Europejska Unia Nadawców stoi przed dylematem ustalenia przynależności głosów mieszkańców Krymu podczas Konkursu Piosenki Eurowizji w Kopenhadze.

 

Jedną z podstawowych zasad Europejskiej Unii Nadawców (EBU) jest apolityczność. EBU podkreśla, że aby produkcje telewizyjne reprezentowały wysoką jakość muszą być wolne od jakichkolwiek wpływów politycznych, ekonomicznych i ideologicznych.

Taka logika jest też stosowana przy organizacji Konkursu Piosenki Eurowizji. Jednak tak jak przy każdej dużej imprezie, gdzie w grę wchodzi konkurencja pod narodowymi barwami, nie da się uniknąć kwestii politycznych.  Szwedzki dziennik – Aftonbladet wiąże problem Krymu, nazywanego największym kryzysem w Europie od czasów zimnej wojny, z tegorocznym Konkursem Eurowizji.  Aftonbladet zwraca uwagę, że Eurowizja będzie pierwszym testem dla społeczności międzynarodowej odnośnie przynależności Krymu. Dziennik wskazuje na dylemat, do którego kraju mają przynależeć głosy wysłane przez widzów z Krymu: do Ukrainy, czy do Rosji. Zdaniem dziennika, uznanie tych głosów jako rosyjskich było uznaniem przynależności półwyspu do Federacji Rosyjskiej.

Jon Ola Sand – odpowiedzialny za Konkurs Eurowizji z ramienia EBU określa kryzys jako sytuację poza kontrolą organizacji.  Jednocześnie podkreśla, że EBU jeszcze nie określiło, do którego kraju zostaną włączone głosy mieszkańców Krymu. Sand poinformował, że EBU razem z ukraińskim nadawcą poszukują właściwego rozwiązania. Podstawową zasadą odnośnie pochodzenia głosów jest identyfikacja operatora. Sand zwraca uwagę, że to może okazać się niemożliwe aby rozróżnić głosy pochodzące z Krymu lub Moskwy, jeśli mieszkańcy półwyspu są użytkownikami rosyjskich operatorów. Jon Ola Sand w rozmowie z Aftonbladet wskazuje, że taka identyfikacja głosów nie oznacza zajęcia stanowiska w konflikcie.

Warto zwrócić uwagę na kondycję infrastruktury telekomunikacyjnej na terenie Krymu. Rosyjski premier, Dimitrij Miedwiediew, ogłosił w marcu potrzebę dostarczania usług telekomunikacyjnych z obszaru Rosji na zaanektowany obszar. Państwowy operator, Rostelecom, prawie ukończył budowę 40-kilometrowego kabla ciągnącego się z Krasnodaru na terytorium Krymu.  6-kilmoterowy odcinek połączenia znajduje się pod Cieśniną Kerczeńską łączącą Morze Czarne z Azowskim. Koszt inwestycji jest szacowany na 11-25 milionów dolarów i wchodzi w skład pakietu inwestycji przewidzianych w ramach poprawy komunikacji między Krymem a obszarem Rosji.

Problem identyfikacji głosów z obszarów o niejasnym statusie nie jest obcy władzom EBU, jednak przypadek Krymu budzi szczególne zainteresowanie ze względu na intensywność konfiktu w ostatnich miesiącach.

Źródło: Aftonbladet, rt.com