Nie milkną echa po dzisiejszym wywiadzie Jacka Kurskiego w Radiu ZET. Prezes TVP potwierdził tym samym moje przypuszczenia z Lizbony, które po wygranej wybranej wewnętrznie Roksany Węgiel przybrały tylko na sile.

Odkąd Jacek Kurski zasiadł w fotelu prezesa TVP, stopniowo zaczęło się zmieniać nastawienie nadawcy publicznego do Konkursu Piosenki Eurowizji. Najpierw było całkowite odcięcie się od poczynań poprzedników, poprzez zerwanie z kapturowymi sądami (więcej). Jak się to skończyło – wszyscy wiemy. Nie pojechała Margaret (chociaż wtedy miała realną szansę), co do dzisiaj według fanów jest uważane za największy błąd publicznego nadawcy. Nie pojechała Edyta Górniak, zdobywczyni najlepszego, polskiego wyniku na Eurowizji. Jak pamiętamy, do Sztokholmu pojechał bardzo dobry technicznie Michał Szpak, który pokazał, że z precyzyjnym wykonaniem piosenki mamy szansę na rewelacyjny wynik.

Krajowe Eliminacje 2016 były uważane za najlepsze od wielu lat. Nie tylko ze względu na dobór artystów, lecz także dzięki utworom, którym niczego złego tak naprawdę nie można było zarzucić.

Ostatnie dwa lata selekcyjne to jednak drastyczny spadek jakości: mieliśmy zawsze jeden, góra dwa utwory dobrych jakościowo, lecz niezupełnie pasujących (cokolwiek to oznacza) do Konkursu Piosenki Eurowizji. Trafną diagnozę postawił tutaj Jacek Kurski mówiąc o dwóch aspektach tej sytuacji. Pierwszym z nich jest brak nazwisk.

Wiemy, dlaczego eliminacje nie udawały się do tej pory. Mieliśmy sygnały od prestiżowych, najlepszych polskich wykonawców, że nie chcą uczestniczyć w eliminacjach, gdzie dziewięciu czy dziesięciu artystów musi przegrać, a jeden wygrywa. Jest to takie trochę „liczenie koni na targu”.

Prawdą jest, że żaden artysta nie lubi być ocenianym przez innych. Rzeczywistość jednak pokazuje co innego i na każdym etapie ich dyskografia jest poddawana ocenie. Najpierw przez wytwórnię, czy warto zainwestować w promocję utworu lub albumu. Później przez dyrektorów stacji radiowych, którzy decydują czy singiel jest wart uwagi, aby wrzucać go do swoich playlist. Rynek oraz fani to obszar najbardziej wymagających słuchaczy. To słuchacze chodzą na koncerty, kupują płyty. Aż w końcu: wyznaczają prawdziwą wartość artysty. Argument, chętnie przytaczany przez prestiżową artystyczną pierwszą ligę traci więc na znaczeniu. Więc powód ich niechęci może być zgoła inny…

Dzisiaj słyszy się, że artystą jest się wtedy, kiedy jest się prawdziwie niezależnym od mediów, wytwórni, a wszystko oddaje się fanom. Tutaj więc wyłania się ten drugi aspekt, jakim jest jury.

Zastanawiamy się, czy to będzie „dyktatorska” decyzja prezesa Telewizji Polskiej czy jednak konkurs. Czasem jest tak, że gusta jury są bardzo dziwne i rozchodzą się z gustami ludzi.

Faktycznie, komisja konkursowa w ciągu ostatnich dwóch lat wybierała utwory poziomem zawstydzającym Duńczyków (więcej). I to nie jest komplement. Nigdy nie dowiemy się, co wówczas było dla niej ważniejsze: nazwisko czy piosenka. Jury zaś starało się być profesjonalne, lecz miało na uwadzę także popularność wykonawców. W ten sposób, Rafał Brzozowski był jedną nogą już w Kijowie.

Powyższymi stwierdzeniami prezes TVP nie odkrył Ameryki, ale dobrze, że w końcu widzi przyczyny takiego a nie innego stanu rzeczy. Kwestią otwartą pozostaje jednak przekonanie artystów do samej idei Eurowizji, stworzenia czegoś na trzy minuty czasu antenowego, co może nie być łatwe w kontekście np. zeszłorocznego Opola. Konkurs jest przecież szansą na pokazanie twórczości. Mówię o tym ja, mówią o tym od lat OGAE-owicze wszystkim osobom, które chciałyby spróbować swoich sił w Konkursie, lecz z jakiś względów są Eurowizji niechętne. Skoro jednak Jacek Kurski komunikuje nam dzisiaj, że marzy mu się godny reprezentant w Tel Awiwie – nie mam nic przeciwko. Byleby został wybrany z dobrą piosenką, z ciekawym wykonaniem na żywo. Wygrana Roksany Węgiel utwierdza nas wszystkich w przekonaniu, że potrafimy.  My nie boimy się marzyć, nam odwagi nie brakuje. Pytanie tylko, jak bardzo Jacek Kurski i TVP chcą sukcesu w Izraelu?