Hiszpania na Eurowizji - na zdjęciu Rodolfo Chikilicuatre, reprezentant Hiszpanii w 2008 roku.

Hiszpania na Eurowizji występuje nieprzerwanie od 1961 roku. Prawie sześć dekad muzycznej obecności na największej europejskiej scenie przyniosło dwukrotnie zwycięstwa i pięciokrotnie miejsca na pozostałych stopniach podium. To historia pełna wzlotów i upadków, utworów dynamicznych i spokojnych, uznanych artystów i amatorów. Sprawdźcie sami, dlaczego część z nas tak lubi Hiszpanię na Eurowizji.

Hiszpania czeka na duży, eurowizyjny sukces od niemal ćwierć wieku, od czasu drugiego miejsca Anabel Conde w 1995 roku. Nic więc dziwnego, że krajowy nadawca, RTVE, tak usilnie szuka swojej drogi w Konkursie. W ciągu ostatnich 20 lat Hiszpanie wybierali swojego reprezentanta za pomocą jednorazowego konkursu, rozbudowanego formatu typu talent-show, Operación Triunfo, czy choćby programu Misión Eurovisión, gdzie widzowie wybierali tylko najciekawszą kompozycję. W tym roku RTVE postanowił wybrać całkowicie wewnętrznie. Do Rotterdamu z Hiszpanii pojedzie Blas Cantó.

Eurowizja 2020: czy Hiszpania wybrała dobrego artystę?

Magiczny język hiszpański

Zgodnie ze statystykami język hiszpański jest drugim, najbardziej powszechnie używanym językiem na świecie, a jako ojczysty deklaruje go ponad 500 milionów osób. Naturalnie, to sprawia, że liczba znawców i sympatyków tego języka w Europie jest duża. To także język postrzegany przez wielu jako melodyjny i romantyczny. Na 58 występów Hiszpanów na Eurowizji tylko raz RTVE wysłał artystę śpiewającego w innym języku niż rodzimy. W 2016 roku Barei na scenie w Sztokholmie zaprezentowała anglojęzyczny utwór Say Yay! Nie przyniosło to jednak oczekiwanych rezultatów i jedna z faworytek fanów przed Konkursem zajęła dopiero 22. miejsce. Na drugim biegunie są wokaliści, którzy nie tylko śpiewali swoje  kompozycje po hiszpańsku, ale dzięki charakterystycznej melodii, choregorafii prezentacji scenicznej oddawali prawdziwie hiszpański klimat, jak: David Civera (2001), Ramón (2004) czy zespół Son de Sol (2005).

Energiczne, żywiołowe i dyskotekowe utwory

Hiszpanie, jak inne narody zamieszkujące południową Europę, kojarzą się nam z ognistym temperamentem. Ten często objawia się także w tworzonych przez nich kompozycjach, co nadaje im oryginalny sznyt. Ten widoczny był na Eurowizji już w latach 60. Najpierw w wyróżniających się balladach, aż wreszcie w jednej z pierwszych dynamicznych piosenek w Konkursie, Vivo cantando, z którą Salomé wygrała organizowaną w Madrycie Eurowizję 1969 (jako jedna z czterech artystów tamtego wieczoru). Rozwijające się tempo piosenki z wolnego w szybkie i niekonwencjonalne, jak na tamte czasy, ruchy bioder wokalistki, które podkreślał niebieski kostium wykonany z tysięcy frędzli, przeszły do kanonu występów eurowizyjnych.

Przez lata Eurowizja była na przekór trendom, stąd kiedy utwory z gatunku dance zaczęły być popularne w Europie w latach 90., na Eurowizję masowo dotarły na początku XXI wieku. Prym wiodła oczywiście Hiszpania. W 2003 roku dance’owa piosenka Dime w wykonaniu Beth była typowana nawet do zwycięstwa w Konkursie. Ostatecznie zajęła dopiero ósmą pozycję i musiała zadowolić się Nagrodą im. Marcela Bezençona (twórcy Eurowizji) przyznaną przez fanów. W kolejnych latach Hiszpanie próbowali osiągnąć wysoki wynik z innymi propozycjami z pogranicza dance i dance-popu, np. I Love You Mi Vida (2007), La noche es para mi (2009) czy Que me quiten lo bailao (2011). Za każdym razem z podobnym efektem, plasując się na dole tabeli.

Monumentalne ballady

Coś za czym wielu fanów Hiszpanii na Eurowizji tęskni. Poruszają i zdobywają uznanie także tych, którzy zwykle nie przepadają za hiszpańskojęzycznymi propozycjami. Połączenie oryginalnych kompozycji i spektakularnych głosów prawie zawsze przynosiło Hiszpanom dobre rezultaty, a widzom dostarczało niezapomnianych wrażeń. Wśród najbardziej znanych reprezentantów tego kraju wykonujących ten rodzaj muzyki zaliczymy Anabel Conde, Pastorę Soler czy Ruth Lorenzo.

Fani Eurowizji szczególnie wspominają kompozycję Quedate Conmigo, którą Pastora Soler wykonała w Baku w 2012 roku. Przed konkursem była obok Loreen, Buranowskich Babuszek czy Željko Joksimovicia faworytką do zwycięstwa. Brawurowo i wybitnie zaśpiewany utwór nie wystarczył do triumfu i ostatecznie artystka zajęła dopiero dziesiąte miejsce. Udziałowi Soler w Eurowizji towarzyszył skandal. Sama zainteresowana na dzień przed finałem miała zasugerować, że nadawca poprosił ją o niewykorzystywanie w pełni swoich możliwości wygranej, gdyż w przypadku wygranej RTVE nie byłby w stanie stanąć na wysokości zadania i zorganizować kolejną edycję konkursu w Hiszpanii.

Wpadki na żywo

W historii Eurowizji tylko trzykrotnie artyści ponownie powtarzali swoje występy podczas tego samego konkursu z powodów technicznych lub organizacyjnych. Niechlubną tradycję zapoczątkował w 1958 roku Włoch, Domenico Modugno, znany z ponadczasowego przeboju Nel blu dipinto di blu (Volare). Kolejne dwie okazje należą do Hiszpanów. W 1990 r. duet Azúcar Moreno rozpoczynał konkurs odbywający się w Zagrzebiu, czemu towarzyszył mały skandal. Nagrany podkład muzyczny nie został zsynchronizowany z orkiestrą, przez co dwie charyzmatyczne Hiszpanki nie zorientowały się, w którym momencie powinny zacząć śpiewać. Po kilku sekundach chaosu na scenie, wyraźnie zdenerwowane i podirytowane artystki skierowały się w kierunku kulisów. Po trwającym kilkadziesiąt sekund i transmitowanym na żywo zamieszaniu piosenkarki ponownie przystąpiły do wykonania prezentacji. Tym razem wszystko przebiegło poprawnie, a wokalistki zajęły w końcowym rozrachunku piątą lokatę.

20 lat później wpadka organizatorów sprawiła, że Hiszpanie po raz kolejny musieli powtarzać występ. W Oslo w 2010 roku w trakcie prezentacji Daniela Digesa na scenę wtargnął kataloński prankster, który na tyle skutecznie udawał członka zespołu tanecznego towarzyszącego piosenkarzowi, że ochrona wydarzenia dopiero po kilku sekundach zorientowała się, co właściwie się stało. Tym samym na scenie w wyniku błędu organizatorów znalazło się siedem osób, co jest niezgodne z regulaminem konkursu. Europejska Unia Nadawców zaproponowała powtórzenie występu Digesowi, na co przystała hiszpańska delegacja. Trudno jednak powiedzieć, że ponowna prezentacja pomogła osiągnąć Hiszpanom dobry wynik. Wyraźnie skonsternowany Daniel Diges zajął dopiero 15. pozycję. Jak się później okazało jest to jedno z najlepszych miejsc zajętych przez Hiszpanię na Eurowizji w ostatniej dekadzie.

Abstrakcyjne, niezrozumiałe, „guilty pleasure”

Choć tego typu występów jest na Eurowizji bez liku, dziwnym trafem znaczna część z nich, to te pochodzące z Hiszpanii. Można powiedzieć, że trend w tego rodzaju prezentacji wyznaczyła Betty Massiego, reprezentująca Hiszpanię na Eurowizji w 1979 roku z utworem Su Canción. Artystka nie dość, że zasłynęła z największej liczby wyśpiewanej sylaby „la” (łącznie 152 razy), to na dodatek w swój eurowizyjny występ zaangażowała czwórkę dzieci. Nietypowy koncept sprawdził się. Hiszpania zajęła drugie miejsce, lecz był to pierwszy sygnał dla Europejskiej Unii Nadawców, by nałożyć limit wieku na uczestników konkursu.

Później hiszpańscy reprezentanci próbowali zaskoczyć publiczność na wiele sposobów: ubiorem, jak Lydia w 1999 roku, ubrana w prostą, długą sukienkę w pasy w kolorach tęczy, pomysłem scenicznym, jak wspomniany Daniel Diges w 2010 roku, który próbował przenieść widzów w świat zabawek, choreografią, jak Las Ketchup w 2006 roku, gdzie członkinie popularnej grupy śpiewały i obracały się na czerwonych krzesłach biurkowych, czy spektakularnym motywem, jak pozorowany upadek Barei w 2016 roku. Jednak absolutnym zwycięzcą w tej kategorii, dla wielu zbyt abstrakcyjny i niezrozumiały, a jednocześnie tandetny i kiczowaty, jest występ Rodolfo Chikilicuatre i jego Baila el Chiki-chiki. Tego nie trzeba więcej opisywać, to trzeba po prostu przeżyć.

A za co Wy kochacie Hiszpanie? Podzielcie się w komentarzach!