fot. Maciej Stępien/eurowizja.org

Grupa Hatari budziła kontrowersje jeszcze przed wygraną preselekcji do 64. Konkursu Piosenki Eurowizji nie tylko ze względu na tekst piosenki czy wizerunek, ale również ze względu na polityczne zaangażowanie.   

Islandzka reprezentacja uzyskała 10. miejsce w finale, a w półfinale 3. (wygrywając głosowanie widzów). Warto dodać, że od polskich widzów Hatari uzyskali dwie „dwunastki”. W finale oprócz Polski najwyższe noty przekazali też widzowie z Finlandii i Węgier. W trakcie finału przed telewizorami zasiadło 171 tysięcy oglądających co stanowi 68,2% udziału w rynku dla telewizji RÚV. Natomiast w trakcie wtorkowego półfinału było to około 149 tysięcy widzów (59,4% udziału). Jest to najwyższy wynik od 2009 roku, czyli 2. miejsca Yohanny.

Po powrocie do ojczyzny Einar Stefánsson, jeden z członków zespołu, podzielił się swoim refleksjami z uczestnictwa w konkursie w rozmowie z dziennikiem Morgunblaðið. Muzyk stwierdził, że Eurowizja to kolejny, jeden z wielu projektów formacji. Mimo to echa udziału Hatari w konkursie nadal rozbrzmiewają. Głównie ma to miejsce za sprawą sytuacji, do której doszło w green roomie w trakcie przyznawania not od widzów.

Nienawiść zwyciężyła? Problematyczny gest Hatari

Hatari nigdy nie ukrywało swojego politycznego zaangażowania oraz wyrazu sprzeciwu wobec izraelskiej polityki w stosunku do Palestyny. Stefánsson wyraził swoje zaskoczenie, że niewielu uczestników miało odwagę zwrócić uwagę na kwestie z którymi borykają się relacje izraelsko-palestyńskie. Jednocześnie muzyk dodał, że dzięki Eurowizji przekaz grupy dotarł do wielu osób. Tym samym projekt zmienił swój charakter z lokalnego na międzynarodowy. Warto wspomnieć, że Hatari pojawią się w Polsce w ramach trasy koncertowej „Iceland to Poland” (WIĘCEJ).

Jak zdradził główny wokalista grupy – Matthías Tryggvi Haraldsson, członkowie delegacji z ramienia telewizji RÚV nie zostali poinformowani o zamiarach Hatari:

Zawsze uważaliśmy, że ważne jest by sztukę traktować jako narzędzie do zadawania pytań, wyciągać rzeczy z kontekstu by zmusić ludzi do zastanowienia. To był jedyny sposób.

Zachowanie Hatari podczas finału Eurowizji spotkało się z pozytywnym odbiorem wśród palestyńskich aktywistów. Matthias zdradził, że dostał zaproszenie od działacza na rzecz praw człowieka – Dr. Mustafy Bargouttiego by zagrać w mieście Ramallah w środkowej Palestynie.

Kontrowersyjny akt formacji odbił się szerokim echem w mediach i pojawiły się nawet pogłoski o tym, że Islandia poniesie karę. Jon Ola Sand przekazał grupie w Tel Awiwie, że Grupa Referencyjna Europejskiej Unii Nadawców traci cierpliwość do prowokacji zespołu. Jednak dyrektor telewizji RÚV uważa, że Islandii nie grozi dyskwalifikacja z przyszłej edycji konkursu choć były szef islandzkiego radia publicznego i obecny parlamentarzysta – Páll Magnússon jest zdania, że może dojść do takiej sytuacji. Ostatecznie kwestia kary dla nadawcy islandzkiego będzie dyskutowana podczas czerwcowego spotkania Grupy Referencyjnej.

Rozczarowana zachowanie Hatari jest m.in. de facto druga osoba w rządzie Izraela, Minister Kultury, Miri Regev. Jej zdaniem Hatari popełnili ogromny błąd, tak samo jak Madonna (której tancerze mieli na strojach flagi Palestyny i Izraela w celu nawoływania do pokoju). Natomiast Magnús Magnússon ze stowarzyszenia „Islandia-Palestyna” popiera gest reprezentantów mówiąc, że jest dumny ze swoich reprezentantów:

My wspieramy bojkot. To oczywiste, że Hatari wzbudzili konsternację zwracając uwagę na całkowicie ignorowany naród. Uważam, że jest to miły gest, kiedy w telewizji pojawia się palestyńska flaga. Szczególnie mając na uwadze fakt, że w jest ona w Izraelu całkowicie zakazana. Mam nadzieję, że Hatari wciąż będzie ambasadorem sprawy palestyńskiej po powrocie do domu.

Sama grupa najwyraźniej nie przejmuje się kontrowersjami: kilka dni temu wydany został utwór z palestyńskim muzykiem.

Źródło: Morgunblaðið, Fréttablaðið, RÚV