współczesna Eurowizja oferuje zgrabną produkcję, wysokiej jakości wokale i muzyczny smörgåsbord (szw. szwedzki stół), na którym każdy znajdzie coś dla siebie – od węgierskiego heavy metalu po estońską pop operę – The Guardian.

Należy jednak mieć na uwadze, że dopóki istnieją ograniczenia regulaminowe, funkcjonować będzie gatunek piosenek eurowizyjnych. Utwory tworzone w celach komercyjnych rzadko kiedy trwają do trzech minut. Przykładem może być włoskie San Remo, którego zwycięzca otrzymuje możliwość wyjazdu na Eurowizję. Prezentowane tam kompozycje nie są pisane z myślą o europejskim konkursie. Dlatego bardzo często reprezentanci Włoch zmuszeni są do skracania swoich propozycji. W obliczu takiego dylematu niektórym wychodzi to lepiej, a niektórym gorzej.

Stop preselekcjom! Czy nagła zmiana metody wyboru opłaca się krajom?

Na początku swojego istnienia Eurowizja postrzegana była nie tylko jako platforma do promocji wykonawców, ale również kompozytorów. Nieprzypadkowo podczas wręczenia grand prix konkursu, prowadzący podawali do wiadomości publicznej również nazwiska autorów zwycięskiej piosenki. Z czasem role te się odwróciły i rodzimym twórcom coraz trudniej przebić się ze swoimi propozycjami. Na przekór tym trendom podąża Portugalia, która co roku do udziału w Festival da Canção zaprasza jedynie rodzimych twórców.

Wydawać się może, że najlepszą receptą dla największego widowiska muzycznego Europy jest, aby w stawce znalazły się utwory różnego pochodzenia. Nie powinno w niej zabraknąć zarówno piosenek rodzimych kompozytorów, debiutantów, jak i tych stworzonych na zamówienie.  Ważne, aby zachować przy tym odpowiednią proporcję. Jaką? To już ocenią widzowie show, do których głównie jest ono skierowane.