Najstarszy krajowy festiwal piosenki, którzy położył fundamenty pod narodziny samego Konkursu Piosenki Eurowizji – Festiwal Piosenki Włoskiej w San Remo (Festival della canzone italiana di Sanremo) – wkrótce doczeka się jubileuszowej, 70. edycji! Nie ma  lepszej okazji do przyjrzenia się historii tego wyjątkowego wydarzenia, w którym od samego początku jak w zwierciadle odbijała się włoska dusza.

Jak to się stało, że Sanremo nieustannie od tylu lat rozpala emocje w milionach włoskich domów? Jak to możliwe, że inne narodowe festiwale, wzorowane często właśnie na Sanremo, przeżywają kryzys popularności, a Włosi niezmiennie pozostają wierni swojemu świętu muzyki.  I czy zawsze tak właśnie było?

Przeczytaj inne teksty z cyklu „Śladami preselekcji”.

Otóż nie zawsze! Festiwal włoskiej piosenki rodził się w bólach, miewał zarówno swoje złote okresy, jak i ciemne lata zapomnienia. Co ciekawe, często przekładało się to również na włoską historię eurowizyjną, na wyniki osiągane w konkursie, jak i zainteresowanie tym międzynarodowym i nieco obcym dla Włochów wydarzeniem.

Sanremo: trudne początki lat 50.

29 stycznia 1951 o godzinie 22, zaledwie sześć lat po zakończeniu wojny, rozpoczęła się pierwsza edycja konkursu, który miał wyłonić najlepszą włoską piosenkę roku. Trzy transmisje i trzech artystów, którzy interpretowali aż 20 piosenek nadesłanych przez twórców z całego kraju. Transmisje radiowe, bowiem na przekaz telewizyjny przyszło widzom poczekać jeszcze 4 lata, do 1955 roku.

Na pierwszą edycję festiwalu nikt jednak tak naprawdę nie czekał (poza artystami i twórcami piosenek). Konkurs, który odbywał się w gmachu kasyna, nie przyciągnął tłumów widzów, a anegdotyczne opowiastki mówią, że drugiego wieczora organizatorzy mieli nawet spore problemy z zapełnieniem sali. Przybyła widownia miała zresztą być bardziej zainteresowana serwowanymi dookoła daniami i trunkami, niż odbywającą się rywalizacją muzyczną, co doskonale pokazuje, że poza muzyką i śpiewem, najważniejsza dla Włochów jest zawsze kuchnia. Meglio murí sazzio ca campà diúno – lepiej umrzeć sytym, niż żyć głodnym, mawiają mieszkańcy Neapolu.

Lata ’50 były w historii festiwalu zaledwie przyczółkiem do jego większej popularności w kolejnej dekadzie, choć wypromowały kilku znanych artystów, w tym oczywiście mitycznego Domenico Modugno, ale także Nillę Pizzi czy dwie pierwsze włoskie reprezentantki eurowizyjne, którymi zostały Franca Raimondi i Tonina Torrielli.

Już wtedy pojawiały się także pierwsze skandale, które do dziś nieustannie towarzyszą imprezie. Jednym z głośniejszych była cenzura radiowa piosenki śpiewanej przez Julę de Palma. Jej interpretacja została uznana przez nadawcę publicznego RAI oraz przez rozmaite katolickie stowarzyszenia za zbyt wyzywającą i erotycznie sugestywną. W niezwykle katolickich wówczas Włoszech, nie mogło nie odbić się to szerokim echem. Piosenkarka bywała ponoć nawet fizycznie atakowana z tego powodu na ulicy.

Sanremo: festiwal promuje gwiazdy światowego formatu

Kolejna dekada to rozkwit nowych talentów. Szereg artystów debiutujących wówczas na festiwalu, do dziś uchodzi za ikony włoskiej muzyki. Był to okres intensywnych zmian kulturowych, zarówno w muzyce, jak i w modzie, który przyniósł popularność artystom obdarzonym niespotykaną barwą głosu, śpiewającym w specyficzny dla siebie sposób, ekscentrycznym jak na tamte czasy. Mina, Adriano Celentano, Ornella Vanoni, Little Tony, Tony Remis – to tylko niektóre z nazwisk znanych także w wielu krajach na świecie. Lata 60. przyniosły też Włochom pierwsze zwycięstwo w Konkursie Piosenki Eurowizji – niezwykle młoda, zaledwie 16-letnia Gigliola Cinquetti wyśpiewała główną nagrodę w 1964 roku w Kopenhadze.

Jednym z najciekawszych skandali tej dekady było luźne podejście do festiwalu, uznanego już wówczas w kraju i na świecie Domenico Modugno. Artysta podczas jednego z wieczorów spóźnił się o ponad godzinę i po prostu nie wyszedł na scenę, tłumacząc się później zbyt dużą dawką środków nasennych. Włoski gwiazdor estrady słynął zresztą z prawdziwie południowego temperamentu. W trakcie prób do Konkursu Piosenki Eurowizji 1966 miał srogo pokłócić się z członkami konkursowej orkiestry. W odwecie otrzymał później okrągłe zero punktów od jurorów.

Lata 60. to prawdziwy rozkwit festiwalu, który poza wypromowaniem szeregu artystów, na stałe wpisał się w kalendarz włoskich wydarzeń kulturowych. To wtedy również zaczął się jego mariaż z włoską modą – w połowie dekady po raz pierwszy czołowi projektanci prezentowali swoje kreacje na modelkach, które wyprowadzały artystów na scenę. Do dziś włoskie uwielbienie dla mody i ekstrawagancji w ubiorze rzuca się w oczy w trakcie festiwalu. Kreacje artystów, prowadzących i gości podlegają ocenie wcale nie mniej surowej niż konkursowe piosenki.

Sanremo:”Nic nie może przecież wiecznie trwać”, czyli kryzys

Kolejna dekada nie była dla Sanremo już tak łaskawa. Zawirowania polityczne na świecie pod koniec lat 60, przemiany kulturowe lat 70, wpłynęły na spadek popularności konkursu, który młodsza, bardziej wyzwolona widownia uznała za przestarzały w formie i treści. Sprzedaż utworów gwałtownie spadała. Nałożyło się na to również wiele skandali obyczajowych związanych ze słowami prezentowanych utworów lub samym zachowaniem artystów, a także strajk wytwórni fonograficznych. W 1975 roku doszło nawet do zerwania umowy pomiędzy organizatorami, a wytwórniami, które zbojkotowały imprezę. Stery festiwalu przejęła gmina San Remo, co zakończyło się udziałem w konkursie wielu nikomu nieznanych nazwisk. Dość powiedzieć, że w kolejnych latach pierwsze wieczory festiwalu nie były transmitowane ani w telewizji, ani w radio. W celu ratowania imprezy, w drugiej połowie dekady sięgnięto pełną garścią po gości specjalnych, którzy za sowitym honorarium mieli uświetniać wieczór wśród zmagań mniej znanych artystów. Mimo wszystko była to dekada, w której publiczności dało się poznać kilkoro znakomitych artystów, m.in. Anna Oxa, Wezz & Dori Ghezzi czy Roberto Vecchioni (późniejszy zwycięzca Sanremo…2011!).

Sanremo: renesans i wybuch miłości do festiwalu

Pozycja festiwalu powoli zaczęła być odbudowywana w kolejnej dekadzie, by na przełomie lat 80, i 90, znów osiągnąć swój złoty wiek. Znów pojawiło się zainteresowanie wytwórni muzycznych, wzrosła sprzedaż singli i albumów, festiwal przyciągał znane nazwiska. W 1984 roku po raz pierwszy wprowadzono osobny konkurs młodych talentów, który w kolejnych latach okazał się być kopalnią wielu przyszłych karier na miarę platynowych płyt. Mia Martini, Zucchero, Vasco Rossi, Eros Ramazzotti, Al Bano & Romina Power, Toto Cutugno – te nazwiska najjaśniej zapisały się na karcie włoskiej muzyki lat 80. Rozkwit festiwalu widoczny był także w kalibrze zapraszanych gości zagranicznych – wówczas na deskach Teatru Ariston pojawili się m.in zespół Queens czy Whitney Houston.

Festiwal stał się dla widzów, artystów, wytwórni i nadawcy tak ważnym wydarzeniem, że urósł do rangi święta narodowego, rozpalając emocje jeszcze na długo przed jego oficjalnym startem.

Także początek lat 90. to pasmo sukcesów Sanremo. I wcale nie jest tu mowa o zwycięstwie Toto Cutugno w Konkursie Piosenki Eurowizji, które nieomal przeszło we Włoszech niezauważone (RAI często transmitował wówczas konkurs ze znacznym opóźnieniem, w późnych godzinach wieczornych). Andrea Boccelli, Laura Pausini, Giorgia, Nek – to jedni z najbardziej rozpoznawalnych i do tej pory najchętniej kupowanych włoskich artystów zagranicą. W dużej mierze zawdzięczają swoje kariery występowi na festiwalu w latach 90.

Italexit, czyli włoska absencja na Eurowizji

Druga połowa lat 90. i początek XXI wieku to ponowny spadek zainteresowania festiwalem, choć kryzys nie był tak głęboki jak w latach 70.  Zbiegł się jednak w czasie z włoską absencją w Konkursie Piosenki Eurowizji. Do dziś wielu fanów zadaje sobie pytanie o powody tej decyzji. Eurowizja była stopniowo spychana przez włoskiego nadawcę na drugi lub nawet trzeci plan już w latach 80., gdy intensywnie odbudowywano pozycję Sanremo i pilnowano, aby festiwal był w centrum zainteresowania widzów. Przesuwanie transmisji konkursu na późniejsze godziny, spadająca oglądalność i wreszcie brak poczucia sensu wysyłania włoskich artystów (w końcu Sanremo i tak wypromowało wówczas wielu artystów za granicą), sprawiło, że Włosi zupełnie zostali odcięci od europejskiej młodszej siostry Sanremo. Kryzys zarówno Sanremo, jak i samej Eurowizji z przełomu wieków, na długie lata wykluczył że świadomości Włochów nasz ulubiony europejski konkurs piosenki. Legenda głosi, że w 1997 roku Włochy wystąpiły na Eurowizji przez pomyłkę, ponieważ zapomniano o czasie wypisać kraj z listy uczestników. W trakcie samej imprezy nadawca miał natomiast sabotować włoski występ i namawiać zakulisowo do niegłosowania na Włochy w obawie przed koniecznością organizacji niechcianej imprezy.

 

Dopiero w 2011, po 13 latach przerwy, RAI postanowiło odnowić swoje związki z Eurowizją i wysłać reprezentanta do Düsseldorfu. Europejska publiczność i jurorzy, stęsknieni za włoskim brzmieniem i ideą dolce Vita, obdarowali Raphaela Gualazziego fantastycznym drugim miejscem.

Dolce vita

Włoski powrót na Eurowizję zbiegł się w czasie z kolejnymi tłustymi latami Festiwalu w San Remo. W mijającej dekadzie oglądalność była rekordowa jak na warunki dzisiejszego rynku muzycznego. Żadna inna europejska narodowa impreza muzyczna muzyczna nie może pochwalić się kilkunastoma milionami telewidzów dzień w dzień śledzących ją przed telewizorami. To w ubiegłych latach  Sanremo wypromowało Emmę, Arisę, Marco Mengoniego, Mahmooda, Francesco Gabbaniego. W tej chwili jest to prawdziwy maraton trwający 5 dni, a w tym roku nawet 6, biorąc pod uwagę dodatkowy wieczór jubileuszowy, który odbędzie się już w najbliższy poniedziałek. I każda część, trwająca kilka godzin, z pewnością znów przyciągnie przed odbiorniki tłumy.

Dlaczego trwa to aż tyle? I dlaczego odnosi taki sukces? Włosi potrzebują czasu. Włoskie dolce Vita to przecież  nic innego jak delektowanie się przyjemnością życia. Muzyka jest jedną z nich. Włosi uwielbiają rozmawiać, nic nie może dziać się bez odpowiedniej dyskusji. Nad piosenkami trzeba pomyśleć, przedyskutować je ze znajomymi, z rodziną. To dlatego nikt nie protestuje, gdy jeden wieczór z Sanremo, pomiędzy przerwami reklamowymi, rozmowami z wieloma zaproszonymi gośćmi, kabaretowymi scenkami, potrafi trwać nawet 5 godzin. W tym czasie Włosi akurat zjedzą kolację, zdążą przemyśleć, przedyskutować i skrytykować w domowym zaciszu piosenki i prowadzących. Zresztą nie tylko piosenki, ponieważ od lat festiwal jest swojego rodzaju sceną prezentująca włoską kulturę i duszę. Oprócz muzyki jest tu miejsce na debatę polityczną, pokaz wysokiej mody, dyskurs obyczajowy, kabaret i samouwielbienie włoskiej kultury. Kultury, do której Włosi są niezwykle przywiązani, a której nieodłącznym już elementem stał się Festiwal Piosenki Włoskiej w San Remo.

Źródło: EurofestivalNews, Corriere.it (fot. Zoomagazine.it)