Trudna sytuacja ekonomiczna Grecji zmusiła tamtejszy rząd do podjęcia kolejnych kroków w celu znalezienia oszczędności. Tym razem kryzys finansowy uderzył w greckiego nadawcę publicznego, ERT. Decyzją rządu państwowa telewizja i radio zawiesiły swoją działalność w nocy z 11 na 12 czerwca, co wywołało falę protestów zarówno wśród mieszkańców Grecji, jak i pracowników zamkniętej instytucji.

W ubiegłą środę Międzynarodowy Fundusz Walutowy opublikował raport dotyczący realizacji programu pomocowego jakim jest objęta Grecja od 2010 roku. Wynika z niego, że na przestrzeni czasu popełniono wiele błędów, których skutkiem jest mniejsza efektywność działań podjętych w celu poprawy kondycji finansowej Grecji. Raport ten mógł skłonić grecki rząd po podjęcia tak radykalnej decyzji, jaką jest zamknięcie publicznego nadawcy, ERT. Decyzja ta została skrytykowana przez zdecydowaną większość społeczeństwa, w tym nawet przez współrządzących koalicjantów. Co ciekawe, została ona uchwalona jako dekret, który nie wymaga zatwierdzenia przez parlament.

Rząd próbuje jednak bronić swojego stanowiska, zaznaczając, że przy obecnym kształcie i sposobie zorganizowania tej instytucji, jest ona zbyt dużym obciążeniem dla państwowego budżetu i to właśnie tam należy szukać oszczędności w obecnej sytuacji. Koszt rocznej działalności ERT szacuje się na około 300 milionów euro.

Zawieszenie działalności publicznego nadawcy może potrwać nawet kilka miesięcy. Grecka telewizja i radio mają na nowo rozpocząć nadawanie po zakończeniu procesu restrukturyzacji i redukcji zatrudnienia wewnątrz tej instytucji. Rząd zapowiada koniec greckiego nadawcy publicznego jakiego znaliśmy do tej pory. Według nieoficjalnych informacji, na miejsce ERT ma powstać stworzona od podstaw telewizja o nazwie NERIT (New Hellenic Radio Internet and Television), która będzie znacznie „szczuplejsza” w swej konstrukcji oraz tańsza w utrzymaniu. Zwolnionych może zostać ponad 2,5 tysiąca pracowników. Od wtorku przed siedzibą ERT gromadzą się dziennikarze oraz zwykli mieszkańcy Aten, protestujący przeciwko takiemu biegowi zdarzeń. W geście solidarności ze wszystkimi, którzy mają stracić pracę, pracownicy komercyjnych stacji telewizyjnych zapowiedzieli na czwartek 24-godzinny strajk.

Zawieszenie działalności publicznego nadawcy ERT spotkało się z szybką reakcją ze strony Europejskiej Unii Nadawców. Warto wspomnieć, że grecka telewizja była jednym z założycieli tejże właśnie organizacji. W liście wystosowanym do premiera Grecji, Antonisa Samarasa, dyrektor generalny EBU, Ingrid Deltenre, zaapelował, by ten zrobił wszystko co w jego mocy w celu cofnięcia wcześniej podjętej decyzji. Zaznaczył także, że ze względu na istotne znaczenie publicznych, niezależnych od rządu mediów w demokratycznym państwie, tego typu decyzja powinna być poprzedzona wnikliwą analizą i otwartą debatą, przeprowadzoną w parlamencie. Europejska Unia Nadawców zaoferowała także swoją pomoc i wsparcie w celu stworzenia w Grecji skutecznie działających, publicznych mediów, funkcjonujących zgodnie z założeniami tego typu państwowych instytucji.

Wobec takiego stanu rzeczy oraz coraz bardziej pogłębiających się tendencji do szukania oszczędności przez Greków, szanse na pojawienie się reprezentanta tego kraju na przyszłorocznej Eurowizji sukcesywnie maleją. Z drugiej jednak strony, podobna sytuacja miała miejsce w zeszłym roku, gdzie ostatecznie, mimo wszystko, zobaczyliśmy grecką piosenkę na scenie w Malmö. Udział Grecji w 59. Konkursie Piosenki Eurowizji pozostaje więc kwestią otwartą. Najprawdopodobniej jednak będziemy musieli uzbroić się w sporą dawkę cierpliwości, oczekując na ostateczną decyzję ze strony greckiego nadawcy.