Tegoroczny wybór Grecji wywołał wiele kontrowersji w mediach. Choć kraj ma zaprezentować się na eurowizyjnej scenie w utworze z tradycyjnymi elementami muzyki bałkańskiej, mówi się, że reprezentant Hellady ma powiązania z szefem publicznej stacji ERT. 

Pierwsze spekulacje i plotki na temat nowego greckiego reprezentanta pojawiły się już jakiś czas temu, jednak publiczny nadawca konsekwentnie milczał w kwestii szczegółów selekcji. Co prawda dla fanów
z tego kraju było jasne, że wybór zostanie dokonany wewnętrznie, jednak nikt nie miał informacji dotyczących przyjmowania zgłoszeń przez nadawcę publicznego. Na giełdzie nazwisk przewijał się Loucas Yiorkas (Grecja 2011, zajął w Düsseldorfie 7. miejsce z piosenką Watch my dance), popularna w kraju Eleni Foureira (uczestniczka greckich selekcji 2010) czy formacja Sleepin Pillow. Od początku bieżącego miesiąca było wiadome, że utwór, który zostanie wykonany w Sztokholmie, utrzymany będzie w klimacie tradycyjnej muzyki bałkańskiej, w warstwie tekstowej nawiązując do kryzysu migracyjnego i ekonomicznego w Europie. Zapowiedziane zostało również, że po trzech latach język grecki powróci na Eurowizję. Co ciekawe, mówiło się także o tym, że… piosenka będzie utrzymana
w radosnym klimacie, do którego zdążyły przyzwyczaić nas propozycje z tego śródziemnomorskiego kraju. Jednocześnie dyrektor stacji w jednym z wywiadów potwierdził, że artyści broniący greckich barw w stolicy Szwecji nie są znani szerszej publiczności, jednak niezwykle utalentowani. Wtedy zaczęto domyślać się, że zastosowanie liczby mnogiej oznacza wybór zespołu.  

Kilka dni później portal Oikotimes poinformował, że na Eurowizję pojedzie formacja z Salonik, która jest niemal zupełnie nieznana szerszej publiczności. Wtedy też zaczęto podejrzewać, że za takim wyborem stoją… powiązania z szefem ERT, Dionysisem Tsaknisasem. Wywołało to lawinę negatywnych komentarzy i oskarżeń o kumoterstwo. Nadawca jednak konsekwentnie milczał. Aż do początku tego tygodnia, gdy do mediów wyciekła nazwa grupy, która będzie reprezentowała Helladę w Sztokholmie. Chodzi o zespół Europond – znajomych dyrektora ERT z Salonik, którzy wykonają na scenie piosenkę
w dialekcie pontyjskim języka greckiego, którym na terenie kraju posługuje się ok. 1,2 miliona mieszkańców.  Krótko po tej informacji potwierdzono, że do stolicy Szwecji pojedzie owa formacja, jednak pod… zmienioną nazwą – Argo. To zespół tworzący muzykę z pograniczna hip-hopu i tradycyjnej muzyki pontyjskiej, w którego skład wchodzą Christina Lachana (wokal), Maria Venetikiodou (chórzystka), Vladimiros Sofianidis (wokal), Kostas Topouzis (lira pontyjska), Ilias Kesidis (chórzysta, perkusja) oraz Alekos Papadopoulos (rodzaj bębna, znany jako davul). Formacja to rdzenni mieszkańcy Abchazji (państwa nieuznawanego na arenie międzynarodowej, wchodzącego w skład Gruzji, leżącego na zachodnim Kaukazie), którzy jako dzieci wyemigrowali do Grecji, osiedlając się
w Salonikach.

Choć nie odnieśli oni do tej pory spektakularnego sukcesu, tworzą już od 15 lat. Wydali dwa albumy. Przed Eurowizją skład powiększył się o dwóch członków: Marię i Alekosa. Póki co, nie jest znana data premiery utworu, który Argo wykonają w Sztokholmie.

Źródło: dziennik-eurowizyjny.blog.pl, facebook, esctoday.com, oikotimes, esckaz.

Fot.  lifo.gr

1 KOMENTARZ

  1. Nawet jeśli mamy tutaj do czynienia z nepotyzmem, to sama piosenka może być dobra. Zespół, który został wybrany wewnętrznie, ma ogromny potencjał. Nie znamy oczywiście utworu, ale jeśli będzie utrzymany w podobnym klimacie, to dlaczego nie;)