61. Konkurs Piosenki Eurowizji przeszedł już do historii i zarówno fani, jak i akredytowani dziennikarze oraz artyści powrócili do domów, aby ostatecznie ochłonąć po emocjach ostatnich dwóch tygodni. Wśród nich, oczywiście, reprezentant Holandii Douwe Bob, który został na amsterdamskim lotnisku Schipol przywitany przez fanów oraz przedstawicieli mediów.

Wokalista zapytany przez dziennikarkę jednego z czołowych portali informacyjnych o to, jak ocenia zajęte przez siebie miejsce, odpowiedział m. in:

Skłamałbym oczywiście twierdząc, ze nie czułem się zawiedziony. Do Sztokholmu jechaliśmy z jednym celem – po zwycięstwo. Nie udało się, ale nie mam sobie nic do zarzucenia. Zrobiłem wszystko, co w mojej mocy. To jest najważniejsze. Mógłbym oczywiście nadal analizować i rozważać wszelkie możliwe scenariusze, ale w jakim celu? Jeżeli ktoś jest w stanie wskazać, jaką nutę należało inaczej zaśpiewać, w innym momencie spojrzeć w kamerę lub komu więcej wywiadu udzielić, będę bardzo wdzięczny za sugestie. Uważam jednak, ze to i tak nic by nie zmieniło. Ja ze swojej strony wykorzystałem wszystkie karty. Jedyne, co mogę w pewien sposób obwiniać, to pozycja startowa.
Artysta porównał Eurowizję do Europejskich Mistrzostw Świata w piłce nożnej – Nie udało nam się wygrać, ale zagraliśmy bardzo dobrze!

W sobotni wieczór przed telewizorami zasiadło 4,2 mln Holendrów, aby na żywo śledzić poczynania swojego reprezentanta w Konkursie Piosenki Eurowizji. Było to dwa razy więcej widzów niż przed rokiem, kiedy to reprezentantka Holandii Trijtje Oosterhuis nie zdołała awansować do finału. O absolutnym rekordzie oglądalności ESC nie może być jednak w tym roku mowy. Najwięcej telewidzów, bo aż 5,1 mln, emocjonowało się występami The Common Linnets w 2014 r.

Finał Eurowizji nadawany ze Sztokholmu był jednak zdecydowanie najchętniej oglądanym programem w sobotni wieczór. Przyciągnął więcej widzów, niż najchętniej oglądany program w tym paśmie, czyli Wiadomości. Wiele pozytywnych reakcji i wpisów na portalach społecznościowych oraz entuzjazm fanów po powrocie wokalisty do Amsterdamu to dowód na to, ze Holendrzy, chociaż zawiedzeni, nie mają za złe Douwemu zajęcia miejsca poza czołową dziesiątką. Można powiedzieć, że cały kraj trzymał za niego kciuki, w tym byli reprezentanci kraju tulipanów w Konkursie Piosenki Eurowizji – Sieneke, która w 2010 r. broniła barw pomarańczowych w Oslo oraz The Common Linnets, czyli zdobywcy drugiego miejsca na Eurowizji 2014 w Kopenhadze. Na swoim profilu na Twitterze wyrazili oni dumę z Douwego oraz pogratulowali zwycięskiej Jamali.

Uwadze mediów nie umknęło także to, jak Douwe ze swoim teamem w trakcie oczekiwania w greenroomie umilali sobie czas, przemycając…alkohol! Douwe zamieszczał również na swoich profilach na portalach społecznościowych zdjęcia, na których trzyma na rękach Samrę z Azerbejdżanu, Berei z Hiszpanii a nawet…Amira z Francji!

Jedna z dziennikarek nawiązała w rozmowie z Douwe do tych zdjęć, pytając, czy wokalista miał ochotę także wziąć w ramiona Hoviego Stara, reprezentanta Izraela. Douwe Bob ze śmiechem odpowiedział w typowy dla siebie sposób, ze zostawił Hoviego Stara w Sztokholmie na 14. pozycji i nie ukrywa, ze jest to przyjemna myśl. Przypomnijmy, ze panowie poróżnił się w czasie spotkania przed Eurovision in Concert, jednego z eventów promocyjnych w Amsterdamie. Holender, nawiązując do ekstrawertycznej osobowości Hoviego miał skonstatować, że Izraelczyk powinien trochę się uspokoić. Hovi nie przyjął tego zbyt dobrze i od tamtej pory wyrażał się o Holendrze dość nieprzychylnie.

Przed pierwszym półfinałem tegorocznej Eurowizji, z którego Douwe Bobowi udało się awansować do finału (artysta zajął w nim 5. miejsce), w prasie niderlandzkiej bardzo dużo dyskutowano o 10 sekundowej przerwie, która następowała w trakcie wykonywania utworu na scenie. Wokalista wpadł na ten pomysł, by nawiązać do tytułu swojej kompozycji „Slow down” i zachęcić ludzi, aby zatrzymali się na chwilę w gonitwie codziennego życia.

Padały opinie, ze był to zbędny zabieg i można było z niego zrezygnować, bądź skrócić go np. do pięciu sekund. Wokalista pozostał jednak wierny swojej wizji i nie dal się namówić na zmianę. Czy pauza pomogła Douwemu? Trudno stwierdzić, ale patrząc na zajęte w półfinale i finale miejsca – na pewno mu nie zaszkodziła.

Poniedziałkowe wydanie Metra przytacza opinie komentatora eurowizyjnego Cornalda Maasa.
Szkoda, ze Douwe Bob nie dostał się do top 10. Dostarczył nam jednak na pewno wiele emocji i zaprezentował się w Globen Arena bardzo profesjonalnie. Reprezentantka Holandii w Konkursie Piosenki Eurowizji z Brukseli w 1987 roku Marga Bult nazwala Boba swoim bohaterem, z którego jest bardzo dumna.

Nie tylko wśród rodaków, ale również za granicą Douwe Bob zyskał sympatyków swojego utworu. Stacje radiowe m. in w Islandii, Estonii oraz Niemczech grają nadal „Slow down” i to jest właśnie to, co artysta uważa za najwspanialsze. W rozmowie telefonicznej z prezenterką audycji radia 3FM wokalista przypomniał, że to było jego podstawowym celem, gdy wyjeżdżał na Eurowizję – (…) pragnąłem wykorzystać tę platformę, jako sposób dotarcia do większej rzeszy odbiorców, zaprezentować moją muzykę poza Holandią i ten cel został osiągnięty! Jestem szczęśliwy! To jest wspaniale!

A jakie są plany Douwe Boba po powrocie ze zmagań w największym muzycznym show Europy?
Jestem zmęczony, ale przede wszystkim szczęśliwy z powrotu na niderlandzki grunt. Tęskniłem się za Amsterdamem i pierwsze, co zamierzam, to wrócić do domu i położyć się spać. Później pójdę do mojego ulubionego baru na piwo.

Czy wynik, który w tym roku osiągnęli Holendrzy na Konkursie Piosenki Eurowizji, przełoży się na stopień zaangażowania i profesjonalizm przy wyborze nowego reprezentanta? Z całą pewnością możemy mówić o pewnej zmianie w postrzeganiu Eurowizji w Holandii, którą zawdzięczamy Anouk. Uznana w całej Europie wokalistka przyniosła niewątpliwy sukces swojej ojczyźnie, kiedy zajęła 9. miejsce w finale konkursu w Malmö. Co prawda Konkurs Piosenki Eurowizji pozostał w oczach wielu cyrkiem, ale Holendrzy zaczęli wierzyć, że dzięki wysyłaniu kompozycji na światowym poziomie są w stanie sprowadzić Eurowizję do Amsterdamu. Drugie miejsce dla The Common Linnets z Kopenhagi to dla nich niewątpliwy dowód.

źródło: twitter.com/; esctoday.com/; rtlnieuws.nl/boulevard; ad.nl; telegraaf.nl

1 KOMENTARZ