Od wygranej Netty Barzilai w finale 63. Konkursu Piosenki Eurowizji minął już ponad miesiąc. Od tego czasu gorzeje dyskusja na temat tego, gdzie odbędzie się kolejna edycja wydarzenia. Zgodnie z tradycja, konkurs organizowany jest przez kraj, który jako ostatni go wygrał, najczęściej w stolicy. W przypadku Izraela nie jest to jednak takie proste…

Teoretycznie to Jerozolima jest stolicą Izraela i jako jedyne miasto w tym kraju posiada obiekt, który spełnia wymagania techniczne Konkursu Piosenki Eurowizji. Wydarzenie  to odbyło się już w tym miejscu już dwa razy. Praktycznie Eurowizja 2019 odbyć się w tym mieście nie może.

Nie tylko kontrowersją są kwestie bezpieczeństwa uczestników i fanów eurowizyjnych. Polityka Izraela i konflikt z Palestyną dla wielu krajów mogą być pretekstem do bojkotu Konkursu, co oczywiście jest bardzo nie korzystne dla interesów Europejskiej Unii Nadawców. Pojawiają się więc coraz częściej plotki i doniesienia, że Eurowizja najprawdopodobniej zostanie przeniesione do Wiednia. Czy tak się stanie?

Stronie izraelskiej na organizacji Eurowizji zależy bardzo. Choć początkowo pojawiały się dosyć mocne naciski ze stron władz tego kraju na organizację wydarzenia w stolicy, na daną chwilę coraz mocniej optuje się opcję Tel Avivu. Jest to najbardziej przyjazne turystom oraz środowisku LGBT miasto w Izraelu. Początkowo miejscowy burmistrz nie chciał podjąć się organizacji Eurowizji, jednak zmienił zdanie. Problemem pozostaje brak odpowiedniej hali przystosowanej do potrzeb Konkursu, jednak, jak pokazały przykłady Danii w 2014 oraz Azerbejdżanu w 2012 roku, według potrzeb odpowiedni obiekt można albo przystosować z budynku innego przeznaczenia (np. stoczni) bądź zupełnie od nowa go wybudować.

Przeniesienie Konkursu do Austrii mogłoby poskutkować trwałym zaburzeniem tradycji organizowania Eurowizji w kraju, który ostatnio ją wygrał. Szkoda by było, bo jest to jeden z filarów działania tego wydarzenia dla fanów i dodatkowa „nagroda” dla zwycięzcy. Wiadome jest, że zasada ta i tak nie będzie możliwa do zachowania np. w przypadku zwycięstwa Australii. Jak na razie jednak potrzeba jej znoszenia nie jest aż tak duża. Co prawda w przeszłości nie raz zdarzało się, że Eurowizji nie organizował zwycięstwa (w tym raz po wygranej Izraela w 1980 roku) i nie wpływało to na późniejsze anulowanie tej tradycji. Patrząc jednak na fakt, jak mocno Eurowizja się w ostatnich latach rozrosła i jak dużym jest przedsięwzięciem, EBU może chcieć ułatwić sobie organizację lokując Konkurs w „najwygodniejszych” krajach. Co może skutkować nieprzerwanym ciągiem Eurowizji w krajach zachodnich oraz skandynawskich. Z jednej strony wpływałoby to zapewne na stałe podniesienie jakości organizowanego show, z drugiej strony dyskredytowało bardziej egzotyczne kraje.

O tym, gdzie odbędzie się przyszłoroczna Eurowizja, dowiemy się najpóźniej pod koniec lata. Tymczasem trwać będą zażarte dyskusje i negocjacje między EBU a stroną izraelską. Czy zakończą się dla tej drugiej triumfem? Czas pokaże.

UPDATE: EBU poprzez Twittera poinformowała, że odbyło się spotkanie z przedstawicielami telewizji KAN na temat przyszłorocznej Eurowizji i w tym momencie trwają dyskusje nad tym, w jakim mieście w tym kraju odbędzie się Konkurs.

Foto: oikotimes.com