Wygwizdani prowadzący i jurorzy. Zdobywca drugiego miejsca przeklinający do dziennikarzy. Bojkot niedzielnego programu rozrywkowego przez część uczestników. Politycy krytykujący festiwal. Zobacz jak do tego doszło!

Mahmood odniesie sukces na Eurowizji, pokazuje nowoczesne oblicze Włoch [OPINIA]

Dawno już żadna edycja Festiwalu Piosenki Włoskiej Sanremo nie przyniosła tylu emocji. Wszystko zaczęło się od ogłoszenia wyników i braku podium dla Loredany Berte’. Emocje wzięły górą i publiczność buczeniem i gwizdami obsypała prowadzących oraz jurorów, następnie skandując długo „Loredana, Loredana”. Doszło nawet do tego, że prowadzący musieli uspokajać publikę Teatru Ariston, by móc ogłosić skład top3.

Wyniki finałowe tylko dolały oliwy do ognia – po raz pierwszy od wielu lat zwyciężył faworyt jury i dziennikarzy Mahmood, który w televotingu zdobył zaledwie nieco ponad 14% głosów. Wielki faworyt publiczności, Ultimo, pomimo zdobycia prawie połowy głosów telewidzów (ponad 46%), musiał zadowolić się drugim miejscem. W niewybredny sposób skomentował to na konferencji prasowej, w wulgarnych słowach dając do zrozumienia dziennikarzom, że ma ich dość i, że dzięki festiwalowi choć przez tydzień mogą się poczuć ważni. Odmówił tradycyjnego zdjęcia wszystkich trzech superfinalistów dla tygodnika TV Sorrisi e Canzoni, a następnego dnia nie pojawił się w programie Domenica In, w którym tradycyjnie pojawiają się uczestnicy zakończonego dzień wcześniej Sanremo.

Również inni uczestnicy na znak cichego protestu wobec wyników odmówili udziału w programie, w tym wspomniana wcześniej Loredana Berte’, Paola Turci czy Francesco Renga. 

Dostało się także dziennikarzom, którzy mieli w wulgarny sposób odnosić się do części artystów, których utwory im się nie spodobały. W ostatnich godzinach oświadczenie na ten temat wydało trio Il Volo, oskarżając dziennikarzy o liczne wulgaryzmy kierowane pod ich adresem.

Gromy spadły na nadawcę publicznego RAI za „anulowanie głosów widzów i oszustwo”, „nieliczenie się z głosem narodu”, „ustawienie wyników festiwalu”.

Jak zwykle w takich okolicznościach okazję do zbicia kapitału politycznego wyczuli też politycy m.in. wicepremier Luigi Di Maio, który wytknął przepaść między wolą narodu i „elitami radical chic” i zasugerował zniesienie głosowania jury w przyszłym roku oraz wicepremier Matteo Salvini, który wyraził poparcie dla Ultimo i poddał w wątpliwość jakoby piosenka Mahmooda była najlepszym włoskim utworem.

Wodą na młyn nacjonalistycznych krytyków jest dodatkowo fakt, że ojciec Mahmooda był Egipcjaninem, a sam artysta w piosence użył kilku słów po arabsku i  wykorzystał afrykańskie brzmienia. Sam Mahmood określa zresztą swoją muzykę jako „marocco pop”.

Swoje dwa grosze do kłótni o Sanremo dorzuciło także stowarzyszenie Codacons, które broni praw konsumentów. Zapowiedziało złożenie oficjalnej skargi na wyniki i sposób liczenia głosów u odpowiednika polskiego UOKiK.

Tymczasem medialny szum i polemika zdają się wzbudzać niepewność Mahmooda co do startu w Konkursie Piosenki Eurowizji. Pomimo pierwotnego potwierdzenia udziału w Eurowizji już dzień po finale Sanremo artysta stwierdził, że „rozważy” udział oraz, że musi przemyśleć ewentualny start, zwłaszcza pod kątem ogromu pracy, który się z nim wiąże.

Tymczasem zwycięski utwór bije rekordy popularności w platformach streamingowych – jest absolutnym numerem 1 we Włoszech, ale znalazł się w czołówce także w kilku innych krajach, a nawet w top40 światowej listy Spotify Viral.

źródło: social media, eurofestivalnews.com, (fot. liberoquotidiano.it)

2 KOMENTARZE