Litewskie preselekcje Eurovizijos Atranka 2017 dobiegły końca! Po dziesięciu koncertach preselekcyjnych najlepszy okazał się zespół Fusedmarc z utworem „Rain of revolution” i to właśnie ich zobaczymy w Kijowie jako reprezentantów Litwy w Konkursie Piosenki Eurowizji 2017!

Dzisiejszy wieczór obfituje w emocje preselekcyjne – kilka krajów kończy swoje wybory i poznajemy ich reprezentantów. Także i Litwa dotarła w końcu do finału swojego maratonu. Przez dziesięć ostatnich tygodni śledziliśmy zmagania mniej lub bardziej znanych szerszej publiczności litewskich artystów, którzy starali się o wyjazd do Kijowa. Teraz przyszedł czas na finał. Wzięło w nim udział siedmiu wykonawców, którzy w kolejnych koncertach zdobywali serca widzów i jurorów.

W finale największą sympatią jury cieszył się właśnie zespół Fusedmarc. Na drugim miejscu znalazła się Aistė Pilvelytė a na trzecim – kontrowersyjna Lolita Zero. Widzowie również najbardziej docenili zwycięzców całych preselekcji przyznając im swoje 12 pkt. Drugim miejscem mogła cieszyć się Kotryna Juodzevičiūtė, a trzecim – Aistė Pilvelytė.

Choć w preselekcjach do Eurowizji grupa Fusedmarc brała udział po raz pierwszy to tak naprawdę nie są debiutantami – w świecie muzyki obracają się już od dobrych kilkunastu lat! Ich twórczość to niezwykle oryginalne wyrażenie emocji zarówno poprzez obraz, jak i dźwięki muzyki elektronicznej.

Grupa Fusedmarc oficjalnie zostaje 18. reprezentantem Litwy w Konkursie Piosenki Eurowizji. Czy poradzą sobie lepiej niż Donny Montell w zeszłym roku? A może zdobędą pierwsze w historii Grand Prix dla Litwy? Przekonamy się o tym już w maju!

2 KOMENTARZE

  1. O mój Boże… kolejna się produkuje… i jaki pocieszny angielski… No cóż, może po litewsku brzmiałoby lepiej… co ja mówię… NA PEWNO brzmiałoby lepiej…

    Jeśli chodzi o irytujące utwory w tym roku, no to ta jodłująca Rumunka przynajmniej umie lepiej śpiewać (ma lepszy głos, i nie krzyczy 🙂 ) w porównaniu z tą dziewczyną z Litwy 🙂 .

    Tytuł piosenki w sam raz na Ukrainę 🙂 . Mam nadzieję, że nie ma w tym jakichś podtekstów politycznych, że chodzi o jakąś inną rewolucję (może duchową? 😀 )… ona tak kiepsko śpiewa po angielsku (choć lepiej od Islandki 🙂 ), że nawet nie chce mi się wsłuchiwać w ten tekst…

    A szkoda, bo muzyka może i byłaby ciekawa, taka elektronika, tylko, że wszystkie wady przysłaniają tą (potencjalną?) zaletę.

  2. To się pośmiałem… Nie tylko ze zwycięskiej krzykaczki drącej japę do plumkania, ale i z całego poziomu. Super Litwo, gratuluję! Umieszczę Was gdzieś koło rumuńskiego jodłowania w zaszczytnej 3 z hasłem „tego nie słuchać nigdy więcej, pod żadnym pozorem”. PS. Gdybym dzisiaj musiał wybrać (czyli gdybym już miał pistolet przy skroni) to Greta Zazza.